Śmieciarz
miłość i sf.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Śmieciarz
Wolno przeszedł do kabiny nawigacyjnej swojego statku. Tak, mógł go nazywać swoim statkiem, żył już na nim pięćdziesiąt lat czasu pokładowego z niewielkimi przerwami, kiedy to odstawiał go do przeglądów lub drobnych remontów. Dawniej robił jeszcze przerwy na urlop, ale jak skończył sto dziesięć lat i zdziwaczał trochę, nie wychodził z niego prawie nigdy i na żadnej planecie. Z obsługą kosmodromów rozmawiał tylko przez radio i to głównie tam, gdzie nie została ona jeszcze całkowicie przejęta przez komputery. Śmiali się czasem z niego. - Dziadku, czy to jeszcze ty, czy tylko twój głos? - Jesteś ciekaw, to przyjdź i sprawdź. -odpowiadał najczęściej. Właściwie na tym kończyły się jego prywatne rozmowy. Tak, mógł go nazywać swoim statkiem. Został zaprojektowany dla jego potrzeb i według jego upodobań. Miał oddzielną kabinę nawigacyjną z szerokim oknem nad pulpitem sterowniczym, sypialnię z łóżkiem wykonanym z prawdziwego drewna, wygodnym łóżkiem nie jakąś tam szufladę sypialną, oraz kabinę dzienną z olbrzymią biblioteką i filmoteką stale aktualizowaną przez komputer pokładowy. Niektóre pozycje z jego biblioteki w chwili obecnej osiągnęły cenę, za którą mógł kupić całkiem przyzwoity spacerowy kosmolot. Wybudowany przed pięćdziesięciu laty, jego czasu, jako najnowocześniejsza jednostka tego typu. Mógł przewozić nawet średniej wielkości asteroidy. Główny silnik grawitacyjny o przeciętnej mocy współpracował z kilkudziesięcioma niezależnymi silnikami wolnosprzegowymi, które sterowane z kabiny nawigacyjnej przytwierdzały się do transportowanego obiektu w kilku miejscach i taki zespół podróżował z prędkością równą mniej-więcej względnej prędkości światła. Tak, kiedyś był najnowocześniejszym statkiem, ale teraz, tak jak jego pilot, był już dziadkiem, zmierzającym ku swemu nieuchronnemu końcowi. Nowe pojazdy o dużo większej mocy i nowocześniejszych rozwiązaniach sterowane były przez komputery i nawet, jeśli ktoś je pilotował to miało to miejsce jedynie w sporadycznych przypadkach. Piloci na tych nowoczesnych statkach dysponowali najczęściej jedną niewielką kabiną z szufladą sypialną i nie przywiązywali się do swoich pojazdów tak jak on. Obecnie tego typu pojazdy, jaki on pilotował, wykorzystywane były już jedynie jako Śmieciarki. Co jakiś czas był wzywany przez którąś z planet, gdy na orbicie zgromadzono odpowiednią ilość śmieci i odpadów. Rozwijał sieć swoich silników. Przeczesywał całą śmieciową orbitę. Zebrane materiały gromadził w jedną olbrzymią bryłę. Cały kram podwoził w pobliże czarnej dziury i nadawał mu odpowiedni kierunek, zwijał swoje silniki i odlatywał a grawitacja załatwiała resztę roboty. Pamiętał początki tego „śmieciowego” interesu. Początkowo zbierano z powierzchni planety małymi pojazdami grawitacyjnymi kontenery o powierzchni kilku hektarów wypełnione śmieciami i wpychano je w najbliższą gwiazdę. Z czasem systemu tego zaniechano, okazało się, że wystarczy pozostawić kontenery na określonej orbicie, a większa jednostka zabierała je wszystkie razem i najzwyczajniej w świecie wrzucała do najbliższej czarnej dziury. Usiadł w fotelu, oparł dłonie na pulpicie i zadumał się. Miał spytać komputer czy było jakieś wezwanie, ale nie widział w tym większego sensu. Nowsze jednostki automatycznie otrzymywały zadania do wykonania, a o nim coraz rzadziej pamiętano nawet przy zleceniach do wywożenia śmieci.
* * * -Greg, mamy wezwanie - komputer sam włączył fonię. - Od kogo? - Planeta Ziemia prosi o posprzątanie na orbicie śmieciowej . Podać parametry? - Nie trzeba. - parametry Ziemi znał na pamięć. To była jego rodzima planeta, tam się urodził, tam przeżył pierwszą miłość, z Ziemi też wyruszył pierwszy raz statkiem grawitacyjnym w kosmos. Może gdyby nie wypadek, w którym zginęła jego żona, pierwsza, wielka i jedyna miłość jego życia, nigdy nie zdecydowałby się zostać pilotem.
* * * Obrazy z dalekiej przeszłości stanęły jak żywe przed oczami. Zieleń świeżych liści błyszczących w słońcu po porannym deszczu, białe kwiaty kasztanów w parku i zapach parującej w majowym słońcu ziemi napełniały duszę radością. Szedł z internatu do szkoły dziwnie wesoły. Miał szesnaście lat i pomimo, że dzisiejsze zajęcia nie zapowiadały się wcale łatwo ani przyjemnie czuł się szczęśliwy. Po drugiej stronie ulicy zobaczył grupę dziewcząt z sąsiedniej szkoły. Biegły z rozwianymi włosami i śmiały się z czegoś, a może tak bez powodu, może były po prostu tak jak i on szczęśliwe, że jest wiosna. Pomiędzy nimi była jedna szatynka z lekko kręconymi włosami i miłą buzią. Przykuła na chwilę jego wzrok, ta jest naprawdę ładna, pomyślał. Zajęcia były nudne i ciągnęły się w nieskończoność. Pewnie nie były wcale dłuższe niż zwykle, ale jemu dłużyły się okropnie. Myślał o tej małej szatynce, którą widział dzisiaj rano, fajnie było by ją poznać. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Po lekcjach nie poszedł do internatu, lecz pod jej szkołę. Czekał, miał nadzieję, że może znów ją zobaczy. Zbliżał się wieczór, nie spotkał małej szatynki o miłej buzi. Mijały dni, myślał o niej coraz częściej i coraz więcej. Nie miał szczęścia jej zobaczyć. Drażniło go to i denerwowało, nie wiedział jak ma na imię, a tak bardzo chciał wiedzieć. Z tamtej szkoły nie znał nikogo, nie umiał więc nawet dopytać się o tę dziewczynę. W niedzielę wraz z kilkoma kolegami wybrał się do salonu gier, myślał wciąż o niej i nie miał najmniejszej ochoty na to wyjście. Prawie siłą wyciągnęli go ze sobą. Szedł z nimi jak we śnie nie wiedząc, co się wokół dzieje. -Greg, popatrz, jakie fajne laski stoją przy tamtym symulatorze. - E tam. Machnął ręką, ale odruchowo spojrzał we wskazanym przez Piotra kierunku. Jego wzrok zatrzymał się właśnie na niej. Stała w gronie koleżanek i z uwagą śledziła jak jedna z nich zgrabnie prowadzi wirtualny pojazd między przeszkodami. -Chłopaki podejdźmy do nich. Ten symulator jest naprawdę wspaniały. Kiedyś już na nim grałem.- Ożywił się. - No chodźcie, co stoicie jak słupy. Popatrzeli na siebie. - Powiedz lepiej, która ci się tak spodobała. - Wybuchnęli śmiechem. - E tam.- Zbagatelizował. - No chodźcie. - Dobra, dobra. Możemy zrobić zawody. - Powiedział Marek mrugając porozumiewawczo. - Cześć, pozwolicie, że popatrzymy z wami jak jej idzie. - Czemu nie, możemy sprawdzić, komu pójdzie lepiej. - Odrzekła jedna z dziewcząt. - Ja jestem Magda. -Piotr. - Greg. - Marek. - Robin. Przedstawili się po kolei. - To jest Dorota, to Beata, a ta, co akurat gra to Grażyna. - Przedstawiła je Magda. Grali po kolei, na zmianę. Greg wypadł bardzo słabo, było mu wstyd przed Beatą, bo to była właśnie ona, ale i Beata nie miała wcale lepszego wyniku. Całe towarzystwo zaczęło się z nich nabijać, że z takimi osiągnięciami stanowią całkiem niezłą parę. Wieczorem poszli całą paczką do dyskoteki. Greg na krok nie odstępował Beaty, a i ona zdawała się być zadowolona, że właśnie z nim spędza czas. Gadali o wszystkim i o niczym. Tańczyli ze sobą i śmiali się. Bardzo dużo się śmiali i to zapamiętał chyba najlepiej z tego wieczoru. Odprowadził ją pod dom. - Czy zechcesz się ze mną spotkać jutro po szkole -spytał. -Może w parku koło twojej budy, ja tamtędy i tak przechodzę codziennie po lekcjach. - Więc do jutra. Tak zaczęła się ich znajomość. Spotykali się prawie codziennie a ich uczucie rozwijało się szybko i intensywnie. Wszędzie byli razem. Wszystko robili razem. Zaczął ją odwiedzać w domu i tylko na święta, gdy wyjeżdżał z internatu rozstawali się na kilka dni.
* * * Greg, czy mam potwierdzić przyjęcie wezwania? -Komputer zdawał się niecierpliwić, gdy zbyt długo nie otrzymywał odpowiedzi na zadane pytanie. - Tak oczywiście, przepraszam, zamyśliłem się. O Ziemi. Wiesz, ja z niej pochodzę. Wprowadź współrzędne i przygotuj statek do lotu z podświetlną. - To nie jest konieczne, jesteśmy najbliższą śmieciarką i nawet z tą prędkością osiągniemy cel za dwa dni czasu pokładowego, a zlecenie zaczyna się dopiero w piątek. - Nic nie szkodzi, chcę tam być najszybciej jak to możliwe. Działaj. - Rozkaz kapitanie - komputer przejął kontrolę nad statkiem. Kiedyś manewr lotu z prędkością podświetlną wykonywać musiał osobiście, ale od momentu, gdy podczas ostatniego remontu dobudowano jego komputerowi moduł sterowania podświetlnego nie musiał już tego robić. Było mu trochę żal, że jedną z ostatnich zastrzeżonych kiedyś prawnie dla niego czynności wykonuje już komputer, cóż prawo uległo w tym czasie również przeobrażeniom, a maszyny przejęły następną funkcję. Mógł wprawdzie wyłączyć całkowicie sterowanie automatyczne i wszystko robić ręcznie tak jak kiedyś, gdy zaczynał pracę jako pilot, w jego statku było to jeszcze możliwe, ale było to teraz pozbawione sensu i zbyt ryzykowne, czuł się już zmęczony życiem i stary.
Wrócił myślami na ziemię.
Przygotowywali się do egzaminów na uczelnię. Beata zdawała na Wydział Programowania Komputerów Pokładowych Statków Dalekiego Zasięgu, a on na Budowę Silników Grawitacyjnych. Oba wydziały mieściły się na tej samej uczelni, a oni chcieli być przecież ciągle razem. Siedzieli na ławce w parku, kasztany pachniały jak wtedy, gdy zobaczył ją pierwszy raz. Objął Beatę ramieniem. - Spójrz, jakie piękne niebo, ile gwiazd czeka na statki prowadzone twoimi komputerami.- Powiedział. Położyła głowę na jego ramieniu, nie widział tego, ale wyczuł, że się uśmiecha - i lecące na twoich silnikach. Pocałował ją jak zwykle delikatnie. Poza pocałunkami nie doszło jeszcze pomiędzy nimi do niczego więcej, chociaż bardzo tego chciał, ale ciągle bał się, że ona może nie być na to jeszcze gotowa, nie rozmawiali dotychczas na ten temat. Marzyli o wspólnej przyszłości, opowiadali sobie jak to będzie, gdy będą razem, lecz nigdy dotąd nie posunęli się dalej niż do pocałunków i niewinnych pieszczot. - Wiesz, będę się uczyła dzisiaj całą noc, moja rodzinka wyjechała na dwa dni i jestem w domu całkiem sama. Jeśli chcesz to chodź do mnie pouczymy się razem, będzie mi weselej. - Myślisz, że skoro pójdziemy razem do ciebie to wiele się nauczymy - spytał z przekorą w głosie. - Myślę, że jeśli nawet niewiele to czegoś się nauczymy - odrzekła. Wstali z ławki, objął ją ramieniem, szli do jej domu przez wiosenny park. W domu Beata zrobiła kawę wyciągnęli książki, rozłożyli je na tapczanie, na biurku postawili filiżanki. Beata włączyła komputer. Na swój monitor wrzuciła z sieci program przygotowawczy do egzaminów z programowania, a jemu wyszukała program z jego kierunku i podała go na drugi monitor, który przenieśli z pokoju ojca. Zaczęli przeglądać swoje programy, ale nie wychodziło im jakoś zbyt wiele z tej nauki, co chwila spoglądali na siebie, żadne z nich nie potrafiło pierwsze powiedzieć, że myśli, o czymś zupełnie innym niż nauka. - Beatko, wiesz - chwycił ją za rękę. - Nic nie mów - położyła mu palec na ustach. Pocałował ją, a ona oddała mu namiętnie pocałunek. Jego ręka powędrowała bezwiednie pod
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil gufy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…