Wróć do katalogu

Skrzydła obojętności

Przeciwko szarości życia...

Aga_darkside, opublikowano , 13 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}SKRZYDŁA OBOJĘTNOŚCI{/b}

Powoli nacisnął klamkę, otwierając drzwi niemal bezszelestnie. Wsunął się do środka, a gdy jego oczy przyzwyczaiły się do coraz bardziej postępującego mroku, rozejrzał się po pomieszczeniu. Omiótł wzrokiem każdy tak dobrze znany niegdyś kąt. Powróciły wspomnienia. To właśnie tutaj, w tym pokoju, co wieczór stawał przy oknie, spoglądając na zachodzące płomiennie czerwone słońce. Zawsze to samo, stare słońce.

„A może inne?” Każdego dnia się nad tym zastanawiał. Wtedy jeszcze tak wiele oczekiwał od życia. Wciąż szukał, choć sam nie wiedział czego. Chyba jakiegoś drogowskazu, który pokazałby mu, którą drogą ma podążać. Pełen nadziei, wierzył, że spełni swoje największe marzenia. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

I w końcu przestał szukać. Wtopił się w tłum takich samych jak on, obojętnych młodych ludzi. Nie mógł znaleźć swojego miejsca. A może wcale nie chciał znaleźć? Oczywiście miał świadomość, czuł, że nie wszystko jest w porządku. Ale nie robił nic, by to zmienić. Coraz bardziej oddalał się od swojego dawnego życia, a wszystko przez narastający w nim strach przed nieznanym. Z początku starał się nie zauważać swoich obaw. Ale wszystkie nieme lęki kazały mu wreszcie dokonać wyboru. Ostatecznie podjął decyzję dziś, w tym pokoju. Wydawało mu się, że to jedyne właściwe wyjście.

***

- Podobno człowiek najbardziej boi się śmierci – rozległ się jego cichy szept – Ale nikomu nie przychodzi do głowy, że może być odwrotnie, że ktoś może bać się życia. Tak jak ja. Zniszczyły mnie wszystkie porażki. Mam już dość. Nie zmienię samego siebie... – jego głos zadrżał, jakby osłabł – Wiem, że to niemożliwe. Pozostało mi tylko jedno... Wolno podszedł do łóżka stojącego naprzeciw, ostatni raz ogarnął wzrokiem pokój, a potem rzucił się ciężko na posłanie. Wyciągnął rękę po stojące na szafce opakowanie z tabletkami nasennymi. Wiedział, że wybrał chyba najbanalniejszy sposób na skończenie ze sobą, ale teraz nieszczególnie się tym przejmował. Miał już opakowanie w ręce, gdy nagle jakaś nieznana siła wytrąciła mu je z dłoni. Tabletki rozsypały się po dywanie, a niedoszły samobójca opadł na poduszki. Zasnął… albo stracił przytomność.

***

{b}Ocknął się w całkowicie obcym miejscu. Było pochmurno, gdyż niebo zasłaniały ołowiane, gęste chmury. Nadchodziła burza i do tego wiał silny, przenikliwie zimny wiatr. Poczuł się nieswojo. Ogarnęło go dziwne przeczucie, że kiedyś miał być w tym miejscu, ale z niewiadomych przyczyn nie dotarł do celu. Gdzieś daleko na horyzoncie zamajaczyły mu jakieś budynki, jakby miasto... Z braku innych pomysłów ruszył przed siebie. Marzył, by jak najszybciej się stąd wydostać. Nie miał tylko pojęcia, jak tego dokonać.

Zadziwiająco szybko dotarł do bram miasta. Pełen obaw przekroczył je. Miasto wyglądało na całkowicie opuszczone, tak jakby od wielu lat nikt tu nie mieszkał. Swoją drogą, można było odnieść wrażenie, że nigdy nie przebywała tu ludzka istota... i to nie było przyjemne uczucie. - Przecież nie mogę tu stać całą wieczność – mruknął do siebie, próbując dodać sobie otuchy, ale na wspomnienie słowa „wieczność” ogarnęły go dreszcze. W końcu ruszył przed siebie. Na pobliskim budynku zauważył namalowaną strzałkę z napisem: „IDŹ TAM!” Udał się we wskazanym kierunku i nagle... pojawiło się przed nim urzędnicze biurko z siedzącą przy nim kobietą.

- Przepraszam! Czy mogłaby mi pani powiedzieć, gdzie jestem??

Tajemnicza kobieta spojrzała na niego przenikliwie. Gdy ich oczy się spotkały, poczuł się co najmniej dziwnie. Był prawie pewien, że ona nie jest żywą istotą, nie jest człowiekiem. Zebrał się w sobie i już prawie otworzył usta, ale ta niesamowita kobieta wyprzedziła go:

- Czy pan nazywa się Artur Darewicz?? – odezwała się hipnotyzującym głosem - T…tak… - wykrztusił kompletnie zaskoczony – Skąd pani wie, kim jestem? I co tu się dzieje??- zdziwienie nie wykluczało irytacji. Artur nie otrzymał odpowiedzi, usłyszał natomiast najdziwniejsze zdanie w swojej trzydziestoletniej egzystencji: - Dane się zgadzają. Został pan zakwalifikowany do „Programu Naprawy Zmarnowanego Życia” - Przepraszam, czy ja się nie przesłyszałem??? Czegoś tu nie rozumiem… - A ja nie muszę panu niczego wyjaśniać – wzruszyła ramionami – To nie należy do zakresu moich obowiązków. Mam nadzieję, że przewodnik wyjaśni panu wszystkie wątpliwości. Żegnam pana! - Ale… - nie dokończył. Kobieta zniknęła tak samo niespodziewanie, jak się pojawiła.

Artur poczuł się kompletnie zagubiony. - Jeśli to sen, chcę się obudzić!! A jeśli jedynym wyjściem stąd jest śmierć to chcę… - ostatnie słowo nie przeszło mu przez gardło. - To nie jest sen. Znajdujesz się w prawdziwym świecie, ale niedostępnym dla wszystkich. I kto raz tu wejdzie z własnej woli, już nigdy nie umrze. Nie można umrzeć dwa razy. – Artur usłyszał te słowa wypowiedziane ciepłym, przyjaznym głosem. Gdzieś z tyłu. Odwrócił się gwałtownie i to, co zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Przeraziło go… Zobaczył… samego siebie. Z daleka tamten mężczyzna wydawał się identyczny. Te same półdługie, kręcone czarne włosy. To samo wysokie czoło, wzrost i sposób poruszania się. Mężczyzna zbliżył się powoli do Artura, który bał się spojrzeć na „nieznajomego”. W końcu z wahaniem podniósł wzrok, spodziewając się ujrzeć jasne zielone oczy, takie jak jego. Tym razem się pomylił. Pierwszy raz widział tak niesamowicie czarne oczy... Oczy, w których tęczówki niczym nie różniły się od źrenic.

***

- Różni nas tylko kolor oczu – nieznajomy odezwał się głosem, którego aż chciało się słuchać. - Jesteśmy... tą samą osobą…? – Artur z początku się zawahał, ale przecież musiał wiedzieć. - Nie mogę ci nic powiedzieć – wyjaśnił Artur II - „Nie można umrzeć dwa razy” Czy to kraina umarłych? – Artur spodziewał się takiej samej odpowiedzi jak poprzednio, ale zobaczył krótkie skinięcie głową. - Czyli już nie żyję?? Po prostu wspaniale. – wyraźnie posmutniał. Zupełnie zapomniał, co chciał zrobić całkiem niedawno. - Bez obaw. Masz jeszcze bardzo dużo czasu. Tylko od ciebie zależy, czy zechcesz go właściwie wykorzystać. - Znowu czegoś nie rozumiem. - Jestem tu po to, żebyś zrozumiał. Musisz się tylko…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych