Sprawiedliwość musi być
Każdemu trzeba zapłacić tak,jak na to zasługuje...wszelkimi dostępnymi sposobami
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
SPRAWIEDLIWOŚĆ MUSI BYĆ „This is spanish train, runs between, Guadalquivir and Old Seville...” Chris de Burgh „Spanish Train” - „The best moves”
Na dworzec przybyłem nieco za wcześnie. Jak zwykle. Zawsze zjawiam się za wcześnie, żeby mieć czas na reakcję, gdyby coś poszło nie tak. Sprawy, którymi się zajmuję są niby proste, ale nigdy nie wiadomo co może wyskoczyć w ostatniej chwili. Zwłaszcza Oni są nieprzewidywalni i nauczyłem się, że trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność, dosłownie. Miałem już kilka sytuacji, które kompletnie mnie zaskoczyły i tylko dzięki przytomności umysłu i, co tu dużo mówić, szczęściu, finalizowałem zadanie. Idąc ulicą, przyglądałem się przechodniom, którzy patrzyli na mnie niewidzącym wzrokiem, zaambarasowani swoimi sprawami. W ich mniemaniu były one szalenie ważne, pilne, nie cierpiące zwłoki... i takie tam duperele. Z mojego punktu widzenia było całkowicie odwrotnie, ale mówienie im o tym, to jak rzucanie grochem o ścianę. Przyjdzie czas, a każdy z tych spieszących się, spoconych ludzi, przekona się o tym na własnej skórze. Nic im nie pomogą znajomości, układy, to chytre, w ich mniemaniu, zacieranie śladów, maskowanie świństw, szwindli i szwindelków. Sprawiedliwość musi być, a ja jestem od tego, żeby tak się stało. Zwolniłem kroku, rozkoszując się ciepłym, pogodnym wieczorem. Czasu miałem dość. Zapadał zmierzch, moja ulubiona pora dnia. Neony już rozbłyskiwały, samochody miały pozapalane światła, wszystko to stwarzało zgoła świąteczną atmosferę, gdyby nie lżejący na wieczór upał, możnaby pomyśleć, że nadchodzą święta Bożego Narodzenia. Mimowolnie wzdrygnąłem się na tę myśl. Święta to był najgorszy okres do przechwytów; nigdy zresztą ich nie lubiłem, a teraz już szczególnie. Zatrzymałem się przy krawężniku, czekając na zmianę świateł. W zasadzie nie musiałem tego robić, ale cóż, wykonując moją pracę, stałem się osobą pedantycznie przestrzegającą reguł. Porządek musi być. I sprawiedliwość, oczywiście! Inaczej już dawno popadlibyśmy w chaos i bezhołowie. Pomyślałem przelotnie o zadaniu, które mnie dzisiaj czekało. Na przechwyt czekał jeden z największych bossów podziemnego światka, mafioso specjalizujący się w wymuszeniach, porwaniach dla okupu, skrytobójstwach i takich tam. Szczególnie upodobał sobie kidnaping małych dziewczynek, mogłem się domyślać dlaczego miał ksywę „Deflorator”, choć w kręgach konkurencji znany był również jako „Parówa”, co było podobno związane z jego wcześniejszym pobytem w więzieniu. Źródła drugiego przezwiska również mogłem się domyślać. Całe jego życie było w naszej kartotece, ale nie chciało mi się jej dokładnie studiować, jego sprawa była przesądzona, dla mnie nie był żadnym przeciwnikiem, szczególnie teraz, gdy leżał ciężko ranny (sześć kul!), przewożony w tajemnicy na południe kraju, do zakonspirowanej kliniki dla takich jak on, żeby się wyleczyć, a później wrócić znów do porwań, pobić, zabójstw, no i oczywiście do zemsty. Zresztą, cokolwiek sobie zaplanował, i tak nie miało to żadnego znaczenia, bo był już mój. Chyba, żeby...Zasępiłem się. To jest to, cholera. Najgorsze sprawy to te, które z pozoru wyglądają na najłatwiejsze. Byłoby niedobrze, gdyby pojawili się Tamci, też chcieliby przechwycić „Parówę”, a na to nie mogłem pozwolić. Musiałem go uratować dla nas, ochronić przed Nimi, i choć brzydzę się takimi szmatami ludzkimi, trudno, służba nie drużba, zadanie trzeba wykonać. Porządek musi być. I sprawiedliwość. Tak, jeśli pojawi się jeden z Nich, sprawy mogą się skomplikować. Przyspieszyłem kroku, lepiej być na miejscu wcześniej i przygotować się na różne ewentualności. „Parówa” vel „Deflorator” był znaczącą personą, Oni również mogą mieć na niego chrapkę, lubią takich jak on, każdy taki udany przechwyt nagłaśniają później do granic możliwości, aż huczy. Moje podkute kowbojki zastukały głośniej o płyty peronu. Ubrany byłem jak zwykle na akcję: wytarte dżinsy, T-shirt, luźna, długa koszula i ukochane kowbojskie buty. Były już nieźle ściachane, ale lubiłem je bardzo, tak bardzo, że kiedyś powiedziano mi, że ja to chyba mieszkam w tych kowbojkach. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Znalazłem wreszcie ten wagon. Na oko taki sam jak inne, ale moje doświadczone spojrzenie natychmiast wyłowiło trzech byczków stojących na jednym końcu wagonu, z drugiej strony było ich również trzech; potężne chłopiska o ogolonych prawie na zero głowach, o mięśniach wprost rozsadzających garnitury. To musiała być gwardia. Szeregowi żołnierze „Parówy” wciąż chodzili w kreszowych dresach, co było powodem do nieustannych kpin i komentarzy ludzi z branży a szczególnie konkurencji. W końcu, „Parówa” wściekł się i przykazał, że gwardia ma się nosić jak na prawdziwych gangsterów przystało. Koszule, krawaty, garnitury. Oczywiście szyte na miarę, bo w gotowych nikt nie przewidział miejsca na spluwę. Znowu było trochę śmiechu, bo niektórzy z ludzi „Defloratora” wyglądali jak oderwani prądem od pługa, i weź tu takiego ubierz w garnitur? Kupa śmiechu, kilku gwardzistów wyglądało jak Muppety, ale „Parówa” uparł się, wykazał godną podziwu konsekwencję i w końcu kpiny przycichły. Do ukrócenia żartów walnie przyczyniło się kilka spektakularnych akcji ludzi gangstera, którzy okazali się bardzo drażliwi na temat docinków dotyczących ich nowych mundurków. No i dobrze, przynajmniej kilku bydlaków poszło do piachu, a że przyczyną był unikalny kolor krawata, to kogo to w końcu obchodzi. Mimo tych wzmożonych środków ostrożności, przedostanie się do wagonu nie stanowiło dla mnie problemu; cichcem wślizgnąłem się do przedziału, gdzie leżał nieprzytomny „Parówa”. Dla mnie to fraszka, „Deflorator” czy inny, nie miał ze mną najmniejszych szans. Jego chłopcy może i byli dobrzy, szczególnie dla spokojnych i uczciwych ludzi, ja mógłbym ich wciągnąć nosem, ale dzisiaj mieli fart, chodziło mi tylko o ich szefa. Podszedłem do gangstera. Wciąż rozglądałem się czujnie wokoło, wypatrując Jego, ale na razie byłem pierwszy. Istniała zresztą możliwość, że On nie pojawi się w ogóle, i cała akcja przebiegnie gładko jak po maśle. Popatrzyłem chwilę na „Parówę”, leżał nieprzytomny na składanym łóżku, obok stała kroplówka. Rozejrzałem się szybko. Większość siedzeń wymontowano, zostawiono tylko dwa, pod oknem, naprzeciwko siebie; w środku tkwił przymocowany do ścianki składany stoliczek. Teraz był rozłożony. Podszedłem szybko do niego, wsunąłem ręce pod spód i wprawnie zbadałem przestrzeń. Pusto. Okno na zewnątrz było szczelnie zasłonięte, tak samo szyby w drzwiach od strony korytarza. Wspaniale, to dawało mi minimum czasu, zanim ktoś zorientuje się, że nastąpił przechwyt. Omiotłem spojrzeniem przedział, starając się zapamiętać wszystkie szczegóły, od tego mogły zależeć losy „Parówy”, jak też powodzenie mojej misji. Usiadłem na fotelu pod oknem. W zasadzie, przechwytu mogłem dokonać tu i teraz, ale byłaby to fuszerka. Zawsze mógłby pojawić się On i spróbować udaremnić moje zadanie. Musiałem uzbroić się w cierpliwość i wyczekać odpowiedniego momentu, tak, żeby żadna interwencja z Ich strony nie popsuła mi planu. Nie było sprawy, czekanie jest wpisane w każdą moją misję i przywykłem już, że przechwyt odwalony byle jak, byle szybciej, może skończyć się fiaskiem. Lepiej było poczekać i upewnić się, że wszystko przebiega zgodnie z planem. W tym momencie pociąg drgnął, rozległy się charakterystyczne nawoływania, znajome odgłosy i za chwilę ruszyliśmy. I właśnie dokładnie w tym momencie zobaczyłem Jego. Tfu, cholera! Jednak trzeba będzie się pomęczyć. Przelotnie pomyślałem o swoim parszywym szczęściu. A mogło być tak prosto i ładnie. No, trudno, przeciągniemy się
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mojomr
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…