Wróć do katalogu

Stowarzyszenie

W niedalekiej przyszłości maszyny wyręczyły ludzi od wszelkich prac nie wymagających kreatywności. Bohater postanawia rozpocząć walkę z postępem, tworząc stowarzyszenie ludzi wolnych od pomocy maszyn.

kmklim, opublikowano , 35 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Karol Klimczak

STOWARZYSZENIE

Otworzyły się drzwi i do pokoju weszła jedna z ładniejszych kobiet jakie którykolwiek z nich widział. Nie należała przy tym bynajmniej do kobiet, na które mężczyźni się gapią lub siłą odciągają od nich wzrok. Schludna, ładna, o wysportowanej sylwetce – patrzenie na nią sprawiało zwyczajną przyjemność. Od pierwszego spojrzenia wydawała się inteligenta, zdecydowana i budziła zaufanie.

- Dzień dobry, nazywam się Joanna Nowak – powiedziała zamknąwszy za sobą drzwi. - Witamy, w czym możemy pomóc? – odpowiedział Tomek, podnosząc się z krzesła. - Czy panowie są ze Stowarzyszenia na Rzecz Wolności Ludzkości? Chciałam porozmawiać z kimś z kierownictwa. - To dobrze Pani trafiła. Ja nazywam się Tomasz Kasprzak, a to mój kolega Radek Jaśliński. – przedstawiony tylko kiwnął głową – Jestem prezesem Stowarzyszenia, a Radek członkiem zarządu. Czyżby chciała się pani do nas przyłączyć? Proszę usiąść. – dodał wskazując krzesło po drugiej stronie stołu. - Dziękuję. – powiedziała Joanna siadając – Jestem studentką zarządzania i chciałabym działać w organizacji pozarządowej. O Stowarzyszeniu dowiedziałam się z ulotek. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o państwa działalności. - A co byś chciała wiedzieć? – zapytał Tomek – Przepraszam, chyba możemy przejść na “ty”? Jesteśmy od ciebie trochę starsi, ale w Stowarzyszeniu nie lubimy zbytniego formalizmu. - Tak, tak będzie lepiej. Więc, chciałabym ogólnie wiedzieć co robicie, kiedy powstaliście... - Dobrze. Stowarzyszenie powstało dwa lata temu. Jako cel postawiliśmy sobie wyzwolenie ludzi od lęku przed maszynami myślącymi. Zwracamy uwagę na problemy społeczne i ekonomiczne, które “mózgi” powodują: duże bezrobocie, powiększanie się przepaści między biednymi i bogatymi, także w skali międzynarodowej, wyzysk intelektualny pracowników umysłowych, presja psychiczna jakiej są oni poddawani i inne. - Czyli uważacie, że mózgi są szkodliwe i powinniśmy się ich pozbyć? - W sumie, tak. Choć dzięki nim dochód narodowy w krajach bogatych zaczął rosnąć w niespotykanym dotąd tempie, to koszty społeczne są po prostu zbyt wysokie. Maszyny doprowadzą wcześniej czy później do zmienienia ludzi w maszynki do pomysłów. - Ale one tyle za nas robią! - No właśnie. Mogą robić za nas wszystko i to znacznie szybciej i lepiej niż my. Ale jak pewnie wiesz, maszyny cały czas nie są kreatywne. Mogą tylko przetwarzać dane, uczyć się nowych umiejętności, ale nie mogą wymyślić nic nowego z niczego. Do tego właśnie potrzebują nas. I tylko do tego. - A jeśli kiedyś staną się kreatywne? - Wtedy ludzkość czeka zagłada. Jeśli jedna taka maszyna, wieczna i tania w utrzymaniu, będzie w stanie wykonać robotę całego uniwersytetu, to nie wiem co my zrobimy. Już teraz zatrudnienie przy pracy fizycznej jest znikome. Pracę można znaleźć tylko w usługach i na stanowiskach kreatorów, a ci ostatni dzień w dzień muszą wymyślać nowe pomysły i karmić nimi mózgi, które same wykonują całą robotę techniczną. Przy tym nie wszyscy są zdolni do takiej kreatywności i nie mogą nic z tym zrobić. Są skazani na bezrobocie. - Tego właśnie ja się obawiam. Skończę studia i nie wiem czy podołam pracy w firmie. - I tak masz szczęście, bo jesteś uczona kreatywności. Na studiach nie uczą cię całej wiedzy technicznej, którą nam wpajano. Nie zamykają cię w skrzynce metodologii i logicznego rozumowania, tylko koncentrują się na rozwijaniu umiejętności twórczego myślenia. Rozumiem, że nigdy dotąd nie musiałaś współzawodniczyć z maszyną? – dziewczyna pokręciła głową – No właśnie. Nie wiesz jak się czują ludzie, którym szef powiedział, że są zbyt mało kreatywni żeby pracować w jego firmie. I w każdej innej firmie, która posiada własny “mózg”. Taki człowiek nagle dowiaduje się, że jest nie przydatny, bo natura nie obdarzyła go odpowiednią kreatywnością. – Tomek zakończył z lekko przesadną emfazą, na którą Radek zareagował tylko leniwym rozparciem się w fotelu. Słyszał tą argumentację już zbyt wiele razy, żeby się przejąć. Choć oczywiście pozyskanie nowego działacza było bardzo istotne, a ta studentka przypadła do gustu nie tylko Tomkowi, ale i jemu. - I co w związku z tym robicie? – zapytała Joanna. - Przede wszystkim staramy się uświadamiać zagrożenie ludziom. Zwłaszcza młodym, takim jak ty, którzy mają szansę jeszcze wiele w życiu zmienić. Jeśli chodzi o nasze plany na najbliższą przyszłość, to w następny piątek przeprowadzimy mały happening pod urzędem miasta. Potrzebujemy rąk do pomocy, może byłabyś chętna? - A co miałabym robić? Jeszcze niewiele wiem o waszej sprawie. - Jeśli się do nas przyłączysz to będzie to już nasza sprawa. – zauważył Tomek, kładąc nacisk na słowo “nasza” – Radek, do czego jeszcze nie mamy ludzi? - Poczekaj, spojrzę na grafik. – powiedział Radek grzebiąc w papierach rozrzuconych na stole – O, jest... Potrzebujemy kogoś do edycji ulotek. Zajmuje się tym Agnieszka, ale przyda jej się pomoc. - Może być? – zapytał Joannę Tomek. - Chyba tak, spróbuję. - Wspaniale! Zaraz zadzwonimy do Agnieszki i cię z nią umówimy. Kilka minut później Joanna, wyraźnie zadowolona z rozmowy i nowego zadania, opuściła biuro. Tomek w duchu winszował sobie zrekrutowania nowej działaczki, jednak Radek nie pozwolił mu długo cieszyć się sukcesem: - Trochę ją zagadałeś, myślałem że usnę na tym krześle. - Przesadzasz, przecież chce współpracować. Musiałem jej powiedzieć to i owo o naszej organizacji. - No tak. Zrobiłeś niezły wykład, tylko że ona niewiele z tego zrozumiała. Zamiast tego, wyszła z głową napakowaną naszą ideologią. - OK. To ty jesteś ekspert od cybernetyki... - Informatyki. - W każdym razie, wiem że nie mówię im wszystkiego. Ale gdybym zaczął od początku to siedzielibyśmy tutaj do wieczora. Liczy się efekt. - Propagandowy. - Ale w dobrej sprawie. - No dobra, jak chcesz. To ty jesteś pomysłodawcą tego wszystkiego. - Ale przecież ty od początku pracujesz ze mną. To tak samo twoje stowarzyszenie jak i moje. Też chciałeś coś zmienić. Czyżby twoja wola walki przeminęła? – Tomek patrzył Radkowi przenikliwie w oczy, jakby starał się odczytać jego myśli. - Nie, nie. – Radek odwrócił wzrok i zaczął przeglądać papiery – po prostu nie do końca podoba mi się twoja retoryka. W końcu chodzi tylko o maszyny. Ale nie ważne, tak tylko głośno myślałem. – dodał kończąc rozmowę.

Półtora tygodnia później nadszedł dzień demonstracji. Dochodząc do Urzędu Wojewódzkiego, Radek z zadowoleniem zauważył, że zebrała się już spora grupa gapiów. Choć do początku demonstracji zostało jeszcze dwadzieścia minut, ludzie już tłoczyli się w podnieceniu przed sceną, nad którą wisiał transparent z nazwą Stowarzyszenia. Przechodząc przez tłum, Radek przyglądał się ludziom: paru zniecierpliwionych emerytów, trochę młodzieży studenckiej zaciekawionej nową organizacją, ale także kilka dorosłych osób, spokojnie stojących i czekających na przemówienie Tomka. Ci ostatni byli zapewne –podobnie jak Tomek – bezrobotnymi ofiarami mózgów. Zanim doszedł do sceny zauważył jeszcze starszego mężczyznę ubranego w drogi płaszcz i garnitur, który zamiast przyglądać się scenie, podobnie jak Radek bacznie rozglądał się w około.

- Tomek! Już jestem – zawołał wbiegając po schodkach. Zauważył, że jego przyjaciel stał ukryty z tyłu sceny i rozmawiał z kilkoma członkami Stowarzyszenia. - Cześć! Dobrze, że już jesteś. – powiedział Tomek, dając do zrozumienia, że liczył na jego szybsze przybycie – Jesteśmy przygotowani. Zaraz zaczynam prezentację, a oni wejdą w tłum rozdawać ulotki – powiedział wskazując na grupkę studentów trzymających pliki papierów. Wśród nich stała Joanna Nowak. Zauważywszy ją Radek uśmiechnął się i podszedł, by się przywitać. - Jak ci się podoba praca w naszej organizacji? - Jak na razie bardzo. Z Agnieszką świetnie mi się współpracowało. - Wspaniale. A czy ona dzisiaj przyjdzie? - Nie. Ma jakieś ważne spotkanie. Poradzimy sobie spokojnie bez niej.

Ich rozmowę przerwał głos Tomka, który właśnie wystrzelił z głośników i rozniósł się po całym placu. Radek i Joanna uśmiechnęli się do siebie na pożegnanie, po czym rozeszli do swoich zajęć. Radek właściwie nie miał nic konkretnego do zrobienia, pozostało mu tylko nadzorować pracę młodszych działaczy. Transmisją internetową zajmował się jeden z młodszych członków i jak na razie nie miał problemów. Dla pewności Radek spojrzał przez jego ramię na ekran komputera, gdzie zobaczył przemawiającego Tomka i chmarę wskaźników. Do transmisji podłączyło się ponad tysiąc osób, a liczba stale rosła. “Całkiem niezły wynik” – pomyślał.

- Maszyny stały się naszymi sprzymierzeńcami – krzyczał Tomek ze sceny – ale tylko pozornie. Spójrzcie na fakty. – powiedział wskazując na wykres wyświetlony na ekranie – To wzrost wydajności pracy. W przeciągu pięciu lat przeciętny zatrudniony zaczął wytwarzać dwukrotnie więcej, a co za to dostał? Został zwolniony! Zatrudnienie w produkcji spadło w zeszłym roku o 20 procent. Coraz więcej ludzi, także tych bardzo dobrze wykształconych, pozostaje bez pracy i środków do życia. Zostali wyparci przez mózgi. Wyparci z życia. W ten sposób mózgi wygrywają, sprowadzając ludzi do roli swoich służących, których mogą się w każdej chwili pozbyć! – wykrzyknął, widząc że jego przemówienie zaczyna odnosić pozytywny efekt. Tłum robił się coraz większy, a wszyscy ze skupieniem wsłuchiwali się w jego słowa.

Radek spojrzał jeszcze raz na ekran i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Liczba odwiedzających wzrosła już do dziesięciu tysięcy i dalej wspinała się coraz szybciej. Pomyślał, że zanim liczba odwiedzin przekroczy sto tysięcy, będzie musiał przekierować połączenia na inny serwer, żeby nie było zakłóceń. Usiadłszy wyciągnął z kieszeni komputer, włączył i poczekał aż rozwinie się klawiatura i ekran. Już kończył modyfikować stronę, gdy do jego uszu dotarł potężny pomruk tłumu. Przed sceną musiało się już zebrać kilka setek mieszkańców. Zwinął komputer i podszedł do boku sceny, żeby spojrzeć na tłum. Rzeczywiście, ludzie powoli zapełniali całą powierzchnię placu. To oznaczało, że trzeba uzyskać dodatkowe pozwolenie od Urzędu Miasta, zanim przyślą policję by ograniczyła rozmiar demonstracji. Nie znosił załatwiać oficjalnych spraw, lecz teraz nie miał wyjścia: pocąc się ze stresu, zadzwonił do sekretariatu prezydenta. Sekretarka potwierdziła zezwolenie na przeprowadzenie demonstracji i zobowiązała się przysłać dodatkowe służby porządkowe i medyczne. Wobec zapewnień o pokojowym charakterze zbiorowiska, obiecała też, że policja nie będzie interweniować.

- Dlatego zamierzamy wystąpić do władz wojewódzkich o nałożenie na firmy dodatkowego podatku, jeśli posiadają one maszynę myślącą. W ten sposób szanse zostaną wyrównane – perorował dalej Tomek. Jego twarz była już teraz czerwona od wysiłku. Stał sam przed falującym morzem ludzkich głów i próbował wpłynąć na ich decyzje, przeciągnąć na swoją stronę. Radek często się zastanawiał, jak mocno trzeba być przekonanym do sprawy, by umieć wpłynąć na rzeszę ludzi. Sam nie przyznawał się do tego Tomkowi, ale nie czuł w sobie wystarczającej siły, czy też przekonania, żeby działać z podobną do niego skutecznością. - Nieźle mu idzie – powiedziała z uznaniem Joanna, która niespostrzeżenie stanęła obok Radka – On naprawdę w to wierzy. - Tak, bez cienia wątpliwości. - Dlaczego się za to wziął? Czy stracił pracę przez maszyny? - Hmmm. – odpowiedział Radek, zastanawiając się czy powinien mówić jej prawdę. Jednak z jakiegoś powodu czuł do niej zaufanie. – Pracował jako analityk w przedsiębiorstwie. Wiesz, modele ekonometryczne i takie tam... W pewnym momencie go wywalili, bo kazali mózgowi równolegle wprowadzać modyfikacje do modelu i okazało się, że osiągnął on wyniki podobne do tych opracowanych przez Tomka. Okazał się po prostu zbędny. - A powiedz mi, jeśli wybaczysz mi szczerość, czy on tego nie robi, żeby zarobić na utrzymanie? Przecież na pewno przez wasze ręce przechodzi sporo pieniędzy. - Pieniędzy nie jest tak dużo – odpowiedział, mimo woli czując się nieco urażony – Ale on dostał dość szczodrą odprawę. - A ty? Też straciłeś pracę? - Nie. Pracuję w usługach, przy projektowaniu sieci komputerowych. Stamtąd mózgi mnie długo nie wygryzą. Każdy woli tłumaczyć swoje problemy i pomysły człowiekowi niż maszynie. - To dlaczego go popierasz? - Bo ma rację i jest moim przyjacielem. – odparł – W sumie to dość proste, prawda? Ale czekaj, teraz ja zadam pytanie. Jak ci się podoba prezentacja? – zapytał, bo zaczął się czuć nieco nieswojo. - Większość jej poznałam jeszcze przy okazji przygotowywania ulotek. Wydaje mi się w każdym razie, że osiągnie zamierzony efekt. – odparła, w dziwnie formalny sposób. W międzyczasie przemówienie dobiegło końca. Tomek podziękował, podał adres biura, adres strony Stowarzyszenia oraz numer konta, a tłum mrucząc i szurając zaczął się powoli rozchodzić. Ze swego miejsca na tyłach sceny Radek wyraźnie widział, że wielu ludzi odchodzi zamyślonych, a wszyscy mieli bardzo poważne miny. Zobaczył znów siwego człowieka w płaszczu, który zamiast odejść jak inni, zaczął przemieszczać się w stronę sceny. Podchodząc do sceny mężczyzna z pewnością zauważył Radka, ale omijając go podszedł do schodków i skierował się prosto do Tomka. - Dzień dobry panu. – przywitał się wyciągając rękę – Chciałbym z panem omówić bardzo ważną sprawę. - Zamieniam się w słuch. – odparł Tomek, maskując swoje zmęczenie uśmiechem. - Nie tutaj. Porozmawiajmy gdzieś na osobności. - Dobrze, tylko sprawdzę czy wszystko jest w porządku – odpowiedział Tomek i zawołał do Radka – Wszystko pod kontrolą? Dobra, muszę porozmawiać z tym panem, więc pokieruj porządkowaniem. – widząc, że Radek się zgodził Tomek zszedł ze sceny i razem z nieznajomym skierował się do pobliskiej kawiarni.

Radkowi pozostało dopilnowanie, żeby cały sprzęt został spakowany do skrzyń i załadowany do samochodów. Nie było z tym zresztą problemu, bo wszystkie zadanie zostały przydzielone już wcześniej. Zrobił jeszcze krótką odprawę, pożegnał się ze wszystkimi i był wolny. Mimo, że nie uczestniczył aktywnie w całym wydarzeniu, też czuł się zmęczony. Poczuł to w pełni, gdy ciężko usiadł na deskach sceny, żeby zaczekać na Tomka. Zmęczył go nie tylko telefon do Urzędu Miasta. Po raz pierwszy zrozumiał, że ich ruch ma posłuch wśród lokalnej społeczności, że na prawdę mają szansę coś zmienić. To natomiast prowadziło także do niepokojących myśli na temat przyszłości organizacji. Westchnąwszy ciężko wyciągnął komputer, żeby sprawdzić co dzieje się na stronach Stowarzyszenia. Cały czas działały dwa serwery, ale ruch się zmniejszył – liczba odwiedzin zmieniała się już wolniej, choć co minutę na stronę wchodziło kolejne dziesięć osób. Ponadto wiele połączeń było spoza miasta, a nawet spoza województwa. Radek pokręcił z niedowierzaniem głową. Pisał właśnie list z podziękowaniami do Urzędu Miasta, gdy Tomek wrócił z kawiarni.

- Dzięki, że poczekałeś! – zawołał podbiegając do kolegi – Nie uwierzysz co mi powiedział ten facet. – nie czekając na reakcję usadowił się na scenie koło Radka i zaczął mówić ściszonym głosem – Po pierwsze ten facet to milioner, Alfred Wadowski, o ile pamiętam to siedzi w przemyśle chemicznym. Po drugie, podziela nasze poglądy. Nawet więcej niż podziela, bo podchodzi do tego z jakiegoś religijnego punktu widzenia. Wiesz co to oznacza? W końcu mamy poważnego sponsora. Możemy rozwinąć działalność! Wyjdziemy z miasta, zajmiemy się województwem, regionem, krajem, może nawet całą Unią Europejską! Do tego zaoferował nam usługi swoich prawników. - I to wszystko tak bez zastrzeżeń? – zapytał zaskoczony powodzią nowin Radek. - Nie do końca. Nasz pomysł z podatkiem uznał za słuszny, ale śmieszny, bo totalnie niemożliwy. Mówi, że to zależy od polityki unijnej. Mnie się i tak wydaje, że można to zrobić jakoś na około, ale jeśli pomogą nam jego prawnicy, to znajdziemy metodę. Taką albo inną. No i jeszcze ma konkretne żądania. - Jakie? - W sumie całkiem sensowne. Chce żebyśmy założyli osadę nie posługującą się żadną sztuczną inteligencją. Nawet pierwszej generacji. Najwyżej komputery binarne. - Chryste, jak my to mamy zrobić? - On zapewni ziemię, wybuduje kompleks mieszkalno-przemysłowy (mamy być samowystarczalni) i zapewni finansowanie całego projektu. My mamy tylko dostarczyć ludzi chętnych do zamieszkania tam. I jeszcze musi tam być kaplica i ksiądz. - Czekaj, czekaj! – Radek zawołał – To już trochę za wiele. Dotychczas byliśmy organizacją całkowicie świecką. Mamy teraz zaprzedać się Kościołowi? To się nie wszystkim spodoba. - Przecież jesteś katolikiem!? - I co z tego? Nie znoszę, jak Kościół miesza się do polityki. Wielu ludzi nie znosi. - Ale słuchaj, mamy zaprzepaścić taką szansę tylko z tego powodu? Przecież nikt nie będzie miał obowiązku uczestniczyć we mszy. - Eh. – westchnął Radek – Może masz rację... Ale jest jeszcze jedna rzecz, która mnie niepokoi: czy nie zaczynasz się bać tego wszystkiego? - Może... Ale to szansa, na którą nawet nie liczyliśmy. Dzięki temu osiągniemy to, co zamierzaliśmy. - Nie. Widzisz, my zamierzaliśmy walczyć z maszynami, a nie wygrać z nimi. Czy kiedykolwiek…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych