Wróć do katalogu

Symacja (1)

Grupa biologów (biotyków) jest odpowiedzialna za transformację rodzaju ludzkiego w istoty idealne pod względem własności fizycznych. Dwójka naukowców idzie o krok dalej i tworzy sztucznych przedstawicieli nowej rasy, którzy na początku nie posiadają

MorgoScition, opublikowano , 27 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 1. Przerwane życie

Sewojet i Starka – dwaj bracia syjamscy, którzy zapoczątkowali istnienie gatunku ludzi z Arkanolii. Złączeni jednym ciałem, skazani na szczególne trudy życia, dokonali największego aktu kreacji na planecie. Zrodzeni z mułu i gliny egzystowali samotnie w pustym świecie. Okres ten przeznaczyli na doskonalenie swoich umiejętności. Poznali zjawiska zachodzące na Arkanolii, sposoby łączenia się związków w przyrodzie, tajemnice powstawania świadomego życia. Sewojet odróżniał się od Starki delikatniejszym podejściem do wszystkiego, co zostało obdarzone ruchem. Starka traktował badane elementy jako substancje, które dopiero po jego ingerencji otrzymywały status żywego organizmu. Bracia dążyli do absolutnej perfekcji we wszystkim, czym się zajmowali. Nowe generacje stworzeń stawały się coraz doskonalsze i niezwykłe, obdarzone cechami wymykającymi się od standardów. Mimo osiągnięć nadal tkwił w nich niedosyt, dotychczasowe dokonania nie spełniały wrytych w umysły wyobrażeń. Arkanolia przestała być pustkowiem, ale Sewojet i Starka odczuwali postępujące zanikanie pozytywnych odczuć. Brakowało im kogoś takiego jak oni sami, z kim mogliby dalej współistnieć. Dopiero u kresu życia, gdy ciało rozpadało się z powodu swej starości, Pierwotni dokonali ostatecznego i najważniejszego etapu własnej działalności – rozdzielili się na wiele bytów kończąc okres syjamskiego wcielenia. Tak właśnie powstali pierwsi ludzie na Arkanolii. Zgodnie z przyjętą doktryną każdy człowiek jest cząstką Sewojeta albo Starki. Dzieli ich ciało i duszę, w spadku odziedziczył mowę i zdolność kreowania przestrzeni. Pamięć z przeszłości, kiedy Pierwotni byli jeszcze ze sobą połączeni zniknęła, ponieważ fragmentacja ducha wywołała zrodzenie indywidualnych bytów o różnorodnej osobowości. Sewojet zainicjował męską formę, Starka żeńską. Ich chwilowe złączenie powołuje do istnienia kolejne osoby, pochodne Pierwotnych. Wieczność w ujęciu światopoglądu Arkanolijczyków polega na wygaśnięciu duszy po śmierci i wytworzenia się nowej w momencie zbliżenia pierwiastków męskich i żeńskich. Cykl obumierania i odrodzenia nie zapewniał ciągłości tego samego bytu, ale człowiek jako przejaw wielkich braci podtrzymywał istnienie cząstek Sewojeta i Starki. Nadrzędnym celem w życiu ustanowiono postęp rozpoczętej kreacji. Skupiono się przede wszystkim na Ankanolijczykach, ponieważ to oni osiągnęli stan bliski doskonałości, a samotwórstwo uznano za najtrudniejsze dokonanie ludzkości. Tylko w pełni kształtne osobniki bez skazy miały prawo uczestnictwa w cywilizacji. Byle deformacje traktowano jako oznakowania przeznaczające do unicestwienia. Pierwotni mimo syjamskiego piętna byli doskonali, tak więc odchylenia od wyznaczonego poziomu nie mogły doprowadzić do rozwoju wadliwych cech. Na podstawie tego prawa Faar usunęła swoją ciążę. Płód nie wykazywał mutacji, ale przyszła matka nie zamierzała wychowywać dziecka. Biotyk znał ją od wielu lat i zgodził się na nielegalną aborcję. Oficjalnie żadna kobieta nie mogła zabić poprawnego fizycznie płodu, mimo tego niechciany stan przerastał swoim ciężarem nad poczuciem dziedzictwa Pierwotnych. Faar przed aborcją odbyła spotkanie z biotykiem, gdzie wysłuchała opisu przebiegu zabiegu. Wszystko miało przebiegać w stanie pół snu. Dopiero po wejściu do pomieszczenia modyfikacji biotycznej poczuła skrępowanie. Musiała ukazać się przyjacielowi od gołej strony i co ważniejsze niedługo w pojemniku obok miały znaleźć się upłynnione części ciała płodu. Do głowy przyczepiono jej przewody stymulujące mózgiem. Nim zdążyła głębiej zastanowić się nad obecną sytuacją, aparatura zadziałała na umysł. Biotyk swobodnie przeszedł do czynności wydobycia jeszcze żywego człowieka. Dziecko otrzymało zagęstnik krwi, po którym według statystyk następowało zatrucie organizmu po dwóch okresach chronometru. Faar poddała się własnemu stymulantowi, płód umierał spokojną agonią. Biotyk obserwował parametry ich obojga na pulpitach. Kiedy minęły dwa okresy, przystąpił do drugiej fazy zabiegu. Pacjentka zajęta przeżywaniem majaków nie była świadoma najgorszych pod względem estetyki wydarzeń. Wyciekające, krwiste i śmierdzące organiczne odpady gromadziły się w podstawionym pojemniku. W tym momencie Faar zaczęła nerwowo poruszać kończynami. Obrazy wytwarzane w uśpionym mózgu układały się na podstawie bodźców z zewnątrz. Biotyk wkrótce odstawił naczynie do maszyny utylizacyjnej. Wybudzanie kobiety trwało więcej czasu niż wprowadzenie do stymulacji. Faar wstała odrętwiała i oszołomiona lukami w pamięci. Nie potrafiła normalnie chodzić, co biotyk tłumaczył nadwrażliwością na obecność manipulujących fal. Usiadła ponownie na zabiegowym stanowisku, aby pomóc w uspokojeniu organizmu. Niestety z tego miejsca zauważyła czerwone odpryski płodowych śmieci, po których towarzystwie odczuła nudności. Brzydziła się niedoszłego dziecka i samej siebie jako tej noszącej w sobie wydalone wstrętności. Psychika spowodowała powstanie fantomowych bólów podbrzusza. Nie powiedziała o nich biotykowi, bo zależało jej na utrzymaniu dobrych kontaktów ze znajomym na wypadek potrzeby przyszłych interwencji. Wypicie napoju z ziół poskutkowało zelżeniem nieprzyjemnych objawów. Faar podziękowała biotykowi i obiecała wydać mu pięć punktów za dobre wykonanie usługi. Po wyjściu z budynku zastanawiała się czy powinna nadal powstrzymywać wymioty. Do atuarium doszła jednak bez problemów zdrowotnych. Pożądanie doskonałości na Arkanolii mogło rozwinąć się w kierunku totalnego pochłonięcia całej populacji ku zakończeniu procesu Pierwotnych. Gdyby wszyscy otrzymali to, na czym tak bardzo im zależy, doskonałość stałaby się zbyt powszechna i standardowa. Miliony istnień o identycznych cechach i właściwościach nie wzbudzałyby wyższych uczuć artyzmu. Na to nie zamierzano pozwolić. Zaawansowany etap świadomej kreacji osiągnęły dwie grupy ludności – biotycy i swatyści. Ci drudzy są właścicielami plantacji symbiotyków – substancji wykorzystywanych do wszczepiania w ciało. To na nich wzorowano ideał człowieka i nadawano im społeczne przywileje. Niektórzy swatyści osiągnęli tak wysoki poziom własnej kreacji, iż otrzymali prawo do zabijania, nawet bez powodu, osób na niższym etapie modyfikacji. Dlatego uważano, aby nigdy nie dopuścić do jakiejkolwiek zniewagi swatysty. Nie zwracano uwagi na ich przesadne panoszenie się na Arkanolii, a raczej strach przed nimi powstrzymywał przed ubieganiem się o trochę sprawiedliwości. Biotycy i swatyści w zasadzie nie byli już ludźmi. Organizmy stały się na tyle symbiotyczne, że naturalne elementy zostawały w mniejszości. Sama skóra pochodziła od symbiotyków, dzięki czemu nie ulegała mechanicznemu wyczerpaniu. Ulepszenia zmieniały się wraz z postępem wymyślanych metod odnowy. Niektórzy, zdawałoby się, prowadzili między sobą wyścigi na wprowadzane dodatki. Przypadki przesady ukrywano przed publiczną wiadomością, ale i tak nie udało się zapobiec plotkom o śmierciach w wyniku przedawkowania symbiotykami. W opozycji do propagatorów interwencji w kreacjonizm stali suborowie. Uważani za szaleńców założyli swoje kolonie na obrzeżach dzielnic. Zajmowali się poszukiwaniami artefaktów pozostawionych przez Sewojeta i Starkę, by udowodnić Arkanolii, że ich kreacja była czymś zupełnie innym od symbiotycznej zasady doskonalenia. Według ich filozofii wyższy stopień cielesnych właściwości można osiągnąć przez zgłębianie nieznanych cech świadomości, których wyzwolenie z nieużytku może poskutkować diametralnymi zmianami. Jak do tej pory żadnemu z suborów nie udało się ani odnaleźć pamiątki po wielkich braciach, ani zbudzić ukrytych mocy. Niepowodzenia wytykano im podczas konfrontacji ze znienawidzonymi ugrupowaniami. Pozostała część populacji starała się zapracować na odpowiednią ilość punktów, dzięki którym otrzymają pożądane zabiegi symbiotyczne. Biotycy i swatyści nie pozwalali na szybki rozwój zwykłych ludzi. Dlatego większość nie zdążała z modyfikacją przed śmiercią. Utrudnienia nie przeszkadzały w naiwnej wierze w dobry system życia. Faar nie była w stanie samotnie przesiadywać w atuarium i wpatrywać się w swój brzuch. Wyrzuty sumienia dźgały ją w boki podsuwając obrazy rozbieganego dzieciaka, który wypełniał jej opuszczone z ludzi bytowanie. Dlaczego zdecydowała się na ucieczkę od jedynej osoby związanej z nią na lata, teraz traciła pewność rozumowania. Kiedy wyobrażała sobie postać odpowiedzialnego za ciążę, pierwsze chęci do macierzyństwa znikały. Typ odrażający pod względem obycia, zabawiający się kobietami w chorych rozgrywkach, naznaczył ją najcięższą pamiątką wymuszonych spotkań. Przez to, że niewiele brakowało mu do otrzymania statusu swatysty, odnoszono się do niego z szacunkiem. Każda z jego koleżanek liczyła na to, że otrzyma od niego środki na sztuczną kreację. Póki co kreował wyłącznie bachory. Żeby uciec od obustronnego zastraszania wyszła na przestrzeń. Wstyd przed nieznanymi twarzami miał powstrzymać ją od poddania się koszmarom. Ale chyba to jej mina zdradzała wszystkim, że przed chwilą dokonała aborcji. Nie spodziewała się takich psychicznych konsekwencji ze strony małej kupki miękkiego ciałka. Zakłopotana i pozbawiona władzy nad sobą potrąciła mijającego ją mężczyznę. Otrzymała od niego przypadkowy cios ręką w brzuch, co od razu zmusiło ją do dźwiękowego zaalarmowania bólu. Przechodzień zatrzymał się i popatrzył na Faar niezdecydowany wobec właściwego zachowania. Kobieta pospiesznie odeszła, aby uniknąć wymuszonych tłumaczeń. Lafrael obejrzał się za dziwną postacią. Kojarzył skądś jej twarz, dlatego się nią zaciekawił. Według jego teorii symbiotyki źle działały na układ nerwowy człowieka i mózg, stąd osób z chorobami neurologicznymi i psychicznymi przybywało. Jego brat, właściciel plantacji, nie chciał słyszeć o częstszych aborcjach płodów z odkrytymi u nich wadami fizycznymi, za które mogły odpowiadać symbiotyki z organizmów matek. Plantatorzy, czyli swatyści decydowali o składzie otrzymywanych substancji, dawki ustalano względem dorosłych. Dla kształtujących się zarodków ilość symbiotyków niszczyła struktury komórek. Niezgodność światopoglądowa wywołała między Lafraelem i jego bratem małą wojnę. Swatysta nie mógł w żaden dotkliwszy sposób zaszkodzić mężczyźnie, ale ten kiedy tylko otrzymywał okazję lubił robić szkody w produkcji symbiotyków. Jego atuarium zostało przebudowane na halę doświadczalną. Nikt nie miał prawa zabronić mu eksperymentowania z substancjami destrukcyjnymi, lecz ich użycie wobec ludzi zakończyłoby się przymusowym wezwaniem do naprawienia szkód. Istniała pewna luka w kodeksie moralnym Arkanolii. Doskonałość widziano także w ludzkich przejawach dobra i zła. Osoby o zabójczych lub okropnych pod innym względem dokonaniach były skazywane na wygnanie, ale w miejscach zamieszkania „czczono” je jak eksponaty sztuki. Zło idealne należało podziwiać, ponieważ było ono odzwierciedleniem przeciwnej strony kreacji. Skłonnościami do popełniania wypaczonych czynów odznaczały się wybitne jednostki. Takimi jak Sewojet i Starka. Szmugler miał stawić się z dostawą obok kontenerów z odpadami organicznymi. Lafrael przyszedł pierwszy, a nie mógł zbyt długo stać w miejscu, w którym wystawiano nieczystości. Smród z zużytych substancji wchłaniał się w skórę – wszystko przez wszechobecne symbiotyki. Jeśli ktoś ma na sobie woń ze Strefy SYM, jest zapewne zdesperowanym człowiekiem bez wypracowanych punktów. Populacja brzydziła się żerujących na odpadach. Widok na dobytek metropolii przeczył prawdzie o ludzkiej naturze. Forma tworzenia stała na bardzo wysokim poziomie, Lafrael temu nie przeczył. Niestety bliskie poznanie intencji plantatorów wywoływało w nim odrazę do modelu świata opartego na hipokryzji. Szmugler przybył z małą paczką zawiniętą w zwiędłe liście. Kulał na jedną nogę, ale nie skarżył się, że po drodze przytrafiły mu się przygody. Oddał towar w zamian zabierając kilka ampułek symbiotyków. Lafrael zapytał się o przyczynę obwinięcia przesyłki w taki sposób. Usłyszał, że ten rodzaj materiałów trzeba przetrzymywać w naturalnym opakowaniu. Szybko odeszli w swoje strony, na resztę dnia otrzymali ważne zajęcia. Szmugler udał się do dzielnicy zachłannych, lecz pozbawionych możliwości wyższego etapu modyfikacji Arkanolijczyków, którzy za dodatkowe ilości symbiotyków zrobiliby wiele. Pośrednik prowadził handel wymienny na introksyny – środki otępiające zmysły, a wywołujące ciekawe efekty wizualne i słuchowe. Dla stałych użytkowników nie były to bezsensowne wytwory mózgu. Umysł przechodził w wymiar prawdziwych wrażeń, bardziej skomplikowanych w zrozumieniu od zwyczajnego życia. Introksyny powstawały jako substancje uboczne w przetwarzaniu symbiotyków amatorskimi metodami. Osoby takie jak szmugler śmiały się z ironii sytuacji, ponieważ portale do prawdy zawierały się w materiale wypełniającym ciało. Właśnie w tej dzielnicy coraz częściej pojawiali się suborowie. Plotki głosiły, iż zdesperowani niepowodzeniami postanowili skorzystać z pomysłu takich osób jak pomocnik Lafraela. Na ich nieszczęście nie posiadali niczego, za co mieszkańcy strefy podarowaliby im introksyny. Z powodu suborów szmugler musiał uciekać z uzyskanymi porcjami w bezpieczniejsze miejsce, co przypłacił upadkiem i uszkodzeniem nogi. Jeśli duchowi praktycy będą nasilać ataki, zostanie zmuszony do zmiany

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych