Spowiedź
Krótkie opowiadanie dla mojego kolegi. Większość osób nie zrozumie zawartego humoru, ani sensu, ale i tak wrzucam ;). Wersja bez poprawek, daję takie jakie jest.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dla Pawła _____________________________
Zima, na zewnątrz jeszcze ciemno, a nadeszła pora wstawania. Pośród ciemnego pokoju leżało łóżko, na którym spał młody człowiek, a na imię było mu Paweł. „Kolejny dzień, kolejna męka w szkole. Jaki dziś w ogóle dzień? Nie pamiętam... Pewnie wtorek, albo środa. Nawet nie wiem która jest godzina, a poleżałbym jeszcze trochę” – nie często budził się z takimi myślami, ale w taki chłodny, melancholijny poranek nie mógł się oprzeć, musiał się wyżalić. Nie był wybudzony, miał zamknięte oczy, dryfował pomiędzy rzeczywistością a krainą marzeń. Chciał sięgnąć po komórkę i spojrzeć na wyświetlacz, ale zauważył coś bardzo niepokojącego, nie mógł się ruszyć. Im bardziej starał się poruszyć dłonią, tym bardziej stawała się ociężała i niemożliwa w podniesieniu. Chciał spojrzeć co się dzieje, ale nie mógł podnieść powiek. Całe ciało zostało sparaliżowane, nie mógł drgnąć, ani wypowiedzieć słowa. „Boże! Co się ze mną dzieje!? Mam jakiś atak padaczki? O nie... Gorzej... Umieram, tak to na pewno to, Boże! Ja umieram!” – przeraził się nie na żarty. Na pewno nie był to jeden z jego typowych poranków. Próbował wołać o pomoc, ale jedynym co mógł zrobić to wydać z siebie dławiący dźwięk. Na dodatek doszły nowe objawy, pisk w uszach podobny do tego, jaki wydaje czajnik kiedy wrze woda i pulsujące wibrowanie ciała zsynchronizowane z szybkim biciem jego serca. „Kurwa, co jest? Nie wytrzymam tego, chcę wrócić, pomocy! Pomocy!” – wołanie na nic się zdało, stan, w którym się znajdował pogłębiał się. Doszło do tego, iż przestał widzieć ciemność, a ujrzał mocne, bijące z oddali światło, coś w rodzaju tunelu, które w szybkim tempie zbliżało się w jego stronę. „No to już po mnie...”. Światło ogarnęło cały pokój, a uścisk tajemniczej niemocy opuścił Pawła i pozwolił mu na swobodne poruszanie ciałem. Miał wrażenie, że znajduj się w innym miejscu, w bezkresnej przestrzeni, którą wypełniała biała masa , wszechogarniający blask, nie był już w swoim pokoju. Zerwał się i usiadł na łóżku, a przynajmniej na czymś co go przypominało i rozejrzał się. Gdziekolwiek sięgał wzrokiem widział nieskończoność – żadnych podłóg, ścian, sufitów, jednym słowem nic. Sam się sobie dziwił, że nie spadł w dół, albo w górę, gdziekolwiek działa tu grawitacja. „No tak, przecież umarłem, tutaj nie działają żadne zasady fizyki” – wstał i zrobił kilka kroków naprzód. Spojrzał na swoje dłonie, były niewyraźne, gdy starał się skupić na nich wzrok – ogarniało go wrażenie, iż się topią. Nie było to za miłe uczucie, więc szybko odwrócił od nich uwagę i spojrzał gdzie indziej. Ku jego zdziwieniu pojawił się nowy element w otoczeniu – światło, które swoją gęstością przebijało obszar i wyraźnie skupiało na siebie swoją uwagę. Paweł nie miał wyjścia, skierował się w stronę dziwnego zjawiska. Mimo, iż miejsce wydawało się być bardzo odległe, dotarł tam w kilka sekund – choć sekundy to nieodpowiednie słowo, gdyż nie dało się zaobserwować przepływu czasu. Światło zmniejszało swoją objętość i kurczyło się a wraz z nim proporcjonalnie rosła jego siła, a urosła do tego stopnia, iż Paweł musiał zmrużyć oczy. Nie czuł żadnego bólu, czy wstrętu, po prostu czuł, że nie mógłby ogarnąć jestestwa tego zjawiska. Masa utworzyła kontury postaci, według Pawła, człekopodobnej, ale nie dało się tego stwierdzić, gdyż nadal wszystko było niewyraźne, a otoczenie zbyt jasne. Świetlista istota zrobiła kilka kroków w jego stronę, Paweł musiał mocniej zmrużyć oczy. - Witaj, oczekiwałem cię, miałem nadzieję, że spotkamy się szybciej, ale nigdy nie jest za późno – odezwała się męskim głosem, spokojnie i z gracją, dało się zauważyć pokojowe wibracje. - Kim jesteś? Dlaczego mnie tu sprowadziłeś? – zapytał nerowo. - Nie chcę cię martwić, ale to nie ja cię tutaj sprowadziłem. - Więc kto? – oczekiwał odpowiedzi, ale postać milczała. – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że sam się tutaj ściągnąłęm!? – w odpowiedzi usłyszał tylko uprzejmy śmiech. - Chcę z tobą porozmawiać, potem będziesz mógł ruszyć dalej. - Dalej? Czyli gdzie? Do Piekła? Do Nieba? Jesteś Bogiem? - Ty mi powiedz. Chcę porozmawiać o twoim życiu. Rozmowa nie przypadła do gustu Pawłowi, był kompletnie zdezorientowany, ale jeśli umarł i właśnie teraz, w tym miejscu, stoi przed nim sam Bóg, nie może się skompromitować. Musi udzielić odpowiedzi na jego pytania, a potem nastąpi werdykt w sprawie sądu ostatecznego. Swoją drogą myślał, że gdy nadejdzie „ten” dzień, będzie bardziej wystraszony, bogobojny, a tu taka niespodzianka – Bóg wydaje się całkiem normalny, nawet jak na chodzącą żarówkę. - Więc rozmawiajmy. Choć nie wiem jakie to ma znaczenie, przecież wiesz o mnie wszystko. - Mylisz się, ma znaczenie i to duże i masz rację, wiem o tobie wszystko. Pytanie, czy ty wiesz o sobie? – pomimo młodego głosu słychac było wyraźną mądrość w jego słowach. - Co masz na myśli? Jak mogę sam o sobie nie wiedzieć? To jakiś paradoks – pytanie Boga wprawiło go w kolejne zakłopotanie. - Postaram ci się to wszystko przybliżyć. Udamy się w krótką podróż po twoim umyśle, a wszystko zrozumiesz. Nie chcę mieszać za dużo w twojej głowie więc przeniesiemy się w najburzliwszy okres twojego życia. Pamiętasz swoje miłosne podboje na początku szkoły średniej? - Nawet mi nie przypominaj. Jak tylko sobie przypomnę o bułkach... a z resztą nieważne, przecież wiesz o co chodzi. Wspomnienie o bułkach najwyraźniej rozbawiło Boga i ten zaczął się śmiać, ale nie szyderczo, raczej uprzejmie, wesoło, jak Święty Mikołaj i jego słynne „ho-ho-ho!”. - Jak się wtedy czułeś? Kiedy mijałeś tą dziewczynę z tymi wszystkimi rzeczami? – zapytał poważnie. - Jak debil, skończony idiota... Najadłem się wstydu i tyle. - Dlaczego? - A czy ty kiedyś latałeś po Niebie z czterema bułkami i soczkiem pomiędzy zastępy aniołów? - Przyznaję, że nie – zaśmiał się – ale wytłumacz mi dlaczego, co sprawiło dokładnie, że poczułeś tak a nie inaczej? Paweł wzdechnął – Zależało mi na niej, nie chciałem wypaść na buraka. A tu proszę, wracam ze sklepiku, cały obładowany żarciem i wyglądam jakbym sam miał wszystko zjeść, idę przez korytarz i ciach! Spostrzegła mnie. Szybko odwróciłem wzrok, zaczerwieniłem się i uciekłem... - I? - Co i? Wyszedłem na debila, ile razy mam powtarzać? – zdenerował się nieco. - Powiedziała ci tak? - Co? - Czy kiedykolwiek usłyszałeś z jej strony jakieś uwagi na ten temat? Wyśmiewała cię z tego powodu, wyzywała? Paweł oniemiał. Próbował przypomnieć sobie jakąkolwiek z powyższych sytuacji, ale nic nie przyszło mu do głowy – No w zasadzie to nie... ale... – Bóg mu natychmiast przerwał. - Nie ma żadnego ale. To w głowie stworzyłeś obraz takiego siebie. Poszedłeś kupić jedzenie dla znajomych z klasy, dziewczyna to zobaczyła i pewnie tak samo pomyślała, że kupujesz jedzenie dla innych. Dlaczego tak wszystko skomplikowałeś? - Nie wiem – zniżył ton i spuścił wzrok. - Odpowiedź jest prosta, zależało ci na niej i za bardzo się przejąłeś. Nie jest to jednak…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Silvermmer
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…