Rodzinna tajemnica
Zaskakujące zwroty akcji i duże emocje. Historia z narracją wieloosobową.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Witajcie ;) Przedstawiam wam moje opowiadanie, które, jeśli kogokolwiek zainteresuje, dalej kontynuuję na blogu: www.rodzinnatajemnica.blog.pl Liczę na szczere opinie, mogą być one w komentarzach na blogu, jeśli ktoś woli :)) Historia ta ma narrację wieloosobową, każdą wypowiedź innej osoby oddzielają gwiazdki "* * *" Chciałabym wiedzieć, jakie błędy popełniam w pisaniu itp. Miłej lektury!
[b]PROLOG[/b]
Ta noc jest nadzwyczaj mroźna, pomyślałam, stąpając szybko po pełnym kałuż chodniku. W świetle latarni zobaczyłam wysokiego, muskularnego chłopaka o oczach niebieskich, a włosach w kolorze popielaty blond – uroda typowo aryjska. Mój ukochany chłopak. Wczoraj dowiedział się, że pod sercem noszę jego dziecko. Usłyszawszy to poprosił mnie o dzień na przemyślenie wszystkiego. Kiedy stanął naprzeciw mnie, serce zaczęło bić mi jak dzwon. Spojrzałam w jego oczy i już wiedziałam. On nie chciał tego dziecka, za bardzo wystraszył się odpowiedzialności. - Posłuchaj, będę miał problemy z prawem. Nie mogę tu zostać. Nie myślałaś może o aborcji? - mówił nadzwyczaj szybko, jakby starając się czym prędzej pozbyć problemu, jakim było jego własne dziecko. Zawahał się chwilę. - Jeśli tak, będę w stanie pokryć jej koszty. - Nie! – krzyknęłam – Nie zapominaj, że to dziecko jest także i moje. To, że ty go nie chcesz nie oznacza, że poprę twoje zdanie! - W takim razie nigdy więcej się nie spotkamy. Nie zamierzam iść do więzienia ani tracić młodości na siedzenie w pieluchach. Cześć. Zamarłam. On nie żartował! Naprawdę pozostawił mnie samej sobie! Dlaczego? Dlaczego chłopak, który wydawał mi się ideałem w każdym calu, zachował się właśnie jak ostatni drań? Patrzyłam jak oddala się ode mnie. Nogi miałam niczym z waty, a usta jakby zasznurowane. Nie byłam w stanie pobiec za nim ani cokolwiek powiedzieć. Po chwili poczułam się słabo. Ostatnim co zobaczyłam było gwieździste niebo.
* * * [b]5 marzec 2014[/b]
Nienawidzę szpitali. Jakiś czas temu miałam przyjemność spędzić kilka nocy w jednym z nich z powodu wyrostka robaczkowego i od tamtej pory na samą myśl o powrocie do tej placówki przechodzą mnie ciarki. Niestety jednak jestem tu znów. W przeraźliwie białym korytarzu oczekuję na swoją kolej odwiedzin. Babcia Anastazja, z którą byłam tak bardzo zżyta, której ufałam jak nikomu innemu, jest teraz u kresu sił. Prawie nie może mówić, a co dopiero poruszać się... - Maju, wejdź – mama ledwo mogła patrzeć na mnie przez swoje opuchnięte od płaczu oczy – Pamiętaj tylko, żeby nie zadawać babci pytań, bo bardzo się męczy. Skinęłam głową. Minęłam mamę i weszłam do pokoju. Uderzyła mnie biel ścian. Jak miejsce, w którym tylu ludzi przychodzi i odchodzi z tego świata, może być tak bezbarwne? Babcia bardzo często mi powtarzała, że wszędzie by mogła umrzeć, ale nigdy w miejscu bez duszy, jakim był właśnie szpital. Jak na złość, los jej zgotował odwrotny scenariusz. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu babcia była osobą pełną życia. W wieku siedemdziesięciu lat była w stanie jeździć dzień w dzień na rowerze do miasta tylko po to, aby kupić chleb. Dla niej hańbą było korzystać z takich udogodnień jakimi są taksówki lub chociażby autobusy. Teraz natomiast leży zmęczona w jednym z tych obskurnych szpitalnych pokoi. Uśmiech, który przez ponad pół wieku był jej znakiem rozpoznawczym, zniknął z twarzy. Jeszcze kilka lat temu wszystkie rówieśnicze sąsiadki zazdrościły jej burzy loków, z których teraz zostało zaledwie kilka pasm cienkich siwych włosków. Usiadłam na krześle przy łóżku babci i delikatnie ujęłam jej dłoń. Jest taka krucha, pomyślałam. Na darmo starałam się powstrzymać cisnące się do oczu łzy - nigdy nie lubiła, gdy ktoś się nad nią rozczulał. Pamiętam, że kiedy przeziębiona pojechała na rowerze w trakcie deszczu do miasta, mama nakrzyczała na nią z obawy o jej zdrowie. Babcia skwitowała to śmiechem i stwierdzeniem, że „na starość i tak już nic nie szkodzi”. Po chwili przemyśleń ocknęłam się i poczułam, że babcia lekko ściskała moją dłoń swoją, podczas gdy drugą wyciągała w stronę nocnej szafki. Drżącą ręką podała mi go. W środku znajdował się naszyjnik ze złotym kluczykiem, który babcia nosiła odkąd tylko pamiętam - nie rozstawała się z nim nawet do snu. Kiedy pytałam, dlaczego jest to akurat kluczyk, a nie inna rzecz, odpowiadała, że to tajemnica, którą pewnego dnia się ze mną podzieli. - Babciu. Czemu mi go dajesz? – mojej dociekliwości nie powstrzymywały nawet dławiące łzy. Dopiero później przypomniałam sobie, że nie powinnam była zadawać pytań. Za późno… Babcia poruszyła ustami. Nachyliłam się nad nią, aby lepiej słyszeć. - W końcu poznasz tajemnicę – szepnęła, po czym odwróciła głowę. Siedziałam tak jeszcze trochę z myślą, że babcia może będzie chciała coś dodać, ale po krótkiej chwili usłyszałam miarowe oddychanie. Zasnęła. Po cichu wymknęłam się z jej szpitalnego pokoju.
* * *
Jak mama znosi ten szpital? - zastanawiałam się już od dłuższego czasu. Nieskutecznie próbowałam skierować swoje myśli na książkę, którą starałam się przeczytać. Oby tylko mama się nie męczyła… Załamałam ręce, a w tym samym momencie do kuchni wszedł Jakub. Mąż spojrzał na mnie poirytowanym wzrokiem. - Maja albo Igor robią sobie żarty i co chwilę pukają do okien, a gdy wyjrzę to już ich nie ma. Zastanowiłam się, coś mi w tym nie pasowało. - Skarbie, przecież dzieci są w swoich pokojach - odparłam. Jakub nastawił uszu. - No nie, znowu! Mąż wybiegł na klatkę schodową, do której wchodził właśnie sześćdziesięcioletni sąsiad. - Dzień dobry, widział pan może czy ktoś kręci się koło bloku? – spytał - Ciągle słyszę pukanie do okien! - Panie, żywej duszy nie ma – odpowiedział sąsiad kierując się do swojego mieszkania. Jakub wrócił zrezygnowany do kuchni. Usiadł obok i uścisnął moją dłoń. - Dzwoniłaś do szpitala? – zapytał - Jak się czuje twoja mama? Miejmy nadzieję, że z tego wyjdzie, może to tylko przejściowe... W momencie wypowiadania tych słów szklanka stojąca na szafce kuchennej zachwiała się, po czym spadła, z hukiem rozlatując się na małe kawałeczki. Poczułam się nieswojo. - Nie, nie dzwoniłam – odpowiedziałam pospiesznie mężowi zabierając się do czyszczenia podłogi. Kiedy skończyłam, rozległ się dźwięk mojego telefonu. Po krótkiej rozmowie z lekarzem ścięło mnie z nóg. Usłyszałam to, co chciałam usłyszeć jak najpóźniej albo nawet w ogóle. Pragnęłam, żeby los pozwolił mamie umrzeć spokojnie w jej własnym domu. - Przykro mi, ale pani Anastazja przed chwilą zmarła. Robiliśmy co w naszej mocy. Pukanie do okien… Szklanka, która była tak daleko od krawędzi szafki, że nie miała prawa spaść… To były znaki, z którymi nigdy nie miałam do czynienia, jednak słyszałam o nich. Powinnam była się domyślić, że coś się stało, że ktoś od nas odszedł…
* * * [b]30 czerwiec 2014[/b]
Dom babci Anastazji otrzymaliśmy w spadku. Rodzice zamiast go sprzedać, postanowili się do niego jak najszybciej wprowadzić, by w trakcie wakacji móc zrobić należyty remont. Był on zaledwie dziesięć minut drogi od naszego malutkiego mieszkania na parterze, które…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil paulina96x
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…