Wróć do katalogu

Rozejść sie po łokciach (9)

Kroniki (nie)dopitych smierci

WilliamBlake, opublikowano , 12 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Skazany skreślił wiele autografów no nogach i cyckach, zawsze dodając parę podchwytliwych zawijasów zachodzących głębokim łukiem pod rąbek bielizny. Ba, w estetycznych zakrętasach doszedł do niejakiej perfekcji, żeby tak zacząć na plecach i skończyć na udzie, rękę trzeba prowadzić lekko i pewnie, wręcz niedbale, przez te wszystkie wypukłości, opasując je linią flamastra, tak, dobrze, już. Dziewczę wypukłe wykręcało się jak żółw leżący na skorupie, starając się dojrzeć taga skazanego niknącego w jej pośladkach. Nieodmiennie zawsze były rozczarowane, kiedy odkrywały że Skazany to tylko Skazany. Nie Wyniesiony, Wyniesiony Na Podium Przez Wiersze, czy też Nagrodzony, Nagrodzony Pieniądzem Za Film, ani też Odkryta, Odkryta Członkiem Przez Sławnego. Lecz po prostu Skazanym, Skazany Na Mordę Przez Wódkę. I ci którzy widzieli jego dożywotnie moratorium, współczuli mu szczerze i litowali się nad nim, bo, po prawdzie, żałosna to była postać. Siedział samotnie przy stoliku, nawet zagrać niczego nie umiał, a bardzo był sam. Chłopaki go olały, dziewczęta już dawno go sobie odpuściły, a przecież, był przekonany, gdyby sława kiedykolwiek postawiła mu kawę, ba, zamieniła dwa słowa, to diametralnie zmieniłaby się postać wszechrzeczy. Stał by się miły i pożądany, a czuł że tego właśnie mu brakowało. Pomimo zmarszczek jak wąwozy i pyska od siekiery. A nawet gdyby go nikt nie lubił, miałby to gdzieś, bo byłby sławny. Nie musiałby składać autografów na niemytych pachwinach i spoconych plecach, składałby je na żonie prezydenta i żonie papieża, gdyby tylko zechciał. A jeśliby one nie chciały, to by je zmusił, wziął za twarz, albo, gdyby miał dobry humor, ujął za podbródek, i kazał, zmusił, nakłonił, bo byłby sławny, sztucznie-filmistycznie-baletystycznie-operowo sławny. I mógłby wszystkich obrażać, albo przeciwnie, wszystkich chwalić, i śpiewałby piosenki, i deflorował nastolatki. Bo mógłby, nie to żeby chciał. Ale to na nic, uniemożliwione tym jednym bąbelkiem, który nie uniósł się z dna szklanki, nie skatalizował masy krytycznie popularnej, nie stworzył wiązań potrójnego uznania. Bąbelek, po prostu skurwił sprawę i być może, chwała mu za to. Skazanemu przypadły w udziale jakieś nędzne rudymenty, ale to też nienajgorzej, być rudymentarnie skazanym, ale to kłamstwo, bo to właśnie najgorzej. Wszyscy nierudymentarni, kochani w pełni i całości, na wdechu i wydechu, całą piersią i czystym sercem wiedzieli, że to właśnie najgorzej - i litowali się i współczuli. Skazany, Przegrany, Wyzywany, Znieważany Przez Mordę, Szyję, Odwłok, Ręce, Stopy podniósł się i ruszył w kierunku wyjścia odprowadzany niemym współczuciem zwizualizowanym na jego przygarbionych plecach. Przechodził obok stolika przy którym siedziała Fikołek, paskudząc wszystko na czerwono, a potem już nie przechodził. Przy stoliku Fikołka siedział niski, krępy grubasek, ciężko sapiąc i pocąc się obficie. Przed nim stało kilkanaście rożnej wielkości szklanek wypełnionych tęczowymi płynami. W samym środku stał kufel piwa, wypełniony cieczą cuchnącą, uzyskaną poprzez zlewanie w odpowiednich dawkach wszystkich znanych i nieznanych alkoholi w jedno szklane naczynie. Skazany trwa i czuje jak flamaster wysuwa mu się z ręki. Bo w tym brunatnym kuflu, na dnie szklanicy rozkwita nieśmiało bladymi opalizującymi płatkami bąbelek cudownej urody, bąbelek jak kwiat paproci, bąbelek w którym odbija się Skazany wzniosły i sławny. I lada chwila rozpryśnie się na języku grubaska, a ten zostanie reżyserem kręcącym adaptacje narodowych epopei. Skazany chwyta krzesło stojące obok, i z zamachu wali tym krzesłem grubaska w potylicę, grubaska znosi z trajektorii bąbelka. Skazany rzuca się jak wielki pomarszczony kotowaty z pyskiem od siekiery przed siebie, chwyta kufel i go wychyla haustem wspaniałym, haustem legendarnym. Lecz bąbelek , mimo straszliwego ssania i dekompresji ucieka wstecz, na odwrót, w dół. Skazany wie, że tak czy inaczej dobierze się do tego francowatego bąbelka, aż zazgrzyta mu w zębach, rozgryzie go z chrzęstem, wyssie mu szpik i wypluje. Bąbelek o tym wie, więc ucieka, przeskakuje z kufla do kufla, przeraża go szczęka Skazanego rozwarta i zębiasta, skazana na bąbelka. Skazany odrzuca kufel , chwyta następny i go opróżnia, bąbelek ucieka, póki jeszcze ma gdzie. Rusza za nim, z ponurą maestrią niszczy każde możliwe schronienie bąbelka, kryjówkę za kryjówką . Wlewa w siebie całe morze alkoholu, bąbelek bieży przed siebie panicznie. Cała publika odsuwa się z szacunkiem na bok, proszę zrobić przejście, Skazany stąpa, potem już zatacza się, odrzucając kolejne puste naczynia za siebie. Osaczył bąbelek przy barze, ten przez korek wślizguje się do butelki i przyczaja się na dnie. Skazany próbuje wygrzebać go stamtąd palcem, jest za głęboko, potem rurką, też za głęboko. Odchyla więc głowę i pije ze skupieniem, następną, następną. Stężenie etanolu w skazanym rośnie, pali mu się kontrolka, upojenie magiczne dawno już wyparowało. Teraz już tylko chemia w truciznę i trucizna w kwas. Włosy skazanemu na głowie skręcają się, siwieją i wypadają, ręce czernieją i się kurczą, żebra napinają się pod szeleszczącą skórą, twarz pokrywają brunatne plamy. A on dalej pije bo zostały mu tylko jeszcze cztery butelki. I jeszcze trzy, i jeszcze dwie, Skazany zaczyna się dymić, rozpuszczają mu się wnętrzności i przełyk, w skórze tworzą się dziury przez które tryska czarna krew. Została mu w ręce tylko ta ostatnia z bąbelkiem przyczajonym na dnie, trzyma ją trzęsąc się jak staruszek. Klęka, bo skorodowane stawy odmawiają mu posłuszeństwa. To już chyba koniec jest dla niego, ale spękanym paznokciem wciska jeszcze korek do środka i przechyla ostatnią butelkę. Wypić jej nie może, bo wargi pękły mu jak dojrzałe wiśnie w czerwoną miazgę, w gardle widnieje fioletowa szpara, przez którą skazany ze świstem wciąga powietrze. I właśnie wtedy unosi butelkę ostatnim gestem. Chłopak, powiedzmy szczerze, wiele już w życiu nie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych