Wróć do katalogu

Rozdział 1

Wstawiam wam tutaj pierwszy rozdział mojej powieści, licząc na waszą pomoc :)

Sophie, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 1

Lena położyła swoje ciepłe ręce na moje ramiona. - Luna, nie przejmuj się, poradzisz sobie. – uśmiechnęłam się blado. Dobijało mnie to że będę sama w liceum. Lena idzie do plastycznego, Annabelle do muzycznego a Alice do gastronomicznego. - Lena, zrozum że normalnie się boję. To liceum jest takie duże… A ja nie chcę być tam sama, jak palec. – popatrzyłam na Lenę i Alice moimi dużymi oczami. - Kochanie!! Przecież nie będziesz sama! Na przykład, Ross idzie z tobą… - przerwałam jej, machnięciem ręki. - Nie wspominaj o nim! Nie widziałam się z nim całe wakacje, choćby SMS-a! Obiecał mi że chociaż raz zadzwoni. A przecież wszystkie wiemy że, on zawsze dotrzymuję obietnic. I nic. Jedno wielkie NIC! Tęsknie za nim… - W oczach zakręciła mi się łza. Alice przeniosła wzrok ze mnie na coś, za mną. Nie chciałam się obracać. Dziewczyny podeszły jeszcze bliżej mnie, i mocno przytuliły. W parku było tak cudownie… - Chodźcie, idźmy do Milkshake City. A Ross naprawdę zachował się jak ostatni głupek. Przecież wie że się o niego martwimy! – zaproponowała Lena. Nagle dobiegła do nas Ana, ubrana w żółtą tunikę na ramiączkach, swoje ulubione szorty i trampki. Jej rude włosy powiewały na łagodnym wietrze. Chyba chciała coś powiedzieć, ale nie umiała złapać tchu. - O wilku mowa! –usłyszałam za plecami. Obróciłam się gwałtownie. A za moimi plecami stał, nie kto inny jak Ross Marin. Podbiegłam do niego i mocno przytuliłam. Jest dla mnie jak starszy brat. Dobrze że jestem niższa od niego o parę centymetrów, a nie o głowę. Przypomniałam coś sobie i odsunęłam się od niego. Popatrzył na mnie z miną, która sama za siebie mówiła : „O co jej chodzi?” - Ty idioto! Martwiłam się o ciebie. Żadnego znaku życia, i ciągle wyłączony telefon. A tu przyjeżdżasz dzień przed rozpoczęciem, i czego oczekujesz? Że przywitam Cię z otwartymi ramionami? – wypaliłam za jednym tchem. Dziewczyny mi się przyglądały. Popatrzyłam na nie przepraszającym wzrokiem. Odwróciłam się, i pobiegłam do domu. Otworzyłam drzwi prowadzące do lewego skrzydła z moim pokojem. Ciotka Sara pobiegła za mną w swoim fartuszku. Wparowałam do pokoju jak torpeda, i zatrzasnęłam drzwi. Rzuciłam się na łóżko, głową do poduszki. Sara podeszła i usiada na skraju mojego łóżka. -Cześć słońce. Co się stało? – spytała z troską. Nie lubiłam jej okłamywać. Nigdy. Już mam odpowiedzieć że nic, ale jednak decyduję się opowiedzieć jej prawdę. Muszę się komuś wygadać. Zeszłam z Sarą na dół. Nie czułam się zbyt dobrze. Głowa mnie bolała i byłam głodna. Ciocia podała mi cappuccino, usiada na kanapie i poklepała miejsce obok siebie. Powoli podeszłam i usiadłam. Sara poczęstowała mnie wafelkami, ale tylko pokręciłam głową. - A teraz powiedz mi. O co chodzi? – zaczęła niepewnie. - Byłam z dziewczynami w parku. I gadałyśmy. Wspomniałyśmy o tym że Ross w ogóle się do mnie nie odzywał. A dokładnie do żadnej z nas. A tu nagle się zjawił, i nie wiadomo czego oczekiwał! Nawet nie przerosił! –powiedziałam w skrócie. Aurora weszła do salonu śmiejąc się. Wyglądało na to że wredota podsłuchiwała. Mówiłam jak jej nienawidzę? Jeśli nie, to mówię. Nienawidzę jej i nie toleruje jej chamskiego zachowania. Prawda, lepsza nie jestem. Ale bez przesadyzmu. -Hej mamś. Luna, co robisz? Spowiadasz się? A no prawda, zapomniałam. Przecież nie masz przyjaciół i mojej mamie musisz się spowiadać. – podeszła, i dała całusa w policzek Sarze. Szpilki, miniówa i krótka bluzka. Oto styl Aurory. Wyszła z pokoju, machając swoimi świeżo zabarwionymi na czarno włosami. Wstałam, i poszłam za nią. Gdy znalazłyśmy się w przedpokoju podeszłam jeszcze bliżej. -No proszę, proszę. Kuzyneczka się zezłościła. – powiedziała z zadowoleniem. Złapałam ją za włosy. Pociągnęłam w dół. -Lepiej uważaj małolato, bo kiedyś pożałujesz swoich słów. Lepiej ze mną nie zadzieraj. A teraz spadaj. – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Pociągnęłam mocniej, tak że z głuchym „buum!” upadła na tyłek. Wbiegłam po schodach, tak szybko że w jednej sekundzie byłam na dole i patrzyłam na Aurorę, a w drugiej znajdowałam się w swoim pokoju, i przebierałam się na próbę. Może i jestem dziwna. Raz aniołek, a za drugi razem diabeł. Ubrałam bluzkę na ramiączkach, alladynki i trampki. Cyk, cyk usłyszałam w drzwiach. „To nic. Na pewno mi się wydaje” – pomyślałam. Przełożyłam torbę przez ramię i wzięłam kluczyki od mojego samochodu a dokładniej SKODY Octavi . Nacisnęłam klamkę od drzwi. Nic. Nacisnęłam jeszcze raz. Znowu nic. Dopiero po chwili zaczęłam kojarzyć o co chodziło z tym „cyk, cyk”. Aurora, musiała ukraść Sarze klucze od mojego pokoju i mnie zamknęła! „Ale świnia! Jak wrócę z próby, to ta dziewucha tego pożałuje!” – pomyślałam, otwierając okno. Na szczęście koło mojego okna rośnie duże drzewo, po którym łatwo się z chodzi. Skoczyłam na nie, a następnie gładko zjechałam w dół. Pobiegłam do samochodu. Naprawdę, porządnie się bałam że się spóźnię. Szybko wsiadłam do środka. Myśl o tym jak Suzanne na mnie zacznie się drzeć że się spóźniłam, przyprawiała mnie o dreszcze. W przeciągu 15 minut dojechałam na miejsce. To i tak o 5 za długo. Przed wejściem zrobiłam kilka głębokich oddechów i weszłam. Suz zatrzymała muzykę. -No witamy spóźnialską! Już zaczęliśmy. Nie wiesz że to nie ładnie być niepunktualna? – powiedziała na tyle głośno aby wszyscy słyszeli. -Pogadamy o tym po zajęciach. – szepnęłam jej do ucha. Szłam w kąt słysząc pogardliwy śmiech Amelii. Wrednej dziewczyny która na zajęcia przychodzi w szpilach. Suz przyjęła ją tylko dla tego że jej rodzice płacą tyle, co za trzy osoby, chociaż mają jedną córkę. Pocałowałam w policzek Anabell (chodzi ze mną na hip-hop), i położyłam torbę pod murkiem. -Raz, dwa i trzy! – Krzyknęła Suz. Zaczęliśmy. Raz, dwa trzy. Raz dwa…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych