Śledztwo
Myśliciele Jacek i Paweł próbują rozwiązać zagadkę pewnych morderstw.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Śledztwo
Poranne słońce, oślepiając ciekawskich zwiastowało ciepły i suchy dzień. Wzniesiony przed kilkuset laty ogromny kolczasty mur przykrywał połacie terenu cieniem. Szczęśliwie stał on na tyle daleko, by nie przesłaniać światła padającego na niewielki, za to bardzo majestatyczny dworek. Grupka szarych zajęcy ze smakiem zajadała rozrzucone po polu uprawnym liście sałaty. Owe ciągnące się po horyzont pole, zapewne należało wcześniej do mieszkającej w dostojnym budynku rodziny. Jedna z czołowych ścian dworku była uszkodzona. Wraz z kawałkiem dachu nosiła szpecącą dziurę w kształcie okręgu o średnicy blisko dwóch metrów. Skaza na pewno nie dodawała uroku temu miejscu, ale mimo iż świeża, użyczyła swoich krawędzi, by stać się sceną, na której swoje koncerty odgrywały niewielkie, brązowe drozdy. Zajęte swoimi sprawami zwierzęta nie zauważyły nawet przybycia gości. Większość ludzi zamieszkujących pobliskie, schowane za wielkim murem miasto Rekisi świętowało dzisiaj setną rocznicę pokoju. Sto lat to według niektórych bardzo długo, ale biorąc pod uwagę skalę ukończonej przed laty wojny jest to zbyt krótki okres czasu, by wszystkie rany zdążyły się zabliźnić. Dorośli dziś ludzie niemal na pamięć pamiętający opowiadane przez dziadków brutalne historie, wiedzieli czym jest wojna, a tak przynajmniej im się wydawało. Dzięki temu dzisiejsze święto obchodzone było nadzwyczaj hucznie. Celowo powiedziałem „większość ludzi”, ponieważ dwójka naszych bohaterów, to znaczy wybranych przez władze miasta myślicieli nie miało czasu na świętowanie. Oczywiście jak słusznie się domyślacie, władze posiadały tego czasu aż zanadto. Wracając jednak do naszych bohaterów, wyszli oni przed szereg zbrojnych strażników Rekisi by lepiej przyjrzeć się wspomnianej wcześniej budowli. - Co o tym myślisz? – zapytał pierwszy z myślicieli o imieniu Paweł. Był on dość młodym, można by powiedzieć początkującym myślicielem z krótką, czarną jak smoła jeszcze brodą. Mimo wieku Paweł zyskał sławę oraz szacunek pary królewskiej dzięki swoim trafnym decyzjom. - Mógł to być kolejny atak ze strony dzikich zwierząt – ocenił bez przekonania drugi z wybranych myślicieli. Jacek, bo tak właśnie miał na imię starszy mężczyzna niosący na brodzie las długich białych jak śnieg włosów jak przystało na prawdziwego myśliciela. Twarz Jacka zdobiły liczne blizny. Myśliciela? zapytacie. Otóż wiekowy mężczyzna nie zawsze parał się doradztwem. Jako młody chłopak zaciągnął się do gwardii Kin, gdzie zyskał sporą wiedzę przydatną w obecnie sprawowanej profesji. Być może to właśnie sprawiało, że mimo licznych wrogów każdy liczył się z jego zdaniem, a już na pewno jego zdolny uczeń, to znaczy myśliciel Paweł. - Możliwe, ale jak przedarły się przez repelon? No i dlaczego obiegowi nie dotarli na czas? – dumał młody myśliciel. - Jesteśmy tu po to, by to właśnie sprawdzić. Dwaj mężczyźni, uczeń i mistrz ruszyli przez pole, dając do zrozumienia ruchem dłoni, iż chcą by uzbrojeni w długie karabiny maszynowe z charakterystycznym dla Rekisi umieszczonym na całej długości broni ostrzem strażnicy w średnich szarych pancerzach pozostali na miejscach. Myśliciele stąpali ostrożnie, by nie uszkodzić ewentualnych dowodów, znaczy kawałków sałaty czy niewyraźnych śladów stóp. Teraz, stojąc bliżej bogato zdobionego dworu, mężczyźni mogli dokładniej obejrzeć uszkodzoną ścianę. Rozśpiewane drozdy przesłaniały krawędzie dziury, mimo to od razu rzucała się w oczy niezwykła precyzja wykonanego otworu. - Bardzo ciekawe – ocenił podejrzliwie Paweł, oglądając brzegi uszkodzonego muru. – Z raportu obiegowych wynikało, że budynek nie został uszkodzony, a tu proszę. - Raport został sporządzony sześć godzin temu – pouczył Jacek pochopnego w osądach ucznia, bo trzeba wam wiedzieć, że Jacek mimo, iż lubił snuć opowieści oraz niekonwencjonalnie rekonstruować zdarzenia, musiał mieć całkowitą pewność jeśli miał rzucić oskarżenie względem innego człowieka. Stary myśliciel pogładził swą długą brodę, po czym powiedział. – Być może dzisiejsza noc była mroczna i obiegowi uszkodzeń zwyczajnie nie zauważyli. Można to stwierdzenie brać pod uwagę, ja jednak na tę chwilę bym tego nie robił. Według mnie bardziej prawdopodobnym jest, że otwór powstał później. Powtarzałem ci to dziesiątki razy i powtórzę raz jeszcze – starszy myśliciel kontynuował krótki wykład – nim rzucisz oskarżenie mogące zniszczyć komuś życie, sam bądź pewien winy. Proponuję zebrać więcej dowodów przed postawieniem diagnozy końcowej. Sposób myślenia Jacka nie przypadł do gustu Pawłowi. Być może dlatego właśnie to Paweł był nadwornym myślicielem, a nie jego bardziej rozważny mistrz. Król i królowa pożądali konkretów, najlepiej szybko. Co prawda mogło przez to zginąć wiele osób, ale jak mawiał sam młody myśliciel „Śmierć potencjalnego wroga królestwa nie przysporzy parze królewskiej niczego, prócz długiego życia”. - Masz racje – zgodził się Paweł, gdyż mimo dość swobodnych relacji z Jackiem, jako uczeń nie zwykł sprzeciwiać się mistrzowi. – Zobaczmy co kryje wnętrze budynku. Masywne drewniane drzwi wejściowe nie nosiły śladów włamania, ani jakichkolwiek innych widocznych uszkodzeń, zamiast tego otwarte na oścież wręcz zachęcały do zwiedzania posiadłości. Wielki korytarz, gabarytami przypominający raczej salon porażał niezwykłą elegancją i bez wątpienia chodzi tutaj o wysoko postawioną elegancje. Każda z wysokich ścian obsiana była obrazami. Wiele z wymalowanych postaci zdawało się spoglądać na wiszący pod sufitem żyrandol, który oplatał pomieszczenie niczym pozostawiony bez opieki bluszcz. W tak urządzonym pomieszczeniu, nawet ciało brudnego z ziemi człowieka schodziło na dalszy plan. - Spójrz – powiedział Paweł, zwracając na siebie uwagę Jacka. Młodszy z mężczyzn stał już przed zwłokami. Trup miał na sobie ubranie robocze. Wyglądał zupełnie jakby wrócił z pola i zmęczony całodzienną pracą upadł, by wypocząć przed dniem jutrzejszym, który niewątpliwie nadszedł, ale rolnik nie wstał. - Ten człowiek trzyma coś w ręku – kontynuował po chwili Paweł, wskazując wykręconą dłoń martwego mężczyzny. Jeden z myślicieli, teraz nie pamiętam nawet, który z nich podniósł zastanawiającą sztywną kończynę, po czym oboje zgodnie stwierdzili, że trzymany przedmiot to nic innego, tylko fiolka na repelon. Niektórzy z was zapewne mogą nie wiedzieć, co to jest repelon. San nie wiem dokładnie jak on powstaje, a historia jego odkrycia to już temat na inną opowieść. Powiem tylko, że repelon to ciecz, której zapachu panicznie boi się większość z żyjących nieopodal Rekisi zwierząt. W tym naturalnie wielkie jak dom drapieżniki. - Teraz przynajmniej wiemy dlaczego repelon zawiódł – stwierdził Paweł, stawiając krok w tył. Młody myśliciel wielu swoimi radami skazał na śmierć, sam jednak kar nie wymierzał. Zwyczajnie nie był przyzwyczajony do widoku zwłok. – Fiolka jest pusta. Tylko dlaczego? Jacek nie odpowiedział. Paweł znał mistrza na tyle, by wiedzieć, że doświadczony myśliciel w skupieniu układał sobie przypuszczalny przebieg zdarzeń. Wiedział również, że zanim postanowi wynikami rozmyślań podzielić się z uczniem minie jeszcze trochę czasu. Myśliciele oglądali pokój po pokoju. Na początku byli w przytulnej, dwuosobowej sypialni z łóżkiem tak miękkim, że mógłby zanurzyć się w nim najedzony niedźwiedź. Następnym z pomieszczeń był salon, który o dziwo w porównaniu do wielkiego korytarza wyglądał raczej skromnie. Później była pozłacana łazienka, znowu sypialnia i jeszcze jedna łazienka. Oglądane pomieszczenia, mimo że tak różne, miały coś co je łączyło. W żadnym nie było cienia śladów włamania, kradzieży, czy nawet obecności kogokolwiek. To się jednak zmieniło z chwilą, gdy znudzeni już wędrówką po dworku myśliciele przekroczyli próg kuchni. Cóż, zostawiliście kiedyś bez opieki małe dzieci uzbrojone w kredki lub flamastry w czystej śnieżnobiałej kuchni? Powiem szczerze, że mi się to kiedyś zdarzyło. Po moim powrocie, kuchnia do złudzenia przypominała kuchnię w badanym przez myślicieli dworku, ale zamiast palety kolorów, które stanęły mi przed oczami dwaj mężczyźni ujrzeli smugi artystycznie rozsmarowanej czerwonej cieczy. Kolejną i w zasadzie ostatnią różnicą okazały się dwa zmasakrowane ciała otoczone odciśniętymi na białych płytkach małymi śladami drapieżnych dinozaurów. Pierwsze wsparte na kuchence, ubrane w poszarpaną lekką sukienkę zwłoki prawdopodobnie należały do młodej kobiety. Mówię prawdopodobnie, ponieważ ciało w obecnym stanie ledwo przypominało ciało ludzkie. Drugie, krzyżem leżące na blacie stołu zwłoki były nieco lepiej zachowane. Paweł, który przecież był blisko związany z rodziną królewską w pierwszej chwili rozpoznał martwego już młodego człowieka. - To jest Maciek – stwierdził początkujący myśliciel drżącym głosem. By potwierdzić swoje słowa Paweł, skupiając w sobie całą odwagę napiął wszystkie mięśnie i podszedł do martwego spadkobiercy tronu Rekisi. Jacek z zaciekawieniem obserwował zachowanie ucznia. Mimo, iż darzył Pawła niemal bezgranicznym zaufaniem i wierzył młodszemu myślicielowi, kiwnął potakująco głową dopiero, gdy ten wyciągnął z kieszeni zakrwawionej marynarki medalion w kształcie róży. Dalsze tłumaczenia okazały się zbędne, ponieważ każdy człowiek w promieniu tysiąca kilometrów wiedział z czym związana jest róża. Jeśli wy tego nie wiecie, nie macie się czego wstydzić. Przedstawiony dworek stoi bardzo daleko, znacznie dalej niż wspomniane tysiąc kilometrów. Powiem nawet, a mówię to z pełną odpowiedzialnością, że nikt nie potrafi jednoznacznie powiedzieć jaka odległość dzieli nas od Rekisi, ponieważ ludzkość nie wymyśliła i zapewne długo jeszcze nie wymyśli takiej skali, którą dokładnie można by zmierzyć odległość dzielącą nas od miejsca, w którym urzeczywistniają się sny. - W prawdzie król nie zgłaszał zaginięcia syna – oceniał Paweł – ale nie jest tajemnicą, że książę lubił się zabawić i czasem znikał z pałacu na całe tygodnie. Stary myśliciel splótł wsparte na piersi ręce, po czym w zamyśleniu podniósł brodę i powiedział. - Rozwiązywałem wiele spraw wymordowanych rodzin. Większość z tych rodzin, to były rodziny rolnicze, a morderstwa wynikały z zaniedbania i skąpstwa samych ofiar. Gdy ujrzałem dostojny dworek, bogate wnętrze, pomyślałem, że jest to jedna z tych właśnie spraw. Ludzie by oszczędzić, rezygnowali z zakładania alarmów czy uzupełniania repelonu. Sprzedawali domy w Rekisi, a w zamian, zamiast szop na narzędzia obok pól stawiali dwory czy pałace, nie myśląc o zagrożeniach. - Często jednak – kontynuował Jacek biorąc głęboki oddech żalu – pływanie w luksusie kończyła natura. Wszystko się zgadza, biorąc pod uwagę, że zwłoki księcia to przypadek, ale ja nie wierzę w przypadki. - Masz na myśli morderstwo polityczne? – zapytał Paweł z zaciekawieniem. - Tak – odparł Jacek. – Jednak jest jeszcze za wcześnie by uznać tę wersję za ostateczną. Chodźmy dalej. Myślę, że jest w dworku jeszcze przynajmniej jedno pomieszczenie, które powinniśmy odwiedzić. Jak się zapewne domyślacie,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil NamidaPL
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…