Wróć do katalogu

Rozejść się po łokciach (6)

Kroniki (nie)dopitych śmierci

WilliamBlake, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Przyjaciel oddał mocz z wielkim zaangażowaniem i oblał twarz zimną wodą. Jego pole widzenia odzyskało zdolność postrzegania otaczającej go beznadziejnej rzeczywistości, do której przyjaciel najchętniej wyszedłby z podniesionymi rękami. Poczuł się źle i słabo, czuł że kontury jego postaci odbijające się w lustrze nad pisuarem tracą wyrazistość i ten styl niepowtarzalny etanolem zwielokrotniony. Podszedł do baru i szybko wypił dwie szklaneczki przeźroczystego o zapachu jałowca, tak pisało na butelce. Jałowca nie poczuł, poczuł natomiast jak obejmujący go za szyję smutek odsunął się o dwa kroki, tak że przyjaciel mógł wziąć parę głębokich oddechów. Bał się strasznie, przemożnie, obezwładniająco bał się chwili kiedy po wypiciu dwóch przeźroczystych o zapachu jałowca, smutek nie cofnie się i nie puści, i nie będzie na skurwysyna sposobu, bo chwyci jeszcze mocniej za gardło, wpije się ssawką w usta i wypije wszystkie aromatyczne i szlachetne soki, zostawiając wyschniętą skorupę przyjaciela. Czuł również że ta setka okrągła spływając po ciemnych i wilgotnych wnętrznościach przyjaciela obudziła coś naprawdę złego, czego raczej nie należało budzić. Fabuła chwilowo utykająca znowu zaczęła biec pod górkę klaskając pod kolanami. Coś się miało stać i coś się stanie, z piołunową konsekwencją, pomyślał przyjaciel. Z niepokojem słyszał szmery i chrobotania mieszające się z równym biciem jego serca. Jego dół odpuścił chwilowo lecz za to słabość została. Ręce trzęsły się rozlewając setkę po barze, oddech miał płytki, czoło rozpalone gorączką. Potrzebował znacznie więcej siły która puściła by w ruch jego plan, w takim stanie nie był zdatny do niczego. Alkohol nie był zbyt dobry w takich sprawach. Przyjaciel znał jeszcze jeden sposób, niezawodny ale za to strasznie skurwysyński. Westchnął i poszedł w kierunku stolika wirtualnego i fikołka.

Fikołek i wirtual toczyli rozmowę o tym, czy warto kochać w dzisiejszym świecie, nawet za cenę przełamania obowiązujących konwenansów. Fikołek była lekko skropiona zielonym żrącym, wirtualny natomiast doskonale upojony magicznie. Lekko zachłystując się promieniował na zmianę męską charyzmą i kobiecym powabem. - Mój boże, jak Wroński ją kochał...-Fikołek westchnął, a może mu się odbiło. - Kochanie kochaniem, a głupiemu radość. - zauważył sentencjonalnie wirtual. - To w takim razie porozmawiajmy o duchowości i metafizyce - zapaliła się Fikołek. - Po mojemu, to wszystko bzdura i gówno prawda. Przyjaciel odnalazł się gwałtownie za plecami fikołka. - Wcale tak nie uważasz. Wirtual się obruszył. - Jasne że tak, przyjacielu. Właśnie tak uważam. - Tak tylko pieprzysz dla efektu. - Przyjacielu, nie zaczynaj, bo mnie magicznie upojono. - Jeżeli naprawdę tak uważasz... - ...to co? - Sprzedaj mi swoją duchowość i metafizykę. - Uchlałeś się. - Sprzedaj mi swoją duszę. - Płacisz gotówką? - Jak najbardziej. Tranwestyta się zamyślił. - Wiesz, tak naprawdę to chyba nie chcę jej sprzedawać. - Mój drogi, droga, nieważne, jesteś magicznie niekonsekwentne. - Zdaję sobie z tego sprawę, ale jednym ze skutków bycia magicznie upojonym jest bycie magicznie niekonsekwentnym. I dlatego wszyscy magicznie upojeni idioci starający się o rękę przedymanych na wszystkie strony dziewic, porzucą je za pięć minut. Przez nią potrafię tak się pięknie i celnie sformułować. I przez nią nie sprzedam ci swojej duszy. - Jesteś śmierdzącym tchórzem i chodzącym hipokryfem, a naprawdę po prostu boisz się sprzedać mi swoją duszę. - Nieprawda. - Więc sprzedaj. - Nie. - A ty? - Przyjaciel zwrócił się do Fikołka - może ty sprzedasz mi swoją duszę? - Wiesz, jestem młodą, wyzwoloną, stylową dziewczyną. Moja duchowość nie jest mi potrzebna, więcej, nie uznaję mojej duchowości. Nie wierzę w podstawową komórkę społeczeństwa, nie lubię papieża, przepraszam, ojca świętego. Nie daję na orkiestrę świątecznej pomocy. Nie widzę przeszkód żeby sprzedać ci moją duszę. - Dam ci pieniądze na pomarańczowe gryzące. - Stoi. Fikołek wyciągnęła przed siebie swój kształtny paluszek po którym przyjaciel przejechał żyletką. Czerwona kropla spłynęła po opuszku prosto na chusteczkę higieniczną przyjaciela, na której było nagryzmolone coś niebieskim długopisem. Przyjaciel złożył ją szybko na cztery ćwiartki i schował do kieszeni kurtki. Potem poszedł do baru po pomarańczowe gryzące. - Nie ma w tym żadnego sensu. - stwierdziła niepewnie Fikołek. - Żadnego - potwierdził transwestyta. - Nie ma duszy. - Nie ma. - Przyjaciel dał się zrobić. - Jasna sprawa. - Ale frajer. - Straszny. Uspokojona Fikołek wyciągnęła fajki i zapaliła jedną na próbę. Z ulgą stwierdziła, że smakują tak dobrze jak przedtem. Kiedy odłożyła go na popielniczkę, zauważyła krwawy ślad na ustniku.

- Piękna jest i pięknie czyni. Kochanek zaróżowił się nieco z podniecenia, siedząc plecami do tej której imienia nie wymieniono. - Taka sobie, słaba w zgięciach... Przyjaciel nie odczuwał podniecenia. - Nie masz racji, ale nie kłóćmy się. Tęsknie śledził wycięte w trójkącik plecy, kurwa, plecy, plecy w trójkącik z głębokim wycięciem sukienki wieczorowej. Zniknęła za załomem muru. Wieczór zapowiadał się naprawdę bombowo, więc kochanek był pewien, że jeszcze niejedna zniknie tak za załomem muru. - Słuchaj stary, to nie w ten sposób jest zaplanowane. Przyjaciel jakoś odżył, dziwne napięcie wyciskało mu ścięgna i żyły na ramionach. Miał trochę ciemniejsze włosy i oczy trochę bardziej niebieskie, kurtkę nieco bardziej modną i buty szlachetne. Wyglądał naprawdę dobrze. - Nie, nie, to jest…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych