Samotność - jednak niepospolita
Homoseksualna oda do wartościowych uczuć i życia jako karawany dla naszej samotności, na którą jesteśmy skazani.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pokój usłany był flanelowym materiałem koszul, które co rusz zmieniały swoje położenie, nie pozbawiając pomieszczenia wrażenia panującego rozgardiaszu. Szafa wnękowa okazała się być już pusta, co wprawiło go w gniew. - Za mało, zdecydowanie brak – syczał do siebie, jakby ukrywając słowa przed niechcianym rozmówcą. – Nie powinieneś się dziwić, mój drogi, życie płynie za szybko, a ty poza nim. Lustro wydawało się talią nieskończenie powtarzających się kart. Te same stroje, schematyczne miny, trywialne dodatki w postaci spinek czy bransolet. Zamknął oczy nie pozwalając, by żałosny obraz jego własnej osoby dotarł do świadomości. Wskazówki zegara zbyt szybko zmieniały swoje miejsca, tańcząc na tarczy, jak oszalałe, doprowadzając go tym do rozpaczy i powolnie wdrażającej się histerii. Pośpiech przeplatany z podnieceniem. Strach podsycany niezrozumiałą ekscytacją. Gdyby miał piętnaście lat mógłby sobie wybaczyć brak kontroli nad własnym ciałem. Inaczej działo się teraz, gdy był już blisko trzydziestki. Cały drżał. Dreszcze przebiegały wzdłuż jego ciała, scalając się ze wspomnieniami, wzbudzane przez owo dziwaczne mrowienie. Potrząsnął głową w nadziei, że odpłyną równie szybko jak się pojawiły na horyzoncie uwielbienia i emocjonalnego spełnienia. Wtem uświadomił sobie, spojrzawszy na kalendarz, że sądny dzień, w rzeczywistości miał być dopiero za siedem długich dni. Poczuł zwalniający się uścisk adrenaliny. Głośno wypuścił powietrze. Zaniechał dalszych rozważań zdając sobie sprawę, że unika tego, co i tak musi się stać. Osłupiały i pełen pokory zdjął z siebie ubranie, tak nabożnie wyszukane. Odsuwał od siebie natrętne myśli samotności. Zazwyczaj pomagała regułka rozprawiająca o fascynacji płci przeciwnej – jednak w głębi duszy wiedział, iż to blef. Ale znajomi wierzyli. Dali wiarę jego aktorsko zawoalowanym anegdotom i skrupulatnie przygotowanym sytuacjom. Docinki na tle heteroseksualnym zapewniały mu bezpieczeństwo. Tylko, czego się obawiał? Masturbacje traktował jako środek zapobiegawczy, przelotne seksualne zabawy – wymówkę. Stał się niewolnikiem niespełnionej i fałszywej zarazem miłości. Zimny prysznic przyniósł mu oczekiwane ukojenie. Krople wody biczujące jego zgorzkniałe ciało działały orzeźwiająco niczym szklanka dobrego alkoholu, z którym mógł uciec, gdzie tylko chciał. Świat miasta tulił się do snu. Jego półświatek odżywał. Czynił to z pewną miarą ociągania się – dość leniwie i lakonicznie ukazywał swe rozkosze, które oferowało, co jednej utrapionej duszy. Otwierał swe ramiona gotów na najgorsze tragedie zapewniające jednocześnie zapomnienie. Doskonałe schronienie. Ludzie, niczym w letargu, wypełniali swoje intymne przeznaczenie. Każdy gdzieś wracał, każdemu przyświecała myśl o przynależności, by znaleźć się u czyjegoś boku. Poczuł smutek przeszywający jego słabe serce, gdy oglądał ów obraz w oknie wychodzącym na północną część miasta. Rozczarowanie swoimi niedoszłymi namiętnościami bolało jeszcze mocniej. Oczy mu zwilgotniały. Nie było powodu by się wstydzić. „Cierpienie to jedyna cecha, która łączy nas wszystkich, bo wszyscy je znają” – pomyślał.
Restauracja mieściła się u podnóża ścieżki prowadzącej do wyludnionych bulwarów. W tej jedynej restauracji tętniło życie. Gwar i dym nikotyny unosił się w powietrzu, z sekundy na sekundę stając się, co raz to bardziej nieznośnym. Wręcz irytującym. - Spóźnia się – powiedział sam do siebie, jak gdyby tłumaczył niepokój go ogarniający. A jeśli nie przyjdzie? Pamiętał doskonale rozmowę prowadzoną przez telefon. Sam miał miękki głos, lecz jego wydawał się niepewny, speszony wyimaginowaną śmiałością drugiego. Musi przyjść. Czekał na niego jeszcze dziesięć minut, które zdawały się być wiecznością. Gdy tylko dojrzał go w drzwiach, wiedział, że już mu wybaczył. Wyglądał niezwykle powabnie. Ciemny płaszcz zlewający się z brunatnym kolorem szala. Podziurawione spodnie z wpuszczoną jedną nogawką w trampki. Lekki zarost – tak osobliwy dla jego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil SQNX
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…