Rien ne va plus
quis leget haec ?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Znowu coś nie tak!? - irytował się. - Widzę przecież po tobie, że się złościsz. Marek przytulił ją mocno, zanurzając nos w jej pachnących, gęstych włosach. - Proszę cię, odezwij się - nalegał. - Ciągle cię nie ma, ciągle gdzieś wyjeżdżasz a jak przyjedziesz to się tak śpieszysz, że zanim zdążę się skoncentrować, już jest po "wszystkim" - wyrzuciła z siebie ze złością. - Ach, to o to chodzi? - widać było, że się rozluźnił. - A o co mogłoby innego chodzić? Ja nie jestem kawałkiem tortu, który można ugryźć a resztę odstawić z powrotem. Jestem kobietą i też chcę coś z tego mieć, ty egoisto! - Nie gniewaj się. Wiesz przecież, że mam taką pracę. Muszę ciągle gdzieś jechać. Coś załatwić. A to sympozjum, to konferencja...Przecież to nie zależy ode mnie. Chcę nam zapewnić wszystko, co jest możliwe i potrzebne do życia. - Nie wiedziałeś o tym, że seks jest również potrzebny? Jestem zdrową kobietą i ciągle samotną. Zauważyłam, że robię się złośliwa i nerwowa, a przecież taka nie byłam. - Masz rację kochanie, proszę cię nie gniewaj się. Chodźmy już spać. Obiecuje ci, że jutro wszystko naprawię. - Tak sądzisz? Przeczytaj ostatnią pocztę. Jutro masz być w południe w Londynie na jakimś następnym zebraniu tej twojej cholernej rady nadzorczej! Odwróciła się rozgoryczona i wyraźnie wściekła. Przytulił się do jej pleców. - Proszę, nie gniewaj się. Wrócę za dwa dni. Będziemy znowu razem. - Tak, tylko ciekawe na jak długo? Na jedną noc? I znów cię nie ma! Była nielicho wkurzona, tym bardziej, że za parę minut usłyszała miarowy oddech Marka, którego Morfeusz porwał w swe sieci jak zwykle szybko i niepostrzeżenie. Długo nie mogła zasnąć. Rano z nosem spuszczonym na kwintę szykowała go, jak zwykle perfekcyjnie w podróż służbową. Chodził za nią krok w krok. Był przesadnie czuły i sprawiał wrażenie jakby chciał ją za coś przeprosić. - Punktualnie o ósmej trzydzieści masz samolot. Numer lotu 108, nie zapomnij - stała w drzwiach z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, podczas gdy Marek tulił ją i całował po twarzy. - Proszę, nie bądź już taka naburmuszona. Jak wrócę porozmawiamy jak to wszystko zmienić. Obiecuję. - Daj spokój - udała, że już mniej się gniewa. Ciągle to samo - pomyślała ze smutkiem odprowadzając wzrokiem odjeżdżający samochód Marka.
Siadła przy komputerze popijając poranną kawę. Program wertował strony internetowe i w pewnym momencie zatrzymał się na jednej z nich. Coś przykuło jej uwagę. Strona Agencji Rządowej. "Zdrowie i medycyna". - O, to może byś ciekawe - przemknęło jej przez głowę. - Wchodzę - pomyślała i kliknęła. - "Elektroniczny stymulator rozkoszy" - czytała z zainteresowaniem. - To chyba jakieś żarty, to nieprawdopodobne!? - Czuła, że jej ciekawość rośnie z minuty na minutę. - "Orgazm na życzenie, o każdej porze dnia i nocy, nie tylko dla samotnych". Instytut Fizjologii - zapisy na rozmowę z profesorem Emilianem Starowiczem drogą elektroniczną [e-mail]... - Muszę to sprawdzić - jej palce nerwowo muskały klawiaturę. - O boże, ale tłok...pierwszy wolny termin dopiero za miesiąc... - O co tu chodzi? - cóż, zaryzykuję - pomyślała, podając dane i wysyłając maila ze swoim zgłoszeniem. Szybko dopijała kawę. Była dziwnie podniecona, ale to z pewnością nie była wina kofeiny w kawie. Usiadła wygodnie w fotelu. - Jeśli nie mogę nakłonić niebios, poruszę piekło - była wyraźnie z siebie zadowolona.
Nieubłaganie nadszedł termin spotkania z profesorem. Czekała z niecierpliwością. W sekretariacie Instytutu znalazła się pięć minut przed dziewiątą. Była wyraźnie stremowana i niespokojna. Jednak jej determinacja i ciekawość wyraźnie górowała nad strachem i niepewnością. Punktualnie o dziewiątej drzwi otworzyły się. - Nazywam się Starowicz. Emilian Starowicz. Bardzo mi miło zaprosić panią do środka. Podała mu niepewnie dłoń. Wyczuł jej obawy. - Proszę się rozluźnić. Umawiamy się na początku, że jest pani tutaj tylko po to, aby uzyskać pewne informacje na interesujący panią temat. To wszystko. To nie zobowiązuje nikogo z nas absolutnie do niczego. Był sympatyczny, uśmiechnięty i niezwykle uprzejmy. Zapach markowych kosmetyków doskonale uzupełniał jego skromny gabinet. Ciemne, olbrzymie biurko, skórzane fotele i paląca się na biurku fajka, tworzyły nastrój, któremu z przyjemnością sie poddała. W kilku zdaniach, dosyć szybko i chaotycznie opowiedziała o swoich problemach. - No cóż, wiem o co chodzi. Chciałaby pani uzupełnić niepełne wrażenia ze swojej alkowy o prawdziwe doznania, których nie zawsze może pani dostarczyć mąż, ciągle przebywający poza domem. To typowa sprawa. Wiele porządnych kobiet, którym pojęcie zdrady nie mieści się w ich moralności, ucieka do środków zastępczych, które pozwalają utrzymać i męża, i dom a jednocześnie zapewniają systematyczny trening rozkoszy seksualnej. I wilk syty i owieczka niewinna. Nie tylko sposób prowadzenia rozmowy ale jego mimika, tembr głosu i swoboda z jaką rozmawiał, zdradzała wielką klasę, rozległą wiedzę i elegancję, która emanowała z każdego jego ruchu. - Cały zabieg jest tak zwanym zabiegiem prawie kosmetycznym. Nasz stymulator orgazmu to aparat wielkości orzecha laskowego. Generator wszczepiamy pod skórę pośladków i łączymy go przy pomocy elektrod umieszczonych w rdzeniu kręgowym. Pilot, przypominający breloczek do kluczy, uruchamia pani serię bodźców, które doprowadzają w efekcie do orgazmu. Słuchała uważnie, spoglądając czasami na palącą się fajkę. Zauważył to od razu. - Chciałbym panią uspokoić. Ta fajka jest nieprawdziwa. To ruchomy obraz hologramu laserowego połączony z efektami zapachowymi podobnymi do palącego się tytoniu. Mówiąc to, położył rękę na klawiaturze laptopa. - Pstryk...i już jej nie ma - powiedział, śmiejąc się jak mały chłopiec. - To taki gadżet poprawiający moje samopoczucie. Faktycznie, po fajce na biurku nie było śladu. - Wracając zaś do naszego tematu - poprawił się w fotelu jak rozmówca przed dłuższą mową... - Stymulator miał być przeznaczony przede wszystkim dla kobiet cierpiących na anorgazmię. Proszę mi wierzyć, że to wcale nie rzadkie zaburzenia.. Dotyczy to nie tylko osób sparaliżowanych i zażywających leki. Co piąta, kobieta ma problemy z osiągnięciem orgazmu. Prawie tyle samo nie odczuwa satysfakcji z seksu, a dla co szóstej kobiety kontakty seksualne są zbyt bolesne, co również prowadzi do zaburzeń. Wiele kobiet, tak jak i panią, może zatem bardziej zadowolić wszczepiony implant niż drogie leczenie u seksuologa, często bezskuteczne, czy nieuzasadnione zmienianie partnerów. Przerwał na moment. - Ale jestem gapa...czy mógłbym pani coś zaproponować do picia? - Tak, kawę, jeżeli można - rozluźniła się nieco. To wszystko zaczynało być coraz bardziej ciekawe. - Widzi pani - kontynuował, gdy sekretarka postawiła na stoliku kawę i wyszła z gabinetu. - Seksualność kobiet jest wyjątkowo zaniedbanym zakamarkiem ludzkiej duszy. Zdziwi panią zapewne fakt, że już Zygmunt Freud na początku ubiegłego stulecia to zauważył i docenił. Tak się składa, że mózg człowieka uczestniczy we wszystkich etapach aktu seksualnego. W płacie czołowym powiązane są ośrodki odpowiedzialne za doznania seksualne. Jeden z nich odbiera na przykład informację o zabarwieniu erotycznym, mogą to być wrażenia wzrokowe a w kolejnej fazie następuje pobudzenie części prawego płata, gdzie znajduje się sfera emocji i przyjemności. Uruchamia to lawinę reakcji fizjologicznych, kontynuowanych przed przed wzgórze. Zawiesił na moment głos. - Czy nie nudzą panią przypadkiem te naukowe dywagacje? - Ależ nie, absolutnie nie. - To dobrze, ta wiedza pozwoli pani zrozumieć lepiej cały mechanizm powstawania orgazmu. - W trzeciej fazie - ciągnął dalej - w korze mózgowej rodzi się odczucie orgazmu. Jak pani widzi, nie jest to prosty mechanizm lecz seria powiązanych i uzupełniających się procesów. Zarówno pożądanie, jak i przeżycie rozkoszy wymaga wielokrotnych sygnałów łączących mózg, układ nerwowy i lokalne reakcje fizjologiczne. Domyśla się pani, że towarzyszą temu pewne procesy przeciwstawne. Człowiek, w końcu, nie jest maszyną - zamyślił się na moment... - Ta przeciwstawność to przede wszystkim podniecenie i jego hamowanie, pożądanie i strach, rozkosz natychmiastowa i opóźniona. Oznacza to, że orgazmu nie można zatem sprowadzić wyłącznie do fizjologii, mimo, że jest reakcją na serię bodźców. Samo odczucie orgazmu zdeterminowane jest przez osobiste doświadczenia, wyobrażenia o miłości, mity o seksie oraz czynniki społeczno-kulturowe. - Bo widzi pani, seksu po prostu trzeba się nauczyć, tak jak wszystkiego czego uczymy się w życiu i doświadczamy. Ja mam również rodzinę i żonę, z którą jestem już prawie dwadzieścia lat. Mamy wiele wspólnych problemów, ale tak całkiem prywatnie powiem pani moją definicję prawdziwego orgazmu, która w swej prostocie wymowy jest wręcz genialna. - Spuściła na moment oczy pod jego badawczym spojrzeniem. - Największą przyjemność sprawia nie tyle korzystanie z prawdziwej rozkoszy, ale umiejętność równoczesnego dzielenia się nią. Przerwał, zauważył, że to ostatnie zdanie zrobiło na niej spore wrażenie. - Panie profesorze - zaczęła nieśmiało - my, z moim mężem, jesteśmy zdrowymi ludźmi i psychicznie i fizycznie. Problem jest w tym, że on ma na to wszystko za mało czasu a ja zbyt wiele... - Tak, to typowy problem - pokiwał ze zrozumieniem głową. - Ten stymulator może pani oddać nieocenione usługi jako uzupełnienie pewnej sfery emocjonalno-fizjologicznej. - Proszę mi wybaczyć nieco naiwne pytanie - zaczęła mówić już swobodniej - co stanie się wobec tego z prawdziwym seksem i z prawdziwą miłością? Pana rewelacje naukowe zmieniają moje dotychczasowe pojęcie o sprawach, które towarzyszą ludziom już od wieków i wydają się być odporne na wszystkie otaczające nas zmiany technologiczne. - To bardzo ciekawe pytanie, proszę pani - profesor wyraźnie się ożywił - prawdziwa miłość jest piękna i potężna i chociaż czujemy wszędzie jej obecność, to na ogół ona jest zawsze tam, gdzie nas nie ma. I racją jest też, że nieodłącznym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Emil Grabicz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…