Wróć do katalogu

Śnieżnobiałe piórko

O świętach, ale nie świąteczne, raczej makabryczne... Natchnieniem po części była Nędza (wtajemniczeni wiedzą)...

Sita, opublikowano , 12 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Panie Boże chciałbym zamiast prezentu pod choinkę dostać taki prawdziwy obiad z mięsem – dziesięcioletni chłopiec klęczał z równo złożonymi dłońmi z dziecięcą ufnością patrząc w drewniany krzyżyk nad łóżkiem. - I ja też – jego pięcioletnia siostrzyczka, aż klasnęła w dłonie z zadowolenia. - Amen – zakończyła matka czochrając pociechy po głowach. - A teraz do łóżka i spać. Raz! Raz! Dzieci grzecznie się położyły otulając kołdrą, ale najwyraźniej nie były jeszcze śpiące. - Mamo, czy jutro będzie mięso? Tak dawno go nie jedliśmy – chłopiec uparcie uczepił się tego tematu. - Nie skarbie, jutro jest Wigilia, nie wolno jeść mięsa – wyjaśniła spokojnie matka. - No to po jutrze, w Boże Narodzenie nie ma już postu! - Może... jeśli teraz pójdziecie grzecznie spać... - nie zdążyła dokończyć zdania gdy dzieci już grzecznie leżały z zamkniętymi oczami. - Moje słodkie aniołki – westchnęła i pocałowała każde dziecko w czoło. Wzięła świece i wyszła z pokoju zamykając drzwi, uśmiech od razu zniknął z jej twarzy zastąpiony przez troskę i niepokój, powstałe w ten sposób zmarszczki dodały kobiecie kilka lat. - Zasnęły już? - mężczyzna, najprawdopodobniej jej mąż wstał z ławy i podszedł do niej przytulając ją. - Co się stało kochana, coś cie martwi? - Nie... tak... - kobieta najwyraźniej sama nie wiedziała co powiedzieć. - Wiesz o czym marzą nasze dzieci? - Janek pewnie o nowej procy, a Agatka o lalce? - Nie – kobieta z rozpaczą spojrzała w oczy męża. - Oni marzą o prawdziwym obiedzie i o mięsie... - rozpłakała się. - A teraz ceny poszły tak bardzo w górę, nie stać nas nawet na kawałek kurczaka... - Uspokój się Gosiu – mężczyzna cierpliwie tulił ją lekko kołysząc jakby to miało w czymś pomóc. - Jakoś kupie mięso... - Za co? Całe oszczędności poszły na węgiel, a i jego jest tylko tyle byśmy nie zamarzli, ledwo starcza na tyle jedzenia by nie być głodnym. Nawet nie ma co sprzedać... Kobieta miała racje, z każdego kąta domu wyzierała nędza. Pomieszczenie w którym się znajdowali stanowiło połączenie sypialni, kuchni i jadalni. Wyposażenie stanowiły jedynie najpotrzebniejsze meble – łóżko, stół, cztery krzesła i kilka szafek, wyglądające jakby zbijał je domorosły cieśla. Stojący w kącie piec kaflowy za czasów swojej młodości musiał być piękny. Teraz tylko podkreślał ubóstwo mieszkańców - powykrzywiany ze starości z przeżartymi od rdzy blachami i spękanymi kafelkami, na których ledwie było widać delikatny wzór białej lilii na błękitnym tle. Nie było tu miejsca na żadne zbędne sprzęty czy dekoracje jedynie w oknie wisiało coś jakby zasłona, niegdyś zapewne w żywych kolorach teraz przypominała ścierkę do podłogi, a nad drzwiami górował prosty krzyżyk zbity z dwóch patyków starannie wygładzonych. - Choćbym miał zaprzedać dusze diabłu zdobędę mięso by nasze dzieci miały prawdziwe święta. - Nawet tak nie mów! - krzyknęła kobieta odsuwając się od męża. - Nie wymawiaj imienia Złego w tym domu, to miejsce Pana. - Gdyby Bóg tu był to by nam pomógł, a nie patrzył jak popadamy w coraz większą biedę. - Bluźnisz! - kobieta podeszła do męża i trzasnęła go mocno w policzek. Cios chyba go otrzeźwił, gdyż w jego oczach pojawiła się skrucha, spojrzał na krzyż wiszący nad drzwiami: - Wybacz mi Panie... - odwrócił spojrzenie na swoją żonę. - I ty mi wybacz kochana, nie wiedziałem co mówię. - Wybaczam – odparła. - A teraz chodź już się połóż, jutro od świtu pracujesz. *** Janek i Agatka właśnie ubierali choinkę, a właściwie resztki sztucznego drzewka, które kiedyś ich ojciec znalazł na śmietniku. Ozdoby również nie były wyszukane, głównie figurki zrobione samodzielnie przez dzieci z korków od butelek, kawałków papieru i bibuły. Perełkę choinki stanowiła upleciona kiedyś przez matkę gwiazda z wikliny trochę koślawa, ale wyjątkowa zajmująca miejsce na samym czubku. - Kiedy wróci tatuś? - Agatka właśnie wspinała się na palce by zawiesić papierowego aniołka tak wysoko jak może. - Właściwie już powinien tu być – odparła matka mieszając coś w garnku na piecu. - Dziś znów grzybowa? - Janek pociągnął nosem i skrzywił się z niesmakiem. - Przecież lubisz grzybową, sam zbierałeś grzyby całe lato. - Tak, ale jemy ją cały czas, to jest nudne, mamo. - Nudne! - Agatka powtórzyła jak echo za bratem po czym dodała – Ja chce mięso! - Jak będziecie grzeczni to jutro będzie mięso – kobieta skłamała licząc, że jej mąż znajdzie sposób by zdobyć ten, wydawałoby się, drobiazg. Głośne tupanie przed drzwiami obwieściło powrót ojca, dzieci porzuciły choinkę chcąc się przywitać, ale stanęły jak wryte gdy tylko drzwi się otworzyły. W progu stał zupełnie obcy im chłopak, wysoki z blond włosami i niebieskimi oczami, w których teraz widać było kompletne zagubienie. Jednak to nie pojawienie się obcego zdziwiło dzieci, bystre orzechowe oczy szybko wyłapały wyjątkową cechę nieznajomego: - On ma skrzydła – dziewczynka aż otworzyła usta ze zdumienia. - Skrzydło Aguś, bo ma tylko jedno – chłopiec szybko dostrzegł brak symetrii. Rzeczywiście z dziury na plecach w czarnej kurtce blondyna wyrastało jedno skrzydło, tak duże, że nawet złożone wystawało ponad głowę chłopaka. - Jesteś aniołem? - ni to zapytał ni stwierdził chłopak. - Jej ale piękne pióra, są tak białe jak śnieg, ten co spadnie z nieba, zanim go jeszcze ludzie nie rozdeptują. Ty też spadłeś z nieba? - dziewczynka bez strachu wzięła w dłoń krawędź skrzydła obcego i zaczęła z zaciekawieniem mu się przyglądać. Podczas gdy dzieci zajmowały nieznajomego ojciec wszedł do domu zamykając drzwi. Żona rzuciła mu długie znaczące spojrzenie mówiące: „Kto to jest i po co go tu sprowadziłeś? Przecież nie mamy dla niego jedzenia, ani miejsca! To nie przytułek!”. Mężczyzna nie przestraszył się srogiej miny kobiety tylko podszedł do niej i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych