Wróć do katalogu

Robię to co zechcę 2

Rozdział drugi o tym co przydarzyło się Izie Talarczyk. Chciałam również przeprosić za długi czas oczekiwania-ale miałam problemy z internetem. Zapraszam serdecznie ^^

Lady_Behemoth, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział II

Siedziałam na parapecie i przyglądałam się obywatelom naszego miasta biegnącym po chodniku. Dzisiaj nie było już tak ładnie. Z nieba lały się hektolitry wody, a ludzie przemierzali swoją drogę w tempie wyścigowym. Często tak zastanawiam się gdzie oni tak pędzą? Co tak naprawdę robią? I czy ta pani, którą codziennie rano mijam w drodze do szkoły, ta w wielkim zielonym kapeluszu, czy ona jest szczęśliwa? Jakie ma problemy i czy umie sobie z nimi radzić? Niby to głupie i bez sensu, ale kiedy człowiek ma dużo wolnego czasu, zaczyna się zastanawiać nad takimi szczegółami. Zsunęłam stopy na dywan i wstałam, podchodząc do łóżka. Chwyciłam opartą o nie gitarę basową i spoczęłam na podłodze, opierając się plecami o moje legowisko. Jedną ręką włączyłam 20 watowego „Marshall’a” i poczęłam brzdąkanie. Jedyne co w danym momencie przychodziło mi do głowy to „Breath” The Prodigy, dlatego wpatrując się w pustą przestrzeń, trącałam struny palcami właśnie na tą melodię. Moje osamotnienie przerwał telefon, który dzwoniąc, wyrwał mnie z muzycznej krainy. - Iza! Odbierz! Mam całe ręce w farbie! – usłyszałam. Niechętnie odłożyłam gitarę i powlokłam się na dół. Chwyciłam wiszący na ścianie telefon i przyłożyłam słuchawkę do ucha. – Rezydencja Talarczyków. Izabela z tej strony. – z przyzwyczajenia zachowałam oficjalny ton. Jakież było moje zdziwienie, gdy z drugiej strony kabla usłyszałam dudniący głos Wolfganga. - Cześć Iza. - Skąd masz mój numer? –spytałam zaskoczona. - A może by tak jakieś „cześć”? Wziąłem dzisiaj od Zuzy. - Nie mogłeś poprosić mnie? Najlepiej o komórkowy? – drążyłam. - Wyszłaś bardzo szybko ze szkoły i nie zdążyłem zapytać. - oznajmił - A poza tym, sądzę, że nie odbierasz numerów zastrzeżonych - tutaj miał racje. - Więc czego chcesz? –burknęłam, marząc o tym by wrócić na górę do mojej gitary. - Jakaś Ty uprzejma. Chciałem się spytać czy mogłabyś mnie oprowadzić trochę po mieście. - Pada. - No to co? - Będę mokra. - Założysz kaptur. - On też zmoknie. - Mam parasol. - A ja nie. - To będziesz szła ze mną pod jednym. Ta rozmowa nie prowadziła do nikąd, a z każdym słowem stawała się coraz bardziej durna. Odniosłam niejasne wrażenie, że takie droczenie się ze mną, sprawiało Wilkowi radość. W końcu jednak dałam za wygraną. - Ehhh... niech Ci będzie. A o której i gdzie? - Powiedzmy, że za jakąś godzinkę. Przyjdę po Ciebie, żebyś nie zmokła.- rzucił. Prychnęłam do słuchawki. - To na razie. - Trzymaj się. – usłyszałam, zanim odwiesiłam aparaturę na widełki. Przeciągnęłam się leniwie. - Za godzinę wychodzę! –wrzasnęłam, zmierzając ku schodom na piętro. - Z Dawidem!? – odwrzasnął ojciec. - Nie! Z Wolfgangiem! - A kto to!? Twój nowy chłopak!? - NIE!!! Kolega z klasy! - Pierwszy raz o nim słyszę!! - Bo dopiero wprowadził się do Łodzi! - A czy... –nie zdążył dokończyć tata, bo weszłam do pracowni. - Ojcze, doskonale zdaję sobie sprawę, że w tym domu mieszkamy tylko we dwoje, ale czy żeby się porozumieć musimy się do siebie drzeć przez cały hol? –spytałam rzeczowym tonem. Zaśmiał się serdecznie i zlustrował mnie spojrzeniem. - Pada. –zauważył. - Wiem.

***

Dzwonek do drzwi. Zerknęłam na zegarek z kukułką. 17.37. W przeciwieństwie do mojego chłopaka, Witczak okazał się być niezwykle punktualny. Duży plus. Dopiłam ostatni łyk kawy i wyszłam z kuchni. Zmierzając w stronę drzwi wejściowych, omal nie zabiłam się o własne buty, których spora ilość leżała porozrzucana na parkiecie. Pociągnęłam za klamkę. Wilk stał, a deszcz bębnił o wielki czarny parasol, którym się osłaniał. Tym razem włosy miał starannie związane w kucyk. - Wejdziesz czy mokniesz? – spytałam bez ogródek. Uśmiechnął się lekko i przestąpił progi mojego domu. Dźwięk dzwonka wywabił mojego ojca, który teraz wychylał się zza drzwi pracowni i spoglądał na naszą dwójkę. - Tato, to właśnie Wolfgang. -oznajmiłam. - Dzień dobry. –w przeciwieństwie do Zuzy, która widząc mojego rodziciela zawsze rzuca „Dobry, panie Talarczyk”, Wilk wykazał się choć odrobiną kultury. Ojciec kiwnął głową na znak, że również wita, ale nie zniknął w swoim pokoju, tylko dalej nas obserwował. Zupełnie jakby chciał sprawdzić, czy przypadkiem nie mam zamiaru zdradzić Dawida. Albo mam paranoje na tym punkcie, albo wszyscy uważają mnie za rozwiązłą. - Założę tylko buty i wychodzimy. – powiedziałam wciągając glana na nogę. Jakieś 15 minut później miałam już na plecach płaszcz. - Idę. - Nie zgub mi jej. To jedyna kobieta w moim życiu, która mi pozostała. – rzucił ojciec, jakimś takim smutnym głosem. - Nie zgubię. – odparł czarnowłosy, kiedy zamykaliśmy za sobą drzwi. Lało jak jasna cholera. Wilk rozłożył parasol i zaoferował się ramieniem. Popatrzyłam na niego podejrzliwie. - Tylko nie wyobrażaj sobie za wiele. Robię to tylko dlatego, że nie mam swojej parasolki – oznajmiłam, chwytając go pod rękę. Spojrzał na mnie, tak jakoś dziwnie i nic nie mówiąc ruszyliśmy przed siebie. Woda chlupotała mi pod butami. Teraz bez dwóch zdań mogłam przytaknąć, że jest to listopad. Z nieba gęsto lała się woda. Dookoła, a niekiedy i na chodniku, leżały różnokolorowe liście. Nie wiedzieć czemu, ale w mojej okolicy dominowała czerwień. - Co byś chciał zobaczyć? Jakieś konkretne życzenia? – spytałam, przerywając ciszę. - Jakieś najbardziej popularne miejsce. Gdzie najczęściej widać ludzi. - Piotrkowska. – powiedziałam potrząsając grzywą. – Ale to pojedziemy tramwajem. - Nie możemy iść na piechotę? W tramwaju będzie pełno ludzi. – stwierdził. - Jak chcesz mnie trzymać za ramię to po prostu powiedz, a nie wymyślaj jakieś głupie metody. – starałam się, żeby moje słowa zabrzmiały raczej dowcipnie, ale patrząc na efekty, chyba mi nie wyszło. Policzki Wolfganga oblały się bladym rumieńcem, ale nie minęła chwila i na powrót wróciły do swojego zwykłego jasnego koloru. Nie mówiąc nic, lekko szarpnął mnie w stronę przystanku. Oho, zdaje się, że ździebko przegięłam. Musieliśmy stanąć obok budki, gdyż pod zadaszeniem nie było już miejsca. Tłoczyły się tam starsze panie, kilku biznesmenów i dzieciaki wracające z treningów. Wbiłam wzrok w swoje glany, które dumnie prezentowałam na swoich nieco patykowatych nogach. Zauważyłam, że mój towarzysz również miał „te toporne buciory”, w które wciśnięte były nogawki czarnych bojówek. - Przetarły Ci się... –powiedziałam cicho, wskazując na czubek jednego z butów. Wilk popatrzył na mnie jak na idiotkę - zresztą słusznie – i wzruszył ramionami. Odniosłam wrażenie, że z wiekiem staję się coraz głupsza, a objawia się to poprzez zadawanie pytań, na które odpowiedzi są, albo oczywiste, albo zwyczajnie łatwe do przewidzenia. Nie odzywaliśmy się, aż do przyjazdu żółto-czerwonego dzieła chorzowskich inżynierów, oznakowanego tabliczką numer 10. - Wsiadamy. –powiedziałam, ciągnąc Wilka za rękę. Szybko złożył parasol i wsiedliśmy. W myślach przyznałam Witczakowi rację - w tramwaju był niesamowity tłok. Ludzie dosłownie włazili sobie na głowy byleby tylko upchnąć się

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych