Śmierć pochłonie każdego z nas
Opowiadanie z serii "I ty możesz zostać grafomanem - Grafomania Umyślna". Nie bierzcie tego serio!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jeszcze perliste krople rosy nie zwilżyły swą diamentową błogością wyschniętych, zielonych liści, jeszcze dobrotliwe słońce nie opromieniło życiodajnym blaskiem tęczowego ogrodu, gdzie kwiaty ugięte pod brzemieniem nocy wznosiły błagalnie główki ku niebu, wypatrując ukochanego słońca, jeszcze wschodnie mgły, niczym delikatny szal kłębiły się i kotłowały nad cieniuchną i zamgloną linią horyzontu, jeszcze dzień nie wychylił zza drzew swojej niewinnej, świeżej młodzieńczej, urokliwej twarzy, a już roztańczona i rozśpiewana młoda dziewczyna, ustrojona w różnobarwne wieńce kwiatów, obejmujących jej delikatną kibić, wybiegła do ogrodu, nucąc radośnie miłosną pieśń zakochanej dziewicy. Pędziła tak, a łaskawy wiatr rozwiewał jej złociste włosy, które falowały niczym łany dojrzałego zboża – i takimi widział je młody panicz Ernest, kryjący się w altance oplecionej kaskadami delikatnych róż. Teraz wychylił swoją kształtną, ciemną głowę, przywodzącą na myśl arabskich książąt, i ledwo oddychając z przejęciem śledził pilnie gołębie ruchy swego anioła. Bo i zaprawdę, jak anioł wyglądała panna Julita, gdy tak ruchem motyla przelatywała wśród ukochanych kwiatów, które wyciągały ku niej główki, jakby prosząc o błogosławieństwo ukochanej ręki. Śnieżnobiała suknia, przypominająca skrzydło gołębia, miękko pieściła jędrny brzuch, kształtne piersi i łabędzią szyję młodej panienki. Zaś, gdy młody półbóg dojrzał jej oczy – westchnął tylko miłośnie. Utonął natychmiast w tych oczach, w tych dwóch wielkich, głębokich jeziorach, których toń o barwie granatu wołała ku niemu: pójdź, miły, wniknij w niezbadaną głębię! Teraz na powierzchni tych wód tańczyły figlarne iskierki, migocące niczym promienie właśnie wschodzącego słońca. Ptaszęta śpiewały hymn pochwalny dla tego wielkiego pana, który swe jaśniejące oblicze wznosił ku górze, aby dojrzeć ukochane dzieci swoje, jak witają dobrego ojca. A wszędzie rozbrzmiewała radosna, szczęśliwa pieśń, i powtarzały ją wszystkie głosy na świecie, tak, wszyscy ludzie świata śpiewali teraz radosną pieśń na powitanie słońca. Panna Julita dostrzegła kształtną głowę panicza Ernesta, i lekkim jak skrzydło motyla ruchem skierowała ku niemu swe kroki. Jego młode serce zatrzepotało jak spłoszony ptak w jego potężnej, zarośniętej piersi. Miłosne westchnienie popłynęło jak ulotna mgiełka ku pannie Julicie. A ona, cudem jakimś, przez Boga Jedynego chyba zesłanym, uczuła to tchnienie miłosne, jakby ktoś kochającą ręką pieścił jej twarz, i pofrunęła panna Julita na skrzydłach miłości ku zakochanemu paniczowi Ernestowi. Spotkanie dwojga miłośników było burzliwe i namiętne. Ernest, jak wilk nienasycony rzucił się ku spłoszonej swej sarence, ruchem drżącej dłoni zerwał z niej muślinową szatę i z obliczem pełnym trwogi i szczęścia zarazem, jął pieścić te dwa cudne wzgórza, które wykwitały z panny Julity. Ona zaś nie broniła się, przylgnęła ustami do jego warg i zatonęli oboje w cudnym pocałunku, zaś młody ptaszek usiadł na gałęzi ponad nimi i wstydliwie odwrócił niewinny wzrok. Wtem, gdy już obnażali się wzajemnie, ciszę przerwał suchy, ostry głos:
-Ach, Julito! Jak możesz pozwalać, by twoja matka, która ci życie dała, która cię własną piersią wykarmiła, która żywiła cię, ubierała i opiekowała się tobą przez te wszystkie lata, jak możesz pozwolić by musiała na ciebie czekać ze śniadaniem!
-O, matko moja, która mi życie dałaś, któraś mnie własną piersią karmiła, któraś się mną opiekowała, wybacz mi, lecz musiałam napoić życiodajną wodą te biedne istnienia, które ku uciesze naszych grzesznych oczu wiodą nędzny żywot w moim ogródku! Panna Julita, spłoszona, zarzuciła na siebie rozdartą szatkę, musnęła ustami wargi Ernesta, i frunęła jak ptak ponad grządkami swych biednych niewolników, które ku uciesze jej grzesznego oka wiodły nędzny żywot w ogródku.
Na progu stała stara, wyniosła kobieta, z której oczu płynęły łzy rozpaczy.
-Ach, matko Eleonoro! –wykrztusiła zadyszana Julita. –Niech przeklęty smutek nie śmie nawiedzać twej duszy, lecz co go dzisiaj przygnało do tego siedliska cnoty i prawości?
-Ach, córko Julito! Żal wkradł się do mej duszy, gdy zobaczyłam jak szanujesz mnie, któram cię urodziła....
-O, matko, o, skarbie najdroższy mego grzesznego serca! Nie chciałam cię zasmucić, lecz jedynie napoić biedne grzeszne kwiatki.
-Skoro tak, to czemu twa szata, która jest skarbem od panicza Norberta, czemu ta drogocenna szata nosi na sobie ślad rozdarcia?
-Ach, matko Eleonoro, boleję nad tym niezmiernie, lecz to drzewo, to grzeszne drzewo zemściło się na mnie, gdy w pysze swej i zadufaniu nie napoiłam go życiodajną wodą!
-Ruszajmy więc ku jadalni, córko Julito, gdzie cnotliwy i szlachetny panicz Norbert ma dla ciebie dar.
Julita, szła wolno, rozpaczając nad swym losem, który, z cechującą go zwykle okrutnością, chciał rozdzielić dwa kochające się istnienia, a ją…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Andaluzja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…