Rozdział I - W szpitalu
Początek opowieści o dwóch młodych ludziach, którzy po ucieczce ze szpitala odnajdują przejście do całkiem innego, obcego świata...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Była już zamężna, mimo że miała dopiero 20 lat. Jej mąż – człowiek okrutny i bezlitosny, często się nad nią znęcał. Nie miała już żadnej nadziei na lepszą przyszłość. Ale Elena wciąż pamiętała Jego - miłość sprzed paru lat. Przystanęła teraz w oknie. Patrzyła na ciemne, granatowe niebo, przez lekko zaparowaną szybę. Nie widziała tam gwiazd, ani księżyca, było zbyt zachmurzone. Ze łzą w oku wspominała tamte dni, kiedy była jeszcze młoda. Rozmawiała z nim wtedy codziennie, spotykali się, wspólnie spędzając czas nad ich ulubioną rzeką. A teraz stała tutaj z brudną szmatą, lekko tłustymi włosami, w podziurawionej sukience, która była uszyta z worków na ziemniaki. Wyglądała jak kopciuszek. Ciężko pracowała całymi dniami, by nie zostać pobitą przez męża, co zdarzało się bardzo często. Jedyną formą odpoczynku była właśnie taka chwila zadumy. Powrót do rzeczywistości był niestety bolesny. Z kuchni dobiegł ją bełkot pijanego mężczyzny. Usłyszała dźwięk tłuczonego szkła, a po chwili zobaczyła swojego partnera wchodzącego powoli do salonu. Swoim zwyczajem mamrotał coś do siebie pod nosem, zamglonym wzrokiem lustrując żonę. W końcu krzyknął: -Nie obijaj się tak gapiąc w niebo! Nie po to się z tobą żeniłem... – wyciągnął nóż – zabierz się do roboty, ale już, bo głodny jestem, a jak nie to pożałujesz... -J... już - wyjąkała przestraszona, kolejne łzy popłynęły po jej umęczonej twarzy -Żebym musiał się tak złościć, to niedorzeczne, jutro musze zrobić z tym porządek...– poszedł do pokoju mrucząc i przeklinając, co chwila na żonę Znosiła takie poniżanie dzień w dzień. Nie miała innego wyboru. Kiedyś miała wielkie plany i marzenia, przez które zerwała kontakty z bliskimi, odwróciła się od niej cała rodzina. Z początku wydawało jej się, że ma cały świat dla siebie. Jakże ona się myliła! Przez tan głupi błąd musi tu gnić u boku tego okrutnego człowieka. Żałowała tego, że miała marzenia i odważyła się myśleć, że może je spełnić. A teraz usychała tutaj... Przyjaciołom nie mogła powiedzieć, bo mąż starannie dbał o to, żeby nie miała chwili ani chwili na prywatną rozmowę. Pozwalał im przychodzić tylko raz na dwa tygodnie, po godzinie, i akurat wtedy zawsze musiał z nimi być. Mijało wiele dni, a ona wciąż żyła w stanie otępienia. Nie mogła uwierzyć, a co dopiero zrozumieć, powodu jej cierpienia. Wciąż żyła swoją przeszłością i niespełnionymi nadziejami, pamiętała każdy szczegół z jej kradzionych pocałunków z Nim. W końcu, pewnego zimowego dnia, niedługo przed Wigilią, zachorowała na ciężką grypę. Jej mąż jak zwykle nie dał jej ani chwili odpoczynku, nawet wtedy, gdy delikatnie mówiąc, omdlewała ze zmęczenia. Błagała go, żeby się zlitował, żeby dał jej chociaż kwadrans na drzemkę, chodziła przecież z 39 stopniami gorączki. Przeżywała istny koszmar. W końcu nadszedł 21 grudnia. Dalej była ciężko chora – nie mogła praktycznie ustać na nogach. W tym dniu zima była mroźna i bezlitosna, na dworze było minus dziewiętnaście stopni Celsjusza. Elena, wstała już o piątej nad ranem. Zmierzyła ukradkiem temperaturę swojego ciała. Była o pół stopnia wyższa od wczoraj. Ciężko się temu dziwić – harowała jak wół. Ugotowała śniadanie, wyprała ubrania, rozpaliła w kominku, posprzątała dom. W czasie, kiedy jej mąż wychodził do pracy – zamykał ją w domu bez klucza, zamykał okiennice na kłódki. Jednym słowem – była jego więźniem. Kiedy Piotr wrócił z pracy był już późny wieczór. Zastał jednak swoją Elenę, leżącą na kanapie, zamiast krzątającą się jak jej kazał przy kuchni. -Co Ty do diabła wyprawiasz?! – zagrzmiał, aż biedna zerwała się z kanapy – Nie tak ci rozkazałem, ty darmozjadzie jeden! Za długo już to tolerowałem,twoje obijanie się. Nic tylko się wylegujesz! Wynocha mi z tego domu, ale już! Mówiąc to wziął ją za włosy i tak jak leżała – w prostej, błękitnej sukni, wyrzucił ją na śnieg. Zatrzasnął drzwi, przeklinając soczyście na żonę. Biedaczka, popłakała się z nieszczęścia. Całe życie właśnie legło jej w gruzach. Cała drżała. Nie miała siły wstać i pójść po pomoc. Temperatura jej ciała wzrosła do czterdziestu jeden stopni, dosłownie płonęła od gorączki, która trawiła jej ciało. Leżała skulona na podwórzu, w lodowatym śniegu, który powoli topniał pod wpływem jej ciepła. Jednak ona drżała z zimna, miała wrażenie, że zamarza, z powodu jej stanu. Z daleka dobiegło ją szczekanie psa, które z czasem ucichło. Przestała słyszeć. A raczej słyszała już tylko ciszę. Odchodziła już powoli od zmysłów. A więc tak będzie wyglądał mój koniec – pomyślała świadomie już po raz ostatni, odczuwając w środku chyba jakąś niewyjaśnioną ulgę. Po paru minutach, a może nawet i nie, zobaczyła jakąś postać biegnącą ku niej. Rozpoznała w niej swoją dawną miłość. Czyżby miała halucynacje? A może ta postać tak na prawdę jest duchem i weźmie ją ze sobą do drugiego świata? Gdy rozmazana sylwetka pochyliła się nad nią, zaczęła coś mówić, jednak do uszu Eleny nie dobiegały już żadne dźwięki – widziała tylko poruszające się rozpaczliwie usta. Jej ukochany – Przemek, uklęknął koło niej kładąc jej głowę na swoich kolanach i tuląc ją do siebie. Zadzwonił po karetkę. Ze łzami w oczach mówił jej, że będzie dobrze, jednak ona juz dawno nie była obecna w swoim ciele.
***
W szpitalu ocknęła się po jakichś kilkunastu godzinach. Temperatura jej ciała powoli opadała, siły znów wracały. Przez uchylone powieki dojrzała światło. W pierwszej chwili, gdy otworzyła oczy poraził ją ten słaby blask szpitalnych lamp. Z czasem przyzwyczaiła swój wzrok i zdołała zobaczyć Przemka siedzącego przy jej łóżku. Jej wzrok padł na jego oczy. Ponownie zaczęła tonąć w bezmiarze ich błękitu. Przypominała sobie wszystkie ich pocałunki, chwile namiętności, a później jego nagłe zniknięcie... Powoli wracała fala radosnych i równocześnie bolesnych wspomnień. A teraz znowu tu był przy niej, siedział obok, trzymał ją za rękę. Ciekawe, dlaczego przyjechał. Czy czuł, że musi uratować kogoś mu znanego i bliskiego? Nie wiedziała za bardzo. To było nieco dziwne, przecież już dawno zerwali ze sobą wszelki kontakt. -Przemek... - zaczęła -Mhm.. – odparł -Dlaczego tu jesteś? Przecież myślałam, że przestałeś się mną interesować? -Chciałem odwiedzić cię, zrobić ci niespodziankę na święta, no wiesz, taki prezent ode mnie. Miałaś przecież przyjechać do mnie dwa lata temu, to szmat czasu, martwiłem się o ciebie. Przecież wiesz, że dla mnie zawsze byłaś jak siostra... – mówiąc to gładził ją delikatnie po policzku, odgarnął jej włosy z twarzy -Czy... Czyli ty mnie dalej kochasz? – to pytanie uwięzło jej w połowie drogi, przepchnęła je jednak przez gardło. Dało się dosłyszeć w jej głosie nutkę rozpaczliwej nadziei. Pytanie zawisło niezręcznie w powietrzu, wiedział, że ją zrani -Właśnie chciałem ci przedstawić moją dziewczynę, Karolinę – powiedział smutno parząc w podłogę. Jednocześnie do sali weszła dość niska brunetka o krótkich, prostych włosach. Oczy miała mleczno brązowe. -Aha – Elena zdołała tylko tyle wykrztusić. Poczuła nóż w sercu. Paraliżował ją, nie mogła się ruszyć. Dyszała ciężko próbując się nie rozpłakać. Przemek odebrał to jednak nieco inaczej -Słuchaj, to może poznacie się, kiedy indziej, widzę, że jeszcze nie doszłaś całkiem do siebie... – powiedział wychodząc z sali – dobranoc Pozwoliła mu odejść. Bez słowa. Zbyt bardzo bolało. Przecież przyjechał, to, dlaczego z nią, czemu dał jej tak zbędne złudzenie? Czemu zadał jej ten cios prosto w serce? Czy nie lepiej było by gdyby tam wtedy zginęła na śniegu? Wyczerpana psychicznie i fizycznie usnęła niespokojnym snem. Miotała się na łóżku, mamrotała jakieś
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil One Thought
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…