Wróć do katalogu

Smak lata 2/3

siedział nagi, oparty o drzewo i patrzył w głąb lasu. Oddychał głęboko, słuchał i węszył. Momentami tracił świadomość, by znów popaść w zadumę. Nie chciał stamtąd iść. Zdawało mu się, że drzewa do niego mówią, wołają go. Dosłownie. Na początku szepta

Obłuda.T, opublikowano , 22 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Spacerował bałtycką plażą, tak jak wiele razy w życiu. Nic wyjątkowego. A jednak. To było niespotykane doznanie. Na studiach palił kilka razy marihuanę, próbował też innych narkotyków. Jednak tego, co się z nim działo w tym momencie, nie potrafił porównać z niczym. Znalazł się w innym świecie, niedostępnym dla zwykłych ludzi. Nie zastanawiał się nad tym, co się dzieję. „Będzie jeszcze na to czas” – myślał. Chciał odbierać te wrażenia, najintensywniej, jak potrafił. Intuicyjnie, bez zastanawiania się. - Piotrze – Małgosia przerwała, ten stan błogości. – Co się stało? Promieniejesz. - Tak? To przez alkohol. - Niemożliwe – niedowierzała. - O czym myślałeś? Pewnie o swojej narzeczonej? - Nie. - Nie? - Nie, myślałem o niczym. Popatrz na drzewa, na morze. Nabierz powietrza w płuca. Przyjemnie prawda? - Bardzo – odparła radośnie. - Jaki świat jest piękny, że tego wcześniej nie dostrzegałem. Napijemy się dziś Małgosiu. Będziemy się świetnie bawić. - O tak, Piotrze! Będzie wspaniale. I znów odleciał w przestrzeń wyobraźni. Szedł i pożerał świat, wzrokiem, słuchem, a przede wszystkim powonieniem.

Po obiedzie miał przespać się godzinę, ale nie mógł. Leżał tylko wpatrzony w sufit, słuchał i wąchał. Nie zdawał sobie sprawy, że aż tyle dźwięków i zapachów istnieje wokół. Mógłby tak leżeć godzinami, niestety musiał zwlec się z materaca i cieszyć się ogniskiem, które zorganizował ich troskliwy dyrektor. Postanowił jednak nie przejmować się drobiazgami, a poza tym, stwierdził, że alkohol może pomóc mu zrozumieć, co dzieję się z jego organizmem. Nie należał do mistrzów logicznego myślenia i lubił być pijany.

Zapach pieczonego mięsa okazał się wielką nagrodą za wszystkie dotychczasowe niedogodności. A smak? To było coś niesamowitego. Nie zdarzyło mu się jeszcze jeść tak wyśmienitego mięsa. Najlepsze były steki, które piekł tak krótko jak to tylko możliwe. Ostatniego zjadł na surowo, bez chleba.

Małgosia była cały czas obok. Pochłaniali piwo i dyskutowali. O pracy, znajomych, o zainteresowaniach. O wszystkim. Okazało się, że są bardzo do siebie podobni. Śmieszy ich cała seria „Akademii policyjnej”, uwielbiają powieści Stevena Kinga, a złoszczą widzowie w multipleksach. „Nie ma to, jak kameralne kina” – przyznali oboje.

Alkohol podgrzewał krew. Część osób tańczyła na ławkach i stołach. Dyczko prawie nieprzytomny, jeszcze o własnych siłach, za co go później chwalono, przeniósł się do swego pokoju. Piotr z Małgosią rozmawiali.

Nie zorientowali się nawet, kiedy zauważyli, że są za bramą ośrodka. Stali oparci o siebie i szeptali. Mówiła mu, jakim wspaniałym jest mężczyzną, on przepraszał, że jej nie doceniał. Ich usta zetknęły się. Zatonęli w namiętnym pocałunku.

Później stało się coś, czego Małgosia długo nie rozumiała. Z nikim nie kochała się w taki sposób. Była raczej tradycjonalistką w tych sprawach. A nawet, jeśli pozwoliła sobie na małą ekstrawagancję, uprawiając seks w plenerze, nie różniło się to bardzo, od scen łóżkowych z jej udziałem. Tym razem, kochała się ze zwierzęciem. Piotr był dzikim kochankiem. Kiedy skończyli, nie mogła wyjść z podziwu. Ubrała bez słowa założyła niedbale ubranie i zataczając się, poszła do swojej sypialni.

Małgosia była zaskoczona. Piotr był przerażony. Tak dobrze jeszcze mu nie było. Kilka razy zadziwił Justynę jakimś szalonym konceptem, ale zazwyczaj wszystko odbywało się „normalnie”. Nie był zbyt pomysłowy, czy oryginalny.

Teraz siedział nagi, oparty o drzewo i patrzył w głąb lasu. Oddychał głęboko, słuchał i węszył. Momentami tracił świadomość, by znów popaść w zadumę. Nie chciał stamtąd iść. Zdawało mu się, że drzewa do niego mówią, wołają. Dosłownie. Na początku szeptały, później krzyczały głośno. To nie były głosy w głowie. Las chciał mu coś przekazać. Piotr wstał i ruszył przed siebie.

Szedł boso, ale gałęzie i kamienie, okazały się miłe w dotyku. Z marszu przeszedł w trucht, by wreszcie zacząć biec. Mimo ciemności widział dobrze. Widział, nie tylko oczami. Zmysły uzupełniały się.

Zapomniał kim jest, nie wiedział dokąd zmierza, stał się częścią natury. Było jak w snach. I wiedział jak musi się skończyć ta pogoń. Treścią tej nocy było polowanie. On był myśliwym. Potrzebował zwierzyny.

Po godzinie biegu zatrzymał się i ustawił twarz w stronę wiatru. Od morza niosła się ostra woń alkoholu. Zaczął iść w jego kierunku. Szedł powoli, bał się, że może zgubić trop. Uśmiechnął się, jego nozdrza wychwyciły zapach potu, spermy i krwi. Na plaży była para. Tej nocy jakaś dziewczyna straciła dziewictwo. On też miał je stracić. Byli w odległości około piętnastu kilometrów. Rzucił się pędem w ich stronę. Stracił kompletnie panowanie nad ciałem. Kierował nim głód. Z za drzew zobaczył szarość morza. Rozpoznał głos kochanków, zagłuszany przez szum fal. Stał ukryty wśród sosen, obserwując swoje ofiary. Leżeli objęci i wzdychali namiętnie. Byli sami. Idealna sytuacja aby zapolować. Wiedział, że nie mają szans na ucieczkę. Zaczął powoli się zbliżać. Oblizał wargi i warknął. Kobieta omiotła go spojrzeniem. - Rafał, jakiś wariat! – zawołała. Rafał nic nie powiedział tylko wstał i popatrzył na Piotra ze zdziwieniem. Okazał się dużym mężczyzną. Szerokie barki ociekały potem. Przetarł łysinę i zapytał. - Zgubiłeś gdzieś ubranie? Tu go nie znajdziesz. – Piotr nie odpowiedział. Zwolnił tylko krok. - Słuchaj zboczeńcu, nie chcę cię połamać, ale jeśli mnie do tego zmusisz. – Zatrzymał się trzy metry przed Rafałem, warknął i zaatakował. Poczuł silne uderzenie w szczękę i upadł. - Mówiłem ci kurwa, że nie żartuję. Po co ci to było? – Powiedział mężczyzna – Teraz cię zajebię. – Kopnął Piotra w brzuch i kucnął przed nim. Dziewczyna patrzyła przerażona, jak jej chłopak pięściami robi miazgę z twarzy przeciwnika.

Przez plecy Piotra przebiegł dreszcz. Nie czuł uderzeń, bolały go kości, skóra, całe ciało zaczęło go palić. Zawył przeraźliwe. - Masz dość? – sapnął Rafał. - Przestań kochanie, bo go zabijesz – Podniósł się, spojrzał na dzieło swoich rąk i zbladł. To, co zobaczył nie przypominało człowieka, a nie była to zasługa jego ciosów. Czerwone oczy lustrowały swojego oprawcę. Z długiego pyska kapała krew i ślina. Wyszczerzył ostre zęby i wstał. Czarna sierść jeżyła się na ciele bestii. Zamachnęła się łapą i Rafał poczuł jak długie pazury tną jego brzuch. Ostre zęby rozrywały przerośnięte od sterydów mięśnie. Nie pastwił się nad trupem. Jadł.

W tym samym momencie dziewczyna ubrana tylko w stringi i koszulkę biegła do lasu. Kiedy dotarła do pierwszych drzew, odczuła ulgę. Odwróciła głowę. Bestia nadal się posilała.

Piotra tak zaabsorbowała ta czynność, że nie zauważył ucieczki drugiej ofiary. To było najwspanialsza chwila w jego życiu. Pierwszy raz był rzeczywiście spełniony. Rozkoszował się tym stanem. Po kilku minutach ochłonął. Zastrzygł uszami. Nie słyszał kobiety. Nie było jej w pobliżu, ale ślady na piasku wskazywały mu drogę. Ruszył w pogoń. Było jak w snach, a nawet lepiej. Wtedy nie posiadał pełnej świadomości. Na jawie wszystko było jasne, wiedział że nic mu nie przeszkodzi, że łowy zakończą się sukcesem. Nie była daleko, aromat kobiecości był wyraźny. Usłyszał jej sapanie. Oddech pełen zmęczenia i przerażenia. Podniecał go. Nie seksualnie, to było raczej odczucie zbliżającej się nagrody. Zdenerwowanie przed pierwszą randką, albo przed ważnym meczem reprezentacji. Zaczął się skradać. Zauważył w krzakach czerwień ubrania. Klęczała wśród gałęzi. Nie modliła się. Obecność bestii paraliżowała ją, mogła tylko siedzieć skulona i liczyć na to, że nie będzie dostrzeżona. Jak zając ukryty przed wilkiem. Lecz było już za późno, drapieżnik dostrzegł swój cel. Stanął nad nią, rozglądając się wkoło. Wydawał się jeszcze większy, niż w rzeczywistości. Dygotała i płakała najciszej, jak potrafiła. Piotr zdecydował wreszcie skończyć tę zabawę. Cofnął się kilka metrów i raptownie skoczył na dziewczynę. Jęknęła. Nie miała sił krzyczeć. Przycisnął jej głowę do ziemi i zacisnął szczęki na miękkiej szyi. Ciepła krew wypełniła paszczę. Nie jadł. Mężczyzna posłużył mu za kolację, to był deser. Rozkoszował się miękkim ciałem kobiety.

Gdy skończył, wolnym krokiem skierował się w stronę ośrodka. Gwiazdy rozświetlały niebo, w oddali pohukiwały sowy, było pięknie. On zaś był szczęśliwy. Nie zaznał dotąd takiego szczęścia. Las śpiewał dla pieśń dla swojego króla. Nim doszedł do ośrodka zaczęło świtać. Pod płotem leżało ubranie, które zdjął, kiedy kochał się z Małgosią. Spojrzał na swoje dłonie, później na nogi i resztę ciała. Znów wyglądał jak człowiek. Ubrał się i najciszej, jak potrafił zakradł do swojego pokoju. Współlokatorzy spali, alkohol nie zdążył się jeszcze rozłożyć w organizmach. Wsunął się pod kołdrę i zasnął.

Obudził się o jedenastej. Nie z własnej woli. Koledzy opróżniali butelkę wódki, hałasując przy tym na tyle mocno, by przerwać sen. - Nie możecie ciszej – zapytał. - Sory Piotrek, ale wiesz jak jest – odparł niski, otyły, brunet. - Nie wiem Kowarski, jak? - Życie się toczy, zabawa trwa – zaintonował. - Zamknij kurwa mordę! Nie widzisz, że chcę spać?! – wrzasnął tak naturalnie, jak mu się nigdy nie zdarzyło. Odkąd skończył liceum, przeklinał sporadycznie. A już na pewno, nie w takiej sytuacji i nie takim tonem. Trójka kolegów spojrzała na jego wściekłą twarz, Kowarski grzecznie przeprosił i wyszli pić na zewnątrz. Zdziwił się, ale tylko odrobinę. Zmienił pozycję na łóżku i zasnął.

Tym razem obudził go mokry pocałunek w policzek. Nim otworzył oczy rozpoznał zapach Małgosi. Była gotowa się oddać. Spojrzał na nią z ciekawością. - Najwspanialszy pragnę cię – szepnęła. Podniósł lekko głowę. Głosy dochodziły z odległości kilkudziesięciu metrów. Byli tam wszyscy pracownicy poza nimi, śmiali się głośno i wlewali w siebie resztki alkoholu, który pozostał po piątkowym ognisku. Nikt się nie zbliżał. Objął ją i mocno przycisnął do łóżka. Kiedy skończyli, nie zamienili słowa. Odeszła z uśmiechem, posyłając całusa. Poczekał kilka minut i wyszedł do bawiącej się grupy.

Autobus miał po nich przyjechać po siedemnastej, cieszyli się, więc ostatnią godziną w ośrodku. Mogli się na moment oderwać od codzienności i poczuć jak nastolatki. Dlatego każdy starał się maksymalnie wykorzystać czas, który im pozostał. Pili i tańczyli. Hałasowali nieznośnie. Piotr usiadł na ławce i przypatrywał się bawiącym. Łapał promienie popołudniowego słońca. Kiedy usiadł zauważył, że wszyscy mu się dziwnie przyglądają. Jeszcze nikt tak na niego nie patrzył. Poczuł się nieswojo. Jak by mówili, nie jesteś jednym z nas. Należysz do innej kategorii…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych