Rodem z elfów
oj , sami zobaczcie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Smukłe czółno sunęło szybko i bezszelestnie po srebrzystej tafli jeziora, kierowała nim zakapturzona, szczupła postać. Księżyc odbijał się w wodnym zwierciadle. Postać poruszała wiosłami z wielką wprawą i zgrabnością, wiosła z ledwo dosłyszalnym pluskiem przecinały lodowatą wodę jeziora Korlii. Tajemnicza postać dotarła już na drugi brzeg jeziora. Zacumowała łódkę , sięgnęła po kołczan i łuk. Przedarła się przez pierwsze zarośla i zagłębiła w gąszcz drzew. Ze wszystkich stron spoglądały na tego dziwnego intruza setki oczu , nimfy wodne, trolle drzewne, ogniste gobliny, puchacze i inni mieszkańcy tego lasu byli mocno zaniepokojeni tym nagłym wtargnięciem do i c h puszczy. Postać zdawała nie zwracać się na to uwagi i była tak jakby obojętna na gniewne i zdziwione syki, gruchania, pohukiwania. Poruszała się ona tak samo bezszelestnie jak w łódce, widocznie zależało jej na tym aby nie zwracać niczyjej uwagi. Nagle odgłos łamanej gałązki rozbrzmiał gdzieś przed nią. Założyła strzałę na cięciwę łuku. Odezwał się szorstki głos gdzieś z przodu. Postać ani drgnęła , po chwili dał się słyszeć inny głos, głęboki i czysty, ten rozbrzmiewał z tyłu, a po chwili coś zaczęło trzeszczeć ze wszystkich stron , intruz był otoczony. Napiął łuk i wypuścił czarno upierzoną strzałę, trafiła bezbłędnie . Pozostali ruszyli na niego natychmiast próbując go obezwładnić. Przybysz szybko sięgnął do przepastnej kieszeni płaszcza, sypnął w górę garść czegoś co przypominało okruszki szkła. Na chwile zabłysnęło zielonkawe światło. Zakapturzona postać wymamrotała coś rozkazującym tonem i nagle wszyscy oprócz niej padli na ziemie skrępowani niewidzialnymi linami. Postać zapaliła pochodnię, ciepły blask ognia oblał najbliższe drzewa i twarze postaci. Wtedy ona roześmiała się srebrzyście i odrzuciła gruby kaptur z głowy. Była to dziewczyna, może szesnastoletnia , sądząc po skośnych oczach i szpiczastych uszach był to elf. Długie, kruczoczarne, włosy miała zaplecione w długi warkocz , który przerzuciła przez ramię. Nosiła też opaskę z trawy aby włosy nie wpadały jej do oczu. Pod płaszczem ubrana była w prostą tunikę do kolan a pod nią lniane spodnie. Na nogach nosiła skórzane mokasyny z irchy jeleniej. Była niezwykle smukła i wysoka. Patrzyła z góry na powykrzywiane z bezsilnej złości twarze Argów. Argowie to pewna odmiana elfów, tylko że ten ich gatunek składa się z samych mężczyzn, żyje na drzewach i chętnie służy człowiekowi ( co u elfów szlachetnych jest postrzegane za największą hańbę). Nikt nie wie jak to plemię się rozmnaża ale co roku przybywa ich o paru dzieciaków. A może są tam kobiety tylko nikt do tej pory ich nie widział? Dobrze , więc dziewczyna patrzyła na nich z góry, patrzyła na nich z nie ukrywaną pogardą. Ona , dziewczyna, pokonała cały odział rosłych i zwinnych mężczyzn. Już , już otwierała usta żeby coś powiedzieć kiedy na niebie rozbłysło pomarańczowe światło. Dziewczyna zesztywniała, zastygła wsłuchując się w odgłosy nocy. Nagle z tej strony jeziora z której przybyła elfka rozległ się hałas i potoczył się echem po gładkiej tafli jeziora. Dziewczyna nie kryła przerażenia, spojrzała z wściekłością na Argów którzy też zastygli nasłuchując. Znów spojrzała w stronę jeziora. Dochodził stamtąd ledwie dosłyszalny chlupot wielu wioseł. Wiedziała że nie zdoła uciec. Nie znała tego lasu. Tylko Argowie mogli jej pomóc. Po chwili namysłu powiedziała: - Kto tu jest przywódcą?! Wszystkie oczy spoczęły na przystojnym młodzieńcu o piwnych oczach. Dziewczyna czarami sprawiła , że przywódca Argów znajdował się w pozycji siedzącej i miał zdjęty knebel. - A więc ty jesteś przywódcą tego oddziału?! Dobrze , mam dla was propozycję nie do odrzucenia. Zaprowadzicie mnie do jakiejś kryjówki a ja was nie zabije i być może puszczę wolno, zgoda? - A na jakiej podstawie mamy ci wierzyć? Elfka wyciągnęła z kieszeni garść pyłku szklanego i noc jakby odrobinę z czerniała , w dali rozległ się grzmot. - Obawiam się , że nie macie wyboru. - Dobrze , zaprowadzimy cię do kryjówki, to niedaleko stąd .A można wiedzieć jak ci na imię? Ja jestem Naun, syn znachora Nahii. - Och, ja jestem Megane, córka przywódcy naszego klanu , Moisa. Matki nie znałam. - Ja za to nie pamiętam ojca. Umarł kiedy miałem pare miesięcy. Dopełniamy się no nie? - Aha. Koniec pogawędki , nie jesteśmy tu na mate(elfia herbata), czas ucieka. Więc prowadź do tej kryjówki. - Się robi wasza wysokość! Odwrócił się do pozostałych i zakrzyknął coś gromkim głosem. Reszta oddziału przystała niechętnie na pomoc wrogowi. Ale przywódca to przywódca, i nie ma co gadać więc poszli. Naun i Megane szli na przedzie. Musieli się śpieszyć ponieważ pogoń deptała im po piętach. Naun prowadził ich pewnie przez gęsty, ciemny i groźny las, tak ,że w końcu dotarli do skalnej ściany. Wykute w niej były małe schodki, prawie niewidoczne pod plątaniną roślinności. W końcu wspięli się do skalnej półki gdzie wszystko porastał bluszcz. Zatrzymali się przed rumowiskiem kamieni, jeden z Argów odchylił bluszcz i oczom ich ukazało się wąskie przejście . Dowódca wszedł pierwszy, za nim Megane a potem reszta oddziału. Przejście to ciągnęło się chyba z dziesięć metrów ale wszyscy byli bardzo szczupli więc nikt , nawet w bardzo wąskich momentach , się nie zaklinował. Znaleźli się w nie tak znowu dużej jaskini , która wydawała się nawet przytulna. Stał tam ciężko ociosany stół i tuzin pniaków do siedzenia. Pod ścianą usłana była słoma , w ścianach tkwiły uchwyty z pochodniami , które teraz zostały zapalone. Naun zdjął z siebie plecak i zaczął wyciągać z niego płaty suszonego mięsa, placki kukurydziane i bukłaki z wodą. Megane miała jeszcze trochę ciasteczek owsianych, idealnych na długie podróże. Tak więc rozłożyli to wszystko na stole , Argowie porozsiadali się na pniakach i zajęli jedzeniem. Naun zaczął rozścielać słomę po ścianą i Megane pośpieszyła mu z pomocą. Kiedy już się z tym uporali , usiedli na tym pachnącym posłaniu. Naun zagadnął. - Co cię sprowadza w nasze strony? - A to długa opowieść... - Mamy dużo czasu , nie ma nic do roboty, chętnie cię wysłucham. - Dobra, sama nie wiem od czego zacząć. - Najlepiej od samego początku - Dobra...No więc tak. Parę lat temu dwa klany , Karibu i Marisii rozpoczęli wojnę. Nie pytaj o co , sama tego nie rozumiem. Karibu wyraźnie przegrywali, posłali po wsparcie do mojego ojca, aby się zlitował i wspomógł ich armię. Mois się zgodził, nie wiedział że doprowadzi go to do ruiny. Tak więc posłał posiłki do walczących . Ale Marisii i tak cały czas byli bliscy zwycięstwa...Wymordowali pół naszej armii i na tym nie poprzestali. Wdarli się do naszego królestwa, nazywając mojego ojca zdrajcą. Obrażając moją matkę. Wtedy tata nie wytrzymał ,poniosło go . Zszedł pomiędzy walczących , nakazał mi abym słuchała jego doradcy i dzielnie rządziła krajem gdyby mu się coś stało. Płakałam, krzyczałam żeby tego nie robił, żeby mnie nie zostawiał. Na nic. Rano było po wszystkim. Wszystkie domostwa spłonęły. Ciało mojego ojca unosił nurt rzeki Tiago. Tym razem nie płakałam. Byłam wściekłą , wściekła na siebie że go nie powstrzymałam. Wszyscy mówili mi że to nie moja wina. Ale ja wiedziałam. Bałam się że kiedyś znów mogę być bezsilna, biernie patrzeć jak tracę kolejno wszystko co kochałam. Obiecałam sobie że się zemszczę. Trzy lata planowałam wszystko , tak aby nie zawalić. Trzy lata taiłam przed wszystkimi co czuję. Ale żądza zemsty była silniejsza niż wszystko inne. Trzy lata udawałam grzeczną dziewczynkę ale po kryjomu uczyłam się strzelać z łuku, rzucać nożem , jeździć konno itp. Robiłam wszystko żeby nigdy nie zdarzyło się...Żebym nigdy nie była zdana na kogoś łaskę lub niełaskę. Którejś letniej nocy uciekłam. Zabrałam ze sobą tylko kołczan , łuk i mojego wierzchowca Emrego. Jechałam w nocy , a dniem się ukrywałam. Jak na razie nie było śladu pogoni. Któregoś dnia Emre złamał sobie nogę. Nie mogłam go tak zostawić. Wtedy przygarnęła mnie leśna wiedźma Irati. Zaopiekowała się mną, wyleczyła Emrego , nauczyła różnych sztuczek i zaopatrzyła w niezbędne mapy. Miałam u niej dług wdzięczności. Dzięki mapom wpadłam na ślad plemienia Marisii, Było to plemię wędrowne więc te poszukiwania zajęły mi strasznie długi czas. Byłam wyczerpana i głodna. Emrego wypuściłam na wolność już dawno bo wiedziałam że przy mnie czeka go już tylko pewna śmierć. Miałam już tylko tyle siły żeby wejść do jakiejś jaskini. Zasnęłam, nie wiem ile spałam , kiedy się obudziłam znajdowałam się nie w jaskini tylko w jakimś okropnym , ciemnym i cuchnącym lochu . Co najdziwniejsze łuki i kołczan miałam przy sobie. Próbowałam znaleźć wyjście ale było strasznie ciemno. Wtedy przypomniała mi się Irata , jedno z zaklęć których mnie nauczyła sprawiło , że w lochu zapłonęły pochodnie. W ścianie znajdowały się drzwiczki z żelaznym, trochę zardzewiałym skoblem. Poradziłam sobie z nim bez trudu. Kamienne schodki prowadziły na górę , naliczyłam ich dwieście dziewiętnaście. Kiedy znalazłam się na powierzchni , okazało się że jestem w olbrzymim drzewie. Posadzkę wyłożono barwnymi płytkami ze szkła w których wyryte były piktogramy. Porwało mnie plemię walecznych Rinów , których ( o dziwo) nie było w drzewie. Musiało tam coś zajść ponieważ wszystko było powywracane i rozwalone. Skierowałam się do wyjścia. Zobaczyłam tam akt takiego okrucieństwa i przemocy że nie mogłam uwierzyć , że to prawda. Trupy Rinów porozrzucane były bez ładu i składu po całym holu. Mordercy po ich zabiciu zrobili coś okropnego, a mianowicie pozbawili wszystkich : mężczyzn, kobiety, starców, dzieci... pozbawili ich spokojnego spoczynku, obcięli im włosy przez co dusze ofiar nie mogły tarfić do Cian, czyli nieba, lub jeśli wolicie, raju. Z włóczni ułożony był pióropusz, znak rozpoznawczy Marisów. Chęć zemszczenia się stała się silniejsza niż przez te wszystkie lata. Oddałam hołd zmarłym aby ich znękane dusze mnie nie prześladowały. Pokręciłam się trochę po tym strasznym domostwie. Posiliłam się trochę tym co znalazłam w spiżarniach. Szybko wyruszyłam aby znów nie zgubić śladu. Tym razem się nie ukrywałam , wędrowałam dniem i nocą, pozwalając sobie tylko na krótki, czujny sen. Po drodze natykałam się na wioski, ich mieszkańcy zostali potraktowani tak samo jak Rinowie. Podążałam krwawym szlakiem Marisów. Wierz mi nie było to przyjemne, nocować w chatach wraz z ich poprzednimi właścicielami. W końcu nadszedł ten upragniony moment. Trafiłam na ich obozowisko. Świętowali właśnie kolejne zwycięstwo i przy okazji wspominali poprzednie wojny i napaści. Schroniłam się na drzewie , gęste listowie chroniło mnie przed nieprzyjaznymi oczyma wroga. Teraz pozostało mi już tylko czekać na odpowiedni moment. Z nudów zaczęłam się
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil tayco
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…