Świat marzeń
Bajka... kto by nie chciał aby spełniały się jego "marzenia"...? Początek moze być trudny do przebrnięcia... ale prosze o wyrozumiałośc... Pierwsze moje tak długie "dzieło"...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
* Pewnego zimowego wieczoru, gdy na zewnątrz panowała okropna śnieżyca i wicher dął tak silnie, że drzwi drewnianej chatki aż trzeszczały, Max, 10 letni chłopiec, leżał na swym prostym łóżku w rogu izby i marzył. Jego stara matka, w drugim kącie pokoju, szyła coś na maszynie, a ojciec czytał przy kominku jakąś grubą książkę i palił fajkę. Max często marzył. W tym momencie miał wizję siebie walczącego w srebrnej zbroi z olbrzymim smokiem. Właśnie miał zadać decydujący cios gdy z marzeń wyrwał go jakiś głos na dworze, jakby coś spadło z dużej wysokości tuż koło chatki, spojrzał na ojca i matkę, ale oni niczego nie słyszeli więc uznał to za omamy, w końcu, kto by zdołał dostać się na to pustkowie w taką śnieżycę. Do najbliższej wioski było stąd jakieś 40km a droga prowadziła częściowo przez sosnowy las, a częściowo przez odkryte trawiaste wzgórza. Już miał się zanurzyć z powrotem w marzeniach, gdy coś uderzyło z dużą siłą w drzwi chatki. Matka aż podskoczyła ze strachu, ale nie wydała żadnego okrzyku tylko spojrzała lękliwie na męża, ojciec Maxa spojrzał badawczo na drzwi, odłożył książkę i sięgnął za siebie po strzelbę, która wisiała obok kominka. Podszedł do drzwi i zaczął nasłuchiwać, w chatce zapanowała niesamowita cisza, wśród której Max słyszał bicie swego serca. Było w tej ciszy coś niesamowitego, coś, co budziło ciekawość, ale i strach. Matka Maxa, patrzyła niespokojnie na męża, ten powoli sięgnął po klamkę i pociągnął ją. Drzwi otworzyły się z rozmachem i do izby wpadły tumany śniegu, wraz z mroźnym powiewem wiatru. Ojciec Maxa (a na imię miał Jones), stał nieruchomo i wpatrywał się w śnieżycę. Max nie wytrzymał, zerwał się z łóżka i podbiegł do drzwi. -Max!- zawołała go matka- wracaj do łóżka!- sama jednak wstała i również podeszła do drzwi. -Ale mamo, chcę zobaczyć, co tam jest!- powiedział błagalnie Max -Nic tu nie ma... nie wiem co to było- odpowiedział spokojnie ojciec Maxa i odsunął się od drzwi. Tak, aby Max i Klara (matka Maxa) mogli wyjrzeć. Oboje podeszli do drzwi i wyjrzeli za nie. Rzeczywiście, nic za nimi nie było, przynajmniej dla starych oczu rodziców Maxa. Chłopiec dojrzał jednak tuż pod drzwiami, leżący na ziemi jakiś mały ciemny kształt. Z jakiegoś powodu nie chciał o tym mówić rodzicom i obiecał sobie wstać nazajutrz o świcie i zabrać to coś. -Zamknijcie drzwi, bo robicie przeciąg- powiedział Jones, siadając wygodnie w fotelu koło kominka przykrywając się kocem i sięgając po książkę. Max, spojrzał ostatni raz na dziwny przedmiot i zamknął posłusznie drzwi. -Jones, odłóż tą książkę i chodź spać. Jutro poczytasz- powiedziała Klara do męża i zaczęła przygotowywać pościel. -Już, już, Klaro, skończę tylko rozdział- odpowiedział ojciec Maxa, głosem, który wskazywał, że myślami jest zupełnie gdzie indziej. Max wrócił do łóżka i spojrzał na ojca. Nie mógł nie zauważyć, że ten wpatruje się w książkę, ale w ogóle nie rusza oczami, siedział tak w skupieniu, jakby czegoś usilnie nasłuchiwał, albo myślał o czymś innym. Max spojrzał na matkę, ale ta zachowywała się normalnie, ścieliła łóżko i szykowała się do pójścia spać. Chłopiec zrobił się strasznie senny i ostatni raz spojrzał na ojca. Ojciec nadal wpatrywał się w książkę i powoli poruszał ustami. Z jakiegoś powodu Max był pewien, że to, co ojciec mówi pod nosem nie należy do treści książki, którą czyta. Chciał usłyszeć, co takiego mamrocze ojciec, ale usłyszał jedynie kilka poszczególnych słów: „dlaczego... ale to...niemożliwe... sprawdzę...jeśli... zgodzę...”. Potem Max nie słyszał już nic, ponieważ usnął. Miał bardzo piękny i dziwny zarazem sen, śniło mu się, że lata na grzbiecie dużej mewy i wiatr smagał mu twarz i włosy, następnie rozmawia z jakimś starym człowiekiem i ten człowiek wydawał mu się bardzo cierpiący. Potem znów lot nad jakimiś górami, nie wiedział co go trzyma, ale nie przejmował się tym. W dole widział różne piękne rzeczy, strumyki, lasy, jakieś duże jezioro. Nagle spostrzegł rudą dziewczynę ubraną w ciemnoczerwony strój, która wykonała dziwne gesty w jego kierunku. Lot zaczął się zniżać, i zniżać, Max patrzył jak ziemia jest coraz bliżej niego, jak dzieli go od niej coraz mniej wolnej przestrzeni, zaczął się bać, że w nią uderzy i gdy był tuż, tuż nad nią, obudził się cały zlany potem, z powrotem w swoim łóżku. Było już strasznie późno i jego rodzice dawno spali. Panowała ciemność i cisza. Był tak przestraszony, że skulił się i przez jakiś czas nie mógł usnąć. Za oknami nadal szalała śnieżyca i wiatr ciągle straszliwie dął. Wsłuchał się w wycie tego wiatru i raptem wydało mu się, że słyszy dziwne odgłosy tuż pod jego drzwiami, jakby szmer rozmowy. Wydało mu się, że ktoś za nimi stoi, Max poczuł się strasznie senny, powieki same opadały mu na oczy, choć usilnie walczył ze zmęczeniem, wiedział, że zaraz uśnie. Nie chciał tego, ciekawiło go kto jest za tymi drzwiami, jednocześnie trochę się bał. Nagle rozbłysło drżące światełko, które odbiło się w szybie okna i zgasło tak nagle jak się pojawiło. Maxowi wydało się, że słyszy czyjś stłumiony głos, ale właśnie w tym momencie usnął i pogrążył się w głębokim śnie, tym razem nic już mu się nie śniło.
** Nazajutrz rano obudził Maxa, odgłos mamy krzątającej się po kuchni i przygotowującej śniadanie. Za oknem świeciło jasne słońce i jedynym dźwiękiem dobiegającym z zewnątrz było gdakanie domowego ptactwa. Max pomyślał, że zamieć nareszcie ustała i zeskoczył z łóżka. Z dziwnych nocnych przeżyć, jak i z jego dziwnego snu nie pozostał żaden ślad w jego pamięci. Pamiętał jedynie o tajemniczym przedmiocie, który czeka aż Max po niego wróci. Wiedział, że nierozważnie byłoby teraz otwierać drzwi bo mama na pewno zainteresowałaby się po co to robi. Pobiegł na boso do kuchni i usiadł niecierpliwie na stołku. Czuł się straszliwie głodny i tym bardziej nęcił go zapach kanapek robionych przez mamę. Przez okno w kuchni zobaczył ojca, który szykował drewno na opał. Już sięgał po jedną z kanapek, gdy przez głowę przeszła mu straszna myśl. Przecież, gdy ojciec wychodził rano z domu, mógł zauważyć dziwny przedmiot i mógł go wyrzucić, albo ukryć przed Maxem. Zerwał się ze stołka tak szybko, że aż go przewrócił. Chłopiec nie zauważył tego i skierował się do izby po swoje ubrania, ale zatrzymał go głos matki: -Max! Co ty wyrabiasz na miłość boską! Chodź tu i podnieś krzesło! I zjedz kanapki, przecież głodny jesteś!- było w tym sporo prawdy, więc Max posłusznie, acz niechętnie wrócił do kuchni, podniósł przewrócony stołek i usiadł przy stole. Wziął do ręki jedną kanapkę i zaczął powoli jeść. Cały czas modlił się w duchu, żeby ojciec przegapił ów dziwny przedmiot. Matka zauważyła, że nic nie mówi i zapytała podejrzliwie: -Coś ty znów przeskrobał, Max? Czemu nic nie mówisz?- Max spojrzał szybko na matkę, która wyrwała go z zamyślenia, przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, ale w końcu wrócił do niego rozsądek i rzekł lekceważącym tonem: -Nic, mamusiu, po prostu się nie wyspałem. -Nie dziwię się, tak późno poszedłeś wczoraj spać...- zaczęła marudzić mama, po czym odwróciła się i zdjęła czajnik z kuchni. -Jak już zjesz tą kanapkę to ubierz się i idź zawołaj ojca bo jeszcze nie jadł śniadania.- powiedziała spokojnie do Maxa a po chwili dodała- oboje jesteście jacyś dziwni dzisiaj, musimy zacząć chodzić wcześniej spać. Max, zaczął wchłaniać kanapki jakby go goniło stado bestii, gdy skończył zerwał się ze stołka ponownie go przewracając, zauważył, że matka chce coś powiedzieć, więc szybko podniósł go i bez słowa wybiegł z kuchni. Matka spojrzała za nim i pokiwała z dezaprobatą głową. Wpadł do głównej izby i sięgnął pod łóżko. Wyciągnął pudło ze swoimi ubraniami i szybko je na siebie założył. Nie chciał marnować czasu na szukanie skarpetek więc na bose nogi obuł ciężkie buty, zdjął swoją futrzaną kurtkę z haka i wyszedł na dwór. Starannie zamknął za sobą drzwi i ukucnął, wiedział, że jak matka nie zobaczy go zaraz z kuchni, to wyjdzie sprawdzić gdzie się podział, więc działał szybko. Zaczął rozgrzebywać rękoma śnieg i wkrótce natrafił palcami na coś twardego, okrągłego i bardzo gładkiego. Zobaczył też coś bardzo dziwnego, mianowicie na wpół wypaloną zapałkę. Nie zastanawiając się nad tym znaleziskiem, ani nie przyglądając się temu co podniósł, szybko podniósł się i pobiegł za domek, do ojca. Jones właśnie układał na grubym pniu, mały kołek, aby go przepołowić siekierą. Zamachnął się i mocno uderzył. Kołek rozpadł się na dwie niemal identyczne części. -Tato, mama woła Cię na śniadanie!- krzyknął Max. Jones odwrócił się, spojrzał na niego z zamyśleniem, postał tak chwilę, po czym odpowiedział szybko: -Tak, już idę, pozbieraj ze mną drewno do kominka- to mówiąc, wziął się do pracy. Max przypomniał sobie, jak matka stwierdziła, że ojciec też jest jakiś dziwny, i to, jaki ojciec był wczoraj zamyślony. Po raz pierwszy wydało mu się, że coś przed nim ukrywa, ale był tak szczęśliwy ze znaleziska, że nie miał ochoty rozmyślać nad tym zagadnieniem tylko pomógł ojcu zbierać drwa. Przez całe śniadanie, czuł w kieszeni spodni ciężar przedmiotu zabranego spod drzwi domku, gdy posiłek się nareszcie skończył, (a trwał on zdaniem Maxa o wiele za długo), Max powiedział, że idzie do łóżka poczytać książkę. Rodzice się nie zdziwili, gdyż wiedzieli, że Max lubi czytać. Zresztą była to jego jedyna rozrywka na tych pustkowiach, z dala od rówieśników z którymi mógłby się bawić. Z tego właśnie powodu, za każdym razem, gdy Jones był w miasteczku, to pożyczał od jedynej nauczycielki różne książki, które przynosił Maxowi. To właśnie przez te książki, Max tak bardzo lubił marzyć. Kiedy chłopiec położył się do łóżka i dla niepoznaki otworzył książkę o pewnym czarnoksiężniku, (którą zresztą przeczytał już dawno) wyjął z kieszeni spodni ów tajemniczy przedmiot i zaczął mu się przyglądać. Okazało się, że był to kamień, ale nie taki, jakie zazwyczaj widział na polach. Ten kamień był idealnie okrągły i dziwnie lekki. Tak jakby był pusty w środku. Max przyglądał mu się i kombinował skąd mógł się tutaj znaleźć, i to w środku szalejącej śnieżycy. Wyjął z kieszeni coś jeszcze, małą, na wpół wypaloną zapałkę. Wiedział, że ojciec nie marnotrawił by w ten sposób zapałek. Może ta oszczędność wydaje się dziwna, ale na tym pustkowiu, i to podczas śnieżycy, życie bez zapałek jest niemożliwe. Żeby kupić kilka paczek, musieliby jechać do miasteczka, co podczas nawałnicy jest niewykonalne. Z tych rozmyślań wyrwał go głos ojca: -Max, chodź ze mną, pojedziemy do miasteczka, musimy zrobić trochę zapasów. -Dobrze tato- odpowiedział Max i schował kamień do kieszeni. Pojechali do miasteczka konno, tak jak za każdym razem, gdy jechali bez matki. Max pomimo swojego wieku umiał robić wiele rzeczy, które są nie do pomyślenia dla dzieci tam wychowanych. W mieście spędzili prawie cały dzień. Kupili trochę jedzenia, kilka paczek zapałek i jakieś drobiazgi potrzebne do domu. Odwiedzili także paru znajomych ojca, a także panią Pixel, miejscową nauczycielkę, i oddali książki, przy okazji pożyczając nowe. Wrócili do domu tuż przed zapadnięciem zmroku i Max był mocno zmęczony przebytą drogą. Posiedzieli trochę przy kominku, od czasu do czasu wymieniając kilka uwag dotyczących pogody i niezbędnych napraw w stodole, które Jones obiecał wykonać jutro. Oczywiście Max miał mu pomagać. Tego wieczoru Klara zagoniła Maxa i Jonesa wcześniej do łóżka, bo jak twierdziła, są nie do życia, gdy się nie wyśpią. Max nawet nie próbował czytać przed snem, był zbyt zmęczony i wkrótce też usnął. Przed snem położył znaleziony kamień pod łóżkiem aby być pewnym, że go tam rano znajdzie. Postanowił, iż jutro spróbuje go rozbić, aby sprawdzić czy rzeczywiście jest pusty. Przez pół nocy spał mocnym, zdrowym snem, jednak koło północy coś go obudziło. Nie wiedział co to było póki nie usłyszał, gdzieś pod sobą, cichego westchnienia i cienkiego, dziewczęcego głosu, który spowodował, że Max nie był w stanie się poruszyć ze strachu. -Max, możesz mnie stąd wyciągnąć?, chyba utknęłam.
*** -Max, szybciej! Noga mi cierpnie!- naglił go szept dobiegający spod łóżka. Chłopiec nie wiedział co ma robić. Bał się poruszyć, sam nie wiedział czemu. Pod wpływem jakiegoś impulsu uszczypnął się i poczuł ból co utwierdziło go w przekonaniu, że nie śni. Spojrzał na łóżko rodziców, oboje spali. -Proszę Cię, zrób coś!- usłyszał rozpaczliwy głos. -Kim... Kim jesteś?- spytał cicho chłopiec. -Powiem Ci, tylko mnie stąd wyciągnij!- obiecał głosik, który wydawał się całkiem miły. Max nie wiedział co robić, ostrożnie, tak aby nie urazić istoty znajdującej się pod jego łóżkiem zapytał: -Ekhm, co zobaczę, jeśli spojrzę pod łóżko? -Co za pytanie!- wykrzyknął nieco za głośno oburzony głosik- oczywiście, że mnie!- Max spojrzał na łóżko rodziców, ale ojciec tylko zachrapał głośniej i odwrócił się na drugi bok. Nie wiedział co odpowiedzieć na tak oczywiste stwierdzenie więc powiedział tylko: -Aha -Będziesz tak leżał i myślał, czy w końcu mnie stąd wyciągniesz?- Głosik był nie tyle zły, ile zrozpaczony. W końcu Max zebrał się na odwagę i cicho zeskoczył z łóżka. -Nareszcie! A teraz podnieś trochę łóżko a ja się spod niego wyczołgam.- poinstruował go głos. Max jeszcze chwilę się wahał, ale miał świadomość, że każdy jego krzyk obudzi ojca, który w razie potrzeby przyjdzie mu z pomocą. Złapał od dołu łóżko i dźwignął je troszkę do góry. Zobaczył jak jakaś mała ludzka istota wyczołguje się spod jego łóżka. Upuścił łóżko, odwrócił się i zobaczył ładną dziewczynę, o długich blond włosach leżącą na podłodze. W ciemności nie mógł dostrzec w co była ubrana, ani szczegółów jej twarzy. -Nie śpieszyło Ci się!- zauważyła ze złością dziewczyna- zupełnie zdrętwiały mi nogi, o rękach nie wspomnę!- wszystko to mówiła szeptem. Max nie wiedział co odpowiedzieć więc zapytał znów: -Kim jesteś? -Perłą- odpowiedziała tak, jakby to wszystko wyjaśniało- spróbuję wstać, pomóż mi- to mówiąc wyciągnęła ku niemu rękę. Jednak chłopiec patrzył na nią nieufnie, po czym powiedział: -Kłamiesz, czytałem o piratach, którzy łowili perły w oceanach, perły są małe, okrągłe i przezroczyste.- spojrzał na dziewczynę- przede wszystkim są okrągłe- dodał po sekundzie. -Ja nigdy nie kłamię- odpowiedziała szczerym szeptem postać i Max nie mogąc uwierzyć samemu sobie, uwierzył jej- jaki miałam kształt, kiedy mnie podnosiłeś?- zapytała dziewczyna -Podnosiłem? Ciebie? Ależ jestem pewien, że... -Dziś rano, spod progu Twego domu!- przerwała mu Perła. -Więc to ty? Myślałem, że był to kamień- powiedział zdziwiony chłopiec- czemu jesteś czarna? ekhm... to znaczy... gdy jesteś kamieniem?- sam nie wierzył, że to powiedział. -Głuptasie! Jestem czarną perłą z korony królowej wiosennych elfów! -K..k..kim? Z ko... korony kogo?- zająknął się Max -Później Ci wyjaśnię, dobrze? Teraz pomóż mi wstać, muszę zapalić zapałkę. -Co musisz zrobić?- spytał z niedowierzaniem chłopiec i pomógł jej wstać. Okazało się, że jest tylko troszeczkę wyższa od niego. Chwilę postała, rozcierając nogi, aż wreszcie skierowała się do drzwi. -Poczekaj tu na mnie.- powiedziała tylko i cichuteńko otworzyła drzwi, chłopiec był pewien, że poczuje zimno, które obudzi także jego rodziców ale nic takiego nie miało miejsca. Dziewczyna wyszła przed dom, a temperatura nie zmieniła się ani na jotę co wydało się Maxowi co najmniej dziwne. Zobaczył krótki blask, który momentalnie zgasnął. Dziewczyna wróciła do chatki zamykając drzwi. Maxowi przypomniały się wydarzenia minionej nocy: -To Ciebie widziałem, tzn. słyszałem poprzedniej nocy! Też paliłaś zapałkę!- powiedział ucieszony, że jedną tajemnicę ma z głowy, po chwili dodał już smutniej- cokolwiek to znaczy i cokolwiek ma to na celu. -Muszę to robić, aby wiedzieli, że wszystko w porządku. -Kto wiedział? Co ma być w porządku?- Chłopca rozbolała głowa od świadomości, że po każdym zdaniu Perły rodzi się coraz więcej pytań a nie dostaje żadnej odpowiedzi. Poczuł, że musi być stanowczy. Tak mówi ojciec, jak idzie do sklepu, że musi być stanowczy, tak aby pan Blinks nie sprzedał mu czegoś niepotrzebnego. -Posłuchaj! Usiądź i powiedz mi wreszcie o co tu właściwie chodzi!- powiedział stanowczo chłopiec- Oczywiście jeśli będziesz tak miła- dodał po chwili, żeby przypadkiem nie poczuła się urażona. Perła posłusznie usiadła na jego łóżku i poprosiła: -Wymień po kolei pory roku- chłopiec był zdumiony, nie oczekiwał takiej odpowiedzi -Po co!?- wykrzyknął, ale zaraz sobie przypomniał o rodzicach i dodał już szeptem- po co mam to zrobić? -Po prostu powiedz je.- zaproponowała Perła. -Lato, jesień, zima, wiosna.- powiedział zaintrygowany Max -Właśnie. A teraz jest zima. Za każdą porę roku odpowiada inna czarodziejka. Są takie czarodziejki: Lato, Jesień, Zima i Wiosna. Każda z nich ma swoje orszaki elfów i ja należę do elfów Wiosny. W każdym orszaku jest jedna królowa, która ma swoją... po waszemu to będzie chyba „gwardię”. Gwardia składa się z 5 elfów. Ja jestem jedną perłą z tej gwardii. Każda czarodziejka jest silniejsza od poprzedniej, ale słabsza od następnej. Tak więc Wiosna jest silniejsza niż Zima, ale słabsza niż Lato. Jednak w tym roku stała się rzecz straszna. Czarodziejka Zima, wykradła 2 moje siostry. Złotą perłę i zieloną perłę. Powoduje to, że nie możemy pomóc Wiośnie, i Zima zajmie jej miejsce. Lato nigdy nie walczyła z Zimą więc i ona przegra, a Jesień jest od zawsze słabsza od Zimy. Przez cały rok będzie Zima, jeśli nie uda się nam odnaleźć Pereł. Rada elfów wybrała Ciebie, abyś nam pomógł tego dokonać.- Perła zamilkła najwyraźniej zmęczona tak długą przemową. Chłopiec był oszołomiony, wszystko wydawało mu się takie logiczne i oczywiste, ale wiedział, że to nie jest do końca normalne. Wcześniej czytał tylko o elfach, o „Pani wiośnie” a teraz... -Nie to niemożliwe, ja śnię, jesteś tylko dziwnym snem.- powiedział pewnym głosem chłopiec. -Tak? To popatrz!- powiedziała z uśmiechem Perła i głośno krzyknęła- Mamo! Max przerażony spojrzał na łóżko rodziców, na którym jego mama usiadła i zapytała przestraszonym, sennym głosem: -Max, co się stało kochanie? Czemu krzyczałeś? Miałeś zły sen?- Chłopiec odwrócił się aby spojrzeć na Perłę, ale jej już tam nie było, zobaczył tylko jak mała ciemna kulka turla się pod jego łóżko. W swojej głowie usłyszał coś jakby cichy chichot. -Nie martw się, Max, to tylko zły sen. Połóż się i postaraj zasnąć.- uspokoiła go mama. -Dobrze mamo- Max położył się z powrotem pod kołdrę, przez chwilę myślał czy zadać cisnące się na usta pytanie i w końcu zrobił to- Mamo, czy ja teraz śnię? -Nie bądź niemądry! Przecież jesteś obudzony, idź już spać, zapomnij o tym strasznym śnie.- Max pomyślał, że nie będzie to takie łatwe i postanowił jutro rozmówić się z Perłą. Że niby on miałby iść i pomagać wiośnie... przecież ojciec się nigdy nie zgodzi. Tymczasem matka Maxa spokojnie usnęła, zapewne zdziwiłaby się, gdyby wiedziała, że jej mąż też nie śpi, a pewnie najbardziej zdziwiłby się Max, gdyby wiedział, że ojciec w ogóle nie spał, i to od dłuższego czasu.
**** Rano znów świeciło duże, jasne słońce, ale było dość mroźno. Śnieg skrzypiał pod nogami Maxa i Jonesa, gdy szli do stodoły aby uszczelnić ściany. Oboje byli jacyś milczący, czego Klara nie omieszkała zauważyć przy śniadaniu. Max idąc do stodoły obok ojca, trzymał rękę w kieszeni zaciśniętą na małym czarnym kamieniu, którym była Perła. Miał opory, przed włożeniem jej tam, ale nie mógł wymyślić innego sposobu, aby ukryć ją przed domownikami. W stodole przez dłuższy czas pracowali w milczeniu, gdy nagle ojciec Maxa zszedł z drabiny i zawołał Maxa: -Max, chodź no tutaj, musimy porozmawiać- chłopiec zszedł na dół i popatrzył zdziwiony na ojca. Nie wiedział, o co chodzi ojcu. Zaintrygował go jego uroczysty głos. -Tak tato? -Hmmm... nie wiem jak zacząć Max...- zamyślił się ojciec, a Max otworzył szeroko oczy. Był coraz bardziej przejęty niecodziennym zachowaniem ojca. -Wyjmij perłę-powiedział miękko ojciec- tak będzie łatwiej.- Max przeraził się, skąd ojciec o tym wie? -Sk.. skąd wiesz?- zapytał tylko. -Słyszałem waszą nocną rozmowę, zresztą coś tam o nich wiem- odpowiedział wymijająco ojciec- wyjmiesz ją wreszcie? Chłopcowi nie pozostało już nic innego, więc wyjął perłę. -Dobrze, a teraz połóż ja na ziemi- poprosił ojciec. Max zastanawiając się o co tu chodzi posłusznie wypełnił prośbę ojca. -Czemu tato, co chcesz zrobić?- zapytał jeszcze ale ten nie słuchał. Jones przyjrzał się perle, po czym głośno i wyraźnie rzekł: -Zaret eis jinwaju Chłopiec spojrzał zdziwiony na ojca, ale po chwili odwrócił wzrok, gdy usłyszał cichy szelest poniżej swoich kolan. Spojrzał tam i zamarł, na ziemi leżała zdziwiona Perła, w takiej postaci, w jakiej była w nocy i wpatrywała się w ojca Maxa. Miała ładną jasna twarz i długie blond włosy, na którym lśnił niewielki diadem z czarnym kamieniem po środku.. Była trochę wyższa od Maxa i bardzo szczupła. Ubrana była w krótki czarny płaszczyk z materiału przypominającego zamsz. Wstała szybko i zapytała nieco przestraszonym głosem: -Skąd znasz tajne zawołanie pereł? -Podała mi je 40 lat temu purpurowa perła. Max patrzył to na ojca, to na perłę. Nie wiedząc co się dzieje. -40 lat temu? Słyszałam o zaginionej Perle, później okazało się, że przybyła na wasz świat i zrobiła sobie... wolne, podobno było duże zamieszanie. Mnie nie było wtedy jeszcze na świecie, ale wtedy też wysłano inne perły na poszukiwania, znalazła się sama, w samą porę... . -I dzięki temu nadeszła wiosna, a teraz 2 z was zostały porwane i mój syn ma wam pomóc... tak? -Tak- przyznała Perła. Max czuł, że powinien coś wtrącić, ale nie miał pojęcia co. Czuł się totalnie skołowany. -Więc nie ma czasu do stracenia- powiedział poważnie ojciec- Max, chcesz iść? -Ale tato, gdzie ja mam iść? Co mam zrobić?- zapytał zrezygnowany Max -Masz iść do świata, gdzie rządzą czary, poezja i muzyka, gdzie istnieją smoki, pory roku, elfy, czarodzieje, wiedźmy, rycerze, królowie i wszystko o czym czytałeś w książkach od pani Pixel, synu. Mnie nigdy tam nie było, ponieważ mój ojciec 40 lat temu się nie zgodził abym tam zawędrował. Obiecałem sobie, że jeśli ty będziesz miał taką okazję, nie zabronię Ci. Więc jeszcze raz pytam synku, chcesz wyruszyć do świata marzeń? Max spojrzał zdziwiony na swego ojca bo ten nigdy nie mówił takich rzeczy. Jednocześnie ukazały mu się wszystkie jego marzenia naraz i zapragnął wyruszyć z Perłą, jednak bał się iść w nieznane. -Na jak długo będę musiał tam wyruszyć?- zapytał nie kierując tego pytania do nikogo konkretnego, odpowiedzi udzieliła Perła: -Powinniśmy się uwinąć w tydzień, wtedy mija termin przyjścia wiosny. Jeśli się spóźnimy to następną szansę będziemy mieli za rok. A tymczasem na ziemi będzie cały czas zima. -Ale co z matką, ojcze?- zapytał Max -Porozmawiam z nią, wytłumaczę jej wszystko a wy tymczasem ruszajcie. Nie mogę Ci nic dać synu, co przydałoby Ci się w drodze, uważaj na siebie i wróć niebawem.- mówiąc to, przytulił Maxa, i otarł rękawem łzy. Chłopcowi nadal szumiało w głowie, miał mnóstwo pytań. -W jaki sposób dostaniemy się do świata marzeń?- zapytał w końcu Perły -Jeszcze nie wiem, ale najlepiej było by chyba pofrunąć -Pofrunąć!? Jak ptak!- wykrzyknął zdumiony Max. -To ja idę już do domu, Perło, obiecaj mi, że nic się mu nie stanie- wtrącił się spokojnie ojciec- Powodzenia Max i wróć szczęśliwie- zwrócił się do syna. -Tak tato, do zobaczenia- odpowiedział Max i zrobiło mu się trochę przykro. Tymczasem ojciec wyszedł ze stodoły i zostali sami. Maxa dręczyło coś jeszcze, więc szybko zadał pytanie: -Perło, jakim sposobem, gdy otworzyłaś wczoraj w nocy drzwi to w domku nie zrobiło się zimno? -A nie zastanawiałeś się przypadkiem, jak wytrzymałam będąc zakopana w śniegu?- Spytała Perła. Teraz, gdy o tym wspomniała to rzeczywiście wydało mu się to dziwne. Zapytał ją o to. -Bo widzisz... Ten świat, jest dla mnie światem baśni, mój świat jest dla mnie całkiem normalny. A powszechnie wiadomo, że w światach baśni spełniają się marzenia. Wystarczy, że pomarzę o cieple i jest ciepło. Popatrz.- to mówiąc, Perła na sekundę namyśliła się i Max zobaczył, jak wszystkie dziury w stodole uszczelniają się same, aż w końcu stodoła była szczelna jak nigdy. Trwało to zaledwie kilka sekund. -Jak to zrobiłaś!?- wykrzyknął szczerze zdumiony Max- to czary! -Nie, to nie czary, to marzenia. Dość marudzenia, musimy już iść. Z każdą chwilą tracimy szansę na uwolnienie moich sióstr. Przydałby się duży, niewidzialny ptak, jakiś silny...- zaczęła się zastanawiać dziewczyna -Mewa!- powiedział Max, choć nie wiedział skąd mu to przyszło do głowy -Może być, poczekaj chwilę!- postali parę sekund w ciszy, po czym skądś spłynął cichy szelest skrzydeł. -Już jest, wsiadaj!- zwołała zadowolona Perła -Eeee... gdzie mam wsiąść?- zapytał zakłopotany Max -Ach, niemądra jestem! Mam inny pomysł, niech mewa stanie się widzialna, a na niebo niech wejdą gęste obłoki- po upływie sekundy stał przed nimi największy ptak, jakiego Max widział w życiu. Nie była to jednak zwykła mewa, ta miała dwa siodła zamocowane na grzbiecie. -Wsiadaj- powtórzyła Perła. Max nie wierząc w to, co właśnie robi, wgramolił się niezdarnie na ptaka. Perła odbiła się od ziemi i zgrabnie wylądowała w siodle.- No to ruszamy- zakrzyknęła głośno dziewczyna i Max poczuł silne szarpnięcie, mewa podniosła się na kilka centymetrów i wyleciała przez otwarte drzwi.
***** Bardzo szybko wzbili się w powietrze i Max nawet nie zdążył obejrzeć się na dom. Czuł się niesamowicie, wiatr rozwiewał mu włosy, spojrzał na dół ale nie dojrzał ziemi, gdyż pod nimi była zbita warstwa chmur. To też był dla niego piękny widok. Był pewien, że nikt z miasteczka nigdy czegoś takiego nie przeżył. Czuł się wolny, chciało mu się zeskoczyć z mewy i wzbić się samemu w powietrze. Odwrócił się na Perłę, ale z przerażeniem spostrzegł, że jej nie ma. Cały jego dobry nastrój prysł niczym bańka mydlana. Co innego, latać na mewie, gdy za Tobą jest ktoś kto umie spełniać swe marzenia, a co innego, gdy jesteś na niej absolutnie sam. Zaczął się rozglądać jak szalony i wołać Perłę. Przemknęła mu przez głowę straszna myśl, że Perła spadła z mewy i rozbiła się. „Ale wtedy na pewno wyobraziłaby sobie jakiś spadochron, czy coś w tym rodzaju”, uspokajał sam siebie. Leciał sam już przez jakieś 5 minut, po czym poczuł jak ktos siada za jego plecami. Odwrócił się gwałtownie i z ulgą stwierdził, że była to Perła. -Gdzie byłaś!? Martwiłem się!- wykrzyknął w jej stronę -Nie było po co! Byłam na dole, musiałam ustalić z innymi elfami, gdzie otworzą wejście do naszego świata. -I co? Ustaliliście gdzie mamy lecieć?- zapytał Max, zawstydzony, że okazał taką słabość. -Musimy skręcić trochę w prawo i obniżyć lot- powiedziała dziewczyna i mewa posłusznie wykonała polecenie. Lecieli tak przez jakiś czas i Maxowi zaczynało się już nudzić, więc zaczął wypytywać Perłę o świat do którego lecą. Dowiedział się między innymi, iż jego mieszkańcy mówią o nim normalnie, że to jest dla nich najzwyklejszy świat pod słońcem, że pogodą steruje tam kobieta zwana Kariną, i że jest to władczyni tego świata. Było cos co nie dawało mu jednak spokoju, więc musiał o to zapytać: -Powiedziałaś dzisiaj, że w krainach baśni, spełniają się nasze marzenia, tak? -Tak. -Zatem, w waszym świecie, będę mógł spełniać moje marzenia, tak jak to ty robiłaś w moim świecie? -Tak, to mi coś przypomniało. Po wkroczeniu do naszego świata, będziemy lecieć na tej samej wysokości, a raczej spadać z takiej samej wysokości. -Jak to spadać!? Przeraził się Max, spojrzał na dół i nagle stwierdził, że do ziemi jest strasznie daleko. -Tak to, po mojej stronie, stracę moc spełniania marzeń. Za to ty ją zdobędziesz. Twoim zadaniem będzie wymarzyć dla nas cos odpowiedniego zanim roztrzaskamy się o ziemię. Coś co nie będzie się rzucać w oczy, ponieważ nie powinieneś się ujawniać. Wolałabym, ażeby nikt nie domyślił się, że jesteś z innego świata. -Dlaczego, coś mi grozi w związku z tym? -Tak, tak samo jak mi u was. Bywają dobrzy ludzie, tacy jak Twój ojciec, a bywają tacy ludzie, którzy jak tylko zobaczą coś co uznają za czary, to starają się wypędzić tego kogoś lub nawet zabić. Dlatego uważaj. -Ale przecież cała wasza kraina to jeden wielki czar! -Nie do końca, zobaczysz to jak wylądujemy. Zobaczysz tam normalne wioski, normalnych ludzi. Jedyną różnica jest to, iż oni wiedzą, że są czary dobre i są czary złe. Czary dobre to te, którymi operuje Karina czy czarodziejki pór roku. Jeżeli zobaczą zwykłego człowieka, który czaruje, nie wróżą z tego nic dobrego... Chłopiec postanowił odłożyć tą rozmowę na później, ponieważ teraz był zbyt zmęczony i niewiele docierało do niego z tego co mówiła Perła. Ponadto jaj wzmianka o lądowaniu przypomniała mu o jego zadaniu. Próbował od razu wymyślić coś co by im pomogło, a jednocześnie nie rzucało się w oczy, ale nic takiego sobie nie wyobrażał. Bał się, że po przeleceniu przez granicę między światami czeka ich oboje niechybna śmierć i to z jego winy. -Niedługo będziemy u celu...- poinformowała go Perła. Po kilki minutach lotu zauważył, że chmury przerzedzają się i gdzieniegdzie widzi już skrawki lądu, ale nie potrafił na podstawie tych skąpych widoków ocenić gdzie się znajduje. -Trzymaj się ktoś mógłby nas zauważyć- krzyknęła Perła, chłopiec nie do końca ją zrozumiał, ale gdy spojrzał pod siebie, zobaczył że siedzi w powietrzu. Podskoczył ze strachu tak mocno, że omal nie spadł, gdyby Perła złapała go na czas. Domyślił się, iż uczyniła mewę niewidzialną. -Uważaj, widzisz tą skałę?- zapytała dziewczyna wskazując przed siebie. Chłopiec spojrzał we wskazanym kierunku i pokiwał głową. Zobaczył wielką, czerniejącą skałę. Zauważył także, że mimo skały na drodze ich lotu, mewa nie skręca. Zapytał o to Perłę, jej odpowiedź przeraziła go. -To właśnie jest, na ten krótki moment, brama do naszego świata. Musimy po prostu w nią wlecieć.- chłopiec czuł, że coś jest strasznie nie w porządku. Mianowicie czuł, że jest to niemożliwe, przecież skała jest skałą i jest bardzo twarda... -Eeee... czy jesteś tego pewna? To znaczy... że nie uderzymy w nią? -Nie bądź niemądry...- zdziwiła się Perła, a chłopiec poczuł nagle, że ma ochotę powiedzieć jej to samo, ale zacisnął tylko zęby i przytulił się do mewy ponieważ skała była już bardzo blisko, nie bardzo to pomogło, bo teraz mewa była prześwitująca, więc zamknął oczy. Ptak, zachowywał się, jakby w ogóle nie widział przeszkody, coraz bardziej przyspieszał, co było jednak na rękę chłopcu, bo chciał mieć to już za sobą. Wiatr targał mu włosy coraz bardziej, czuł jak powietrze zapiera mu dech, podniósł na chwilę wzrok i zobaczył skałę tuż przed sobą, gwałtownie spuścił na powrót oczy i na wszelki wypadek zacisnął je jeszcze bardziej. Poczuł dziwne zimno a dookoła zrobiło się ciemno. Trwało to kilka sekund aż nagle oślepiło go o wiele ostrzejsze słońce niż pozostawił za sobą. Otworzył oczy i zobaczył przed sobą piękny widok, jednak przeraził się brakiem oparcia pod sobą. Teraz, dla odmiany zaczął spadać w dół, zaczął krzyczeć, obok siebie zobaczył spadającą Perłę która pokazywała na swoją głowę najwyraźniej chcąc dać mu jakiś znak. Olśniło go, miał sobie cos wyobrazić, uchwycił się jedynej myśli, która zawitała mu w tej chwili do głowy. Nagle poczuł, że znów ma grunt pod sobą, spojrzał na dół. Tak, to było to. Rozejrzał się szybko za Perłą, spostrzegł ją po chwili, trochę niżej niż on, ale bezpieczną. Uśmiechnął się, jedynym jego pragnieniem było wylądować, więc skierował się ku ziemi. Perła uczyniła to samo. Lecieli tak krótką chwilę po czym Max poczuł uderzenie o ziemię. Zeskoczył na trawę i podbiegł do Perły, która wylądowała sekundę wcześniej niż on. -Widziałaś co zrobiłem!!! Uratowałem nas!! Ale one są piękne!!- krzyczał podniecony. Jednak Perła nie była zachwycona -Mówiłam, żebyś wymyślił coś, co nie będzie rzucać się w oczy...- zaczęła ponuro- za chwilę będzie tu mnóstwo ludzi z widłami, kosami i bóg wie czym jeszcze... – ale wyglądało na to, że chłopiec jej nie słucha -Jak myślisz, będę mógł je zatrzymać??- krzyknął uradowany w jej stronę pokazując na ich ostatni środek transportu. -Nie sądzę- odpowiedziała beznamiętnie Perła -Czemu?- zapytał szybko chłopiec -Nie sądzę, aby smoki chciały, żeby ktoś je „zatrzymał”- dokończyła z ponurą ironią Perła.
****** Smoki były idealnie takie same jakie Max widział na obrazku w którejś książce od pani Pixel. Tyle, że te były dużo większe no i żywe. -To co mam z nimi zrobić?- spytał Max po którejś z rzędu nieudanej próbie podejścia do smoków. Najwyraźniej nie życzyły sobie towarzystwa ludzi. -Wyobraź sobie, że znikły albo odleciały, to zrobią to.- poinformowała go rzeczowo Perła -Ale one są takie piękne!- zachwycił się Max- czemu jesteś taka zła?- zapytał Perły -Bo ludzie nie lubią smoków, nawet tutaj! Zwłaszcza tutaj, gdzie naprawdę istnieją! Smoki niszczą pola, powodują pożary lasu i tym podobne! Jeśli ktoś je widział z pobliskiej wioski to zaraz zleci się tutaj chmara wieśniaków w celu zabicia ich. Gdyby odleciały to może nikt tu nie przyjdzie i nas nie spotka. -Czemu nikt ma nas nie spotkać? -Myślisz, że nikt nie skojarzy ze sobą dwóch faktów, pojawienie się dwóch obcych w środku lasu i dwóch smoków jednocześnie! Mogą pomyśleć, że to my nimi jesteśmy!- krzyknęła Perła- Poza tym, wszędzie w krainie pełno jest zimowych elfów, których celem jest niedopuszczenie do odbicia Pereł wiosny. Na pewno zaraz tu będą. Zrób coś z tymi smokami!- zaczęła go ponaglać dziewczyna, rozglądając się dookoła. Chłopiec pomyślał chwilę i przyznał jej rację. Niechętnie wyobraził sobie odlatujące smoki, które są wolne i mogą robić co im się żywnie podoba. Smoki jakby tylko na to czekały, zerwały się z ogromną szybkością w górę, zatoczyły parę kółek i pognały przed siebie. Max zobaczył jeszcze jak w oddali jeden ze smoków wypuszcza chmurę ognia z pyska. -Brawo!- pochwaliła go Perła- Teraz ludzie z miasteczka pójdą w inna stronę, albo wrócą do domów. Pamiętaj! Nie popisuj się spełnianiem marzeń. W tym świecie jestem słabsza od Ciebie, ale i tak moja moc jest potężna. Mamy zadanie do wykonania, więc obiecaj mi, że nie będziesz korzystał ze swej mocy w błahych celach? Umowa stoi? -Stoi- mruknął chłopiec, nie mógł się jednak powstrzymać od uśmiechu i stwierdzenia- Ale przyznaj, ładne były te smoki? Perła uśmiechnęła się i przytaknęła: -Świetne, no i przede wszystkim pojawiły się w odpowiednim momencie.- powiedziała wesoło i oboje roześmieli się. Usiedli na trawie i zjedli trochę pożywienia, które wyobraził sobie Max. Podczas posiłku chłopiec poruszył ważną kwestię, która zastanawiała go już od tamtej nocy, kiedy to Perła ukazała mu się w swojej prawdziwej postaci. -Perło...- zaczął ale dziewczyna rozejrzała się niespokojnie i mu przerwała -Nie mów tak do mnie, na wypadek, gdyby ktoś nas podsłuchiwał, mów mi Nina. -Dobrze Perł.., to znaczy Nina, dlaczego to akurat ja mam wam pomagać? -Jesteś idealny do tej misji, dużo czytasz, masz bogatą wyobraźnię i mieszkasz z dala od wioski. Nikt nie zauważy, że nie ma Cię kilka dni. -Dobrze, ale czemu jest wam właściwie potrzebny ktoś z naszego świata. -Jeszcze tego nie wiesz?- zdziwiła się Perła- Bo tylko ktoś od was może spełniać swoje marzenia u nas. Możesz sobie wyobrazić szybkie konie, powóz, schronienie, liny, karczmę... i wiele innych rzeczy które ułatwią nam wykonanie zadania. My, perły, mamy w naszym świecie bardzo mały zapas magii, który musimy zachować na ewentualną walkę u celu. Ty masz ten zapas nieograniczony. Jeśli tylko zimowe elfy nie sprowadziły kogoś z zewnątrz to mamy nad nimi dużą przewagę. Zrobiło się już ciemno, więc Max wyobraził sobie namioty i położyli się spać. Przez całą noc spali i nic nie zakłócało ich snu. Rano obudzili się rześcy i wypoczęci. Po skromnym i szybkim śniadaniu Max zapytał: -Co musimy najpierw zrobić, gdzie się udać? -Udamy się teraz nad jezioro Galanteria, tam czeka na nas purpurowa perła z dwoma kryształami magii dla naszych uwięzionych sióstr. Moglibyśmy wstąpić do miasta Klemens, i stamtąd dostać się o wiele prostszym sposobem nad jezioro, ale chyba nie musimy tego robić. -Kryształ magii? Co to takiego?- zapytał…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Qdłaty
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…