Wróć do katalogu

Skrót

Opowiadanie w klimacie Dungeons and Dragons, luźno oparte na ich mitologii. Miałem zaplanowane jak się potoczy akcja, niestety opowiadanie pisało się samo i potoczyła się inaczej. Okazało się też, że nie umiem go zakończyć, ma strukturę otwartą jakby

Sardoniczny, opublikowano , 22 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- - -

Suchy śnieg chrzęścił pod kopytami konia. Mimo tego, że dopiero minęło południe a słońce dalej stało w zenicie las robił się coraz mroczniejszy. Drzewa pochylały się nad nim coraz niżej, jak wścibscy, nieżyczliwi sąsiedzi. Mężczyzna rozejrzał się wokoło, jeszcze nie żałował decyzji o skróceniu drogi, ale czuł w kościach, że ten moment nadejdzie.

Biała niczym kość dłoń, palce wyciągnięte w górę, chciwie, jakby chciały chwycić ostatnie promienie światła. Ciało w zagłębieniu, nienaturalnie wykręcone, blada twarz bez życia i tylko oczy, przeraźliwie niebieskie i puste - wszystko to zobaczył i od razu wiedział. Śmierć przyszła i zabrała co należy do niej.

Mężczyzna zsiadł z konia, rozejrzał się uważnie trzymając przez chwilę rękę na łęczysku. Podszedł do zagłębienia uważnie się przyglądając. Częściowo rozpleciony warkocz, kosmyki jasnych włosów opadły jej na twarz. Rozdarta suknia i płaszcz. Ukląkł przy ciele szukając obrażeń. Zniszczone ubrania szybko wskazały cel - długie, gładkie i głębokie rany sugerowały szpony bestii, albo...

Łucznik wzdrygnął się na myśl o alternatywnie. Rozejrzał się wokół, szybko wypatrzył dwa młode drzewka. Nie minęło dziesięć pacierzy, jak prymitywny tobogan był gotów. Gdy ładował ciało koń spojrzał na niego z wyrzutem. {i}- Nie Ty jedyny masz dziś zły dzień {/i}- mruknął mężczyzna - {i}choć muszę przyznać, że to ja chciałem jechać skrótem {/i}- dodał pojednawczym tonem. Wrócił do zagłębienia, chyba niczego nie przeoczył. Dopiero teraz miał je okazję dokładnie zbadać. {i}Tak mało krwi {/i}- myślał badając zagłębienie -{i} z drugiej strony, nie tu musiała zginąć. Do tego wczorajsze opady zakryły wszystkie tropy {/i}- mamrotał pod nosem. Nagle poczuł jak włoski stają mu dęba na karku. Po plecach przeszedł mu nagły dreszcz. Koń wyprostował się i zaczął nerwowo grzebać kopytem. Mężczyzna wyprostował się i rozejrzał. Niczego nie zobaczył. Podszedł do konia i wskoczył na siodło. {i}- Czas na nas {/i}- powiedział i ścisnął konia kolanami.

- - -

Wioska wyglądała jakby czas stanął tu jeszcze za czasów pierwszej Plagi Czarów. Chałupy pochylone w różnych kierunkach, patrzyły spode łba. Ślepiły za nim podbitymi oczami okiennic, wrogimi spojrzeniami spod opadniętych niczym chłopska grzywa strzech. Szczerzyły się nieprzyjaźnie szczerbatymi płotami. Ich właściciele, podobnie jak domy nieufnie spoglądali przez brudne błony, ostrożnie kryjąc się w cieniach.

Mężczyzna wyjechał na główny plac i zatrzymał się. Ostatnie promienie słońca właśnie znikały za szczytami drzew. Mróz błyskawicznie przybierał na sile, teraz gdy gasły ostatnie promienie światła, kąsał jeszcze zajadlej. W lesie z trzaskiem pękło drzewo. Zsiadł z konia i rozejrzał się, wszędzie, gdzie padł jego wzrok widział, jak chłopi cofają głowy i odsuwają je od okien, jakby to mogło sprawić, że są niewidzialni. Przeszło mu przez myśl, że mimo tego, iż dotarł do wioski, noc przyjdzie mu spędzić na dworze. Nagle jedne z drzwi otworzyły się z hukiem. Wybiegła przez nie kobieta i rzuciła się na tobogan i ciało ze szlochem i krzykiem.

- - -

{i}- Więc nic nie widzieliśta? {/i}- spytał Starszy wioski lekko sepleniąc. {i}- A co niby miałem widzieć? {/i}- Starszy był najbardziej komunikatywny z tej całej hałastry, ale i tak rozmowa z nim przypominała gadanie do obrazu -{i} Mówiłem Wam, że jak ją znalazłem dziewczyna była już martwa. Wy mi lepiej powiedzcie, co się stało, bo z zimna to ona nie zgorzała {/i}- ton jego głosu przybrał ostre nuty. {i}- Jaaa nic nieee wiem Panie {/i}- zająknął się Starszy. Oczy latały mu jak szalone po całej chałupie -{i} bestia to jakowaś jest, trzech już nas zabiła. A teraz Hana... {/i}- wyjęczał stary i warga mu zadrżała.

- - -

Obudził się tuż przed świtem. Samotna, wychudła krowa też już zaczynała się kręcić w oborze. Łucznik wychylił się ze stryszku. Pierwsze, nieśmiałe jeszcze promienie słońca zaczynały łaskotać go po policzku. Zapowiadał się ładny dzień. Rozmowa ze Starszym nic nie przyniosła. Czuł jednak, że musi coś zrobić. {i}- Głupcze {/i}– rugał się w myślach –{i} za stary jesteś na romantyczne, bohaterskie porywy.{/i} Zszedł na dół po koślawej drabinie. Wiadro z resztką wody stało w rogu obory, opłukał szybko twarz, żeby zmyć resztki snu z powiek. Przeciągnął się i rozprostował kości. Koń już też nie spał, zadał mu obroku, sprawdził dokładnie kopyta i wyczesał sierść. Kończył już gdy do obórki weszła kobieta, ta sama, która wczoraj rozpaczała na widok ciała. Twarz, mimo, że czerstwa i nieładna wskazywała pewne podobieństwo do zmarłej. Podeszła do niego i wcisnęła mu w rękę zawiniątko z ćwiartką chleba i gomółką sera. Spojrzała mu w oczy, wyzywająco i natarczywie, jednak jej prośba pozostała niewypowiedziana. Nagle kobieta skuliła się i zapadła, jak przekłuty bukłak z którego uszło całe wino. Opuściła głowę i odeszła, teraz wyglądała na dużo starszą. Chciał pobiec za nią, obiecać coś, cokolwiek. Ale co mógł obiecać, że wróci ją do życia?

- - -

Rozsądniej byłoby osiodłać konia w obórce, jednak nie mógł już znieść tego zaduchu. Stał teraz na zewnątrz, poprawiając popręg i sprawdzając ostatnie zapięcia i czuł na sobie dziesiątki spojrzeń. Zaciekawione, obojętne i wrogie. Większość patrzyła na niego jakby oczekiwali, że nagle podskoczy i zacznie żonglować, jednak kilku mężczyzn w oddali obserwowało go z jawną wrogością. Spojrzał w ich stronę. Pojedynczy refleks światła odbił się i błysnął mu w oczy. Broszka? Klamra? Nieważne… {i}- Nie rozmyśliliście się Panie? {/i}– Starszy patrzył na niego pytająco. {i}- Nie {/i}– odchrząknął, jego głos po całej nocy był chrapliwy –{i} powiedzcie jeszcze raz gdzie znaleźliście inne ciała.{/i}

- - -

Srebrne kolumny buków podpierały granatowe niebo. Koń zapadał się w śnieg i miękkie liście pod spodem. Trzecie miejsce, podobnie jak dwa poprzednie nie zdradziło tożsamości napastnika. Mężczyzna zataczał coraz większe koła wokół ostatniego miejsca zbrodni. Po tylu dniach niewielka była szansa, że coś znajdzie. {i}- Wracamy {/i}– mruknął, delikatnie szarpiąc za lejce. Koń skręcił posłusznie. Pojedynczy metaliczny błysk zdawał się majakiem pośród szklącego się śniegu, jednak Łucznik nie wahał się ani chwilę. Zeskoczył z konia i rozpoczął poszukiwania. Zwykła cynowa broszka. Na niej jakiś wzór, smok, kilka głów. Wyglądało to trochę jak liche przedstawienie Tiamat. Próbował sobie przypomnieć cokolwiek na temat bogini. W umyśle czaiła się pustka, ofiary z ludzi? Raczej nie, być może po prostu ktoś znalazł zapomnianą broszkę i nosił dla ozdoby. Zastanowił go tylko kierunek w którym leżała brosza…

- - -

Smolak kopcił i dymił dając niewiele światła. Starszy nisko pochylał głowę nad stołem. {i}- Patrz jeszcze raz… Tu znalazłem ciało dziewczyny, a tu Wy znaleźliście pozostałych. {/i}– Łucznik w każdym miejscu kładł kawałek chleba i wpatrywał się w chłopa z napięciem –{i} A tu jest wioska {/i}– Położył gomółkę sera. Starszy chciwie łypnął okiem na ser i głośno przełknął ślinę. {i}- Skup się, psiakrew! {/i}– mężczyzna trzasnął dłonią w stół aż chłop podskoczył. {i}- A ta woda panie, to bagno? {/i}– mamrotał z głupim wyrazem twarzy Starszy. {i}- Nie, durniu, to woda, którą żeś na stół rozlał! {/i}– mężczyzna powoli tracił cierpliwość –{i} patrz uważnie{/i} - wskazywał –{i} gdyby poprowadzić linie między tymi punktami, to przecięcie… {/i}- Starszy miał tak pusty wyraz twarzy, że Łucznik zastanawiał się czy jeszcze żyje. {i}- Psiakrew. Nieważne, po prostu powiedz mi, czy coś się tu znajduje {/i}– powiedział wskazując miejsce przecięcia prostych, którymi w wyobraźni połączył te punkty.

Chłopiec z przejęciem słuchał każdego słowa obcego. W przeciwieństwie do Starszego od razu zrozumiał do czego obcy zmierza. Wychylał się coraz bardziej, jakby miał zobaczyć tam coś, czego jeszcze nie dojrzał. Nagle stracił równowagę i runął z belki na dół…

Starszy właśnie nabierał powietrza, jakby w końcu miał powiedzieć coś przydatnego. Łucznik wpatrywał się w niego z przejęciem…

- - -

Chłopiec uderzył w stół z głuchym stęknięciem. Woda rozlała się, gomółka sera spadła ze stołu i turlała wesoło po klepisku. Starszy poderwał się gwałtownie, podobnie jak pies, który do tej pory leżał leniwie przy palenisku i obaj skoczyli za toczącym się serem. Chłopiec sturlał się ze stołu. Spadł na czworaka i ruszył kłusem w stronę drzwi. Łucznik poderwał się i spróbował chwycić chłopca. Już chwytał go za koniec kożucha gdy coś go podhaczyło. Uderzył z impetem w podłogę, spojrzał w stronę drzwi, ale ujrzał już tylko jak się zamykają. Obrócił się, żeby zobaczyć co go przewróciło. Spod stołu wystawał psi ogon, za który klęcząc ciągnął Starszy, pies właśnie kończył przełykać ser. {i}- Psiamać! {/i}– zaklął szpetnie –{i} Co to do cholery było?!{/i} Starszy wraz z psem spojrzeli na niego przestraszeni. Szybko się pozbierał i podbiegł do drzwi. Po chłopcu już nie było śladu, śnieg szybko zasypywał ślady, jednak była jeszcze szansa. Czuł jakby stało się coś istotnego. Wrócił się do chaty i wzuł buty. {i}- Poznałeś go może? {/i}– spytał chłopa. {i}- Tak, Panie. Mogiem zaprowadzić {/i}– Starszy kiwał gorliwie głową –{i} Panie? Co chceta zrobić? To tylko syn somsiada, ciekawski szczyl…{/i}

- - -

Chata była ciemna. W palenisku dogasał ogień, kopciuch jeszcze lekko dymił. Widać było, że opuścili ją w pośpiechu. Ale dlaczego? Ślady wokół chaty krzyżowały się, śnieg prał coraz mocniej szybko je zasypując. Starszy zdjął czapę i miętosił ją w rękach. Podrapał się po głowie, założył czapkę i znów zdjął. {i}- Wracamy {/i}– zadecydował Łucznik.

- - -

Żona Starszego stała na progu chaty tak jak wtedy kiedy wyszli. Lekki przeciąg rozwiewał jej włosy. Spoglądała na niego przerażonym spojrzeniem. {i}- Za kogo oni mnie uważają {/i}– zastanawiał się mężczyzna w myślach –{i} Sądzą, że dla mnie zabić to jak splunąć? O co tu chodzi? {/i}– gorączkowo się zastanawiał. Elementów układanki było coraz więcej, ale nadal żaden element nie chciał się połączyć z innym. {i}- Przeciąg? {/i}– Łucznik podskoczył jak dźgnięty sztyletem. Podbiegł do chaty i wpadł do środka. Rozglądał się zdezorientowany, próbując wyczuć prąd powietrza. Kuchnia! Błona zasłaniająca okno była rozcięta na całej długości, powiewała lekko na wietrze, jak suknia panny młodej. Okno było małe i wąskie, ale może szczupły mężczyzna prześlizgnąłby się przez nie. Polewka, którą skończyła gospodyni stała obok, zrzucona pokrywka leżała na blacie. Niewątpliwie ten, który tu był się spieszył. Mężczyzna wpatrywał się w okno i tuman śniegu za oknem. Przez moment, gdy wiatr zelżał wydawało

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych