Wróć do katalogu

Skowronki

Wiesz, że Sylwka Krokosińska znów przyjaźni się z Lidką?

fiorella, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Karolina ocknęła się po dobrze przespanej nocy. Pora wstawać - pomyślała - budzik i tak pewnie zaraz zadzwoni. Zerknęła na zegarek. Była za dziesięć siódma. Zawsze, kiedy smacznie spała, budziła się chwilę przed alarmem, którego imperatyw od niepamiętnych czasów drażnił ją. Lubiła przeciągać te momenty w łóżku, zaraz po przebudzeniu, kiedy leżąc na wznak, witała nowy dzień. Ziewnęła leniwie, wznosząc splecione razem dłonie i zamruczała przeciągle. Wyginając ciało, to w jedną, to drugą stronę, czuła jak rozciągają się mięśnie po bokach jej tułowia, a kilka kręgów wskakuje na właściwe miejsce. Kiedy pojawiło się przyjemne mrowienie, pozwoliła rękom swobodnie opaść na kołdrę i spojrzała w okno. Promienie słońca wdzierały się do pokoju, tańcując od jakiegoś już czasu wśród kłączy bujnej paproci, nadając jej pierzastym liściom zupełnie nowych odcieni. Wzrok dziewczyny zatrzymał się na tych pląsach światła i cienia, a pamięć przeniosła ją w czasy, kiedy jeszcze żył ojciec. W wyobraźni odmalowała się dawno zapomniana scena, gdzie tata, wśród leśnych paproci, z uśmiechem przywoływał i ostrzegał - Uważaj na kleszcze!

Zapowiadał się piękny dzień, toteż niewiele już myśląc, odrzuciła kołdrę i wyskoczyła z łóżka. Pobiegła do łazienki. Zimna woda orzeźwiła ją i zmyła resztki snu z powiek. Patrzyła teraz na siebie w lustrze, nie mogąc się zdecydować na właściwą fryzurę. Jej kruczoczarne, lśniące włosy opadały miękko na ramiona. Po chwili namysłu, złapała je niedbale w obie ręce i uniosła nad uszy. Dwa kucyki - pomyślała - na dzisiaj byłyby super, ale co z przedziałkiem? Przeglądała się w lustrze jeszcze przez chwilę, po czym sprawnie pozbierała włosy, wiążąc w kitkę na czubku głowy. Ruszyła do kuchni, gdzie na stole czekało już przygotowane śniadanie. Wstawiała właśnie wodę na herbatę, gdy wtem, domową ciszę przełamał donośny dźwięk telefonu. Pobiegła do salonu. - Taaak maaamooo... - Nie spóźnij się na autobus. - Dobrze. - Na stole masz... - Wiem - przerwała jej - nie spóźnię się. - Dzisiaj będę trochę później, muszę zostać dłużej w pracy. W lodówce masz obiad. Spotkamy się wieczorem. Pa. - Pa mamo. Odłożyła słuchawkę i ruszyła z powrotem do kuchni. Dochodząca do wrzenia woda, zaczynała powoli wydawać dobrze znane syki. Spojrzała na kanapki. Wędlina na nich nie wyglądała zbyt apetycznie. Podeszła do stołu i wzięła jedną do ręki. Burek się ucieszy - pomyślała, kierując się w stronę wyjściowych drzwi, gdzie czekał już piesek, radośnie merdając ogonem. Rzuciła mu skrawek mięsa i usiadła na progu, powoli kończąc chleb z masłem.

- Wiesz, że Sylwka Krokosińska znów przyjaźni się z Lidką? - Daj mi fajkę - fuknęła Kinga, z trudem odgrywając obojętność. - Trudno nie zauważyć - podjęła temat, gdy odpaliła już papierosa - przecież to papużki nierozłączki, wszędzie łażą razem. Nie zdziwię się jak niedługo zaczną chodzić za rączkę - zarechotała, wyraźnie zadowolona ze swojej kąśliwej uwagi chudziutka blondynka. Chichot podekscytowanych koleżanek, odbił jej rechot niczym echo, poprawiając samopoczucie. - Sylwka jest fajna, ale ta Lidka... Nie wiem co ona w niej widzi... - ciągnęła dalej tamta. - Ej - wtrąciła kolejna - widziałyście jak dziwnie zachowywała się na urodzinach Sylwki? Wszyscy się bawili, a ona oczywiście jak zwykle miała jakiś problem. - Oj nie gadaj, fajnie się sama bawiła... - skwitowała Kinga, a dziewczęta buchnęły głośnym śmiechem. - Moim zdaniem - kontynuowała tamta - gdyby nie pojawiła się ta nowa, to pewnie całą imprezę przesiedziałaby sama, a później nie odzywałaby się do Sylwki przez miesiąc. - Dokładnie! Tak by było! - wyrwała się Natalia, która jak dotąd nie zabierała głosu. - Słyszałam, że ta nowa przeprowadziła się tu, bo jej ojciec to pijak i lał matkę, a teraz przed nim uciekają. - No coś ty?! Powiedziała mi, że wyjechał - wtrąciła Anka. - A co ci miała powiedzieć?! - Poza tym przeprowadziła się tu z tego nowego osiedla przy parku, a nie z innego miasta - dokończyła. - Ej, nie wydaje się wam, że ona jest podobna do cyganki? - Myślicie, że kradnie? - niepewnie ściszonym głosem zapytała Natalia. - Nie wiem, nie słyszałam, żeby Sylwce coś zginęło, ale kto wie... - Dobra spadam - oznajmiła Kinga znudzonym głosem. Gdy dziewczęta zamierzały się już rozejść, każda w swoją stronę, dobiegł je krzyk, pędzącej w ich kierunku koleżanki, wrzeszczącej na całe gardło: - Kinga, Kinga, Kingaaa! - Ubrana na kolorowo Ewka, darła się tak, jakby od tego, czy ją usłyszą zależało całe jej dalsze życie. - Czeeekaaajcie! Każda część jej garderoby miała inny kolor, a jedyną łączącą je cechą była ich jaskrawość. Logika kolorów tego ubioru, naprawdę dawała do myślenia, gdzie chodziło chyba o to, by jedna rzecz jak najbardziej nie pasowała do pozostałych. O dziwo, efekt owego połączenia był naprawdę dobry. Kiedy zziajana dopadła grupy koleżanek, całym ciężarem uwiesiła się na plecach jednej z nich, łapczywie łapiąc oddech. - Słuchajcie! - zaczęła, cedząc słowa między kolejnymi oddechami. - Karuzela! - Co?! - Wesołe miasteczko! - Z byka spadłaś? ...i weź zejdź ze mnie człowieku! - Zajebiste! - dyszała. - Weź... - ze zniechęceniem burknęła Kinga. - No tak! Będzie roller coaster, młot, mega karuzela... - zaczęła z trudem wyliczać, a jej ogromne źrenice nie przestawały rosnąć z podniecenia. - Porzygamy się z radości! Mówię wam, już rozstawiają, a od jutra otwarte! - No nie gadaj?! Skąd wiesz? - podłapała Natalia. - Od chłopaków, widziałam ulotki. Tyle, że po drugiej stronie miasta, trzeba by rowerami... - Cześć Ania - zabrzmiał czyjś głos, gdzieś spoza rozemocjonowanej grupki. Wszystkie na raz ucichły i w skupieniu skierowały spojrzenia na mówiącą. Nastała niezręczna cisza. Tuzin oczu wlepiony w Karolę trochę ją zdeprymował, ale mówiła dalej. - Miałaś pożyczyć mi zeszyt na weekend... - No tak, sorry zapomniałam - z roztargnieniem rzuciła Anka, zdejmując plecak. - Słyszałam, że wybieracie się do tego wesołego miasteczka - zagaiła Karola, nie dowierzając w to co słyszy. Całe zdanie wyszło z jej ust tak naturalnie, tak luzacko bez zająknięcia, że od razu dodało jej to pewności…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych