Saga o rodzie Noir - Rozdział 1 - Crimen Exceptum.
Pierwszy rozdział sagi o rodzie Noir, księgi pierwszej - ''Wilczej jagody czar''. Crimen Exceptum - zbrodnia nie mającą sobie równej.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Była późna jesień roku tysiąc pięćset dziewięćdziesiątego piątego. Gęsta mgła unosząca się w powietrzu nie dała rady ukryć widniejącej na niebie łuny ognia. Wszędzie czuć szło odór rozkładających się ludzkich ciał; zwłok ludzi, których dosięgła niszczycielska siła choroby panoszącej się wówczas w Niemczech. Do uszu dobiegał to rozdzierający lament wdów, to ciche popiskiwania sierot; płakali zresztą wszyscy. Tak okropna w skutkach była zaraza. Wtem jednak wszelkie głosy ucichły, a oczy uniosły się lękliwie na wzgórze, gdzie właśnie trwały przygotowania do kolejnej egzekucji. Na podest wkroczył pierw inkwizytor ze swym zaufanym pachołkiem, a za nimi dwóch żołnierzy prowadzących skazaną. Kobieta miała piękne oczy o intrygującym i niespotykanym kolorze indygo, otoczone laguną rzęs. Na jej odkryte ramiona opadały pukle czarnych włosów; ubrana była w dawniej piękną, butelkowozieloną suknię, teraz całą w strzępach i kurzu. Uśmiechała się drwiąco, nie okazując najmniejszych odznak przerażenia. Żołnierze spoglądali na skazaną z niemałym zainteresowaniem — podziwiali jej kształtną linię biustu, talię, którą — jak im się zdawało — zdołaliby objąć dłońmi oraz szerokie, pełne biodra, którymi balansowała przy każdym kroku. W jej oczy nie odważyli się jednak spojrzeć — chodziły różne plotki, a oni nie chcieli kusić losu, jak to ładnie ujmowali. W rzeczywistości byli po prostu zwykłymi prostakami i tchórzami, wierzącymi w każde zabobony. Kobieta spojrzała, zaintrygowana, na przygotowany dla niej stos i dopiero teraz zdała sobie sprawę, w jak błahy sposób dała się pojmać. I to akurat teraz, gdy była przy nadziei! Niepotrzebnie w tak jawny sposób zemściła się na pastorowej. Z zadowoleniem jednak stwierdziła, iż klątwa była niebywale efektowna. Nie bała się śmierci; ba, wręcz nie mogła się jej doczekać! W końcu spotka się ze swym Panem i Władcą; Lucyfer zapewne nie może się jej doczekać. Ach, z jaką chęcią — choć to brzmiało komicznie, nawet w jej głowie — rzuciłaby mu się w ramiona! Pożądała go; żaden śmiertelnik nie był w stanie zaspokoić jej wysmakowanych żądz. Tylko On potrafił doprowadzić ją na skraj rozkoszy — w Jej świecie, gdzie przełamywane zostają wszelkie bariery. W świecie pragnień. Marzeń. Najskrytszych fantazji. Jeden z żołnierzy położył swą rękę na jej udzie; strąciła ją, prychając jak wściekła kotka, co jeszcze bardziej ich zachęciło. — Panowie… to wiedźma, nie warto. Jej uroda to efekt czarów i mikstur, nie bądźcie tylko wzrokowcami. Dobrze wiecie, co kryje się w środku — mruknął beznamiętnie inkwizytor, podchodząc do kobiety i spoglądając w jej przepełnione nienawiścią oczy, po czym szarpnął ją za włosy i przysunął jej twarz ku swojej. — Choć przyznam, widok jest bardziej niż rozkoszny. Kobieta splunęła w niego, na co ten wymierzył jej siarczysty policzek. — Ladacznica.
***
— Walerio Rebeco, za świadome i dobrze znane ci czyny, których nie mam czasu przytaczać, chcąc twe męki czym prędzej ukrócić, zostajesz skazana na stos i podpalenie. Niech twoja dusza zazna spokoju — powiedział spokojnie inkwizytor, delektując się każdym swym słowem. — Och, zapomniałem. Wiedźmy nie mają dusz — roześmiał się, uważając najwyraźniej swą osobę za bardzo zabawną, a utwierdzali go w tym przekonaniu pachołek i żołnierze, którzy również chichotali nerwowo. Kobieta utkwiła w mężczyźnie swe spojrzenie, jednocześnie próbując poluzować węzły raniące jej stopy i ręce. — Idź do piekła — warknął sędzia i wybuchnął śmiechem, przy biernym wtórowaniu zebranych, a następnie dał znać, by kobieta została podpalona. Wtem Waleria drgnęła. I to wcale nie było wywołane zimnem, czy nagłym przerażeniem. Dziecko. Dziedzic. Wiedziała, że nie może dopuścić do jego śmierci.
***
Całemu zajściu przez dłuższą chwilę przyglądali się również pewni staruszkowie, trzymający się mocno pod ramię. W ich siwych włosach odbijał się blask pochodni, niebezpiecznie zbliżającej się ku skazanej, która wszelkimi siłami, nieodnoszącymi jednak skutku, próbowała się uwolnić. — Ona jest w błogosławionym stanie, Stefanie. Wiesz, co mam na myśli — szepnęła kobieta, pochylając się w stronę męża. Ten spojrzał na nią zatroskany, a bruzdy wokół nosa i na czole tylko się pogłębiły. Zasępiwszy się, uniósł wzrok na stos, gdzie w kobietę wdarło się jawne przerażenie. Jej krzyk niósł się echem przez wiele mil. Jego żona opatuliła się szczelniej płaszczem, a z jej gardła wydobyło się donośne kaszlnięcie. Podstępna choroba wdarła się w niemłode już ciało, siejąc w nim spustoszenie. Pozostały już tylko dni. Obydwoje zamknęli oczy, a przez ich ciała przebiegł gorący dreszcz. Nie byli jednak aż tak starzy, by nie podjąć próby ratowania płodu.
***
Waleria biegła przez las, nie oglądając się za siebie. Kropelki potu pojawiły się na jej skroniach i piersiach, ból w kolanach był coraz dotkliwszy. Podkasała jednak postrzępioną suknię i jedną ręką trzymając się za brzuch, przyspieszyła tempo. Księżyc oświetlał jej drogę, pełną ostrych kamieni i pojedynczych krzaczków jeżyn. Drzewa, szarpane podmuchami wiatru, pochylały ku niej swe korony. W oddali rozległo się samotne wycie wilka, znów gdzieś w górze załomotały skrzydła jakiegoś wielkiego ptaka. Donośne hukanie sowy niosło się echem przez wszystkie ścieżki. Las był ogromny i zajmował większość Średniogórza. Dominowały w nim buki, jednak inne gatunki roślin nie były daleko w tyle, jeśli chodzi o występowanie. Bór ów uchodził za raj dla czarownic — bez problemu możliwe było tu znalezienie przeróżnych rzadkich zieli potrzebnych do tajemniczych mikstur — od dziurawca, po kminek, na belladonie kończąc. O ile — rzecz jasna — wiedziano gdzie szukać. Strumień dzielił lasy Średniogórza na dwie części — wschodnią i zachodnią. Do tej drugiej mało kto się zbliżał, a jeśli już, to byli to jedynie spragnieni awansu inkwizytorzy, gdyż plotki głoszą, że to właśnie tam, w pewnej dolinie, odbywają się niektóre z sabatów czarownic. Waleria ledwo już przebierała nogami; bose stopy tonęły we krwi, paznokieć u dużego palca przełamany był na pół, dokuczając niemiłosiernie po tym, jak nie zauważyła ostrego głazu na swojej drodze. Dobrze, że się przynajmniej nie przewróciła, mogłaby zaszkodzić dziecku. Wiedziała, że jest ścigana, inkwizytor nigdy nie przepuściłby okazji spalenia prawdziwej, wręcz stuprocentowej czarownicy. Ukończona egzekucja wiązałaby się z niemałą podwyżką i uznaniem Najwyższego z sędziów. A o tym marzył każdy z tych bezdusznych łajdaków. Przystanęła, chcąc złapać tchu; zmęczone oczy same się zamykały, nie wspominając o każdym nadwyrężonym mięśniu, domagającym się spoczynku. A dziecko? Pogładziła czule brzuch. Kochała tą małą istotkę, którą nosiła pod sercem. Wszak jej ojciec nie był wręcz wart jakiejkolwiek uwagi z jej strony; gardziła nim i przeklinała, choć dziecko darzyła niespotykaną miłością. Dziedzic. Podjęła bieg; coraz trudniej jej było oddychać, coraz ciężej szło jej zmuszanie ciała do wysiłku. Pociemniało jej przed oczyma; zboczyła ze ścieżki i dowlokła się do opuszczonej niedźwiedziej, bądź borsuczej jamy. Podziękowała w myślach rodzicom, jednak nie dane jej było dłuższe rozmyślanie. Sen zmroczył jej drobną postać.
***
— Cóż za marcha¹! — wrzasnął inkwizytor, uderzając pięścią w stół. Kilku zebranych spojrzało na niego z przestrachem; dobrze wiedzieli, do czego zdolny był sędzia Berger w gniewie. Znajdowali się w pięknym, bogato urządzonym dworze, gdzie zostali zaproszeni przez jednego ze szlachciców. Suto zastawiony stół wręcz uginał się pod przepychem potraw i win; najwyraźniej właściciel chciał wywrzeć jak najlepsze wrażenie na dostojnym inkwizytorze, który jednak — ku jego rozżaleniu — nie zwracał na jego wysiłki najmniejszej uwagi. Zajęty był niczym innym, jak mieleniem wszelakim przekleństw, adresowanych do przebiegłej czarownicy. — Niech ją licho porwie! Niech dunder świśnie! — O Sędzio… nie wypada… — odezwał się nieśmiało pachołek, jednak pod gromem spojrzenia swego pana zaraz zamilkł. On sam nie miał pojęcia, jak to się stało — wszakże to niemożliwe, by sama zdołała się uwolnić! Podzielił się tą uwagą z inkwizytorem, jednak ten tylko roześmiał się i odparł: — Przestań blazgonić², uszy od tego usychają. To wiedźma, niepotrzebnie pozbawiłem ją tortur. Trzeba było ją obnażyć, biczować, miażdżyć palce i rozciągać na drabinie! Gdyby jednak nawet i strapaddo³ nie dawało skutku, z jaką to chęcią obciąłbym te jej czarcie kończyny, oślepił demoniczne oczy, rozszarpywał ponętne ciało rozpalonymi do czerwoności obcęgami! Spoglądałbym na nią drwiąco, patrzył, jak wije się w amoku. Pierw by ją jednak poniżył
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil haina
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…