Rozdział III (Wciąż bez tytułu)
Dziennik Isabel, którą poznajemy w momencie, gdy jej życie wywraca się do góry nogami
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ROZDZIAŁ III
Wychowałam się w Irlandii, gdzie nawet w środku lata należy spodziewać się deszczu i niskich temperatur. Słońce widuje się jedynie za gęstymi, deszczowymi chmurami i właściwie to świętem jest dzień, w którym nie pada. Nigdy też nie wyjeżdżałam na wakacje poza granice państwa. Lubiłam mój wypełniony studentami Dublin, pełen pubów, ślepych uliczek i turystów pytających o drogę na każdym kroku. Dlatego też, kiedy znalazłam się w słonecznej Italii, nie potrafiłam zrozumieć, jak ludzie mogą dobrowolnie chcieć przebywać w takim miejscu. Po trzech minutach spędzonych w tym kraju czułam się jak na pustyni, byłam spragniona, a słońce parzyło mi skórę. Chciałam natychmiast wracać do chłodnego wnętrza samolotu. Zamierzenia Luke’a były jednak zupełnie inne. Gdy ja rozkoszowałam się pierwszym w moim życiu lotem, on szczegółowo nakreślił mi plan działania, z którego nic nie zapamiętałam, nie miałam jednak zamiaru się do tego przyznawać. Przerażał mnie i ani trochę mu nie ufałam, a jego skoki nastrojów doprowadzały mnie do furii. Miałam wrażenie, że w nocy musiał dowiedzieć się czegoś złego, o czym nie chciał mi powiedzieć, bo stał się niewyobrażalnie oschły, oficjalny i pełen wrogości. Nie miałam pojęcia, co mogło spowodować u niego taką zmianę, miałam jednak nadzieję, że nie wiązało się to z Hayley. Opuściliśmy lotnisko i Luke skierował się w stronę parkingu, gdzie czekał już na nas luksusowy samochód z kierowcą. Rzuciłam mu zdziwione spojrzenie. - Nie zaprzątaj sobie głowy tak nieważnymi rzeczami. Chciałam powiedzieć mu, że będę sobie zaprzątać głowę czymkolwiek będę chciała, ugryzłam się jednak w język. Nie chciałam wprowadzać nerwowej atmosfery, nasze stosunki były już wystarczająco napięte, choć znaliśmy się zaledwie jeden dzień. Bez słowa wsiadłam do środka, gdzie było znacznie chłodniej, od razu więc poczułam się lepiej. Kilka minut w pełnym słońcu w zupełności mi wystarczyło. - Gdzie jedziemy? – zapytałam Luke’a, kiedy usiadł koło mnie. - Do hotelu – odpowiedział po chwili, bacznie mi się przyglądając – Widzę,że uważnie słuchałaś mojego planu. Natychmiast oblałam się rumieńcem. Nie pomyślałam o tym, zanim zadałam pytanie. Luke z pewnością już powiedział mi, co będziemy robić po wylądowaniu, byłam jednak zbyt przerażona lotem i całą tą podróżą, żeby go słuchać. Postanowiłam jednak więcej o nic go nie zapytać. - Co masz zamiar potem zrobić? – zapytałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. Nigdy nie potrafiłam siedzieć cicho. - Jak już wspominałem – odpowiedział, dusząc w sobie śmiech – mam zamiar poczekać tam do wieczora, a potem zaprowadzić cię w miejsce, w którym ukryłem Hayley, żebyś mogła pokierować mnie we właściwą stronę. - To brzmi nawet logicznie – powiedziałam. – Ale dlaczego chcesz czekać do wieczora? - Bella ragazza, po co produkowałem się przez 2 godziny, skoro muszę teraz powtarzać dokładnie to samo? - Odczep się. Porwałeś mnie z domu i zabrałeś do Włoszech bezustannie powtarzając, że jestem jedyną osobą, która może pomóc Hayley. Nawet jej nie znam, a każesz mi ryzykować dla niej życie. Właściwie nie wiem dlaczego się zgodziłam. - Bo czujesz się z nią związana. Już od dziecka istnieje między wami silna więź i teraz, mimo że jej nie znasz, chcesz jej pomóc, a nawet w pewien sposób odczuwasz to jako swój obowiązek. Spojrzałam na niego zdziwiona. Dokładnie wyjaśnił mi to, co próbowałam zrozumieć już od wczoraj. Najgorsze dla mnie było to, że miał rację. Nie potrafiłam się wycofać, ani wcześniej, ani teraz, ani, jak przypuszczałam, w przyszłości. - Skąd to wiesz? Luke uśmiechnął się drwiąco. - Nie mogę pozwolić na to, żeby ktokolwiek… mnie widział. Wszyscy mnie jakby szukają. W nocy będzie nam znacznie łatwiej się rozejrzeć. Patrzyłam na niego przerażona. O tym małym szczególe mnie nie poinformował. Byłam w niebezpieczeństwie ze względu na jego towarzystwo. - Wiem co myślisz – powiedział do mnie – Ale potrafię cię ochronić. - Tak samo, jak potrafiłeś ochronić Hayley? Jego twarz wykrzywił grymas. Powiedziałam głośno to, co go męczyło. Widziałam, że czuł się winny z tego powodu, nie potrafiłam jednak wypowiedzieć ani jednego słowa pocieszenia. Przez następne 10 minut jechaliśmy w milczeniu. W skupieniu patrzyłam za okno, nie zauważyłam jednak niczego oprócz drzew. Moje myśli zaczęły więc błądzić wokół Hayley. Jak to się stało, że to akurat do mnie trafiały jej przeżycia? Co ja, zwykła dziewczyna, mam wspólnego z ludźmi takimi jak Luke, który, po długich namysłach, wydawał mi się jednocześnie intrygujący, ale także niebezpiecznie tajemniczy? - Widać już morze – rzekł Luke po kolejnej przedłużającej się chwili milczenia – Niedługo więc będziemy na miejscu. Odetchnęłam z ulgą. Choć nie uśmiechało mi się wychodzenie z samochodu w ten upał, z dwojga złego wolałam to niż krępujące milczenie, które towarzyszyło nam od początku podróży. Nie opuszczało mnie wrażenie, że stało się coś złego, dlatego Luke stał się tak tajemniczy i milczący. - Tu będziesz spędzać najbliższe godziny – powiedział, wskazując mi żółty budynek z napisem „Hotel Riviera” – I módl się, żeby nie więcej. Nagle poczułam tak paraliżujący ból z tyłu czaszki, że zatoczyłam się i upadłam. Usiłowałam się poruszyć, ale ciało odmawiało mi posłuszeństwa. - Isabel, co się stało? – usłyszałam nad sobą zatroskany głos Luke, ale nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Czułam, jak coś próbuje wedrzeć się w moje myśli. Próbowałam się bronić, ale nacisk był zbyt silny, z wolna wiec mu się poddałam.
{i}- Isabel – usłyszałam kobiecy głos. Próbowałam się rozejrzeć, ale wszędzie widziałam tylko ciemność. - Musisz mi pomóc – mówiła dalej kobieta łamiącym się głosem. – Nie wytrzymam już dłużej, bronię się jak mogę, ale jeszcze parę godzin, może dni, i oni mnie zabiją. Proszę. Kieruj się sercem, ono cię do mnie zaprowadzi. {/i}
Zerwałam się na nogi, a Luke odskoczył ode mnie jak poparzony. - Byłam … Byłam nieprzytomna? – zapytałam go drżącym głosem. - Gdzieś tak od wczoraj – odrzekł. -
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil raspberry
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…