Wróć do katalogu

Świtezianka

Tajemnicza dziewczyna. Tajemnicze jezioro. Wielka nieskończona puszcza

Naraku, opublikowano , 29 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Este siedziała na mocno sfatygowanym pomoście u brzegu bajecznie pięknego jeziora otoczonego lasem. Lasem z ćwierkającymi ptaszkami i przymilnymi zwierzątkami, które nie bały się ludzi, a wręcz przeciwnie. Wiewiórki i inne zwierzątka ich rozmiarów bez lęku wdrapywały sie na ubranie, siadały na ramieniu, lub na dłoni. Este zaspanym wzrokiem potoczyła po okolicy i pomyślała jakby lekko z goryczą: „Cóż za raj na ziemi”. Westchnęła, przeciągnęła się i puściła kolejną kaczkę na tafli jeziora. Kamień odbił się pięć razy i zatonął. Ubrana była w lekką i zwiewną sukienkę z delikatnego zielonego materiału. Nigdy jednak nie przywiązywała wagi do nazw tkanin i teraz za nic nie mogła sobie przypomnieć z czego zrobione jest jej ubranie. Bosymi stopami sięgała wody i machała nimi jak mała dziewczynka siedząca na zbyt wysokim krześle. Patrzyła się w lazurową powierzchnię wody zmąconą jedynie drobną zmarszczką muskającego toń lekkiego wiatru. Puszczaniem kaczek po lustrze wody zajmowała się od dłuższego czasu. Kamienie zebrała poprzedniego dnia, uważnie wypatrując ich na brzegu. Zebrała cały kosz, teraz już w jednej czwartej pusty. Próbowała pobić swój ostatni wynik – pięć odbić, jednak jakoś jej nie szło. Nie pamiętała jak długo już tu była: rok? Dwa? Pięć? Może nawet dziesięć lat. W miejscach takich jak to trudno było określić mijające chwile. Swoje poprzednie życie pamiętała jak przez mgłę większą część jej wspomnień wiązała się z jeziorem, widocznie taka była jego magia. Z nieba lał się nieustający żar, obłoki wędrując po swoich ścieżkach wolno przesuwały się po nieboskłonie. Było cicho i spokojnie, nic się nie działo. Atmosfera była sprzyjająca wszelkim filozoficznym rozważaniom lub o wiele bardziej przyziemnemu lenistwu. Este nie była jednak filozofem ale nienawidziła nudy. W jej zwalczaniu na pewno nie pomagały zwierzęta przynoszące owoce lasu na posiłek. Oczywiście na początku była to nielicha atrakcja – teraz jednak spowszedniała tak, że Este łapała się na tym, że nie zwraca uwagi na to kiedy się pojawia (posiłek). Musiała wymyślać sobie zajęcia, jak choćby puszczanie kaczek, oprócz tego wykonywała codziennie serię ćwiczeń by nie stracić kondycji. Słońce grzało wyjątkowo mocno, zbliżało się południe, a Este rozważała wyjątkowo kuszącą myśl o kąpieli w jeziorze. Jej wolno płynące myśli urwały się nagle, poczuła czyjąś obecność, ktoś pojawił się w okolicy jeziora. Nie pamiętała kiedy ostatni raz widziała jakiegoś człowieka. Powstrzymała się by od razu nie zerwać się na nogi i popędzić na poszukiwania. Wiedziała, że prędzej czy później, ten ktoś trafi tu na pomost lub w inne miejsce, w którym akurat właśnie by się nie znajdowała. Taka była magia jeziora… Wkrótce Este usłyszała jak zaszeleściły za nią krzaki i wyłoniła się jakaś postać, wy-czuwała ją instynktownie, obróciła się i zobaczyła młodego mężczyznę, chłopca prawie, uśmiechnęła się bezwiednie na samą tę myśl, przecież sama nie była stara, można by nawet powiedzieć, że byli rówieśnikami.Uświadomiwszy sobie, że uśmiecha się w stronę nieznajomego natychmiast zacisnęła wargi. Było już za późno, na pewno go zauważył, mężczyzna wyglądał jednak tak, jakby nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia. Stał opierając się rękami o kolana i dyszał ciężko. Wyglądało na to, że biegł bardzo długo i na dodatek na przełaj – świadczyły o tym drobne zadrapania, oraz fragmenty roślinności, które przyczepiły się do ubrania. Nie wyglądał na zaskoczonego widząc ją samą w samym środku wielkiej głuszy. „Słyszał jednak o mnie”- pomyślała gorzko-„pewnie zaraz wygłosi jakiś hymn czy sonet ku mojej czci”. Pomyliła się. Młodzieniec , gdy tylko złapał oddech wyprostował się i zaczął ją uważnie lustrować wzrokiem. Wywołując lekki rumieniec u Este -dawno nikt się jej tak nie przyglądał, nie był to wzrok zachwytu, uwielbienia czy żądzy. Nieznajomy swoim wzrokiem oceniał ją sprawdzał jakim jest człowiekiem. Este nie mogąc zrobić nic innego odwzajemniła mu się tym samym. Ubrany był w zwykły strój podróżny, starannie wykonany, ale noszący ślady intensywnego używania. Na pewno szyty na miarę – mało kogo stać na taki luksus. Na stopach miał bardzo oryginalne buty, nigdy wcześniej takich nie widziała, wykonane były z nieznanego tworzywa, trudno było je opisać- były dziwne , na pewno czarne.U pasa miał zatknięty długi nóż myśliwski, którego styl wykonania mgliście coś jej przypominał. Na plecach miał miecz, trochę większy niż zwykle się to widuje, oprócz miecza dźwigał jeszcze plecak. Nie widać było, aby nosił jakieś ozdoby czy tatuaże. W jego szarych oczach wyraźnie świeciła iskra inteligencji. Trudno było zaklasyfikować tego wędrowca. Zdawał się należeć do jednej wielkiej grupy zwanej Podróżnikami. Mógł być myśliwym, ale brakowało mu łuku, najemnikiem, ale nie miał tatuaży, swoją powierzchownością prawie pasował do wielu grup, ale prawie robi wielką różnicę, i ta jego niebezpieczna inteligencja bijącą z oczu, na pewno nie był przeciętnym rębajłom. Może ktoś z wysokiego rodu? Ale tutaj? Ciekawe jak mnie ocenia? Nigdy nie była brzydka, a dzięki jezioru była jeszcze piękniejsza, zniknęły wszelkie blizny i niedoskonałości. W oczach każdego mężczyzny, starego czy młodego wyglądała jak ideał kobiety. Cisza przedłużała się: „Jak długo można mierzyć się wzrokiem ‘ pomyślała Este i rzekła: -Witaj wędrowcze. -Witaj nieznajoma – usłyszała w odpowiedzi. Ponownie zapadła cisza. Nie był zbyt rozmowny. Może był oczarowany? -Co cię tu sprowadza? – spytała. -Sam chciałbym wiedzieć-powiedział cicho tak by nie usłyszała, nie wiedział jednak, że Este ma wyostrzony słuch. Głośniej dodał- Szukam czegoś do jedzenia, nie miałem nic w ustach od trzech dni. „Czyli nie sprowadziła cię tutaj legenda, nie szukałeś tajemniczej księżniczki, zaklętego zamku, przeklętego skarbu czy innych takich bzdur.”-pomyślała-„Nie będziesz chciał mnie obłaskawić, oczarować, rozkochać, ubezwłasnowolnić. Dobrze. Zapowiada się ciekawie.” – pomyślała wesoło, jednak szybko posmutniała – „W końcu i tak polegniesz, każdy polega…’ -Mam jedzenie. W moim domu. To niedaleko. Nieznajomy ożywił się nagle jego oczy zajaśniały, teraz dopiero widać było jak bardzo musiał być głodny. Z zapałem powiedział-Prowadź zatem. Ruszyli, Este szybko wędrowała doskonale znanymi sobie ścieżkami chwilami zdawało się, że drzewa uchylają się jej z drogi. Mężczyzna z trudem za nią podążał, nie raz tracił ją z oczu i stawał nie pewnie rozglądając się po lesie, musiała w tedy zawracać i zabierać go ze sobą. W końcu dotarli na miejsce, które od tak dawna nazwała swym domem, okazał się całkiem sporym szałasem. Nie wiedzieć czemu zarumieniła się znowu. Ze zdumieniem stwierdziła , że wstydzi się przed nieznajomym wyglądu swego mieszkania. „Dziwne, czemu?”przemknęło w jej głowie. Wczołgała się do środka i po chwili wróciła z koszem owoców i suszonych grzybów, a także dzbanem wina owocowego własnej roboty, z którego była szczególnie dumna – nigdy wcześniej nie pomyślała by że tyle z tym roboty. Mężczyzna łapczywie rzucił się na posiłek. Po chwili zdumiona Este zobaczyła jak krztusi się winem, „Nienawykły czy co?” Powoli zaczynało się ściemniać. Este zakąsiła też co nieco, po czym usiadła oparta o szałas, młodzieniec siedział wsparty o pobliskie drzewo. Rozmowa się nie kleiła. Este zaczęły męczyć wyrzuty sumienia, wiedziała, że mężczyzna prawdopodobnie nie przeżyje najbliższych paru dni. Będzie go żałowała wyjątkowo jest taki niewinny, nie jest jakimś na wpół obłąkanym bardem, czy śmiesznym księciulkiem poszukującym magicznej księżniczki lub innej bzdury. Widać, że mocno stoi na ziemi. „Tak jak kiedyś ja…-pomyślała Este, robi się nostalgiczna na starość, kiedyś nie żałowała bym go nawet przez chwile, kiedyś nie znałam tego uczucia o… Este niezwyciężona… Este dwa ostrza…Trzeba było umrzeć, kiedy było można... a nie tkwić tutaj nad jakimś przeklętym jeziorem, cóż teraz już jest za późno – nic nie można zmienić. Przybysz wyglądał na najodorniejszgo z wszystkich, którzy dotarli nad jezioro do tej pory. Este wyrwała się z swych posępnych myśli i spojrzała na nieznajomego. Uniosła z niedowierzaniem brew ‘niemożliwe-zasnął. Swoją drogą jeżeli nie jadł trzy dni to ciekawe ile dni nie spał. Zmorzyło go. No, a skoro tak to nie będę mu przeszkadzać’-ziewnęła-‘Sama chyba też się zdrzemnę-‘może sen uchroni mnie przed moim złem’ zaśmiała się cicho przypomniał sie jej fragment starej piosenki. Wyciągnęła siennik z szałasu i wyciągnęła się na nim. W środku było zdecydowanie za ciepło i za duszno, szałas był dobry na zimę. *** Obudziła się wyjątkowo wypoczęta. Otworzyła oczy i spojrzała pod drzewo. Nie było nikogo. Rozejrzała się po obozowisku, po nieznajomym nie było ani śladu. Zauważyła, że zaspała, co było co najmniej dziwne - zawsze wstawała równo ze świtem. Zastanawiała się czy to możliwe, by chłopakowi udało wydostać się poza oddziaływanie tego przeklętego jeziora. Odpowiedź znalazła niebawem, gdy dotarła do pomostu, spostrzegła samotna postać siedząca na jego skraju, a dokładniej na jej ulubionym pomoście. Miecz leżał opodal, a sam nieznajomy ze skupieniem puszczał kaczki. Wyglądało to tak, jakby przypominał sobie dawno zapomnianą sztukę. Obok niego leżała cała sterta płaskich kamieni. Este ostrożnie usiadła koło niego: -Mogę się przyłączyć? –spytała i zaraz przeklęła się w duchu, tak na prawdę wcale nie zależało jej na jego towarzystwie. Nieznajomy skinął głową: -Proszę-po chwili dodał: - Nie można się stąd wydostać…Prawda? Este z smutkiem skinęła głową nie było sensu go oszukiwać. Podjęła zresztą już pewną decyzję, którą powinna powziąć już dawno temu. -Nie przedstawiliśmy się sobie wczoraj. Jestem Este…Słuchaj…wiem że to głupio zabrzmi, ale czy mógłbyś mnie zabić? Wtedy będziesz wolny.-odetchnęła- Wiesz jestem dla ciebie niebezpieczna, jestem… Mężczyzna położył jej palec na wargach. -Wiem kim jesteś... nie musisz mówić… Nie pytaj skąd to wiem. Po prostu wiem i tyle… - strzepnęła z siebie jego rękę - Wiem także, że na pewno nie udało by mi się cię zabić. To miejsce przesiąknięte jest potężną i starą magią.- Uśmiechnął się do siebie nagle. Czym kompletnie zaskoczył Este: -Co cię tak bawi? Sytuacja wcale nie jest wesoła. -Magia... Jeszcze niedawno uważałem ją za jeszcze jeden wytwór wyobraźni mojej matki, a teraz... czuje ją wszędzie wokół czuje jak pulsuje, trzymając czar na swym miejscu. – wskazał na nią palcem – A ty jesteś jego fragmentem. – powiedział prawie oskarżająco. Przy okazji jestem Minor. -Dziwne imię. -Nie tak jak twoje. Możesz wołać mnie Min. -Wiesz, że prawdopodobnie nie zdołasz przełamać zaklęcia. Z każdą chwilą… -Tak to też wiem- znowu jej przerwał -I co zamierzasz? – Nie mamy chyba zbyt wielkiego pola manewru prawda? – zapytał unosząc brew.- Na razie poczekam i zobaczę co się wydarzy. -Zdajesz sobie sprawę, że najprawdopodobniej nie wyjdziesz z tąd żywy. -Wiem, ale na razie nie mogę z tym nic zrobić. -Mówisz to tak spokojnie... Nie boisz się śmierci? Wzruszył ramionami i puścił o chwili kolejną kaczkę. - Kiedy dowiedziałeś się kim jestem? -Podejrzewałem to od chwili kiedy cię ujrzałem. Upewniłem się dziś rano, kiedy nie udawało mi się opuścić okolic jeziora- westchnął i zapatrzył sie w dal, Este spojrzała na niego z niedowierzaniem skąd on to wszystko wie i dlaczego jest taki spokojny, kim on do cholery jest? - Nie patrz się tak na mnie, nie martw się - nie padnę do twych kolan i nie wyznam miłości. -???!! – zdziwiła się, ale po chwili dodała - Na twoim miejscu nie była bym tego taka pewna. -Powinnaś. Nie wiesz jaką ksywę miałem u dziewczyn w domu... Min góra lodowa, wiesz wdzięki dziewczyn nigdy mnie nie ruszały. -Ja nie jestem zwykłą dziewczyną... -A ja zwykłym facetem. Wiesz kiedy byłem mały matka opowiadała mi baśnie... jedna z nich była o zaklętej dziewczynie i magicznym jeziorze, kojarzy ci się coś? -Ciekawe… coś mi sie przypomina- uśmiechnęła się filuternie. Przybysz wzruszył ramionami po raz kolejny, był to chyba jego ulubiony gest, puścił kolejną kaczkę odbiła się cztery razy.. Obcy chrząknął z niezadowoleniem i zabrał się do poszukiwania odpowiedniego kamyka. Este rzuciła swoim znowu odbił sie pięć razy, westchnęła „To chyba niemożliwe, by odbił się więcej razy”. -Swoją drogą jak byłem dzieckiem zawsze zastanawiałem się, jak będzie wyglądało moje spotkanie z panią jeziora, czy ulegnę urokowi... Jak widać los czasami płata nam nieliche figle. – Powiedział niespodziewanie po czym znowu rzucił kamieniem, ten odbił się raz, drugi…,piąty, szósty, siódmy i z pluskiem wpadł do wody. Este z niedowierzaniem obserwowała jego drogę. -Jak to zrobiłeś? -Magia....- przybysz nagle zaczął trząść się ze śmiechu. Dziwny był to fakt, ale co tam. Este nie dała się zbyć tą odpowiedzią. Nalegała, aby wytłumaczył jak to się mu udało. Cały dzień spędzili rozwodząc się o technikach puszczania kaczek. Przeprowadzali żywe dyskusje, jak najlepiej rzucać i czy wiatr ma z tym coś wspólnego. W końcu pod czujnym okiem instruktora Este udało się pobić swój rekord. Pod wieczór, gdy siedzieli przy szałasie odwiedził ich korowód zwierzątek niosących pożywienie. Min wyglądał na nielicho zaskoczonego. Chwilę później tłumaczył się niepotrzebnie: -Spodziewałem się czegoś takiego. Co innego jednak spodziewać się, a co innego widzieć na własne oczy. Este z niepokojem spojrzała mu w oczy, były dziwnie mętne. -Tak wiem –odezwał się dziwnie nieswoim głosem-bierze mnie. proszę o wybaczenie ale oddale się teraz troch od ciebie, jeżeli pozwolisz. -Proszę bardzo. -Dzięki. Przybysz oparł się o drzewo w ten sposób, że widział przed sobą tylko las. Po chwili sięgnął do kieszeni i wyjął z niej jakieś małe przedmioty, które włożył do uszu. Do Este dobiegły jakieś przyciszone dźwięki, jakby jakaś melodia. Bardzo chciała wiedzieć - co to jest. Powstrzymała się jednak, widziała jak musi być mu ciężko czar przystąpił teraz do najsilniejszej ofensywy – czuła to doskonale. Atak czaru był jak przesilenie, nie wiedzieć czemu była tego pewna (‘może dlatego, że moja siostra jest magiczką i ja też mam jakiś talent?’), jeżeli teraz nie odniesie sukcesu to powinien słabnąć, aż całkiem zniknie , a kiedy to sie stanie, będą wolni. Este nigdy nie była pobożna, ale teraz modliła się gorąco by Minowi się udało. Modliła się do najstarszego boga. Uważała że jedynie on może coś

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych