Wróć do katalogu

Srebrna Dusza - część I

co by sie stało gdybyś nie musiał sie martwić o jutro a przed tobą stała perspektywa wiecznosci?

calm, opublikowano , 27 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wślizgnęłam się niezauważona do jej pokoju. Po co? Nie miałam powodu by się oszukiwać. Przyszłam z określonym zadaniem i je wykonam. Nie. Jestem na tyle wytrzymała i twarda że nie dam się omotać jakimś beznadziejnym, ludzkim uczuciom. Co do tego że nie mogłam zaliczać się do ludzi miałam całkowita pewność. Stanęłam przed czymś na czym leżała dziewczyna. Ona miała zostać mą ofiarą? Ona miała się zmienić w to co ja? Była za krucha. Była za słaba. Co mnie podkusiło żeby tu przychodzić? Mocniej ścisnęłam trzymany w ręce szpikulec. Usłyszałam w oddali ludzkie głosy. Chyba zaczynam świrować. Jestem w budynku pełnym osób które nie wiedzą o moim istnieniu. Za duże ryzyko, za duże.. jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju. Wyglądał zwyczajnie. tak samo jak wszystkie inne w akademikach. Zniszczone stare firanki, sterty książek i płyt. Spojrzałam na dziewczynę. Spokojnie spała, nie miała pojęcia co ja czeka. Nie mogła. Teraz albo nigdy. Wzięłam do ust coś w rodzaju noża, który ściskałam w dłoni po czym wbiłam jej go w serce. W innym wypadku już by nie żyła, ale nie teraz. Wybacz – wyszeptałam powoli go wyjmując. Teraz będzie inaczej.

***

Spojrzałam na swoje dzieło po czym rzuciłam w kierunku sztalugi kolejny woreczek w farbą. Po zetknięciu z płótnem malowniczo się roztrysnęła tworząc wymyślne kształty. Byłam w tym niezła. Popatrzyłam na śnieżnobiałe ściany mojego apartamentu podziwiając obrazy stworzone przez siebie. Większość z nich miała zagwarantowane miejsce w galerii sztuki, jednak nie miałam ochoty ich oddawać tak szybko. W tym momencie na ekranie laptopa wyświetliło się przypomnienie. Czasem śmiałam się sama z siebie. Mam nieograniczona pamięć a ustawiam sobie przypomnienia w komputerze. No cóż tak to już jest kiedy nie musi się w ogóle spać. Zwykle każdej nocy maluje obrazy aby zabić czas. Dzięki temu mogę żyć w miarę normalnie. Chociaż udaję że jestem człowiekiem. Może nie zawsze to wychodzi. Właśnie w tej chwili do mojego spokojnego, uporządkowanego i co najważniejsze wiecznego życia miała wtargnąć Odrodzona. Przed oczami ukazały mi się obrazy z dzisiejszej nocy. Tak właśnie zmieniłaś ludzką dziewczynę w nieśmiertelnego, zielonookiego potwora. Pewnie w tym momencie ta nieszczęśnica błądzi gdzieś ulicami nie wiedzac co się stało. Spadł na mnie przykry obowiązek niańczenia nowej. Nade mną nikt się nie użalał. Dałam sobie radę sama. Jednak po moich przykrych przeżyciach pozostało wspomnienie w postaci bólu w sercu, który nieustannie mi towarzyszy. Nie chce aby ona też tak cierpiała. Wziełam dowieszeni mojej kurtki pudełko z soczewkami, po czym otworzyłam okno. Widok z siedemdziesiątego pietra w wieżowcu był porażający. Miałam taki zwyczaj aby wychodzić z domu przez okno. Nutka grozy czy nadal jestem niezniszczalna dawała mi kopa. A siły były mi potrzebne aby zmierzyć się z całym tym światem…

*****

Przez myśli przemknęło mi pytanie jak znajdę tą dziewczynę. Tak naprawdę mogła być wszędzie. Nowy York był na tyle duży że mogłabym mieć problemy z odszukaniem tej osoby. No właśnie. Mogłabym. Ale nie będę miała, ponieważ mam doskonały zmysł orientacji i najlepszy węch. Gdyby to nie starczyło mogę jeszcze czytać w myślach. To znaczy zazwyczaj. W myślach niektórych czytać nie potrafiłam. Blokowali mój nadprzyrodzony dar. Nie miałam na to żadnego wpływu. Jednak zazwyczaj potrafiły to doświadczone Srebrne Dusze. Ona była nowa. Trafiłam na jej myśli chodząc po galerii handlowej. No tak, jeszcze wczoraj była zwyczajną nastolatką. W jej głowie przesuwały się różne obrazy. Wielkie lustro które widziałam w jej pokoju, twarze innych ludzi. Najbardziej jednak rzuciła mi się w oczy twarz chłopaka z którym właśnie rozmawiała. Pojechałam ruchomymi schodami na piętro gdzie była. Postanowiłam trochę się z nią pobawić. Nie powinnam jej straszyć jeszcze bardziej, bo już i tak była przerażona, ale nie panowałam nad tą gorszą częścią mojej natury. Stanęłam kilka metrów obok jej stolika i wlepiłam w jej twarz swoje jaskrawo zielone oczy. Ryzykowałam zdemaskowanie. Mogłam wzbudzić podejrzenia, bo żaden człowiek nie posiada takiego koloru oczu. Czasami jednak przydawał się mój dar. Nie tylko widziałam myśli innych. Potrafiłam przesyłać im swoje myśli. Często korzystałam z tego w złych celach. Opanowałam do perfekcji sztukę wmawiania ludziom że to są ich własne myśli. Więc postanowiłam że skłonię… Kate, jak się dowiedziałam, aby poszła za mną. Zdziwiło mnie że nie zrobiła tego od razu. Czas było użyć gorszej metody. Po zmianie w Srebrną Duszę został mi uraz. Muszę żyć w ciągłym fizycznym bólu serca po stracie najbliższej osoby. Jestem na tyle silna że potrafię znieść tą mękę. Jednak mogłabym sobie ulżyć i przenieść mój ból na kogoś innego. Ale nie. Nie mam na tyle zlodowaciałego serca aby torturować innych. Starczy ułamek bólu aby skłonić nową do zrobienia tego co chcę. Wzięłam głęboki oddech i nie odrywając od niej wzroku sprawiłam że rozbolała ją głowa. Dziewczyna zwinęła się z bólu, a jej towarzysz jakby nie zareagował. Kate powoli wstała i wyszła z kawiarenki udając się w stronę toalety. Byłam tam przed nią. Drzwi uchyliły się i dziewczyna stanęła przed lustrem. Oparła się o śnieżnobiałą umywalkę i podniosła wzrok omal nie dostając zawału. Ostatnimi siłami powstrzymałam się od śmiechu. Przestraszyła się mojego odbicia. Momentalnie się obróciła patrząc na mnie jak na ducha. - Spokojnie – wyszeptałam robiąc matczyną minę. Kate zdążyła tylko powiedzieć coś w stylu ,o boże' zanim położyłam jej mój lodowaty palec na ustach. Wyrwała się z mojego uścisku zatrzaskując drzwi. Mówi się trudno, załatwimy to inaczej.

*****

Wchodząc do apartamentu zatrzasnęłam drzwi i usiadłam do laptopa. Szybko znalazłam w wyszukiwarce mapkę okolicy poza miastem. Zaznaczyłam na niej pewne miejsce po czym wysłałam wiadomość do mojej podopiecznej. Skoro nie miała za miaru ze mną rozmawiać przy ludziach to chociaż tam pogadamy. Kochałam chodzić nocą poza miastem, oglądać księżyc w pełni, odciąć się od całego świata.Mam wtedy wrażenie, ze jestem zupełnie zwyczajna. Czasami lubię się oszukiwać że tak jak wszystkie śmiertelniczki znajdę tego jedynego po czym będę wychowywać gromadkę dzieci, a kiedy przeżyje te osiemdziesiąt lat spokojnie odpłynę. Tak nie będzie. Będę się męczyć w swoich kolejnych beznadziejnych życiach, nie wiedząc do końca co się ze mną stało. Właśnie na takie katuszę skazałam biedna Kate.

*****

Odetchnęłam czystym jak łza powietrzem. Otworzyłam oczy chcąc sobie uświadomić ile już czekam. W tym momencie do moich nozdrzy dobiegł wyraźny zapach. Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam Kate. Była przestraszona. Ubrana w przetarte jeansy nie wyglądała na pewna siebie. Uśmiechnęłam się do siebie. Nie byłą ładniejsza ode mnie, nawet po odrodzeniu. Machnęłam na nią głową aby podeszła. Po chwili zastanowienia zbliżyła się do skraju urwiska na którym stałam. Popatrzyłam na nią po czym wyszczerzyłam białe zęby i skoczyłam z klifu. Wysokość nie stanowiła dla mnie różnicy. Spadłam miękko na ubity piasek. - No dawaj, teraz ty Kate - Nic ci nie jest, o boże… - Chcesz cie dowiedzieć co się z tobą stało? Otóż powiem ci, jesteś nieśmiertelna i niezniszczalna. Skocz a sama się przekonasz – nie lubiłam gdy ktoś zbyt długo dyskutował. Po chwili obok mnie klęczała zdziwiona dziewczyna. Mogłam się spodziewać że nie będzie łatwo ja przekonać aby skoczyła. Nie ważne. Odeszłam kilka kroków dalej. - Powiesz mi co tu się dzieje? – spytała. - Pewnie nigdy mi tego nie wybaczysz, bo to moja wina ze musisz to przechodzić. Jak już zauważyłaś zaszły w twoim życiu pewne zmiany. Masz inny kolor oczu, wyglądasz inaczej, zachowujesz się inaczej. Jesteś nieśmiertelna, być może masz jakiś paranormalny dar. Wiem. Uznasz że jestem nienormalna. Ja.. zmieniłam cie w Srebrną Duszę. - Co? - Teraz to brzmi dziwnie. Naszym zadaniem jest chronienie innych ludzi. Kiedy jakiś człowiek potrzebuje wyjątkowej opieki, wtedy ktoś staje się Srebrną Duszą. Jesteśmy stróżami dla ludzi. - Przed czym mamy ich chronić? - Widzisz, nie wszyscy to ci dobrzy. Znasz opowieści o wampirach wilkołakach czy innych potworach? Jesteśmy czymś takim. Podobne do wampirów, ale my nie pijemy krwi. Zazwyczaj. Są też tacy których pasja jest tropienie i polowanie. Właśnie przez takich musimy być stróżami. - Nie rozumiem. Po co mam kogoś chronić? Dlaczego? Wczoraj byłam normalną dziewczyna, a dziś? Spotykam się z jakąś psychiczna laską, która gada mi niestworzone rzeczy. Wierzysz w wampiry? Nie pijemy krwi? To proszę cię powiedz co pijemy? Ja po prostu jestem silniejsza, albo to mi się tylko sni. Nie mogłam skoczyć z klifu i się nie zabić! To nie możliwe! Przepraszam cie bardzo ale któraś z nas oszalała. Ja tego wariactwa ciągnąć nie będę! Nara! – mogłam się tego spodziewać. Po co ja sobie robiłam nadzieje. Nie zrozumiałaby przecież tego. Teraz mogę tylko patrzeć jak znika w gęstym lesie. Oby nie powiedziała nikomu co się stało. To byłby koniec.

***

Szłam uliczką między wieżowcami. Co jakiś czas obok mnie przejeżdżał samochód ochlapując mi spodnie brudną wodą. Co jakiś czas ludzie oglądali się za mną. Musiałam dziwnie ywglądać. Lało jak z cebra a ja miałam na sobie jedynie cienką bluzę. Z moich kruczoczarnych włosów spływały krople wody. ,Hej mała, może cię gdzieś podwieźć?” usłyszałam za sobą. Nawet nie odwróciłam głowy. Od mojego spotkania z Kate nie minął dobry tydzień. Nie wiedziałam co mam zrobić. Kilka razy mogłam jeszcze słyszeć jej myśli. Starała się wmówić sobie ze nasze spotkanie nie miało miejsca. Powodzenia. Ja też staram się to sobie wmawiać. Już od kilku dekad.Postanowiłam więcej nie szlajać się po ulicach w deszczu i wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki. Pojechałam do galerii handlowej. Tam zawsze działo się coś ciekawego. Przynajmniej mogłam posłuchać myśli nastolatków. Muszę jednak przyznać że cały świat zszedł na psy. Czasami wolę się trzymać z dala od głów dzisiejszych ludzi. Jeszcze dwadzieścia lat temu czternastolatki nie myślałay wyłącznie o imprezach i chłopakach. Wolałam świat w którym się urodziłam niż ten w którym byłam zmuszona żyć. Kiedy w końcu usiadłam na ławce z której miałam ładny widok na cały sklep przypomniały mi się sceny sprzed tygodnia. Ciekawe co Kate teraz robi. W tym momencie dotarło do mnie że ktoś mi się przygląda. Już chciałam zmiażdżyć tą osobę wzrok wzrokiem gdy kątem oka dostrzegłam Kate. Jak zwykle była przestraszona, ale tym razem śmiało podeszła do mnie. - Miałaś racje. – coś mi mówiło ze zmieniła zdanie na mój temat.- naprawdę, miałaś rację. Ze wszystkim.- rozejrzała się dookoła i skinęła na mnie głową abym za nią poszła. Dobrze niech będzie. Zobaczymy, co m a do powiedzenia. Przeszłam za nią przez drzwi prowadzące na przestronny parking. Pobłądziłyśmy trochę między samochodami po czym Kate otworzyła drzwi do małego BMW. Kiedy usialdłyśmy spojrzałam na nią pytając o co chodzi. - To dosyć długa historia, ale posłuchaj, bo musisz mi parę rzeczy wytłumaczyć. Ja… nie wierzyłam w to co mi powiedziałaś. Myślałam ze jesteś jakąś psychopatką, albo coś gorszego. Nikomu nie powiedziałam o naszym spotkaniu. Po prostu wróciłam do normalności. Znaczy, tak mi się zdawało. Następnego dnia umówiłam się z chłopakiem na kolację. Oczywiście nic nie przełknęłam. Musiałam się przed nim z tym kryć, że na samą myśl abym wzięła coś do ust żołądek mi się skręca. Potem poszliśmy do niego do domu. – Kate przerwała widząc moją minę. Przejrzałam się w jej źrenicach. Nieświadomie przyjęłam nienaturalny, wykrzywiony wyraz twarzy. - Hej mamy dwudziesty pierwszy wiek, nie siedemnasty. No więc, gdy byłam u niego, James wyszedł na chwilę do innego pokoju. I wtedy moją uwagę przykuło biórko. Było na nim pełno skrawków papieru, wycinków gazet, zdjęć i dużo śmieci. Wtedy zobaczyłam fotkę jakiegoś chłopaka. Nie mogłam oderać od niej wzroku. To było strasznie dziwne. Poczułam jakbym miała zaraz zemdleć. Tylko ze to by było na tyle. Dalej była tylko ciemność. Gdy się ocknęłam leżalam na podłodzę w łazience w akademiku. W dłoni trzymałam zdjęcie tego chłopaka. Nie mam pojęcia co się stało. – Dziewczyna sięgnęła do schowka i wyjęła fotografię, po czym dała mi ją do ręki. Był na niej uśmiechnięty nastolatek grający w piłkę. Miał może szesnaście lat. Jak dla mnie wszystko było najzupełniej jasne. - Zagadka rozwiązana. To jego będziesz chroniła. Będziesz jego stróżem. – uśmiechnęłam się szeroko widząc jej szeroko otwarte oczy. No to co? Idziemy z tym koksem.

***

Stałyśmy obydwie przed drzwiami domku na przedmieściach. W weneckim lustrze umieszczonym w drzwiach odbijały się zielone, równo przycięte krzewy. Kate była spięta. Przeskakiwała z nogi na nogę nie mogąc ustać. Dalej zachowywała się jak człowiek. Powinna bardziej uwierzyć w swoje możliwości. - Przecież on nas nie wpuści. – Nie mogłam zrozumieć skąd brał się ten brak pewności siebie. - Spokojnie. Moja głowa w tym żeby nas wpuścił. Zobaczysz, będzie jadł nam z ręki. – Uśmiechnęłam się do niej i wyciągnęłam rękę do dzwonka. Kate biegły przez głowę złowieszcze myśli. Na twarzy miała wypisany strach. ,Dziewczyno uspokój się’ przekazałam jej w myślach. Tak jak przypuszczałam po kilku długich sekundach otworzyły się drzwi. Stanął w nich chłopak, mniej więcej naszego wzrostu. Zmierzył mnie i Kate od stóp do głów, po czym spytał się o co chodzi. - Hej. Jestem Rose, a to moja koleżanka Kate. – Uśmiechnęłam się pogodnie podając

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych