Wróć do katalogu

Siedem końców świata

Krótkie wyjątki z życia dziewczyny, której los nie rozpieszczał, nad która zawisło jakieś tragiczne fatum.

Avathar, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Więc z chleba chociaż jestem głodna Zrobiłam sobie dziś wisiorki Od razu ładniej wyglądałam Wśród kobiet powpychanych w worki I zaśpiewałam sobie cicho Że jestem ja księżniczką z baśni Co czeka by ktoś po nią przyszedł Jacek Kaczmarski- Nawiedzona przez wiek XIX

[I]

Od najmłodszych lat dom rodzinny nie był oazą spokoju i bezpieczeństwa, ogniskiem miłości, ucieczką od problemów i zmartwień. Cztery ściany wiecznie brudnego i śmierdzącego alkoholem mieszkania były więzieniem, do którego nie dostawały się promienie szczęścia, klatką, z której wypuszczana była tylko do szkoły i po zakupy. Nie lubiła wracać do domu, po szkole często spacerowała po mieście, oglądała wystawy sklepów, szukała u obcych ludzi tego, czego nie doświadczała u najbliższych. Nie miała też przyjaciół, trudno było jej nawiązywać kontakty z innymi dziećmi. W szkole zawsze stała z boku, w odosobnieniu, z czasem polubiła samotność, ale tylko dlatego, że prócz samej siebie nie miała nikogo. Zaczęła znikać z lekcji i chodzić na wagary, nie zależało jej na dobrych stopniach, nie miała motywacji. Widziała uśmiechy zadowolenia na twarzach rodziców, prezenty i satysfakcję, gdy ich pociechy dostawały dobre oceny. Rodziło to w niej smutek, łzy płynęły po policzkach, bo już wtedy uświadamiała sobie swoją inność, widziała mur, którego miała nigdy nie przeskoczyć. Szkoła była dla niej koniecznością, nie lubiła tego miejsca, bo rodziło w niej poczucie zazdrości, uświadamiało, że istnieje coś takiego jak normalność, szczęście, zrozumienie. Nie znała prawdziwego znaczenia tych pojęć, widziała je jak na ekranie telewizora, a ją oddzielała od nich szklana granica, której nie dało się przejść. Wolała wierzyć, że normalność to kłamstwo pokazywane na filmach, że szczęście jest mitem, którego nikt nie doświadcza. Z taką świadomością było jej prościej żyć, a raczej trwać bez nadziei w lepsze jutro.

[II]

Bała się strachu choć stał się jej przyrodnim bratem, powszednim chlebem jej marnego życia. Chciała zapomnieć, choć nie pamiętała wiele. Ucieczki od nocnych tragedii, rany tryskające krwią. Nigdy nie śniła, nie miała też koszmarów. Koszmar dział się każdego dnia. Noc rodziła jedynie zwątpienie – w ludzkość, miłość, szczęście. Pozbawiała ją wszelkiej nadziei, kazała jej wyzbyć się marzeń, nie pozwalała zapomnieć o codzienności pełnej łez, smutku i cierpienia. Nie mogła zasnąć do późna w nocy, bo oczekiwała momentu, którego nienawidziła, ale chciała, by po prostu szybko się skończył. Mroczny rytuał niczym droga krzyżowa ze swoimi stacjami powtarzał się każdej nocy, zachowywał kolejność i stałe elementy. Najpierw nasłuchiwała trzasku drzwi i powolnego odgłosu stąpania, który stawał się głośniejszy w miarę jak zbliżał się do jej pokoju. Potem widziała blask światła, dobiegający z przedpokoju, słyszała skrzyp drzwi otwieranego pokoju, czuła wreszcie zbliżającą się woń alkoholu. Często modliła się, by pewnego razu ojciec nie wrócił, by kiedyś drzwi pokoju nie otworzyły się. Zapalał światło, zdzierał z niej kołdrę, krzyczał i przeklinał. Nie cierpiała tych słów i jego niskiego, wiecznie przepitego głosu. Ile razy potem słyszała je na ulicy, powracały wspomnienia tamtych piekielnych dni. Czuła dotyk jego dłoni na całym ciele, brutalne uderzenia w twarz, a potem przenikliwy ból, po którym cały świat wirował jej przed oczami i nie wiedziała czy jeszcze żyje czy już umiera. Potem odchodził bez słowa i spełniony zatrzaskiwał drzwi. Drżała ze strachu, czuła wewnętrzną pustkę i wstyd, ogarniało ja głębokie i nieopisane upokorzenie. Rodziło się w niej poczucie winy, grzechu, którego nie popełniła, ale w którym brała udział. Płakała cicho, żeby nikt jej nie słyszał. Pytała dlaczego świat jest taki zły, dlaczego tak wygląda jej życie, dlaczego ból nie pozwala zapomnieć. Pytała, ale nie znajdywała odpowiedzi.

[III]

Jeśli w życiu zaznała choć trochę miłości, poczuła odrobinę bezpieczeństwa, a jej życiu choć raz nabrało trochę koloru, to zawdzięcza to matce. Matka – to słowo było nośnikiem wszystkich pozytywnych emocji, jakie znała, uosobieniem całego piękna i wrażliwości, o których nawet nie miała siły marzyć, była wspomnieniem jedynego szczęścia, jakiego doznała. Do końca życia w głębi serca przechowywała chwile spędzone z matką, kiedy mogła się do kogoś przytulić i poczuć ciepło drugiego człowieka, szczerze wypłakać się i zwierzyć z swoich problemów, a przede wszystkim uwierzyć w człowieka, w lepszy świat wolny od alkoholu, przemocy, bólu i upokorzeń. Pełna zrozumienia i miłości mama pozostała niespełnioną tęsknotą, do której zwracała swe oczy, gdy była na samym dnie, gdy było ciężko i nie wiedziała, co zrobić. Mama odeszła, gdy ona miała kilka lat. Jej śmierć pozostawiła po sobie pustkę, której nigdy nie była w stanie wypełnić. Wraz z śmiercią mamy umarło w niej wszystko, co dobre. Jej świat stracił jedyną osobę, która opromieniała jej dni, życiu straciło kolor i już zawsze pozostało szare. Umarła w niej nadzieja.

[IV]

Śmierć ukochanej osoby zamknął pewien rozdział w jej życiu, ale otworzył też nowy – jeszcze tragiczniejszy. Zostawiona sama sobie, skazana na samodzielność , jako dziecko rzucona w świat dorosłych, musiała dojrzeć wcześniej niż jej rówieśniczki. Opuściła ojca, gdy miała 16 lat. Już po śmierci matki nic nie trzymało ją w miejscu, gdzie każdy przedmiot przywodził na myśl najczarniejsze wspomnienia z lat…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych