Wróć do katalogu

Róża nocy.

na podstawie utworu muzycznego ... pewnej polskiej grupy rockowej... zgadnijcie jakiego

Stan21, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Róża nocy.

Zbierało się na burzę. Dalekie, głębokie pomruki zdawały się przybliżać co raz bardziej. Gęste, granatowe chmury powoli zasnuwały całe niebo. Spieszyłem się. Poganiałem wierzchowca, który raz po raz potykał o skalne nierówności. Naprawdę jednak nie miałem nadziei, że zdołam uniknąć deszczu. Od najbliższego miasta, Midenchaim dzieliło mnie jeszcze trzydzieści staj i prawdę mówiąc dotarcie tam jeszcze tego samego dnia było niemożliwe. Szczególnie, że do zmroku pozostało już kilka chwil, a podróży w ciemnościach przez górskie trakty nie chciałem ryzykować. Gnałem jednak naprzeciw wzmagającego się wiatru, wzdłuż wąskiej ścieżki, która przecinała góry Szare i stanowiła najkrótszą drogę do Midenchaim. Najkrótszą nie znaczy najbezpieczniejszą. Sam szlak biegł w większości nad ziejącymi chłodem przepaściami, osuwające się kamienie nie raz o centymetry minęły mnie i mojego wierzchowca. Poza tym tutejsze okolice znane były z licznych kryjówek rozbójników, dla których samotny, bogato odziany jeździec stanowił nie lada gratkę.

Pierwsze krople uderzyły mnie po twarzy. Chłodne, ostre jak brzytwy niósł wprost na mnie górski wiatr. Mocniej wcisnąłem mój szerokoskrzydły kapelusz i poprawiłem chwyt lejców. Nagle w zapadającym mroku zamajaczył obiecujący kształt. Ściągnąłem lejce i skierowałem konia w jego kierunku. Po chwili rozpadało się na dobre. Błyskawice raz po raz cięły niebo rozświetlając okolicę. Hałas grzmotów potęgowało nieziemsko górskie echo, rozbrzmiewające wśród nagich skał. Gęsty opad utrudniał oddychanie. Ze ściany deszczu po chwili morderczego galopu wyłonił się niewielki dworek. Wyglądał na opuszczony. Zimne, kamienne ściany, porośnięte wysoko dzikim winem i mchem nie zdradzały ludzkiej obecności w tym miejscu od dłuższego czasu. Zsiadłem z konia i poprowadziłem go pod wejście do budynku. Pod dachem grzbiet wierzchowca zaczął parować wydzielając specyficzną woń. Poklepałem go i rozejrzałem się za miejscem dla jego noclegu. Jak się okazało tuż obok głównego budynku stała niewielka, drewniana szopa. Wprowadziłem do niej konia. W kącie leżała słoma, którą od razu zaczął się raczyć. Dach budynku na szczęście nie przeciekał. Przywiązałem lejce do belki i wyszedłem kierując się do drzwi kamiennego dworu.

Grube, drewniane wrota odpowiadały głuchym echem na moje zawołania i kolejne uderzenia. Przez głowę przebiegła mi myśl o noclegu w szopie ale postanowiłem dać sobie jeszcze jedną szansę i z całych sił natarłem na drzwi. O dziwo ustąpiły. Z piekielnym zgrzytem ukazały mi wnętrze budynku. Burza nasilała się z każdą chwilą. Gładkie, marmurowe posadzki pokryte grubą warstwą kurzu. To pierwsze co zaobserwowałem wewnątrz. Po chwili jednak wzrok przyzwyczaił się do panującego w budynku mroku na tyle, że zacząłem rozróżniać więcej szczegółów. Poza tym rozbłyskujące co chwilę pioruny dawały mi na tyle światła bym nie zrobił sobie krzywdy przemieszczając się po komnatach. Niewielka sień uważnymi krokami doprowadziła mnie do dużej sali, w której w świetle błyskawic dostrzegłem kominek, stół i prosto ciosaną ławę. Wiedziałem już gdzie spędzę dzisiejszą noc choć pomieszczenie przywitało mnie nieprzyjemnym chłodem. Z sakwy wyciągnąłem, małą pochodnię, hubkę i suszony mech. Krzesiwem wskrzesiłem kilka iskier, od których natychmiast zajął się mech. Odpaliłem od niego łuczywo. Złoty płomień zmusił ciemność do cofnięcia się i komnata ukazała się w całej okazałości. W rzeczywistości kominek był dużo większy niż wydał mi się w ciemnościach, a co najważniejsze obok niego ułożony był dość duży zapas opału. Poza tym w miarę dobrze oceniłem resztę wyposażenia komnaty. U powały ciągnęły się i rozwiewały olbrzymie pajęczyny, wszystko pokrywała gruba warstwa pyłu. Jedyne okno zdobił dziwny witraż. Ukazywał on okalające pustą przestrzeń girlandy kwiatów. Nagle błyskawica rozjaśniła go i przez chwilę…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych