Wróć do katalogu

Shina - część X

Kolejna część opowiastki - trochę pustynnego życia, trochę nienawiści, strachu, niepewności.

Beataopublikowano 17 stycznia 200731 min czytania 4,9 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Część X

Mijające dni niczym się od siebie nie różniły. Parne i słoneczne, wypełnione pracą, codziennymi obowiązkami, rozmowami oraz śmiechem. Płonące nad pustynią niebo niezmiennie zwiastowało spokojne, chłodne noce. Noce, w czasie których można było odpocząć, odzyskać nadwątlone siły i zapomnieć o trudach senasyjskiego życia. Od ceremonii Zaślubin Shina wyczekiwała zachodu słońca z prawdziwą niecierpliwością. Wieczorami siadała przy wejściu do namiotu, głaskała po łbie warującego u jej nóg Kazana i wpatrywała się w drżącą od gorącego powietrza, krwistoczerwoną tarczę. Cieszyła się orzeźwiającym wiatrem i podziwiała, jak ciemność bierze w swe posiadanie podlegającą jej osadę oraz ciągnące się aż po horyzont piaszczyste wydmy. Mrok i cisza oznaczały dla niej wytchnienie. Właśnie o tej porze mogła odizolować się od przepełnionych szacunkiem rozmów, dbania o przyszłość klanu i uważnych, jakby nieco zatroskanych, ale też surowych spojrzeń starej. Chwilami miała wrażenie, że bycie przywódczynią ją przerasta. Niestety, nie wszystko przebiegało zgodnie z odwieczną tradycją. Musiała radzić sobie sama. Ari jej nie wspierał, zresztą ona też nie narzucała się mu ze swoimi poradami. Każde z nich przekazywało plemieniu cząstkę siebie w całkiem odmienny i niezależny sposób. Niczego nie robili wspólnie. Nie wtrącali się do wzajemnych poczynań. Nawet ze sobą nie rozmawiali. Tylko czasami słuchali z uwagą słów, jakie druga osoba kierowała do proszącego o pomoc lub radę Senasyjczyka. Wówczas to, nieważne, jak trafna była decyzja, oczy małżonka ciemniały z pogardy, a usta wykrzywiały się w ledwie zauważalnym, lekceważącym grymasie. Początkowo Shinę bolało takie zachowanie Ariego. Starała się spełniać przypadające jej zadanie najlepiej, jak tylko potrafiła. Rozmawiała z ludźmi, zastanawiała się nad najlepszym wyjściem z pozornie prostych kłopotów, lecz widząc, że żadna jej decyzja nie wzbudza zadowolenia męża, coraz częściej traciła pewność siebie. Nieważne, że człowiek, któremu starała się pomóc, dostosowywał się do jej słów, a później przychodził podziękować za trafną radę. Ari tego nie dostrzegał. Zachowywał się tak, jakby tylko czekał na jej potknięcia. Z czasem Shina zaczęła odpłacać mu się tą samą monetą. Nigdy nie komentowała jego decyzji, nie podważała ich, lecz odnosiła się do chłopaka z wyraźną niechęcią. Pozwalała sobie na takie zachowanie tylko wówczas, gdy przebywali sami. Nie chciała, by ktokolwiek z osady zauważył ich wzajemną nienawiść. Uważała, że nie powinna przelewać swoich zmartwień na ufnych, szczęśliwych Senasyjczyków. Ujawnienie małżeńskich swarów tylko zburzyłoby chwiejną równowagę klanu. Przesądni mieszkańcy szybko zaczęliby się bać o swoją przyszłość. Nie chciała do tego dopuścić. Zresztą Ari miał na tyle rozumu, że i on nie obnosił się jawnie ze swoją niechęcią do żony. W ciągu tygodnia od Zaślubin opanował niemal do perfekcji unikanie Orii i podejmowanie decyzji bez jej udziału. Shinie całkowicie to odpowiadało. Chociaż noc zmuszała ich do przebywania w jednym namiocie, także wtedy nie mieli sobie nic do powiedzenia. W świetle kaganka ich oczy nie spotykały się nawet na moment. Omijali się niczym nieznajomi, zajęci własnymi sprawami. Gdy Shina zszywała podarty bok koszuli męża, on jadł kolację. Gdy Ari ostrzył nóż, ona zajęta była porządkowaniem zbioru ziół. Kiedy dziewczyna szykowała się do snu, mąż siedział w towarzystwie Kazana u wejścia do namiotu i patrzył w dal. Wracał dopiero wtedy, gdy gasł blask kaganka. Rozbierał się i kładł na zajęczych skórach. Nigdy nie zbliżał się do Shiny. Ona także nie próbowała go nawet dotknąć. Co więcej, w głębi duszy była mu wdzięczna, że ich żałosne małżeństwo nie kończyło się co wieczór karczemną awanturą. Z dwojga złego wolała milczenie niż walkę. Mimo pozornego spokoju nigdy nie zasypiała natychmiast po ułożeniu się do snu. Za każdym razem leżała dość długo w bezruchu, skulona, z kolanami przyciągniętymi do piersi i wpatrywała się w czarną ścianę namiotu. Wiedziała, że nazajutrz nie będzie czuła się najlepiej. Ciąża wysysała z niej mnóstwo energii. Co gorsza, musiała ukrywać swoje poranne mdłości przed czujnymi oczyma męża. A to nie było wcale proste. Do tej pory nie odważyła się wyjawić mu prawdy. Miała wrażenie, że nigdy nie będzie w stanie powiedzieć mu „Jestem w ciąży” lub, co gorsza „Spodziewam się twojego dziecka” albo „Zostaniesz ojcem”. Powtarzała w myśli te krótkie stwierdzenia, ledwie poruszając wargami i za każdym razem ogarniał ją jakiś paniczny, przemieszany ze złością, strach. To brzmiało niedorzecznie! Okropnie i głupio! Nie mogła spojrzeć Ariemu w oczy i przyznać, że jego krótki, pijacki wybryk przyniósł tak niepożądany efekt! Ten chłopak nie nadawał się na ojca i nie chciała, by nim był! Nie zastanawiała się nawet, jak by zareagował na tę wieść… Jednak, mimo wszelkich wątpliwości i uprzedzeń, rozsądek podpowiadał jej, że w końcu będzie musiała przyznać się do ciąży. Jeszcze trochę i jej stan zrobi się widoczny. A wtedy znów znajdzie się na straconej pozycji. Targana wątpliwościami i poczuciem osamotnienia, zasypiała z wielkim trudem. Gdy jednak osiągnęła ten cel, jej sen był mocny i głęboki. Odpoczywała, odzyskiwała niezbędne do przetrwania kolejnego dnia siły, zapominała o dręczących ją kłopotach. Parokrotnie wyobraźnia podsuwała jej wizje minionego życia w stolicy. Wtedy to uśmiechała się do siebie, cieszyła się obecnością Raana oraz Taali, leżała na plecach na przyjemnie chłodnej trawie, słuchała miarowego chlupotu fal jeziora i patrzyła na rozświetlone słońcem niebo. Gdy jednak budziła się, wychodziła przed namiot i spoglądała w górę, jej serce przepełniał żal. Ta sama potężna tarcza lśniła nad miastem, w którym mieszkali drodzy jej ludzie. Była ciekawa, czy omijali wzrokiem dachy kamienic i zerkali na słońce… a jeśli tak, czy chociaż trochę za nią tęsknili? Czy raczej traktowali ją jako zwykłą dziewczynę z pustyni, którą zapoznali z otaczającym ją światem, a później odesłali tam, gdzie jej miejsce i natychmiast o niej zapomnieli? Nie, miała nadzieję, że czasami ją wspominali. Tak jak ona wspominała ich. Tęskniła za opiekunem i jego siostrzenicą. Brakowało jej opanowania Raana i beztroskiego szczebiotu Taali. Odczuwała to tym bardziej, że nie znalazła w osadzie żadnej bliskiej duszy. Lubiła otaczających ją ludzi, lecz z nikim nie związała jej silna nić przyjaźni. Senasyjczycy odnosili się do niej z sympatią, jednak byli dość powściągliwi. Ich szacunek dla jej społecznej pozycji działał niczym niewidzialna, lecz skuteczna przeszkoda. To był mur nie do przebycia i Shina nie łudziła się nawet, że kiedyś zostanie pokonany. Bycie przywódczynią wiązało się w pewnym stopniu z odseparowaniem od poddanych. To był powszechnie akceptowany i naturalny, odwieczny porządek. Nikt się mu nie sprzeciwiał. I ona się do niego dostosowała. Mimo wszystko Shina nie mogła się wyrzec jednej znajomości. Czuła, że ma wśród Senasyjczyków wiernego przyjaciela. Chociaż od powrotu do osady Gimmel odsunął się od niej, nadal miała wrażenie, że się o nią troszczy. Czasami spotykała go pomiędzy namiotami. Oboje uśmiechali się wtedy do siebie i przystawali na chwilę rozmowy. Patrzył na nią z troską i powagą. On jeden wiedział, jak ciężkie było w rzeczywistości jej życie i chociaż nie mógł nic zrobić, starał się ją pocieszyć, podtrzymać na duchu, tchnąć w nią wiarę, że wszystko jakoś się ułoży. W czasie tych krótkich spotkań dla Shiny nie istniał nikt poza Gimmelem. Chłonęła w siebie pozytywne emocje płynące od mężczyzny, słuchała uważnie każdego słowa i nie spuszczała wzroku z jego brązowych oczu. On oznaczał spokój i bezpieczeństwo. Uwielbiała go za to. Momentami chciała mu się zwierzyć z całego zła, jakie ją spotkało, jednak natychmiast przywoływała się do porządku. Nie mogła go obarczać osobistymi niepowodzeniami. Więc gdy pytał, jak jej się wiedzie i czy wytrzymuje z Arim, kiwała głową i mruczała pod nosem nie do końca zrozumiałe zapewnienia. Gimmel zapewne wyczuwał, że jest okłamywany, bo albo marszczył brwi i ponawiał pytanie, albo milczał przez moment, by nagle pożegnać się krótko i powrócić do swoich zajęć. Bezradna Shina patrzyła za nim tak długo, aż nie zniknął jej z oczu. Nie przejmowała się tym, że mijający ją ludzie zerkają na nią ze zdziwieniem, a później patrzą w dal, by dojrzeć, za kim tak rozpaczliwie podąża wzrok ich przywódczyni. Widząc idącego sprężystym krokiem młodego, długowłosego mężczyznę, najczęściej spuszczali nieznacznie głowy i zaciskali usta. Udawali, że nie dostrzegają tego dziwnego zachowania. Wierzyli, że dopiero co zaślubiona z Arim dziewczyna nie łamie praw Senas. A jednak zaczęto pomiędzy sobą szeptać i snuć domysły… Shina nie zdawała sobie z tego sprawy. Jej dnie bezustannie mijały na rozmowach z pobratymcami oraz na chorobliwej wprost ciszy w kontaktach z Arim. Z czasem przyzwyczaiła się do takiego życia, zaakceptowała je i nawet nie próbowała z nim walczyć. Milczenie męża już jej nie przeszkadzało. Co więcej, odzwyczaiła się od jego głosu do tego stopnia, że gdy podczas jednego z mniej ważnych świąt siedziała obok staruchy i słuchała wypowiadanych przez chłopaka słów, miała wrażenie, że słyszy obcego człowieka. Przymknęła oczy. Nie widziała przed sobą oświetlonej płomieniami ogniska twarzy męża. Kim był mężczyzna, który prosił pustynię o przychylność? Nie znała go. Wcale. Westchnęła cicho i uniosła powieki akurat w chwili, gdy ogień strawił z sykiem garść rzuconego mu na pożarcie, zasuszonego piołunu. Stara kobieta otrzepała ręce i uznała rytuał za zakończony. Ari wstał, Shina także. Oboje skłonili się lekko staruszce. Odprowadzani jej uważnym spojrzeniem, wyszli z namiotu. Otoczył ich mrok nocy. Powietrze pachniało zwęglonym drewnem, na czarnym niebie połyskiwały srebrne gwiazdy. Cała osada spała, tylko jeden z mężczyzn odprowadzał konia do stada. Shina szła wolnym krokiem u boku Ariego. Nigdzie się nie spieszyła. Mocny wiatr targał jej włosy i ubranie, sypał piaskiem w oczy. Pochyliła głowę. Już po chwili znalazła się w przytulnym wnętrzu własnego schronienia. Podeszła do skrzyni i zapaliła stojący na wieku kaganek. Wokoło zalśnił ciepły, pomrańczowawy poblask. Zerknęła ku wejściu. Ari odgarnął na bok ciężką płachtę, sięgnął po stojące przy ścianie wiadro i zniknął na zewnątrz. Gwizdnął krótko, przywołując kręcącego się w pobliżu Kazana i ruszył do studni. Nie czekała na jego powrót. Przebrała się do snu i ułożyła na posłaniu. Zamyślona, wpatrywała się w sklepienie namiotu. Słuchała dobiegających z zewnątrz odgłosów. Wiatr hulał między naprężonymi materiałami. Radosne szczeknięcie psa rozproszyło ciszę nocy. Nadchodzący chłopak zbeształ cicho wilczura i wsunął się do schronienia. Shina odwróciła głowę. Nie musiała patrzyć na Ariego, by wiedzieć, co robił. Przeszedł w głąb namiotu, nalał wody do miednicy i zdjął koszulę. Mył się, rozbryzgując wokoło drobne krople. Gdy skończył, zgasił kaganek i wsunął się pod pled. Nie reagowała. Nauczyła się tolerować jego obecność, pod warunkiem, że nie przekraczał ściśle określonych granic. Jednak tym razem Ari zachowywał się inaczej niż zwykle. Nie leżał na najdalszym skrawku posłania, lecz nieco bliżej środka, zwrócony twarzą w jej stronę. Zapewne na nią patrzył. I oddychał jakoś inaczej niż zwykle. Głębiej, szybciej… Zupełnie, jakby coś knuł. To niejasne przeczucie sprawiło, że Shina stała się czujna niczym dzikie zwierzątko. Zmarszczyła brwi. Ari przekręcił się na bok. Wstrzymał powietrze w płucach, jakby niepewny swojego zamierzenia, po czym podniósł się zdecydowanie i przysunął do żony. Poczuła na ramieniu jego dłoń. Strąciła ją i cofnęła się pod ścianę. Bez słów dała mu do zrozumienia, że nie życzy sobie, by ją dotykał. On także milczał. Zupełnie nie przejmując się jej niechęcią, przesunął dłoń wzdłuż smukłego ciała żony, pogładził brzuch. Shina poczuła nagłą irytację. Ta sytuacja zaczęła do złudzenia przypominać jej scenę sprzed niemal miesiąca. Wtedy nie zdołała się obronić, lecz tym razem będzie inaczej! – Przestań – syknęła i odtrąciła rękę męża. Ari nie zareagował na jej słowa, więc poderwała się z futer, omal nie wybijając mu zębów. Uchylił się w ostatniej chwili i sprytnie wykorzystał nadarzający się moment. Złapał ją mocno za ramiona, pchnął na posłanie i przycisnął do futer. Szarpnęła się. Za wszelką cenę usiłowała odepchnąć go od siebie. – Zaraz zacznę krzyczeć. Zbiegną się tu ludzie – ostrzegła. Ari wsparł się na wyprostowanych ramionach. Na moment zaprzestał walki. Co więcej, uśmiechnął się. – Proszę bardzo, krzycz. Ściągnij tu wszystkich. I co im powiesz? Że mają mnie przegnać, bo odważyłem się ciebie dotknąć? Że chociaż jesteś mi zaślubiona, ani razu ze mną nie spałaś? Co by sobie o nas pomyśleli? To by zburzyło wizerunek naszego idealnego małżeństwa, nie uważasz? Shina nie znalazła na to odpowiedzi. Przygryzła dolną wargę i próbowała wstać. Chociaż była bardzo zdeterminowana, jej wysiłki przynosiły opłakane efekty. Chłopak nadal nad nią górował i bezkarnie robił, co tylko chciał. Podciągnął wyżej jej koszulę, wsunął dłoń pod materiał i zacisnął palce na jej piersi. Przeklęła w duchu. – Zostaw mnie! – Ty chyba niczego nie rozumiesz. Jesteś moją żoną – syknął oschle i rozdzielił kolanem jej nogi. – Żoną?! – prychnęła, wyprowadzona z równowagi. – Od kiedy uważasz mnie za żonę? Ja jestem dla ciebie tylko i wyłącznie wrogiem! Sam do tego doprowadziłeś! Ari nie miał zamiaru wdawać się w zbędne dyskusje. Ani myślał też rezygnować z chwili przyjemności. Przycisnął wierzgającą nogę dziewczyny do zajęczych futer. Shina jęknęła głośno. Była tak rozsierdzona, że zbierało się jej na płacz. A jednak nie chciała okazać przed nim słabości. Oddychała głęboko, serce tłukło się jej w piersi boleśnie szybkim rytmem. Znów czuła skórę chłopaka na swojej, jego włosy połaskotały ją po policzku. Zacisnęła kurczowo uda, uderzyła go pięścią w bok. Trafiła w zabliźniałą ranę po pchnięciu nożem. Że też uratowała go w Fallvitnir! – Pożałujesz tego… – Czego? – mruknął. – Ja tylko dostosowuję się do praw Senas. Chcę dać naszemu plemieniu następcę. W jego głosie dźwięczały pogarda i ironia. Shina zacisnęła powieki. On się naprawdę nad nią pastwił. Wykorzystywał jej słabość, drwił z przekonań. Bawił się nią niczym przedmiotem, nie odczuwając przy tym najmniejszych skrupułów. Nienawiść wprost rozsadzała ją od środka. Już nie była w stanie tego dłużej znieść. Gdyby tylko mogła go zniszczyć… Gdyby mogła pokazać mu, jak to boli… Jego usta drażniły jej szyję, dłonie zaciskały się pewnie na ramionach, dotyk palił najprawdziwszym ogniem. Chociaż się broniła, wiedziała, że jest z góry skazana na porażkę. Ari był jej karą, o której wspomniała starucha. Właśnie płaciła cenę nieposłuszeństwa wobec praw Senas. Jeszcze chwila i powtórzy się jej koszmar z zajazdu. Nie, nie chciała tego! Zamarła. To wydarzenie… W jej umyśle zaświtała iskierka nadziei. Niespodziewanie pojęła coś bardzo ważnego. Ciąża, która do tej pory była jej przekleństwem, dawała jej też szansę na uwolnienie się spod tyranii Ariego. Ta początkowo oszałamiająca myśl wywołała w niej uczucie silnej satysfakcji. Tym razem to ona mogła decydować o losach męża. Mogła sprowadzić

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych