Rozdział 1 - Panowanie Merindila - Part 1
Rozdział 1 - Panowanie Merindila - Part 1
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przed drzwiami biblioteki Wilgardziej zatrzymało się dwóch mężczyzn. Jeden z nich był ubrany w brązową szatę i sandały. Mężczyzna miał siwe, krótkie włosy. Nosił na szyi metalowy łańcuch, na końcu którego znajdował się srebrny klucz, połyskujący w blasku księżyca, które wpadały przez okna w murze. Druga postać była o wiele młodsza, ubrana w purpurowy płaszcz i plastytowy hełm. Przy pasie miała przypiętą pochwę, z której wystawała zdobiona rękojeść miecza zakończona wzorem, przypominającym głowę smoka.
Po chwili, stary mężczyzna wsadził klucz w zardzewiały zamek i szarpnął za metalową klamkę. Stare wykonane z dębowego drewna wrota, zaskrzypiały w zawiasach. W środku panował mrok, nie było widać niczego poza czubkiem własnego nosa. Dopiero, gdy siwy mężczyzna zapalił jedną z wiszących nad wejściem lamp olejnych, pomieszczenie wypełniło się słabym blaskiem, ciepłego światła. Chwilę potem zapalił drugą i przekazał ją postaci w purpurowym płaszczu. Następnie ruszył przodem prowadząc go pomiędzy kolejnymi półkami pomieszczenia.
Cała Wilgardzka biblioteka znajdowała się na jednym poziomie w dużej sali. Po środku niej stał kilkupoziomowy regał, na którego półkach zalegało pełno starych ksiąg. Jedne były oprawione w skórę, drugie zaś zamknięte w metalowej obudowie. Wszędzie jednak roiło się od pajęczyn i kurzu. Oprócz bibliotekarzy rzadko kto zaglądał do tego miejsca. Królowie nie dbali o historię, interesowały ich przyjęcia, wojny, bogactwa, polowania i kobiety.
- Daleko jeszcze? Pamiętasz bibliotekarzu, gdzie znajduje się ta księga? - rzekł basowym głosem mężczyzna w purpurowym płaszczu. - O tak Panie! Już jesteśmy niedaleko. Księgi Er, bo tak nazywamy cały zbiór, zamknięte są w szklanej gablocie w samym sercu biblioteki, pomiędzy pieśniami Vywerndallu a wielkimi bataliami. Spisywane były przez Wielkich Namiestników królestwa... - Tutaj skręcamy - rzekł bibliotekarz, wskazując dłonią ukryte przejście prowadzące w głąb regału. Lekko pociągnął za jedną z książek i zatrzymał ją w połowie półki, tak aby część jej wystawała po za regałem. Chwilę potem zapadka znajdująca się w środku, opadła, uaktywniając mechanizm, który powoli otworzył ukryte drzwi.
Wnęka była w kształcie sześciokąta foremnego, zaś cały regał zbudowano na planie ośmiokąta. W środku stały cztery szklane gabloty, na których znajdowała się gruba warstwa kurzu. Bibliotekarz podszedł do jednej z nich. Przetarł rękawem szkło i wyciągnął z kieszeni odpowiedni kluczyk. Otworzył nim kłódkę przymocowaną do gabloty i ze środka wyciągnął ogromną, starą, skórzaną księgę. Następnie położył ją na na drewnianym postumencie przypominającym mównicę i zostawił mężczyznę samego.
- Jakbyś mnie Panie potrzebował to będę przy wejściu.
Okładka była pokryta dziwnymi runami. Jako jedyny z dowódców straży królewskiej doskonale znał ten język, lecz tych znaków nie potrafił odszyfrować, chciał odnaleźć sposób w jaki Silgurf, zsyntetyzował pierwszy kryształ, składający się zarówno z luminaru jak i drittaru. Była to jedyna księga, w której zostało to zapisane. Kilku ludzi próbowało odtwarzać wszystkie czynności po kolei, lecz prócz niego nikomu nie udało się tego dokonać. Mężczyzna otworzył księgę, przewrócił kilka stron aż trafił na opis początku czasu. Pod tytułem tego rozdziału znajdował się podpis kronikarza i tekst: Spisane ręką Rothgara Czarnowłosego. Poniżej niego rozpoczynał się rozdział od zdobionej litery D:
Działo to się kilka dni po wyborze pierwszego Króla Vywerndallu - Merindila. Przyjechałem do stolicy jako najstarszy z Elfiego rodu, aby objąć stanowisko namiestnika. Virkindhan urzekło mnie od razu. Ukryte wśród drzew, położone na nizinie Herinther miasto, okrywał okrągły mur zbudowany z grubych gałęzi dębów, sekwoi i buków. Na koronach drzew znajdowały się domy mieszkańców z pięknie połyskującymi ciemnymi dachówkami w słońcu. Okiennice zdawało się, że są pokryte pozłacanym złotym pyłem. Przebijające promienie przez korony drzew doprawiały magicznego uroku tego miejsca. Wszystko tutaj było powiązane z naturą i z nią współpracowało. Nad miastem przelatywało stado białych gołębi, gdy podszedłem do bramy. Nagle gałęzie rozstąpiły się, a ja pierwszy raz ujrzałem Merindila. Był to postawny Elf wywodzący się z wysokiego rodu, twarz miał gładką, pozbawioną zmarszczek, jak każdy przedstawiciel rasy. Przywitał mnie dosyć srogim, ale spokojnym spojrzeniem. - Witaj Rothgarze, cieszę się, że zgodziłeś się być moim doradcą- rzekł całując mnie w policzek. - Rozgość się, mam nadzieję, że Ci niczego Ci nie zabraknie - Wskazał dłonią sługę i pożegnał się ukłonem. Następnie podszedł do mnie wysoki, blond włosy mężczyzna. Ubrany był w ozdobną, szarą szatę zakończoną zdobionym kołnierzykiem. Jak większość Elfów był mało rozmowny. Przez całą drogę, którą przebyłem nie powiedział ani jednego słowa. Skupiłem się więc na otaczającym mnie krajobrazie miasta. Chociaż w pobliżu nie było żadnej rzeki, to przez środek placu, płynął powoli strumyk. Byłem trochę zdziwiony, ale również zdawałem sobie sprawę, że nasza rasa potrafi się dogadać z naturą, nawet jeżeli to przeczy logice rozumowania.
Po przejściu przez plac stanęliśmy przy jednej z wysokich sekwoi. Elf podszedł do drzewa i położył dłoń na korze. Nagle cała pokryła się błękitnym blaskiem sięgającym korony. Po kilku chwilach zauważyłem powoli zjeżdżającą na dół konstrukcję, przypominającą wyglądem drewnianą klatkę, zawieszoną na linie. W środku niej znajdował się postawny, mężczyzna z błękitnymi oczami. Gdy konstrukcja dotknęła podłoża, Elf znajdujący się wewnątrz, gestem ręki zaprosił do środka. Weszłem wraz ze sługą Merindila do konstrukcji. W tym samym momencie mężczyzna zamknął z powrotem klatkę i pociągnął za dźwignię. Powoli zaczęliśmy unosić się do góry. W połowie drogi na szczyt oślepił mnie blask zachodzącego słońca. Połowa miasta w tym samym czasie była skąpana w ciepłych promieniach kończącego się dnia. Wiele z nich odbijało się od szyb i okiennic domów, tworząc niesamowitą łunę nad całym Virkindhan. Ciężko było mi się rozstać z tym widokiem, gdy konstrukcja nagle zatrzymała się. Ujrzałem wtedy spory placyk, skryty po środku korony drzewa. W samym jego centrum znajdował się szary, kamienny posąg. Z daleka nie było widać czyją postać przedstawia, dopiero gdy podszedłem bliżej, ujrzałem napis znajdujący się pod nim ,,Merindil - Król Vywerndallu ". Postument był wykonany z dziwnego, granatowego, połyskującego materiału, który jak potem się dowiedziałem, wykonany z plastytu. Był to lekki stop metalu o bardzo zwięzłej strukturze i wytrzymały, ale podatny również na wysoką temperaturę. Pozyskiwano go w ogromnych ilościach z kopalni, umieszczonych u podnóża Kaldarskich szczytów.
Mój nowy dom znajdował się na przeciwko posągu, z jego okien rozciągał się wspaniały widok na nizinę Herinther i wysokie góry, zaś z drugiego wychodzącego na południe, widać było lazurowe wybrzeże i błękitną przystań. Chata, którą otrzymałem do zamieszkania składała się z ogromnego salonu, wyposażonego w biurko, lampę olejną oraz dwóch półek na księgi, łazienki oraz sypialni. Była dosyć przytulna w porównaniu do tej, która posiadałem na pomarańczowej równinie, daleko na wschodnim wybrzeżu.
Wieczorem Virkindhan nabrało jeszcze piękniejszego wyglądu i wcale nie zamierało, tylko tętniło życiem. W blasku błękitnego światła, śpiewacy nucili pieśnie, muzycy akompaniowali, wtórując na lutniach i gitarach, a mieszkające tam Elfy, gromadnie zbierały się na placu. Ja osobiście nie miałem czasu brać udziału w tym przedstawieniu. Tego samego dnia otrzymałem do przestudiowania dokumenty, umowy handlowe oraz raporty o zużyciu surowców przez ostatnie pięć lat. Sporo danych również dotyczyło wyjazdów Merindila. Król wyruszał prawie co miesiąc w dalekie podróże, przywożąc pełno pamiątek i niepotrzebnych rzeczy, które jeden z archiwistów musiał spisywać.
Pewnego dnia kilka godzin po powrocie z jednej z takich podróży, Merindil zaprosił mnie do swojego pałacu. To był pierwszy raz kiedy rozmawiałem z nim twarzą w twarz, a nie przez posłańca. Wszedłem pewnym krokiem przez wysokie, plastytowe wrota do środka. Budowla była wzniesiona na najbardziej rozłożystej koronie najwyższej z sekwoi. Prowadziły do niej wszystkie drewniane mosty, zawieszone nad ziemią. Z tego miejsca można było również dostać się w dowolne miejsce w Virkindhan.
Wewnątrz pałacu panował lekki półmrok, kolorowe światło padało na kamienną posadzkę przez witraże, umieszczone w okiennicach. Do tronu prowadził czerwony dywan ze zdobionymi wykończeniami, sam zaś był dosyć prosto wykonany. Nie posiadał jakichkolwiek wzorów i ozdób, od zwykłego krzesła różnił się jedynie wielkością.
- Podejdź Rothgarze.
Merindil siedział wyprostowany na tronie, w dosyć dziwnej pozycji. Jedną rękę trzymał pod skórzanym płaszczem, tak jakby coś ukrywał, zaś drugą bawił się małym kamyczkiem. Podrzucając go do góry.
Gdy podszedłem do tronu władca upuścił kamień i wstał. Wyciągnął spod ubrania przedmiot. Nagle w jednej chwili zrobiło się całkowicie ciemno. Nie było nic widać, nawet promieni słonecznych, które wpadały przez witraże. Przez dłuższą chwilę w pomieszczeniu panował mrok, aż do momentu, gdy władca schował przedmiot pod płaszczem. Nagły przypływ światła spowodował, że przez moment nic nie widziałem, mrużyłem cały czas oczy aż w końcu prócz białego blasku dostrzegłem zarysy sylwetki Merindila, który w tym samym czasie stał, trzymając przedmiot zakryty tkaniną. Byłem lekko oszołomiony. Miałem wrażenie, że Król wyczekuje aż się odezwę.
- Co to było? - To jeden z kryształów, które przywiozłem z ostatniej wyprawy. Nie na nadałem jeszcze im nazwy. Chcę żebyś mi pomógł Rothgarze w ich badaniu oraz zrozumieniu ich natury. Jesteś najstarszą osobą w królestwie, nie będziesz miał z tym problemu. - Oczywiście Merindilu, kiedy chcesz zacząć? - Teraz.
Nie zdawałem sobie wtedy jeszcze sprawy co to oznacza dla mnie i dla całego świata. Tuż po spotkaniu, udałem się wraz z Merindilem do budynku, stojącego obok pałacu. Była to dosyć spora chata, w której władca gromadził różne przedmioty, pochodzące z podróży. Na parterze urządzono coś w stylu laboratorium. Po środku pomieszczenia ustawiono ogromny stół, na którym leżał jeden z kryształów, owinięty w ciemną tkaninę. Obok niego znajdowała się miniaturowa szklana kopuła, wykonana ze smoczych łusek, które odbijały ciemne światło, wydobywające się z wnętrza minerału.
Merindil szybkim ruchem ręki wyciągnął kryształ i wsadził pod szklany przedmiot, a następnie rozświetlił lampę olejną i postawił przy nim. Dzięki temu można było ujrzeć środek minerału, który wypełniony był małymi, ciemnymi obłokami dymu. Mgła jak nazywał to zjawisko władca, co jakiś czas zmieniała położenie, gęstość oraz strukturę, momentami zanikała i znów się pojawiała. Nie było schematu według, którego postępowało to zdarzenie.
Kilka kolejnych dni w większości spędziłem w laboratorium z Merindilem. Właściwie od samego rana aż do późnych godzin nocnych nie wychodziliśmy z niego. Król przeprowadzał różne eksperymenty, a ja starałem się je zapisywać i analizować. W pierwszym dniu aby wygodniej pracować, stworzył specjalne okulary, wykonane z tego samego materiału co szklana kopuła. Umożliwiały one, obserwowanie wszystkich zjawisk, zachodzących wewnątrz kryształu. Następnie zabrał się za badanie właściwości minerału. Pierwszy eksperyment, polegał na zaobserwowaniu oddziaływania na bardzo wysoką temperaturę. W tym celu udaliśmy się do pobliskiej kuźni i wsadziliśmy do rozgrzanego pieca, kryształ. Ku naszemu zdziwieniu minerał przestał pochłaniać światło i zmienił odcień na jasno błękitny. Od tego właśnie koloru władca nadał nazwę minerałowi ,,Drittar", co oznaczało ,,błękitny dar" w języku staro elfickim.
Po wyciągnięciu go z ognia bardzo szybko wystygł i znów wrócił do wcześniejszych właściwości. Ten eksperyment pomógł nam w dalszych badaniach. Kolejnym etapem było przetestowanie wytrzymałości materiału. Merindil znów rozgrzał kryształ do odpowiedniej temperatury i uderzył z całej siły młotem kowalskim. Minerał nawet nie drgnął, nie było również żadnych widocznych pęknięć na jego powierzchni. Król położył kryształ z powrotem na stole. Złapał za dłuto i uderzył w niego centralnie. Ku jego zdziwieniu ostra, hartowana stal weszła do środka bez problemu. Ostudzony kryształ był o wiele miększy od tego rozgrzanego. Merindil ucieszył się i w pierwszym momencie zagościł na jego twarzy uśmiech, nie przewidział jednak kolejnej reakcji. Po chwili z Drittaru zaczął wydobywać się dziwny dźwięk, przypominający syczenie. W tamtym momencie stałem blisko drzwi, dzięki czemu wyszedłem z eksplozji tylko z kilkoma siniakami i zadrapaniami. Kilka sekund po wbiciu dłuta w środek kryształu, minerał eksplodował, odrzucając mnie daleko i powodując pożar wewnątrz laboratorium. Mgła będąca w środku po zetknięciu z powietrzem, zapłonęła niebieskim ogniem. Bardzo szybko płomienie rozprzestrzeniały się po całym pomieszczeniu. Widziałem, że Merindil leżał nieprzytomny, a jego tkanina płonęła, nie byłem w stanie mu pomóc, leżałem obolały na ziemi. Chwilę po tym dach laboratorium runął z hukiem, gasząc pożar. Wszystko działo się bardzo szybko i gwałtownie, na szczęście kilka sekund później, przybiegło kilku elfów. Odrzucili oni szczątki budynku, aż udało im się wyciągnąć władcę z gruzów. Stworzyli z blatu stołu nosze i położyli go na nim. Kątem widziałem oka, że cała jego twarz pokryta była bąblami i poparzeniami różnego stopnia. W tym samym czasie dwóch innych elfów podeszło do mnie i również podniosło do góry, układając na kawałku tkaniny. Następnie złapali za końce jej i w taki sposób przetransportowali mnie do pobliskiego domu, w którym znajdowały się dwa łoża, na jednym z nich leżał już Merindil. Zajmowała się nim dwójka wysokich elfów.
Pierwszy z nich zakładał bandaż, nasączony dziwną, zieloną substancją na twarz, zaś drugi pokrywał resztę ciała balsamem, który zasklepiał rany w kilka minut. W tym samym czasie mną zajmowała się blond włosa elfka. Według jej diagnozy miałem złamany lewy obojczyk i lekko naruszony kręgosłup. Przez kilka dni musiałem leżeć nieruchomo. Dopiero, gdy ustabilizowały się kręgi, zdecydowano się wykonać operację i połączyć złamany obojczyk. W tym samym czasie Merindil nadal leżał nieprzytomny, jedynie rany i twarz zaczęła się goić i pozostały tylko małe blizny. Jeden z opiekujących się nim Elfów poinformował mnie, że Król jest w śpiączce i nie wie w jaki sposób może jeszcze mu pomóc. Pozostawanie Merindila w takim stanie, miało katastrofalne skutki. Cała rasa Elfów jest zależna od natury i odwrotnie, dlatego po dwóch dniach, temperatura gwałtownie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil drake1004
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…