Wróć do katalogu

Strażnicy Światła - Rozdział I

Pierwotną wersją był "Szept Anioła", ale trochę plany zmieniłem. Będzie tego więcej. Proszę o komentarze i krytykę

Adam.Janas, opublikowano , 12 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 1

Noc jakby rozwścieczona. Deszcz zalewa ulice, wiatr rozwiewa krople na wszystkie strony. Słychać plusk i trzask zbierającej się wody w najskrytszych zakamarkach miasta. Jeżeli ktoś teraz jest na ulicy to jedynie za karę, że zapomniał wcześniej kupić coś na kolację. Samochodów niewiele. Miasto wydaje się być uśpione, choć nie wszyscy śpią. Na dachu jednego z miejskich wieżowców leży w bezruchu. W prostych ciuchach, przemokniętych. Beztrosko wpatruje się w spadające z nieba krople deszczu. Nic nie mówi, nic nie robi, leży tak, rozpaczając. - Wolność w klatce, niczym kamień rzucony w przepaść bez dna. Krok po kroku rozciąga się scenariusz… bez ograniczeń. Poczucie przestrzeni to tylko złuda, to świat niekończących się melodii. Obrazy i dźwięki rozpływają się jak mleczna czekolada w ustach. Słowa się rzekły. Owoc, choć dojrzały i soczysty, w środku… stary i plugawy. W lustrzanym odbiciu, owoc gliniany to wyraz Twojej wiary. Zatrzymać ten świat! Choć na jedną sekundę… Złapać oddech. Zamknąć oczy i wyjść z klatki.

Wspomina dzień, w którym został powołany do życia. Słońca blask, chodniki pełne ludzi różnych narodowości przeciskających się przez siebie nawzajem, w pośpiechu do pracy. Tak gwałtownie zatraconych w swych ziemskich sprawach, że nie wstanie byli dostrzec ile błędów zdołali już popełnić. Wspomina słowa jednego z patriarchów, szkolących go do działań w terenie. - Tłum jest Twoim wrogiem! Setki ludzi na ulicach oglądających się za Tobą, już wydało osąd. Na szklanym dziedzińcu, gdzie rozpływa się krew wzdłuż marmurowej fontanny, w którym słowa stają się siłą zbrodni… Wybudowano już Twój posąg. Tłum jest Twoim wrogiem, to pustynia grzechu. Ocean, w którym kropla gniewu potrafi wzburzyć falę śmierci.

Stoi oparty o ścianę jednej z miejskich wąskich uliczek, z rękoma w kieszeni. Światła miejskich latarni lekko przygasają, delikatnie oświetlając starą, brudną kamieniczkę. Cały przemoknięty patrzy na światła wyłaniające się z okien jednego z jej mieszkań. Z głębokim żalem wypisanym na twarzy, zastanawia się nad samym sobą.. - I o to jestem. Si. Zbawiciel niewinnych, pogromca złych. Jestem aniołem, jednym z wielu. Jesteśmy wszędzie, wyłaniamy się z mroku. Nie zstąpiliśmy z nieba, nie pochodzimy też z piekła. Tak samo jak wy, mamy swoje wady i zalety. Tak samo jak wy jesteśmy śmiertelni i poddani woli Bożej. Jedyna różnica między wami ludźmi a nami jest taka, że my was kontrolujemy, my was widzimy. A wy? Nie macie pojęcia o naszym istnieniu. Tylko wam się wydaje, że coś o nas wiecie. Zebrali się wokół niej. Młodej, pięknej nastolatki z zakrwawionymi rękoma. Krew jak z kranu leje się na pościel. Biedna, ledwo przytomna, blada. Smak gorzkich łez, usta dawno wysuszone. Skóra na twarzy rozpościera się jak tynk opadający ze ściany. Matka z różańcem zaciśniętym w dłoniach modli się i płacze. Ojciec zaciska pocięte żyły własną koszulą, ze łzami w oczach – Wybacz mi proszę, Boże wybacz mi – nawołuje do zawieszonego krzyża na ścianie. Roztrzęsiony rozgląda się po pokoju – Gdzie ta karetka?! – stara się zachować zimną krew i panować nas sytuacją. Za nim stoi wystraszony i zdezorientowany mały chłopiec. - Synu! Trzymaj tutaj mocno – dzieciak się nie rusza – No chodź tu! Nie bój się! – z braku reakcji, ojciec bierze chłopca za rękę i przykłada ją mocno do rany – Trzymaj tak! Mocno! Niemal zdruzgotany ledwo był wstanie wybić prosty numer w telefonie. Kiedy już zdołał się połączyć, w telefonie odezwała się kobieta – Szpital miłosierdzia, słucham? – Nastała cisza…

Żar płomieni ludzkich serc i marzeń, Si czuje każdą chwilą mocniej. Bezsilność i nadzieję bliskich wzywających, modlitwą łączących się nad łożem umierającego dziecka. On już tu jest. Płacz… Tylko to pozostaje. I choćby chciał coś zmienić, decyzja została już podjęta. Stoi nad łożem, trzymając jedną rękę nad głową i drugą nad sercem, malując obraz światła w jej umyśle. Dodając otuchy i ciepła szepczę jej do ucha. – Nie lękaj się, kiedy pojawi się wir ciemności.

Idzie wzdłuż mostu, środkiem drogi, między przejeżdżającymi samochodami. Ze łzami w oczach krzyczy do przejeżdżających kierowców. Próbuje im wytłumaczyć, dać do zrozumienia, usprawiedliwić się. - Taka jest prawda! Myślicie, że jesteśmy tacy wspaniali, że się objawiamy i zsyłamy cuda?! Modlicie się do nas! Mówicie o nas – posłańcy miłosierdzia… Sam chciałbym w to wierzyć! Ale cuda nie istnieją. Tak samo jak potrafimy obdarzyć was nadzieją, chronić przed wypadkami! Przywracać wam zdolność do życia… Tak samo potrafimy ją odebrać!! Cała czarna, brudna robota należy do nas. Ale to nie my podejmujemy decyzje. My je tylko egzekwujemy. Jesteśmy egzekutorami…

Niestety, wszystko bez rezultatu. Ludzie go nie widzą, nie słyszą. Może wołać do bólu, ale jedyną rzeczą, którą może usłyszeć to głos własnego sumienia.

Idzie dalej wzdłuż mostu do miasta. Zatrzymuje się przed jednym ze sklepów pawilonu. Stoi tak całą noc gapiąc się w szybę. W bezruchu, w mroku. Jest tak wpatrzony we własną słabość, że traci poczucie czasu. Nie zauważa nawet nadchodzącego świtu. Wraz ze wschodem słońca, na ulice, wychodzą wszyscy aniołowie. Wyczekują poranny zew życia, ludzi śpieszących do pracy. Nocną ciszę przerywa naszemu buntownikowi drugi anioł. - Co by ludzie zrobili bez tych wszystkich gadżetów? Telefony komórkowe, komputery… Są niewolnikami… we własnym świecie – stwierdził ze współczuciem, również patrząc w szybę. - Tak, niewiele różnią się od nas Rafaelu– odpowiedział mu oschłym tonem. - Uważasz, że jesteśmy niewolnikami? – spojrzał na Si ze zdziwieniem – Przecież mamy wszystko, czego zabraknie nasza

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych