Shina - część IV
Kolejna część opowiastki. Zapraszam, ale z góry ostrzegam, że nie panowałam za bardzo nad wydarzeniami w tym fragmencie (zwłaszcza nad końcówką - pisałam ją pod wpływem złości). Jak zawsze, wszelkie uwagi mile widziane :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Część IV
Gdy tylko Shina znalazła się obok Gimmela, zrzuciła z ramienia ciążącą torbę i usiadła pod drzewem. Zmęczona, oddychała głęboko i patrzyła, jak Ari rozkłada na trawie wypełnione wodą bukłaki. Jego ubranie było oblepione błotem. – Nie powinienem wybierać w taką pogodę drogi przez urwisko – odezwał się Gimmel. – Mogliśmy wszyscy skończyć na dnie kotliny. Zerknęła na niego. Nie chciała, by się obwiniał. Do tej pory sprawdzał się doskonale w roli przewodnika. – Na szczęście wszystko dobrze się skończyło – uśmiechnęła się ciepło. – Tak, ale przyznasz, że to nie było rozsądne. Ari oparł się niedbale o pień sosny. Wiatr targał jego opadające na czoło włosy. Odgarnął je niecierpliwym ruchem dłoni. – Przecież obaj ustaliliśmy, że pójdziemy klifem. Ja też chciałem oszczędzić sobie parogodzinnego nadkładania drogi i wałęsania się po tym lesie – wskazał skinieniem gęstwinę, z której dopiero co wyszli. – Nie twoja wina, że nasza przyszła przywódczyni nie umie utrzymać się w siodle. Shina spiorunowała go spojrzeniem. Obwiniał ją za to, co się stało?! Przecież nie zrobiła tego specjalnie! Omal nie zginęła! Już otworzyła usta, chcąc zaprotestować, gdy Gimmel stanął w jej obronie. – Przestań, Ari. To mogło przydarzyć się każdemu z nas. Ari uniósł twarz ku wyłaniającemu się zza chmur słońcu. – Ale przydarzyło się jej – mruknął. Shina poczuła nagły przypływ gniewu. Zmrużyła oczy. – Tak, przydarzyło się mi, trudno temu zaprzeczyć! I co? Będziesz mi to wypominał bez końca? Masz w tym jakiś cel? Młody mężczyzna burknął pod nosem coś niezrozumiałego. Nadal wpatrywał się w niebo. Gimmel obserwował z uwagą spierającą się dwójkę. Ich zachowanie wyraźnie mu się nie podobało, lecz nie wtrącał się w dyskusję. Gdy cisza zaczęła się przedłużać, wstał, otrzepał ubranie z wilgotnego mchu i jednym skokiem znalazł się w siodle. – Jedźmy dalej. Ari odwrócił się, przytroczył bukłaki do juków wierzchowca i już po chwili ruszył stępem przez rozległe rozlewisko. Shina spojrzała na niego z niechęcią, po czym schyliła się i przerzuciła torbę przez pierś. Pozbawiona konia, rozpoczęła mozolny marsz. Z każdym krokiem jej buty zapadały się niemal po kostki w miękkim mchu. Roślinny dywan wprost tonął w nasiąkniętym wodą podłożu. – Chyba nie masz zamiaru dojść do osady pieszo? – usłyszała nad sobą rozbawiony głos. Uniosła głowę. Gimmel prowadził wałacha tuż obok niej i wyciągał rękę w geście pomocy. – Wsiadaj. Zacisnęła dłoń na przegubie towarzysza i sprężyście wskoczyła na grzbiet zwierzęcia. Usadowiła się za plecami Senasyjczyka. Czuła pod palcami przemoczony materiał jego czarnej koszuli, jedwabiste włosy pachniały deszczem. Przez moment miała ochotę przylgnąć do niego, lecz szybko odgoniła od siebie tę niedorzeczną myśl. Odsunęła się odrobinę. – Dokąd teraz jedziemy? – zapytała. Gimmel zaśmiał się. – Gdzie nas Ari poprowadzi. Musimy go dogonić. – To konieczne? – szepnęła ze skwaszoną miną. – Niestety tak – zamilkł, po czym odezwał się już całkiem poważnie. – Postaram się, byśmy tę noc spędzili pod dachem. Jesteś przemoczona i zziębnięta. – Ty też – uśmiechnęła się, czując pod rękoma jego napinające się mięśnie. Gimmel wyprostował się w siodle. Zupełnie, jakby chciał ukryć targającą nim słabość. – Wszyscy potrzebujemy ciepła i odpoczynku – stwierdził po chwili. Shina przyznała mu rację. Po raz pierwszy od momentu opuszczenia bezpiecznych murów stolicy zapragnęła znaleźć się w przytulnej izbie. Im intensywniej o tym myślała, tym bardziej podróż pustkowiami ciągnęła się w nieskończoność. Przed oczyma dziewczyny przesuwały się w leniwym tempie zielone ściany zagajników, gęste zarośla i skrzące się wilgocią polany. Nadchodził wieczór, a ona i jej towarzysze nie natrafili na jakikolwiek ślad zamieszkujących okolicę ludzi. Westchnęła cicho. Trud minionego dnia dawał o sobie znać. Powieki ciążyły jej tak, jakby były z ołowiu. Tylko ogromną siłą woli powstrzymywała się, by poprosić Gimmela o krótki odpoczynek. Gdyby zsiadła z wałacha, natychmiast zagarnęłaby pled i ułożyła do snu pod liściastą koroną drzewa. Wyobraziłaby sobie, że leży w ciepłym, miękkim łóżku, tuż obok trzaskającego kominka… Na wpół senna, patrzyła obojętnie na jadącego przodem Ariego. Chowające się za lasem słońce oświetlało jego sylwetkę pomarańczowawą poświatą. Na tle płonącego ogniem nieba wyglądał jak duch… jak dosiadający potężnego rumaka grozy duch… Powieki dziewczyny opadły. Powoli zanurzała się w błogą drzemkę. Instynktownie zaciskała palce na koszuli Gimmela i poddawała się końskim ruchom, jednak jej głowa coraz bardziej opadała na pierś. W końcu oparła się delikatnie o plecy towarzysza. Jej policzek zmroził chłód wilgotnego materiału. Wcale się tym nie przejęła. Chciała tylko spać. Nie wiedziała, ile czasu spędziła oderwana od rzeczywistości. Ocknęła się dopiero wtedy, gdy Gimmel zatrzymał konia i zeskoczył na ziemię. – Jesteśmy na miejscu. Zsunęła się z siodła i obrzuciła zaspanym spojrzeniem najbliższe otoczenie. Stała pośrodku niewielkiego, ogrodzonego drewnianym płotkiem podwórza, a pod lasem zarysowywały się kontury sporej, piętrowej chaty. Ginący w mroku szyld uświadomił jej, że był to zajazd. Szczęśliwa, że Gimmel dotrzymał słowa, pospiesznie pomogła towarzyszom wprowadzić konie do stajni, oporządzić je i zabrać niezbędne bagaże. Wychodząc z przesyconego aromatem siana pomieszczenia dostrzegła coś, co omal nie przyprawiło ją o atak serca. Tuż przed nią siedział najprawdziwszy wilk. Przerażona, cofnęła się i zamarła. Zwierzak musiał wyczuć jej lęk. Przekrzywił zabawnie łeb i utkwił w niej złote oczy. Shina odetchnęła głęboko. Pojęła, że żaden wilk nie podszedłby tak blisko do ludzkich domostw i nie siedziałby spokojnie w mdłym świetle stajni. To musiał być zwykły pies. W najgorszym przypadku mieszaniec. Nie zważając na ewentualne niebezpieczeństwo, zbliżyła się do niego i podrapała po podgardlu. Wilczur burknął głucho. Po chwili, przepełniony wdzięcznością, wstał i podreptał za nią aż do zajazdu. Zatrzymał się przy progu, machnął na pożegnanie puszystym ogonem. Weszła do chaty. Po krótkiej rozmowie z gospodarzem wspięła się po schodach na piętro. Pchnęła drzwi i rozejrzała się po skromnie urządzonym pokoiku. Usiadła na przymocowanej do ściany, szerokiej ławie i odetchnęła z ulgą. Tuż za nią znajdowało się kwadratowe okienko. Zrzuciła torbę, przysunęła się do grubej szyby i wyjrzała na zewnątrz. Nierówne szkło zniekształcało obraz, jednak dostrzegła w dali jaśniejącą maleńkimi światełkami wieś. Sięgnęła po torbę i przejrzała swój dobytek. Spośród pomiętych ubrań wyciągnęła zielonkawą sukienkę. Uniosła ją w górę i obrzuciła krytycznym spojrzeniem. Piękny dekolt, delikatne wcięcie w talii, sięgający kostek dół… Uśmiechnęła się z zadowoleniem. Najwyższy czas, by zaprezentowała się swoim towarzyszom w czymś ciekawszym niż zabłocone, podróżne spodnie. Przepłukała brudne rzeczy i rozwiesiła je na parapecie. Później zajęła się sobą. Wlała parę wiader gorącej wody do stojącej w rogu balii, zanurzyła się w rozkosznym cieple. Kąpiel rozleniwiała, ale też przywracała nadwątlone siły. Shina spojrzała na zbity z belek sufit i przymknęła oczy. Uśmiechnęła się do siebie. Było jej bardzo przyjemnie. Nic jej nie przerażało. Zapomniała o męczącej podróży, o tym, że otarła się o śmierć, o obojętności w oczach Ariego i o wizji dotarcia do Fallvitnir.
* * *
Gdy tylko doprowadziła się do porządku, założyła sukienkę, rozczesała długie włosy i bez wahania wyszła z pokoiku. Postanowiła dotrzymać towarzystwa Ariemu i Gimmelowi. Zapewne w tej właśnie chwili relaksowali się przy jednym ze stołów na parterze gospody. Wiedziała, że takie mieli plany. Gimmel zaprosił ją, by przyłączyła się do nich, lecz podczas oporządzania konia była tak zmęczona, że grzecznie odmówiła. Teraz, gdy ogarnęła się nieco, uznała to za całkiem miły sposób spędzenia wieczoru. Spora izba zastawiona była kilkoma ławami i rozświetlona palącymi się na nich świecami. Niezwykle przytulna, wprost zachęcała podróżnych do odpoczynku. Panującą wokoło ciszę zakłócały tylko stłumione rozmowy kilku obecnych gości. Dziewczyna niemal natychmiast zauważyła siedzącego w kącie Ariego. Spoglądał na nią z uwagą i nie wypuszczał z ręki kufla piwa. Podeszła do towarzysza, usiadła naprzeciwko. – Widzę, że szybko się tu rozgościłeś – zagadnęła i mimo woli pożałowała, że Taala nie mogła go w tej chwili zobaczyć. W mroku gospody prezentował się wyjątkowo korzystnie. Świeżo ogolony, umyty i przebrany w prostą, jasną koszulę, z lśniącymi w blasku świec czarnymi oczyma i opadającymi na czoło niesfornymi kosmykami, bez problemu zawróciłby przyjaciółce w głowie. Niestety, zapewne Raan nie przekonałby się do burkliwego zachowania chłopaka i szybko przekreśliłby kolejny flirt siostrzenicy. Na szczęście ona nie była Taalą. Urok Ariego nie robił na niej żadnego wrażenia. Za dobrze poznała jego trudny charakter, by pozwoliła sobie na najlżejsze nawet zadurzenie czy snucie jakichkolwiek planów z nim związanych. Poza tym dawny rytuał splótł jej los z losem innego mężczyzny. Ani myślała tego zmieniać. Młody Senasyjczyk był jednak jej rodakiem, towarzyszem podróży i chociaż oboje nie darzyli się sympatią, musieli jakoś ze sobą wytrzymywać. Nie mogła od niego uciekać. Uniki tylko pogorszyłyby sprawę. – Gdzie Gimmel? Ari pociągnął łyk napoju. – Zaraz przyjdzie. Już się za nim stęskniłaś? Ton jego głosu sprawił, że zacisnęła dłonie w pięści. W ten oto sposób legło w gruzach marzenie o przyjemnie spędzonym wieczorze. – Dobrze jest mieć przy sobie jedyną życzliwą osobę – odparła, urażona. Chłopak zlustrował ją spojrzeniem. Jego wzrok zatrzymał się na dekolcie sukienki. – Dla niego się tak wystroiłaś? – A jak tak, to co? – rzuciła prowokacyjnie, odchylając się odrobinę w tył. Co on sobie w ogóle wyobrażał? Za kogo ją miał? Oparł się plecami o ścianę i zmrużył nieznacznie oczy. – Nie musisz za wszelką cenę wzbudzać jego zainteresowania. Shina drgnęła. Nie planowała go o nic wypytywać, ale tymi słowami obudził w niej wielką ciekawość. Była na najlepszej drodze, by dowiedzieć się, czy to z Gimmelem została związana jej przyszłość. Musiała mądrze pokierować rozmową, a Ari sam jej to zdradzi. – Chcę zainteresować sobą mojego przyszłego męża. Nikogo innego – odparła dumnie. Ku jej rozczarowaniu towarzysz nie podtrzymał tematu. Przyłożył kufel do ust i przez moment wpatrywał się z zamyśleniem w pionowy płomyk stojącej obok świecy. Dopiero teraz Shina dostrzegła, że nie miał idealnie czarnych oczu, jak jej się dotychczas wydawało. Źrenice z trudem odcinały się od brunatnych tęczówek, a te z kolei doskonale współgrały ze smolistymi, gęstymi rzęsami. Jego oczy były piękne, to musiała przyznać. Wyraziste, przepełnione… smutkiem? – On coś w ogóle dla ciebie znaczy? – mruknął pod nosem. Ocknęła się z zadumy. – Kto? – zapytała, rozkojarzona. Spojrzał na nią z zaciętością. – Twój przyszły mąż. Zawahała się. Co tak właściwie miała mu odpowiedzieć? Była przygotowana do roli żony i przywódczyni. Ciekawiło ją, u boku jakiego człowieka przyjdzie jej wypełniać wyznaczone zadanie. Wielokrotnie zastanawiała się, na kogo wyrósł ukryty za płomieniami ogniska chłopiec. Przecież go nie znała, chociaż gdzieś w podświadomości bezustannie widziała jego ciepły uśmiech. Miała nadzieję, że się nie zmienił. Że przypadną sobie do gustu, dojdą do porozumienia i nigdy nie pożałują decyzji staruchy. – Chcę, by był ze mną szczęśliwy – odparła szczerze. – Postaram się spełnić jego oczekiwania. Będziemy musieli do siebie przywyknąć. Początkowo to pewnie dla nas obojga nie będzie łatwe. Przecież jesteśmy dla siebie całkiem obcy. Ari zaśmiał się ponuro. – Powinnaś przekląć zwyczaje Senas. One nie przynoszą nic dobrego. Przynajmniej ja nie widzę żadnych dobrych stron tych przestarzałych bredni. Wpatrywała się w niego ze zdziwieniem. Dopiero po chwili dotarło do niej, co miał na myśli. Nagle spłynęła na nią dziwna, nieposkromiona złość. Musiała za wszelką cenę bronić tego, co tyle dla niej znaczyło, co było związane z jej przyszłością i dla
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Beata
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…