Wróć do katalogu

Rozejść się po łokciach (2)

Kroniki (nie)dopitych śmierci

WilliamBlake, opublikowano , 12 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Przyjaciel usiadł z głębokim wewnętrznym spokojem. Serce trochę trzepotało się między żebrami po zbiegnięciu z tylu krętych schodków, ale teraz znowu równo szło za nim ramię w ramię, krok, stój, równaj, ramię w ramię. Poprosił o malutką szklaneczkę tego pomarańczowego, zaciągnął się głęboko metalicznym aromatem parującym z lodowatej szklanki i poczuł, jakby pocałował go ktoś mu bardzo kochany. Wziął pierwszy malutki łyczek zapoznawczy, i skrzywił się refleksją, jak ktoś kochany może tak źle smakować. Dopił do końca z wyraźnym przymusem i rozejrzał się dookoła, szukając znajomo kwadratowych pysków. Trochę za wcześnie było na ciepłe powitania, Skazany jeszcze cichutko drzemał, ustawiony głową w dół obok innych krzeseł na stole. Muzyczka sączyła się cicha i jeszcze dobra, choć potem już tylko fałsz i równe uderzenie. Przyjaciel zapomniał papierosów więc poszukał ich najpierw po kieszeniach kurtki, potem spodni i teraz siedział niewyraźnie. W kieszeni kurtki, tej wewnętrznej , rysował się prostokątny kształt pod podszewką, wymacał go jeszcze raz dla pewności. Sęk w tym że nie były to papierosy. Była to rzecz, o którą przyjaciel miał mieć staranie, miał, miał jej nie zgubić, nie zgubił, miał w porę oddać, i właśnie, cholera, nie oddał. Teraz było mu bardzo niedobrze Wieczór, ongiś dobrze zapowiadający się, pokazał swoją drugą, ciemną stronę, gdzie lepiej się nie zapuszczać samotnie. Wiedział, że takie nieoddania dla innych znaczyły kiedyś tyle co krawężnik, buty z metalowymi czubkami, ciasny, duszny bagażnik i wreszcie las w środku nocy . Miał mgliste o tym wyobrażenie, i właśnie za to je lubił, za tą mglistość. Nawet nie zauważył jak trzecia szklanka pomarańczowego destylatu spłynęła mu po zmęczonym przełyku. Ostatecznie, pomyślał,jeżeli tak długo było w porządku, to może rozejdzie się po kościach, po co o tym mówić, po co o tym myśleć, rozejrzał się i zobaczył kochanka, siedzącego plecami do tej, której imienia nie wymieniono.

Kochanek był jednym z wielu młodych chłopców i dziewcząt, którzy swą pierwszą bezinteresowną miłością obdarzyli Filozofa, bluźniercę wszystkich bram, na którym ciążyła piwna fatwa, którego ścigała na każdym kroku wódczana anatema, który swoimi palcami zółtymi od tytoniu obdarowywał wszystkich sakrą z paprykowych chipsów, jego dotknięciem uszlachetnionych. Sól ziemi naszej, w postaci kłębiących się różowych, pulchnych ciałek wiła się nieustannie wokół tego, który paternalizował to kłębowisko. Gładził przecudnych intelektualnych chłopców po niemytych głowach i szczypał brzydkie intelektualne dziewczęta w ich zgrubiałe od siedzenia, niekształtne pupy. Zawsze z tym samym spojrzeniem wielkich, łagodnych, krowich oczu. Filozof, aby zostać postacią szanowaną i poważaną, spędził wiele lat ze swojego życia na przeróżnych czynnościach samodoskonalących, jako mistrz wielu bezużytecznych talentów sławny był i podziwiany. Jednak rak goryczy toczył jego zmęczone członki już od dawna, smutek coraz częściej przesłaniał mu jego krowie wielkie tęczówki. Pokłosie chłopców i dziewcząt zastało go pewnego ranka na progu bramy bez życia, z kielichem cykuty w dłoni, z wieńcem laurowym na skroniach i ścieżką śliny na chropowatym policzku. Wśród tej rozszlochanej, obsmarkanej gromady najgłośniej łkał i zawodził kochanek, chłopiec o oczach jeszcze bardziej niebieskich i włosach jeszcze bardziej blond od reszty. Chłopca tego filozof zwykł był głaskać szczególnie długo i całować szczególnie czule, chłopiec teraz płakał najgłośniej.

Od tej pamiętnej chwili kiedy zezwłok filozofa niczym taki mniej stylowy Rejtan legł w poprzek bramy, minęło już wiele czasu. Chłopcy i dziewczęta rozbiegli się po wszystkich krętych, romantycznych kamiennych uliczkach, szczypiąc pupy i głaszcząc po głowach w spowitych bluszczem zaułkach. Tylko kochanek został przy bramie, każdego wieczoru klepiąc krótką filozoficzną mantrę nad chudymi, pożółkłymi ze starości zwłokami. Stopniowo jednak tesknotę za filozofem zaczęło w kochanku wypierać pragnienie czegoś znacznie bardziej określonego, jak tu i teraz. I czuł całym swym kochankowatym sercem, że gdzieś, w jednej z tych poprzecinanych filozofami bram siedzi kobieta, która podniesie na niego swoje wielkie spokojne oczy i spyta :"Gdzie byłeś?".

Skazany poruszył się przez sen niespokojnie, kilka krzeseł zleciało ze stołu pod wpływem niespodziewanego skazanego poruszenia. Spał niespokojnie, pijackie tęskniące sny go męczyły. W tych snach ścigał coś bardzo pięknego ( miało taki srebrny połysk i było otoczone niebiańską poświatą ), i pędził za tym jak szalony, i nie mógł dogonić, za nic. Wyciągał ręce przed siebie i chwytał spazmatycznie uformowane w jego świętego Gralla powietrze, a wszyscy wcześni o tej porze goście współczuli mu ze zrozumieniem, bo też takie sny miewali. Kiedy pokonywał skokiem przepaść głęboką, muskając opuszkami palców to całe fatalne migotanie, wygiął się niebezpiecznie, przesunął środek ciężkości za krawędź stołu i runął wzdłuż ostrych jak brzytwa górskich grani na podłogę. Przyjaciel zaprzątnięty był własnymi problemami, więc machinalnie zamówił takie zielone o ohydnym smaku i wrócił do delikatnego sondowania prostokątnego kształtu odciskającego się pod podszewką. Skazany przez chwilę siedział jeszcze na podłodze. Oniryczne jego majaki zmieniały się z romantycznych na prawdziwe, skazany dawno przestał dostrzegać pomiędzy nimi zasadnicze różnice. W małej kieszonce na piersi wymacał ostrą niegdyś żyletkę i poszedł się ogolić do ubikacji męskiej. Przez długi czas dochodziły stamtąd odgłosy tępego ostrza przeskakującego po owłosionym kwadratowym pysku skazanego, szum wody w pisuarze, psyk odświeżacza powietrza, zapach wiosennego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych