Romuald i różowy gumiś
Czego Romuald chce od Wojtaszka? Różowego Gumisia?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Romuald i różowy gumiś.
Wojtaszek Wierujski zmierzył wzrokiem wielkie dębowe drzwi, na których wisiała mała tabliczka z napisem: Wicepremier, Minister Edukacji – Romuald Getry. Wojtaszek drgnął nerwowo na małej kanapce, wyłączył komórkę i spojrzał na zegarek. Premier kazał na siebie czekać już ponad pół godziny. To nie jest dobry znak, myślał. Wiedział, że to nie będzie miłe spotkanie. Już sam fakt, że dzwoniła sekretarka, a nie sam premier, był dziwny. Przecież zawsze dzwonił sam, pytał się jak tam mama, czy piecze jeszcze te pyszne ciasteczka w kształcie orła, rzucał jakimś żartem, a później zapraszał do siebie na kawę i małe pogaduchy o polityce. A teraz dzwoniła sama sekretarka i lodowatym głosem nie prosiła, tylko stanowcza kazała przyjść punktualnie na piętnastą, bo premier jest wyjątkowo zajęty i będzie miał tylko piętnaście minut na rozmowę z Wojtaszkiem. O co może chodzić? Chyba nie o te wybory? Przecież i tak nie miał wygrywać. Chodziło tylko o wystawienie swojego człowieka i to wszystko. Wojtaszek nawet nie chciał wygrywać. Jemu jest dobrze tak jak jest. Wierujski tak głęboko zanurzył się w swoich myślał, że nie usłyszał jak sekretarka powiedziała, że premier jest już wolny i na niego czeka. Nagle w drzwiach swojego gabinetu pojawił się premier, minister edukacji – Romuald Getry. - Co jest z panem, panie pośle? Ogłuchł pan? – zagrzmiał surowo Romuald – Zapraszam! – odwrócił się, by z powrotem zanurzyć się w czeluściach swojego gabinetu. Zanim jednak zniknął za drzwiami, spojrzał niby od niechcenia na tabliczkę ze swoim nazwiskiem i przetarł ją rękawem swojego garnituru. Wojtaszek wynurzył się ze swoich myśli i złapał łapczywie powietrze jak topielec, który właśnie otarł się śmierć. Teraz był jeszcze bardziej roztrzęsiony niż przed chwilą. Przecież zawsze byli ,,na ty”. On był po prostu Wojtaszkiem, a czasem nawet Wojtasem. Teraz stał się panem posłem. Było gorzej niż myślał. - Niech pan zamknie za sobą drzwi i siada – zagrzmiał Romuald, gdy Wojtaszak wszedł do środka. Od razu uwagę Wojtaszka przykuło biurko, a dokładniej to, co znajdowało się na biurku. Były to dziesiątki telefonów komórkowych. Romuald spostrzegł tępą minę posła i uprzedził jego pytanie: - Dobrze pan widzi. Na moim biurku leżą dokładnie siedemdziesiąt dwa telefony komórkowe. Pewnie zastanawia się pan skąd je mam. – poseł pokiwał przytakująco głową, więc Romuald kontynuował. W zasadzie i tak miał zamiar kontynuować, nawet gdyby poseł nie chciał go słuchać. W końcu to jego gabinet i będzie mówił co będzie chciał, a Wojtaszek ma słuchać – Otóż, jechałem rano do ministerstwa i miałem paskudny humor. Nie wiem czy to jesienna chandra, czy te fatalne wyniki wyborów. Nieważne. Nagle zauważyłem szkołę. Nawet nie wiem czy to było gimnazjum, czy podstawówka. To też jest nieważne. Pomyślałem, że jak Ci gówniarze są tacy cwani i myślą, że ja im nic nie mogę zrobić, bo mają swoje prawa i inne pierdoły, które ich chronią. Myślą nawet, że mogą krzyczeć pod moim ministerstwem jakieś durne hasła. Kazałem szoferowi zatrzymać samochód przed szkołą i wraz z moimi ochroniarzami wkroczyliśmy do szkoły. Wie pan, panie pośle sam, to bym się bał, bo te dzieciaki są naprawdę zdolne do wszystkiego, jeszcze by mi coś zrobiły albo okradły. A moi ochroniarze są wielgachni jak ogry z gumisiowego lasu. A tak między nami, oglądał pan tę bajkę? Wojtaszek poczuł się jakby znów był na lekcjach historii w ogólniaku. Nigdy nie znosił tych czterdziestu pięciu minut. Doskonale pamiętał jak profesor prowadził swoją nudną lekcję. Pamiętał jak dzisiaj ten flegmatyczny głos, który nagle się urywał, by chwili wskazać Wojtaszka, żeby kontynuował wywód. Wojtaszek nigdy go nie słuchał. Nie dało rady słuchać go dłużej niż dwie minuty, a poza tym Wojtaszka nigdy nie obchodziło co profesor miał do powiedzenia. Teraz było tak samo. Poseł od samego początku miał głęboko w poważaniu, skąd wzięły się te wszystkie telefony na biurku premiera. Cały czas zastanawiał się o co mu chodzi? Po jaką cholerę go tu wezwał? Dopiero po kilkunastu sekundach ciszy wyrzucił z siebie: - Jaką bajkę? - No ,,Gumisie”. To są takie misie, które żyją w drzewie, piją sok z jagód i później skaczą. Jest tam też zamek z dobrym królem i zamek ze złym królem. Oczywiście ten zły król, chce odebrać zamek temu dobremu królowi. Wtedy wkraczają gumisie i zawsze ratują zamek. Wojtaszek w ogóle nie wiedział o co mu chodzi. Zwariował? Jakie gumisie? Jaki dobry król? Skąd on to wynalazł? Pewnie znowu sobie coś uroił. Cóż, w końcu Wojtaszek też jest politykiem i zna się na wszystkim, więc taką bajkę też oglądał. Ba, przecież to jest jego ulubiona bajka. - Wiesz już o jaką bajkę mi chodziło? - Oczywiście, że wiem – zapewnił poseł – to była moja ulubiona bajka. Najbardziej lubiłem tego dobrego króla i takiego małego…, tego…gumisia. - One wszystkie były małe, w końcu mieszkały w drzewie – spojrzał podejrzliwie premier. - No tak, ale tego najmniejszego – próbował ratować się poseł. - Aha! Tego różowego? Wojtaszek znalazł się w szachu. Był pewien, że to jest sprawdzian na lojalność. Jeśli przytaknie, a okaże się, że on był biały, a nie różowy. No tak, ale jak zaprzeczy, a okaże się, że on był jednak różowy. Nie pozostało mu nic innego jak zagrać w rosyjską ruletkę - Tak, tego różowego! – wypalił i czekał co się stanie. Premier przez kilka sekund skanował twarz posła, po czym wykrzywił swoje usta w lekkim grymasie. Wojtaszek dobrze znał ten grymas. Mimo że, w ciągu kilku lat znajomości widział coś takiego na twarzy Romualda zaledwie kilka razy, to wiedział, że to po prostu uśmiech. - O czym to ja mówiłem…? – przerwał przeciągającą się ciszę premier - …więc weszliśmy do tej szkoły. Mówię panu, osłupiałem. Wszędzie biegały bachory.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil tysoniczek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…