Samotnik z rodu Valandur cz.1
Podstarzały najemnik, zajmujący się branżą nie do końca legalną, zostaje poproszony o zrobienie porządku w pewnej wiosce. Nie obawia się kapitana gwardii, który powoli dowiaduje się o Veltonie coraz więcej...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Miasto Vessin tętniło życiem. Stolica świata - powiadają. Wymarzone miejsce dla kupców, najemników, bardów i innych oszustów. Spora ilość tawern, zamtuzów i sklepów zachęcała przybyszów do dłuższego pobytu z całego świata. Mówi się, że książę Werdiur jest właścicielem połowy karczm oraz trzech czwartych zamtuzów, dlatego łotry również zostają tu jakiś czas, planując napad na zamek. Nic bardziej głupszego, bowiem książęca gwardia, pobierająca spory żołd, a także szkolona przez mistrzów, zasługuje na miano wymagających przeciwników. Ta opowieść jednak nie będzie o próbach ataku na książęcy zamek, ani o księżniczce która skończyła jako ladacznica. Nie. Historia zaczyna się w kancelarii prawniczej "Mocny Argument", mieszczącej się w budynku będącym niegdyś znanym zamtuzem.
Budynek był wielki, by nie powiedzieć ogromny. Kilka pięter, dobre kilkadziesiąt pomieszczeń - istna forteca. Obok mieściła się stajnia z kilkunastoma wierzchowcami. Krążyły też plotki o skarbcu, znajdującym się w podziemiach kancelarii. Prawnicy, a raczej "prawnicy", debile, którzy ledwo ukończyli szkółkę świątynną, w ciekawy sposób wygrywali sprawy. Otóż, świadkowie morderstwa lub przekrętu zaczynali zeznawać, że nie wiedzą nic, albo ginęli w tajemniczych okolicznościach. Zdarzało się, że oskarżyciele koñczyli z połamanymi koñczynami. Zamiast oskarżać o pobicie, cofali pozwy i nigdy nie znajdywano dowodów na to, że "Mocny Argument" maczał w tym palce. Szef kancelarii, Velton Valandur, dementował pogłoski, jakoby prowadził działalność nielegalną i rozbójniczą. Mówił także, że jego prawnicy nie są żadnymi najemnikami. I to akurat była prawda! Wiadomym jest, że ten interes nie upadnie tak prędko. Działa prawie w całym kraju, za duże pieniądze prawnicy wsiadają na konie i ruszają do innego miasta, załatwiać sprawy. Złoty interes.
W pokoju panował półmrok. Świeca stojąca na mosiężnym biurku nie dawała zbyt mocnego światła. Starszy człowiek pisał coś zawzięcie na pergaminie, wytężając wzrok. Szpetna blizna przecinała jego policzek, jego włosy były przyprószone siwizną. Był schludnie ubrany, w czerñ i ciemną czerwieñ. Westchnął cicho i rozejrzał się po gabinecie. Oprócz szaf zawalonych papierzyskami, na hakach wisiały jego trofea: miecze, topory oraz zbroje. Pamiątki z jego poprzedniego życia, jak zwykł mawiać. Nagle rozległo się mocne pukanie do drzwi. - Wlazł! - warknął, w swoim mniemaniu kulturalnie Drzwi otworzyły się ze skrzypieniem. W progu stanął wysoki dryblas o tępym wyrazie twarzy i o długich, tłustych włosach. Starzec patrzył na niego wyczekujące. - Panie Velton, szefie! - zaczął dość nieśmiało jak na człowieka o jego posturze - jakiś grubas chce się z panem widzieć. - Kopnij go w rzyć, Kołtun, jestem zajęty.. - zamoczył pióro w kałamarzu - I to ja miałem zamiar zrobić, panie Velton, szefie. Ale ten grubas nalegał. Miał mocne argumenty! Szef kancelarii westchnął ponownie. Wytarł pióro w chustę i odstawił je. - No dobra, wpuść go. Kołtun odszedł, w jego kieszeni coś zabrzęczało. Velton tylko pokręcił głową. - Nawet moich ludzi korupcja nie omija, niech to szlag! - mruknął do siebie. W progu stanął gruby jegomość. Elegancki złoto-czerwony ubiór świadczył o wysokim, może nawet urzędniczym stanowisku. Wiek był trudny do sprecyzowania, ale z pewnością był niewiele młodszy od starca. Chrząknął kilka razy i wszedł do środka, stanął naprzeciw szefa kancelarii. - Pan, to pan Velton, jak mniemam!? - uśmiechnął się kącikiem ust. - A pan, to wielmożny grubas, czyż nie? - uniósł dłoñ, nie pozwalając przerwać - tak pana nazwano, proszę się nie denerwować. Lepiej niech pan powie, jaka sprawa pana do mnie sprowadza. Grubas znów chrząknął kilka razy. W ręku trzymał zapieczętowany rulon pergaminu. - Wypada mi się przedstawić. Nazywam się Grondug Harissimar. Z pewnością pan o mnie słyszał! - nie przestawał się uśmiechać. Velton podrapał się po głowie, udając że stara się przypomnieć. - Nie znam, ale to mnie mało obchodzi. Proszę mówić czego pan sobie życzy! - Mam dla pana robotę, ale tego już pan się domyślił! - Nie. Z początku wziąłem pana za dobroczyñcę, który chce mi dać ziemię za miastem - wskazał na pergamin.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Crom
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…