Wróć do katalogu

Skarb Itavi

Opowieść fantastyczna opisująca przygodę i walkę dobra ze złem... Dowód, że nie zawsze dobro całkowicie wygrywa.

Brighter, opublikowano , 1 godz. 10 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Schowałem się za kolumnę. Jakaś postać biegła w moją stronę. Gdy zbliżyła się wystarczająco, wyciągnąłem sztylet i wyskoczyłem zza kolumny, gotów zadać cios. Zamachnąłem się, lecz owa postać jakby znała moją technikę walki, więc zwinnie uniknęła uderzenia. Osoba ta nie była uzbrojona. Spojrzałem na jej twarz - Witaj, Treffie – zagadnąłem z ulgą. - Widzę, że nie zmieniasz nawyków, Griffinie – rzekł Treff. - Żyjemy w trudnych czasach. Nigdy nie wiesz, czy to właśnie nie ciebie mogą napaść skrytobójcy. – Wyjaśniłem swoje zachowanie, po czym zapytałem - co sprowadza cię do mnie o tak późnej porze? - Przynoszę przykre wieści. Twój ojciec zmarł. Nic nie powiedziałem, tylko westchnąłem ciężko. - Mój ojciec był podróżnikiem. Wiedziałem, że w końcu nabawi się jakiejś śmiertelnej choroby… - Nie! – Przerwał mi Treff. – Twój ojciec był okazem zdrowia! - Co? – Zdziwiłem się, zrywając się na równe nogi. – Był przecież doskonałym wojownikiem. Nikt nie mógłby go zabić w pojedynku... - I nie zrobił tego w pojedynku … - Przerwał mi ponownie Treff. – Ktoś dowiedział się, że Twój ojciec natrafił na ślad Skarbca Itavi. Został zaciągnięty w pułapkę i zasztyletowany. Właśnie sprowadzono jego ciało do miasta. - Zasztyletowany? – Poczułem się okropnie. – Dziękuję Ci, Treffie… – powiedziałem powoli. – Proszę Cię, zostaw mnie teraz samego. Treff wyszedł. Czułem, że muszę to wszystko przemyśleć. Ostatnią rzeczą, jaką usłyszałem od mojego ojca było: W ciężkich chwilach nie liczy się siła ciała, lecz odwaga oraz potęga miłości. Położyłem się do łóżka, rozmyślając wciąż o tym wszystkim. Kochałem mojego ojca jak nikogo na świecie. Poczułem, jak łza spłynęła mi po policzku. Zasnąłem, a ostatnią rzeczą o której myślałem było, by wyprawić mojemu ojcu pogrzeb godny mężnego wojownika.

*

Pogrzeb odbył się nazajutrz. Rad byłem, że tak liczne grono ludzi przyszło oddać mojemu ojcu hołd. Pochowano go w honorowym miejscu na cmentarzu. Wszystkim niegdyś dane było odczuć dobroć jego serca, ale i bezwzględną sprawiedliwość. Gdy patrzyłem na jego grób, dopiero wtedy to do mnie dotarło. Mój ojciec odszedł z tego świata na zawsze. Ukryłem twarz w dłoniach, powstrzymując się od zawycia z rozpaczy. Ludzie poklepywali mnie po plecach ze współczuciem. Nie mogłem tego znieść. Wstałem i ruszyłem w stronę domu. Gdy byłem w połowie drogi, dogonił mnie Treff. - Griffinie – powiedział, a głęboki smutek w jego głosie był bardzo wyczuwalny. – Wiem, że bardzo cierpisz z powodu odejścia Twojego ojca. Musisz jednak mnie wysłuchać. Twój ojciec, zanim wyruszył na ostatnią wyprawę swojego życia, spisał testament i powierzył go mnie. Napisał w nim, że jakby podczas jego podróży stała mu się krzywda, mam przekazać Ci przedmioty, które dołączył do testamentu. - Jakie przedmioty? – Zapytałem szczerze zdziwiony. Treff wyjął zza pazuchy jakiś pergamin. To była mapa, jak dojść do Skarbca Itavi! Ale po co ojciec mi ją zostawił? - Dołączony był do tego list – rzekł Treff, grzebiąc dalej za pazuchą – oraz to. Wyjął list i jakiś dziwny medalion. Znam się na historii starożytnych cywilizacji, więc rozpoznałem na nim herb klanu Itavi. Była to rodzina, która zgłębiała tajniki jasnej, jak i czarnej magii. - Co to oznacza? – Zapytał zaniepokojony Treff. – Czy Twój ojciec chce, abyś kontynuował jego poszukiwania? - Wszystkiego dowiem się z listu. Przełamałem pieczęć i rozwinąłem pergamin.

Griffinie!

Jeśli czytasz ten list, oznacza to, iż potwierdziły się moje obawy. Jak pewnie zauważyłeś, medalion, który przekazał Ci ode mnie Treff ma wykuty herb klanu Itavi. Miej go zawsze przy sobie podczas podróży, na którą zamierzam Cię wysłać. Razem z testamentem załączyłem mapę. Prowadzi ona do Skarbca Itavi, starożytnej cywilizacji zajmującej się magią. Zapewne nie udało mi się do niej dotrzeć. Miałem kopię mapy, więc mogłem Ci zostawić ten egzemplarz. Jeśli dostałeś od Treffa ten testament, oznacza to, że już opuściłem ziemski padół. Skarbiec Itavi zawiera największą tajemnicę magii poznaną dotąd przez człowieka. Nie wiem niestety co to za tajemnica, lecz nie tylko ja znam tą legendę. Mogą istnieć ludzie, którzy będą chcieli mi wykraść mapę, by dotrzeć do Skarbca. Jeśli dostałeś ten list, znaczy, że właśnie tak się stało. Musisz jak najszybciej wyruszyć w podróż do Skarbca Itavi. Ale nie idź tam w pojedynkę. Weź kilkoro najbardziej zaufanych ludzi, dobrze obytych w magii i mieczu. Treff, jako Mag Lodu może Ci towarzyszyć, jeśli wyrazi na to zgodę. Nie zapomnij zabrać ze sobą medalionu z herbem Itavi. Synu, czeka Cię wyprawa Twojego życia. Mam nadzieję, że wyjdziesz z niej cało i ocalisz świat przed żądnymi władzy i siejącymi terror ludźmi.

Megarus – Twój ojciec

PS: Pamiętaj, co Ci zawsze powtarzałem. W ciężkich chwilach nie liczy się siła ciała, lecz odwaga oraz potęga miłości. Żegnaj, mój synu. Kocham Cię.

A więc mój ojciec chciał, bym kontynuował jego poczynania. Pomyślałem, że muszę zebrać drużynę, która wyruszy ze mną w tą podróż. - Treffie – rzekłem. – Czy udzielisz mi swojej pomocy w tej misji? - Jakiej misji? – Zapytał zdziwiony Treff. Pokazałem mu list. Gdy go przeczytał, rysy jego twarzy wydały mi się ostrzejsze i bardziej poważne. - Zgoda – powiedział. – Wyruszę z Tobą, by udzielić Ci moich mocy i pomóc w miarę moich możliwości. - Dziękuję Ci, przyjacielu.

*

Razem z Treffem wyszliśmy z mojego domu. - A więc potrzebujemy jeszcze łotrzyka ze zwinnymi rękami oraz celnego łucznika – wyliczyłem. – By naszej drużynie nic nie brakowało, musimy być uniwersalni. - Racja – rzekł Treff. – Tak się składa, że znam bardzo dobrego łucznika. Mieszka niedaleko i lubi przygody. Wydaje mi się, że wyruszy z nami. - Chodźmy więc złożyć mu wizytę. Ruszyłem za Treffem. Zaprowadził mnie do … lasu! - Treffie? – Zdziwiłem się. – Na pewno idziemy w dobrym kierunku? To przecież las! - Tak – potwierdził Treff. – Czy łucznik nie może mieszkać w lesie? - Przepraszam – powiedziałem szybko – po prostu nigdy nie widziałem człowieka mieszkającego w lesie. - A kto powiedział, że ta osoba jest człowiekiem? – Zaśmiał się Treff. - A kim jest? Odpowiedź nadeszła natychmiast. Powietrze przeszył świst strzały, wycelowany w spadający listek tuż przed moją głową. Owy liść wbił się w drzewo tuż obok mnie. Zza drzewa, skąd przyleciała strzała, wyszedł centaur. Miał srebrną grzywę i prezentował się przepięknie w świetle zachodzącego słońca. - Zawsze lubiłeś się popisywać, Sefironie – zaśmiał się Treff. - Witaj, Treffie – centaur odwzajemnił uśmiech. – Co Cię do mnie sprowadza? - To jest Griffin, mój przyjaciel – przedstawił mnie Treff. – Przyszliśmy tu, bo potrzebujemy Twojej pomocy w dość niebezpiecznej wyprawie. Wyjaśniliśmy całą sprawę Sefironowi. Tak jak prognozował Treff, propozycja przeżycia przygody pełnej wrażeń zachęciła go. Zgodził się wyruszyć z nami. - Dziękuję Ci, Sefironie – rzekłem. – To będzie dla mnie zaszczyt, że tak wykwalifikowany łucznik będzie towarzyszył nam w wyprawie. - Nie dziękuj mi, Griffinie – powiedział centaur. – To ja powinienem dziękować Tobie. Mam już dość strzelania w liście. Mój łuczniczy talent marnuje się w tych lasach. Czas użyć go w dobrym celu. - A więc mamy łucznika, maga i wojownika. Potrzebujemy jeszcze łotrzyka. - Potrzebujemy łotrzyka? – Zdziwił się Sefiron. – Po co? Żeby nas okradł i uciekł? - Źle nas zrozumiałeś, Sefironie – powiedziałem. – Nie weźmiemy żadnego najemnego łotrzyka. To musi być ktoś zaufany. - Chyba znam kogoś takiego… - Powiedział powoli centaur. – Ale nie wiem czy się zgodzi. Mówił mi kiedyś, że dał sobie spokój ze złodziejstwem i chciał zostać kowalem. - Prowadź więc – rzekłem. – Może uda się namówić go, by wyruszył z nami. - To nie będzie takie proste – Sefiron zrobił poważną minę. – Owy łotrzyk tylko chciał zostać kowalem. Niestety, nie wybrał zbyt dobrego miejsca na kuźnię. Miał zamiar założyć wewnątrz wulkanu Menira. Na początku wszystko szło doskonale. Niestety, po dość krótkim okresie czasu okazało się, że źle wszystko wymierzył i razem z całą kuźnią spadł w nieodkrytą, zasłoniętą ogniem część wulkanu. Z tego co słyszałem nadal żyje. Nie wiem skąd bierze pożywienie oraz wodę, ale jakoś udaje mu się przeżyć. Trudno będzie się do niego dostać, gdyż od świata jest zagrodzony przez ogień. - Zapomniałeś Sefironie, że mamy w drużynie Maga Lodu – powiedziałem. – Jak sądzisz, Treffie? Uda Ci się ugasić wulkan? - Nigdy jeszcze tego nie próbowałem – rzekł powoli Treff. – Mógłbym spróbować, ale nic nie gwarantuję. - A więc prowadź, Sefironie – powiedziałem, zacierając ręce. - Do wulkanu Menira!

*

Dotarliśmy do stóp wulkanu. Wraz z wysokością, w powietrzu robiło się coraz duszniej. W końcu wdrapaliśmy się na górę. - Co teraz, Sefironie? – Zwróciłem się do centaura. – W którą stronę? - Ze wschodniej wewnętrznej strony wulkanu jest szczelina, przez którą wpadł Linner – rzekł, wskazując jakieś miejsce we wnętrzu krateru. – Teraz jest zasłonięta przez ogień. - Chyba mam okazję wypróbować nowy czar – zaśmiał się Treff, jednak jego oczy zdradziły uczucie niepewności i strachu. – Odsuńcie się. Odsunęliśmy się na bezpieczną odległość. Treff ułożył ręce w dziwny sposób. Powietrze nagle przeszył świst dwóch strzał. - Co się stało? – Krzyknąłem, zdziwiony. – Co to było? - Uwaga! Ktoś tu jest – powiedział szybko Sefiron rozglądając się nerwowo i napinając następną strzałę – i próbował zabić Treffa. Zauważyłem go i wprawdzie nie zdążyłem go powstrzymać od strzału, lecz udało mi się trafić w jego strzałę i zmienić jej tor lotu. - Dziękuję Ci, przyjacielu – rzekł zszokowany Treff. – Uratowałeś mi życie. - Nie czas teraz na podziękowania – przerwał mu Sefiron. – Na to przyjdzie czas później. Teraz musimy znaleźć tego skrytobójcę. - Kim jesteście? – Zawołał damski głos zza skały. – Czego szukacie w moim domu? - Wulkan to twój dom? – Zdziwiłem się. – Dlaczego chcesz nas zabić? - Wkroczyliście tutaj bez zaproszenia! Wytłumaczcie się albo zginiecie. - Dość! – Ten głos należał do kogoś innego. Niski, zasapany mężczyzna wdrapał się właśnie na szczyt wulkanu. Miał na sobie szatę kowala. - Linnerze! – Rzekł Sefiron. – Nic Ci nie jest? Jak się wydostałeś? - Sefiron? – Powiedział Linner. – To naprawdę ty? - Tak, to ja – zaśmiał się centaur. – Co się stało? Opowiadaj! - Opowiem, ale nie tutaj. Zapraszam do mojego domostwa. Ruszyliśmy w stronę zbocza, z którego wdrapał się Linner. Mieliśmy małe kłopoty z zejściem ze skały, gdyż była dość stroma. W końcu znaleźliśmy się na płaszczyźnie w niedostępnej od podnóża góry części wulkanu. - Moją żonę już poznaliście – rzekł Linner. – Ma na imię Vermina. A kim są twoi towarzysze? - Mam na imię Griffin – przedstawiłem się. - Jestem Treff, Mag lodu – rzekł Treff. - Mag lodu? – zapytał Linner. – Czy nie jesteś czasem jednym z tych, którzy mają swoje własne miasto? - Niestety Linnerze, mylisz mnie z Magami Mrozu – rzekł Treff. – To jest już wyższa półka. Ja dopiero muszę się przysłużyć, by zostać Magiem Mrozu. - Rozumiem. Doszliśmy do jakiejś jaskini. Gdy weszliśmy do środka, w powietrzu unosił się zapach pieczonej wołowiny. - Trafiliście akurat na obiad. – Uśmiechnął się Treff. – Jesteście może głodni? - Nawet nie wiesz, jak dawno nie jadłem mięsa – zaśmiał się Sefiron. – W moim lesie jest bezwzględny zakaz zabijania zwierząt dla mięsa lub innych celów. Żywię się ciągle owocami leśnymi. - Vermino, dla Sefirona dodatkowa porcja mięsa – zawołał Linner. - Naprawdę nie trzeba – zaperzył się centaur. Na jego twarzy pojawił się rumieniec. - Przyjacielu – Linner spojrzał Sefironowi w oczy. – Dla ciebie wszystko. - Wobec tego mamy do Ciebie prośbę – powiedziałem stanowczym głosem. – Potrzebujemy twoich zdolności. Wytłumaczyliśmy mu całą sprawę. Po jego twarzy nie dało się odczytać niczego. Czekaliśmy w ciszy na werdykt. - Nie, przykro mi – rzekł w końcu Linner. – Nie mogę tego zrobić. - Muszę przyznać, że spodziewałem się tego – powiedział Sefiron. – Nie mam ci za złe twojej decyzji, przyjacielu. Teraz odejdziemy, gdyż czeka nas niebezpieczna przygoda. - Bywajcie – rzekł Linner machając do nas na pożegnanie. W dość ponurych nastrojach poszliśmy do karczmy, położonej w miasteczku niedaleko wulkanu. Obawiałem się, że karczmarz będzie miał coś przeciwko obecności Sefirona, ale okazało się, że centaur jest jego znajomym. - Co robimy? – Zapytał Treff. – Szukamy dalej jakiegoś łotrzyka, czy wyruszamy w nieznane? - Chyba wyruszymy – powiedział powoli centaur. – Nie ma sensu szukać byle jakiego łotrzyka, gdyż to musi być ktoś zaufany. A tak się składa, że oprócz Linnera nie znam nikogo, kto zasługiwałby na moje zaufanie będąc łotrzykiem. - Proponuję, byśmy teraz udali się na spoczynek – powiedziałem. – Na dziś już nam wystarczy. Wszyscy zamówiliśmy pokoje w gospodzie i rozeszliśmy się do nich. Wszedłem do swojego i usiadłem na łóżku. Zacząłem rozmyślać o ostatnich wydarzeniach. Co mnie będzie czekać na końcu tej wyprawy? Czy ją przeżyję? Czy wszystko skończy się jak w bajce, że będę żył długo i szczęśliwie? Miałem co do tego złe przeczucia. Zasnąłem, rozmyślając o tym wszystkim.

*

Usłyszałem jakiś szmer. Jednym z moich atutów był lekki sen, więc nigdy nic nie mogło zaskoczyć mnie we śnie. Nie otwierałem oczu, nasłuchując. Ktoś wszedł do pokoju. Uchyliłem lekko oczy, lecz dostrzegłem tylko kontury jakiejś postaci, ponieważ nadal była noc. Owa istota rozejrzała się po pokoju, spojrzała na mnie po czym… wyszła! Zdawałoby się, jakby pomyliła pokoje. Cała ta sytuacja wydała mi się podejrzana, więc ruszyłem za nim. Zauważyłem, że tym razem wszedł do pokoju Sefirona. Najwyraźniej centaur nie spał, gdyż od razu zdał się słyszeć jego głos: - Kto tu jest? – Prawie krzyknął. - Sza, Sefironie! – Głos wydał mi się dziwnie znajomy. – Chyba naprawdę nie sądziłeś, że przegapiłbym taką okazję na zarobek? - Co masz na myśli? – Zdziwił się centaur. - Przecież jestem łotrzykiem – powiedział powoli Linner. – Co ty na to, żebym okradł Griffina i uciekł niezauważony, a następnie podzielił się z tobą łupem? - Nie! – Powiedział stanowczo Sefiron. – Treff jest jego przyjacielem, tak jak i moim. A mój kodeks honorowy nie pozwala na tego typu przekręty. - A czy ja nie jestem twoim przyjacielem? – Zapytał Linner. – Pamiętasz Pakt Fissera? - Jesteś moim przyjacielem, a o kontrakcie pamiętam przez cały czas. I odwołując się do niego wzywam cię, Linnerze, abyś okazał się wierny przyjaźni. Chyba nie chcesz, żebym użył Magicznego Wezwania? - Nie, skąd. – Zaperzył się Linner. – Teraz już cię rozumiem. Obiecuję, że się na mnie nie zawiedziesz. Wstąpię do waszej drużyny i użyczę wam mych zdolności. Ale czy będę coś z tego miał? - Ja nie wiem nic o żadnej nagrodzie – powiedział centaur. – Robię to, ponieważ poproszono mnie o pomoc. A ja nigdy nie odmawiam potrzebującym. - Czy w takim razie pozwolisz mi spędzić resztę nocy w twoim pokoju? – Zapytał błagalnym tonem łotrzyk. – Tak się składa, że przy okazji pokłóciłem się z żoną… - W porządku – zaśmiał się centaur. – Możesz użyć mojego łóżka, ja nie będę spał tej nocy. Śpij dobrze. - Dziękuję Ci, przyjacielu. Wróciłem do swojego pokoju i położyłem się do łóżka.

*

Obudziłem się rano czując wielką ciekawość, jak Sefiron wyjaśni mi to nagłe pojawienie się Linnera. Ubrałem się i wyszedłem z pokoju. Na odpowiedź nie musiałem zbyt długo czekać, gdyż centaur czekał już na mnie przed drzwiami. - Dzień dobry, Griffinie – rzekł. - Witaj – powiedziałem powoli. – Słyszałeś może jakieś szmery tej nocy? - Tak i właśnie o tym chciałem z Tobą porozmawiać – byłem zaskoczony, że centaur tego nie ukrywał, tylko od razu przeszedł do rzeczy. Weszliśmy z powrotem do mojego pokoju. – Linner, mój przyjaciel po prostu się z nami zabawiał. Chce się do nas przyłączyć, by użyczyć nam swoich zdolności. Wyrażasz na to zgodę? - Oczywiście – powiedziałem, lecz nie byłem co do tego do końca przekonany. Nadal miałem w głowie jego słowa : „…nie sądziłeś, że przegapiłbym taką okazję na zarobek?” – Musi tylko dowieść swej lojalności. - Zaufanie w drużynie to podstawa – zgodził się ze mną centaur. – Wymyśl dla niego jakiś test. Jeśli go zda, okaże się godny zaufania. Co o tym sądzisz? - Zgoda – powiedziałem, układając w myślach zadania dla niego. – Zostaw mnie teraz samego, muszę opracować cały plan tego testu. Centaur wyszedł z pokoju.

*

Nie miałem pojęcia, jaki to mógłby być test. Postanowiłem poradzić się Treffa. Poszedłem do jego pokoju. Niestety, nie zastałem go tam. Jakby znikąd nagle wyłonił się Linner. -Witaj Griffinie – rzekł na wstępie. – Słyszałem, że szykujesz dla mnie jakiś test. Czyżbyś mi nie ufał? - Nie ufam nikomu, kogo nie znam bardzo dobrze – powiedziałem – przykro mi. - A Sefiron? – Zapytał zdawkowym tonem łotrzyk. – Jego nie znasz zbyt długo. Dlaczego mu ufasz? - Od każdej reguły muszą być wyjątki – powiedziałem wymijająco. – Wiesz może gdzie jest Treff? - Chyba ćwiczy jakieś nowe zaklęcie nad wodospadem – rzekł znudzonym głosem Linner. – Ja pójdę się zdrzemnąć. Do zobaczenia. - Do zobaczenia. – Łotrzyk oddalił się do swojego pokoju, a ja ruszyłem w stronę wodospadu. Już z daleka słychać było przeklinanie Treffa. Najwyraźniej jego trening nie szedł mu najlepiej. - Dzień dobry – powiedziałem. – Co jest przyczyną twojego złego nastroju? Czyżby nowe zaklęcie nie działało? - Witaj – rzekł zasapany Treff. – Trafiłeś w sedno. Chciałem sprawdzić na tym wodospadzie, czy moje nowe zaklęcie, którego chciałem użyć przy wulkanie zadziała. Dobrze, że okazało się, iż nie musiałem, tego robić, ponieważ nie udałoby nam się wydostać stamtąd łotrzyka. - A propos Linnera – zacząłem powoli. – Odwiedził Sefirona tego wieczora. Opowiedziałem Treffowi wszystko, co podsłuchałem tej nocy. - A dzisiaj rano centaur powiedział mi, że Linner przybył do nas w nocy i pragnie się do nas przyłączyć. Rzekł także, bym wymyślił mu jakiś test zaufania, jeśli go nim nie darzę. I tu mi jest potrzebna twoja pomoc. Co o tym sądzisz? - Mam pewien pomysł. Wyślij mnie z nim do swojego domu po jakąś cenną rzecz. Spędzimy tam noc. Ja będę udawał, że śpię i gdy zauważę, że Linner cokolwiek zrobił, by zdobyć lub choćby obejrzeć ten przedmiot, obleje test. Co myślisz o takim planie? - Pomysł jest bardzo dobry. Co myślisz o jakiejś pustej skrzyni? Mam ich trochę w domu. Niech Linner myśli, że jest w niej złoto. Zostawiłem Treffa nad wodospadem, by nadal mógł ćwiczyć swoje pechowe zaklęcie. Poszedłem do domu, by przyszykować wszystko. Wyrobiłem się ze wszystkim w parę godzin. Poszedłem przedstawić łotrzykowi jego „próbę”. Spotkałem go w pokoju Sefirona. Rozmawiał z centaurem o starych czasach. - Witam – powiedział Sefiron. – Co sprowadza cię do mojego pokoju? - Opracowałem test na zaufanie dla Linnera – rzekłem. – Mój dom jak wiecie jest daleko stąd, a ja osobiście nie mogę się do niego wybrać, gdyż mam tu pewną sprawę do załatwienia. Po morderstwie mojego ojca strach do mojego domu wysyłać kogoś w pojedynkę. Treff pójdzie tam z Linnerem. Zostawiłem w moim domu skrzynię ze złotem. Przyda się nam na pewno podczas naszej podróży na różne wydatki. Jeśli wszystko przebiegnie sprawnie, a skrzynia wróci razem z wami cała i zdrowa, zdasz test. Zgadzasz się na to? - Jak najbardziej – powiedział ochoczo Linner. – Kiedy zaczynamy? - Wyruszacie tej nocy. Radziłbym ci korzystać z wolnego czasu i się zdrzemnąć, ponieważ to nie będzie spacer. - Dobrze, dobranoc. - Dobranoc. Wyszedłem z pokoju.

*

Zapadła noc. Poszedłem do pokoju Treffa, by zapowiedzieć mu początek ich podróży do mojego domu. Zapukałem do jego drzwi. Usłyszałem za nimi skrzypienie łóżka i odgłos ciężkich kroków. Po chwili drzwi uchyliły się i pokazała się w nich zaspana postać Treffa. - Już czas? – Zapytał, ziewając. - Tak. Jesteś gotowy? - Jeśli trzeba. – Mruknął Treff. Poszliśmy razem do pokoju Sefirona, lecz nie musieliśmy do niego wchodzić, gdyż łotrzyk już czekał na nas przed drzwiami. - Gotowi? – Powiedział z uśmiechem, zacierając ręce. - Pytanie czy ty jesteś gotowy – rzekłem. - Łotrzyk zawsze jest gotowy do działania – stwierdził z dumą Linner. – W drogę. Odprowadziłem ich do wyjścia. Mruknąłem do Treffa „miej na niego oko” i zamknąłem za nimi drzwi. Teraz pozostało mi tylko czekać. Poszedłem do pokoju Sefirona. Skoro mamy sobie wzajemnie ufać w drużynie, musiałem mu powiedzieć, że słyszałem ich rozmowę. Zapukałem do drzwi. Sefirona najwyraźniej nie było w jego pokoju, ponieważ nikt nie otworzył. Wyszedłem na błonia. Niestety była noc, więc nic nie mogłem dostrzec w ciemnościach. Zacząłem się zastanawiać, gdzie mógł się podziać centaur. Wróciłem do swojego pokoju. Okazało się, że właśnie tam był Sefiron. - Witaj Griffinie – rzekł na wstępie. – Musimy porozmawiać. - Witaj – powiedziałem otrząsając się ze zdziwienia. – Masz rację, musimy. Powiedziałem mu, że podsłuchałem ich rozmowę. Nie wydawał się zdziwiony. - Wiem o tym, że słyszałeś nas owej nocy – powiedział spokojnie centaur. – I właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. Czy ta skrzynia to prawda? Czy może po prostu chcesz sprawdzić, czy jego żądza jest tak wielka, że przyćmi naszą przyjaźń? - Miałem wymyślić dla niego test – rzekłem wymijająco. Podszedłem do okna. Na zewnątrz można było dojrzeć tylko gwiazdy skupione wokół małego półksiężyca. Stałem tak w ciszy zastanawiając się, co powiedzieć Sefironowi. Nagle coś przyszło mi do głowy: - Co to jest Pakt Fissera? – zapytałem. - Jest to pewnego rodzaju magiczny kontrakt, który wiąże mnie i Linnera, zobowiązujący do dotrzymywania przyjaźni i pomagania sobie nawzajem. - Więc czym jest w takim razie Magiczne Wezwanie? - To słowa, które podporządkują jednego z nas do dotrzymania Paktu. Nie zdradzę ci ich, przykro mi. - Rozumiem – powiedziałem, po czym przeciągnąłem się, przecierając oczy. Było już bardzo późno, a ja byłem zmęczony. Popatrzyłem na centaura. – Czy jest jeszcze coś, co musimy przedyskutować? Chciałbym się położyć do łóżka. - Zastanawiałem się – zaczął powoli Sefiron – co czeka nas podczas tej wyprawy oraz na jej końcu. - Niestety, nie mogę ci odpowiedzieć na to pytanie, bo tego nie wiem. Po prostu chcę spełnić ostatnią wolę mojego ojca. Co czeka nas na końcu tej wyprawy, dowiemy się w przyszłości. - Rozumiem – rzekł centaur. – Nie będę ci dłużej przeszkadzać. Dobranoc. - Dobranoc.

*

Tej nocy nie spałem zbyt spokojnie. Nie wróżyło to niczego dobrego, gdyż zawsze, kiedy mam zły sen dzieje się coś złego. Z nadzieją, że tym razem to się jednak nie sprawdzi opuściłem swój pokój i poszedłem do karczmy. Spotkałem tam Sefirona. Spędziliśmy ten dzień w spokoju, rozmawiając o tym, co może się kryć w Skarbcu Itavi. Ani się obejrzeliśmy a za oknem zobaczyliśmy zachodzące słońce. Była jesień, więc był to cudowny widok. Pomarańczowe promienie słońca oświetlały drzewa, które różnymi kolorami zabarwiały niebo. Delikatny wiatr otrząsał drzewa z liści. Siedzieliśmy w karczmie, patrząc na ten przepiękny widok. Wreszcie nadeszła noc i udaliśmy się do naszych pokoi. Do mojego rodzinnego miasta był dość spory odcinek drogi, więc nie spodziewaliśmy się Treffa i Linnera wcześniej niż dwa dni po ich wybyciu. Usiadłem na łóżku i już miałem się położyć, gdy do mojego pokoju wszedł Sefiron. - Czy jest coś, o czym chciałbyś ze mną koniecznie porozmawiać? – Zapytałem zdziwiony. W zwyczaju centaurów było, by nie przeszkadzać nigdy drugiej osobie, jeśli chciała udać się na spoczynek. - Przepraszam Cię, Griffinie – zaczął. – Muszę podzielić się z tobą moimi wątpliwościami. - Co się stało? - Chodzi mi o Linnera. Jest wierny naszej przyjaźni, ponieważ nigdy nie musiałem używać przeciwko niemu Magicznego Wezwania. Teraz jednak wydaje mi się, że pokieruje nim jego dawna żądza. - Rozumiem. Pozostaje nam tylko czekać. Czy jest jeszcze coś, o czym chcesz pomówić? - Chyba nie. Nie będę ci już przeszkadzał. Śpij dobrze. - Dobranoc.

Ta noc nie należała do najspokojniejszych. Znowu dręczyły mnie koszmary. Śniło mi się, że widziałem Linnera otwierającego Skarbiec Itavi, w którym znajduje się góra złota. Następnie łotrzyk odwraca się w naszą stronę i jakby w jakimś transie rzuca w nas na oślep sztyletami, trafiając każdego z nas i zabijając. Ten sen przerwał Treff: -Griffinie! – Krzyknął, szarpiąc mnie, bym się obudził. Był przerażony. Nigdy nie widziałem go w takim stanie. -Co się stało? – Zapytałem, zaspany. Gdy już trochę oprzytomniałem, zauważyłem, że Treff był w wielu miejscach poraniony. Na szczęście nie wyglądało to groźnie. – Dlaczego jesteś taki okaleczony? -Ja nie jestem aż tak poraniony, jak Linner. – Powiedział Treff. Nadal jednak był czymś przejęty. – Słuchaj, musimy stąd uciekać. Wszystko wyjaśnię ci po drodze. Linner poszedł obudzić Sefirona. Ubrałem się w pośpiechu i zabrałem swoje rzeczy. Miałem problem ze znalezieniem medalionu Itavi. Gdy wszystko już uporządkowałem, wyszliśmy z pokoju. W tym samym momencie Sefiron i Linner wyszli ze swojego. Centaur wyglądał na tak samo zdezorientowanego, jak ja. Zerknąłem na Linnera. Zauważyłem, że jedną nogę miał poważnie ranną. Na pewno nie będzie mógł chodzić. -Linnerze – powiedział Sefiron – wskocz na mój grzbiet, bo ze zranioną nogą nie zajdziesz daleko. -Dziękuję ci, przyjacielu – na twarzy łotrzyka widoczna była wielka ulga. – Już myślałem, że będę spowalniał wasz marsz. Mam nadzieję, że zdążymy przed nimi uciec. -Jacy znowu oni? – Zapytałem. – Co tu się w ogóle dzieje? -Nie teraz. Powiem ci za chwilę – rzekł Treff. Wyszliśmy z budynku. Zobaczyłem powóz, którym przyjechali Treff i Linner. Tkwiło w nim kilka strzał. Jedna płonęła. -Co tu się stało? -Nie teraz! Wskoczyliśmy do powozu. Treff chwycił za bat i popędził konie. Gdy ruszaliśmy, usłyszałem, że ktoś za nami jedzie. Obejrzałem się i zobaczyłem powóz z grupą ludzi w środku. Niektórzy mieli łuki. Wszyscy jednak sprawiali wrażenie, jakby nie chcieli się wychylać z kabiny. -Dlaczego nas nie atakują? – Zapytałem. -Bo nie mogą – powiedział Treff. – Rzuciłem zaklęcie, które sparaliżowało ich ciała z zimna. Niestety, jest ono krótkotrwałe. Niedługo znowu będą nas atakować. Nie udało mi się jednak trafić ich woźnicy. Musimy ich zgubić. Treff ciągle popędzał konie. Starał się zgubić prześladowców za wszelką cenę. W pewnym momencie od wozu odpadło koło, gdyż droga była dość wyboista. Treff stracił panowanie nad powozem i w rezultacie spadliśmy z kilkumetrowej skarpy, nad którą jechaliśmy. Gdy uderzyliśmy o ziemię wóz roztrzaskał się całkowicie. Dzięki refleksowi Treffa, który użył jakiegoś zaklęcia, bezpiecznie wylądowaliśmy na ziemi. Rozejrzeliśmy się dookoła. Jedynym plusem tej sytuacji było to, że zgubiliśmy naszych prześladowców. -Kto to był? – Zapytałem, zwracając się w stronę Treffa. -Miałem nadzieję, że Ty mi to powiesz – powiedział. – Zaatakowali nas, gdy byliśmy w twoim domu. W pewnym momencie rzuciło się na mnie kilku z nich i przewrócili mnie na ziemię. Linnerowi udało się odciągnąć ode mnie połowę z nich co dało mi możliwość obrony. Jestem pewny, że zdał ten test. -Co ci się stało w nogę? – zapytałem Linnera. -Nic takiego, potknąłem się o jednego z nich i nadziałem na leżący sztylet – Linner westchnął. – Moja zwinność to już nie to co kiedyś. -Musimy znaleźć bezpiecznie schronienie na noc – powiedział Sefiron. – Chodźmy. Oddaliliśmy się od skarpy na północ. Według Treffa niedaleko stąd była mała mieścina. Podążyliśmy w tamtym kierunku. Stanęliśmy na brzegu lasu, przez który mieliśmy przejść. -Moglibyśmy chwilę odpocząć? – Zapytał Sefiron. – Linner musi zmienić opatrunek. -Wydaje mi się, że możemy się zatrzymać na jakiś czas przed wejściem do lasu. – Odrzekł Treff. Odeszłam kawałek od nich. Zacząłem rozmyślać o naszej wyprawie. Ktoś musiał wiedzieć, że mój ojciec zostawił oryginał amuletu w domu. I wiedział również, gdzie mieszkał. Najwyraźniej to, co skrywa Skarbiec Itavi jest wiele warte, skoro chcieli nas zabić dla zdobycia mapy i amuletu. Z zadumy wyrwał mnie Treff. -Dobrze się czujesz? Rozejrzałem się. Cała trójka stała nade mną i czekała. Wstałem i ruszyłem w stronę lasu. -Musimy dojść do miasta przed zmrokiem. Lepiej się pospieszmy – powiedziałem. Ruszyliśmy przez las. Sefiron co chwila raczył nas pokazami swoich umiejętności łuczniczych, strzelając w spadające liście które przelatywały o włos od naszych głów. Byłem dziwnie spokojny, że żadna strzała nie sięgnie mojej głowy. Po chwili stanęliśmy, gdyż zauważyliśmy dzika. -Jak myślisz, Sefironie? – Zapytał Linner. -W moim lesie jest zakaz – powiedział centaur, choć wyraz jego twarzy wykazywał wielką chęć na kawałek soczystego, pieczonego mięsa. – Nie mogę. -Ale to nie jest twój las! – Zachęcał go dalej łotrzyk. – No dalej, weź strzałę w rękę i upoluj go. Głód zwyciężył. Sefiron sięgnął po strzałę i napiął ją na cięciwie. Już miał oddać strzał, gdy ciszę przerwał ostry wrzask: -STÓJ! – Ktoś krzyknął. Wszyscy obróciliśmy głowy jak na rozkaz. Zobaczyliśmy piękną driadę wśród dwóch drzew na lewo od nas. Wyglądała jednak na nieco rozdrażnioną. – Nie ma tu miejsca dla kłusowników! Brać ich! Zewsząd nagle wyskoczyły na nas inne driady. Wszystkie z bronią w ręku. Nic więcej nie pamiętam, gdyż zostałem ogłuszony.

*

en amulet jest mój! – Ten krzyk obudził mnie ze snu. Otworzyłem oczy. Zobaczyłem dwie driady wyrywające sobie amulet Itavi. -Nie! On należy do mnie! – Krzyczała druga. Rozejrzałem się. Byłem związany lianą. Obok leżeli moi towarzysze w takiej samej sytuacji jak ja. Wszyscy byli jeszcze nieprzytomni. Pierwszy odzyskał przytomność Linner. Rozejrzał się zdumiony i popatrzył na mnie. -Co się stało? – Szepnął. – Ostatnie co pamiętam, to duży, soczysty dzik. -Zaatakowały nad driady. Prawdopodobnie jesteśmy uwięzieni wewnątrz drzewa. Dasz radę się uwolnić? -Co to dla łotrzyka. – Linner uśmiechnął się. Jego umiejętności i zręczność pozwoliły mu wydostać się z więzów. Podszedł po cichu do mnie i rozwiązał mnie, a następnie Treffa i Sefirona. Niestety, gdy Sefiron wstając stuknął kopytem o podłogę, driady nas usłyszały. Szybko rzuciliśmy się do wyjścia, zanim zdążyły zareagować. Wpadliśmy do pokoju, gdzie driady schowały nasze bronie. Zabraliśmy je. Zrobiliśmy to w samą porę, gdyż do pomieszczenia wdarły się strażniczki. -Jakieś pomysły? – Zapytał Linner. -Ja mam jeden – rzekł Sefiron. – Treffie, czy mógłbyś rzucić zaklęcie mrożące na moją strzałę? Treff zrobił to. Strzała centaura rozjarzyła się bladym, lodowym błyskiem. Centaur napiął ją na cięciwie i strzelił. Strzała jednak nie trafiła w żadną ze strażniczek, ale w to, co było w innym pomieszczeniu. -Chybiłeś? – Zdziwił się Linner. – Ale jak to się stało? Przecież zawsze trafiałeś! -Zaczekaj na rezultat. – Mruknął centaur. Nagle driady upadły na kolana i zaczęły piszczeć z bólu. Skorzystaliśmy ze sposobności i wybiegliśmy z pokoju. Weszliśmy do owego pomieszczenia, gdzie pofrunęła strzała. -Niezły pomysł – powiedział Treff. – To serce drzewa. Ugodzone lodową strzałą umrze, a wraz z nim jej strażniczki. Drzewo rozpadło się, a ja i moi towarzysze powróciliśmy do naturalnych rozmiarów. Rozejrzeliśmy się. Byliśmy po tej stronie lasu, do której zmierzaliśmy. Weszliśmy na wzniesienie nad doliną. Z góry było widać miasteczko. -Mirey, miasto wspomnień – westchnął Treff. – Chodźmy. Zeszliśmy z wniesienia do bram miasta. Gdy stanęliśmy u wrót, strażnik krzyknął do nas: -Kim jesteście? -To ja, Treff. – Krzyknął mag z śmiechem w głosie. – Nie poznajesz starego druha, Kerco? -Treff? To naprawdę ty? – Wołał z niedowierzaniem w głosie strażnik. – Co ty tutaj robisz? -Wpuść nas, to ci opowiem. Drzwi bramy się otworzyły, ukazując nam miasteczko Mirey. Z wieży zszedł do nas strażnik Kerco. -Szukacie gospody? – Zapytał. – Chodźcie za mną. Prowadził nas przez uliczki miasta. Mimo tego, iż miasteczko wydawało się małe, można było tu znaleźć wszystko. W końcu dotarliśmy do gospody. Kerco podszedł do oberżysty i zamówił dla nas pokoje. -Dziś na koszt straży miejskiej, panowie. – Rzekł z uśmiechem, zacierając ręce. – Opowiadajcie więc, co was sprowadza to naszego skromnego miasta? -My tu tylko przejazdem. – Powiedziałem. – Musimy dostać się w pewne miejsce. Powiedz, zawsze macie tutaj taki wrogi stosunek do przybywających? -Musicie mi wybaczyć – rzekł Kerco. – Ostatnio kręcą się tu różne dziwne typy. A wy się powinniście szczególnie mieć na baczności. Nie wiem, co nabroiliście, ale jesteście na listach gończych. Wielu pytało o was. Macie może jakichś wrogów? -Wielu… - Westchnął Treff. – Czy wiesz może, kto rozesłał te listy gończe? -Mam obowiązek wiedzieć. – Rzekł Kerco. – To był Ferox. -Co?! – Zerwałem się na równe nogi. Ferox? Pół-wąż? Czyżby szukał Skarbca Itavi? -Nie wiem, czego od was chce – powiedział strażnik – ale lepiej miejcie się tej nocy na baczności, gdyż w tym mieście jest wielu chętnych na nagrodę wyznaczoną za wasze głowy. Muszę iść, bo mam wartę. Życzę wam dobrej nocy. Rozeszliśmy się do pokojów. Położyłem się na łóżku, chowając pod poduszkę sztylet. Zasnąłem.

Usłyszałem jakiś szmer. Ocknąłem się, otwierając lekko oczy. Ręka zacisnęła mi się na sztylecie. Ujrzałem stojących dwóch jegomościów, którzy najwyraźniej kłócili się bez słów o to, kto mnie zabije. Zerwałem się i powaliłem jednego, drugiemu podrzynając w tym czasie gardło. Wyszedłem z pokoju. Dokładnie w tym samym momencie ze swoich sypialni powychodzili moi towarzysze. Linner klął pod nosem. -U was też byli? – Zapytałem. -Tak – rzekł Sefiron. – Musimy uciekać. -Niech to szlag! – Zaklął znów Linner. – Przez tą nogę nie mogłem dać im większej nauczki! Zdołałem ich tylko przewrócić i ogłuszyć. -Dobre i to – mruknąłem. Wybiegliśmy (Linner wykuśtykał) z budynku. Na zewnątrz także czekało kilku zabójców. Treff znowu rzucił zaklęcie zamrożenia. Udaliśmy się do budynku straży miejskiej. -Kerco! – Treff zaczął łomotać w drzwi. – Kerco, otwórz. Szybko! -Co się dzieje? – Zdało się słyszeć zaspany głos zza uchylających się drzwi. Treff pchnął je szybko i wszyscy wpadliśmy do środka. -Czy te drzwi są solidne? – Zapytałem. -To najmocniejsze drzwi po tej stronie lasu – powiedział Kerco. – Co się dzieje? Opowiedzieliśmy mu po krótce co się wydarzyło. Jego rysy, które na początku były trochę opadłe ze zmęczenia, bardzo się wyostrzyły w skupieniu. Poradził nam, byśmy wyszli tylnym wejściem. Była tam przygotowana dorożka, zapewne na takie wypadki. Szybko wyjechaliśmy z miasta. -W którą stronę teraz? – Zapytał Treff. Spojrzałem na mapę. Byliśmy mniej więcej w połowie drogi do Skarbca. Ale dlaczego mnie to niepokoiło?

*

Pewnego dnia podczas podróży do Skarbca napotkaliśmy pewnego starca. Mówił, że jakiś stwór terroryzuje pobliskie miasteczko. Powiedział nam, że szuka grupy ludzi i centaura. Tym stworem naturalnie okazał się Ferox. Nie mogliśmy pozwolić, by przez nas cierpieli niewinni ludzie, więc udaliśmy się do tego miasta. Gdy weszliśmy na główny rynek, naszym oczom ukazał się Ferox. Wyglądał tak, jak opisywał mi go kiedyś mój ojciec. Jego głowa i tułów wyglądały na ludzkie, zaś od pasa w dół był ogromny ogon węża. Na twarzy jednak widać było cechy jego drugiej natury. Miał kły, płaski nos i czerwone oczy. Zagrzechotał groźnie ogonem. -Sssss… Witaj – zasyczał. – Wreszcie się sssssspotykamy. -Czego od nas…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych