Wróć do katalogu

Szach-mat

Walka toczy się nie tylko na szchownicy.

bardzraf, opublikowano , 19 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie czuł się dziś zbyt dobrze. Zwlókł się z łóżka i poczłapał do łazienki. Przy porannym goleniu miał okazję trochę podumać nad swoim wyglądem. Nie był zadowolony. Podkrążone oczy i cienista cera zdradzały, że nie jest w najlepszej kondycji. Niewielkie, lecz widoczne zmarszczki i kosmyki siwych włosów przypomniały mu, że nie jest już młodzieńcem. Lata lecą, co robić- skomentował w myślach. Uniósł rękę do góry, chwilę tak ją potrzymał, po czym opuścił. Co mnie dzisiaj tak kuję pod ramieniem. Co jest u licha, źle leżałem? Na drugi raz wezmę poduchę, a nie ten niewygodny jasiek. Z medytacji nad własnym ciałem wyrwał go dzwonek telefonu. Obwiązał się ręcznikiem i podszedł do stolika. - Jak się pan czuje Mistrzu! - nie czekając na odpowiedz rozmówca ciągnął dalej - wszystko już przygotowane możemy jechać o dziesiątej. - Dobrze, dobrze będę gotowy – odparł - tylko zjem śniadanie i schodzę. - To świetnie, bo my tu wszyscy czekamy i ściskamy za pana kciuki – odpowiedział głos w telefonie. To miło, ale ja już kończę. Muszę się jeszcze przygotować - w jego głosie słychać było zniecierpliwienie. Odłożył słuchawkę. W przydeptanych pantoflach poczłapał z powrotem do łazienki.

Śniadanie mu nie smakowało. Z niechęcią odsunął od siebie resztki jajecznicy. Wstał i zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju. Dzisiejszy dzień był dla niego bardzo ważny, bodaj czy nie najważniejszy w karierze. Co prawda będzie to tylko koleina gra, lecz to on tym razem ma przewagę. Dzisiejszy sukces dałby mu wygraną w całym turnieju. Niestety czuł, że nie jest dziś w najlepszej formie. Nie miał jednak wyboru. Teraz albo nigdy. W jego wieku, wielu przecież dobrych graczy, dawno już porzuciło karierę. Teraz trenują młodzików lub piszą książki, lecz nie on. O nie! On postanowił grać tak długo, aż zdobędzie tytuł. Tak długo jak mu zdrowe pozwoli, a niestety z tym nie było już tak dobrze. Stanął przy oknie i podniósł roletę. Przed jego oczami ukazała mu się panorama miasta. Starówka zalana była jesiennym słońcem. Z okien wysokiego hotelu położonego na skarpie, małe, stare kamieniczki wyglądał jak domki krasnoludków. Nieregularnie położone, czerwone dachy układały się jak rozrzucone od niechcenia pokerowe karty . Każdy dom był inny od pozostałych. Miał swój własny charakter i zapewne historię. Gdzieniegdzie rosnące drzewa dodawały uroku i tak już bajecznej architekturze. Na twarzy Mistrza pojawił się uśmiech. W oczach dało się zauważyć trochę odprężenia. Wyraźnie widok ten uspokoił go na tyle, że przez moment zapomniał o turnieju. Nie trwało to jednak długo. Spojrzał na zegar stojący na kominku. Muszę już iść – pomyślał. Żwawym krokiem podszedł do wyjścia i sięgnął po płaszcz. Widać było, że obraz starego miasta był niezwykle ożywczy dla jego chorego serca. Zdecydowanym ruchem zamknął za sobą drzwi i szybko zszedł po schodach. Na dole czekał na niego zdenerwowany sekretarz.

- Mistrzu musimy jechać. Jesteśmy spóźnieni. Mistrz raczył się nie spieszyć. Więc mamy teraz tylko kilka minut. Wyminął go z grymasem niechęci na twarzy. Sekretarz, wyraźnie tym niezrażony, ruszył za nim opowiadając mu jakąś nudną aferę z pokojówką. Przeszedł szybko przez obszerny hotelowy hol. Widać było, że ludzie przyglądają się mu z zaciekawieniem. Idący z naprzeciwka, schodzą mu z drogi i z lekkim skinieniem głowy szepcą słowa: Maestro. Odpowiadał im życzliwie. Tych, których rozpoznawał, pozdrawiał uchyleniem kapelusza. Doszedł do obrotowych drzwi, za którymi stała już zamówiona taksówka. Sekretarz ubiegł hotelowego boja i osobiście otworzył drzwi samochodu. - Do Teatru „Na Wyspie”. Proszę jechać szybko. Jesteśmy już spóźnieni – zażądał sekretarz.

Był to masywny dziewiętnastowieczny neorenesansowy budynek. Wiodły do niego szerokie schody. Dziennikarze nie znali godziny przybycia Mistrza, lecz co wytrwalsi mieli okazję zrobienia kilku fotek. Na pytania odpowiadał zaproszeniem na spotkanie, które miało się odbyć po zakończeniu turnieju. W holu było duszno. Zziajany wchodzeniem po schodach szybko zrzucił palto, które umiejętnie chwycił nieodłączny jak zwykle sekretarz. Ten z kolei rzucił je szatniarzowi i pobiegł za Mistrzem. W garderobie Mistrz na chwilę odsapnął. Wielkie, jasne żarówki świecące w ramie lustra oślepiały go swoim światłem. Schylił głowę i przejrzał się w nim. Szybkim ruchem zaczesał włosy do góry. - Pełna sala? - zapytał - Tak, jak było do przewidzenia. - Nie dobrze. Nie będzie się można skupić. - No cóż. Turniej o mistrzostwo świata przyciąga ludzi. To w końcu niecodzienne widowisko. - Ale rozprasza! – niecierpliwie zaripostował – ja się dzisiaj źle czuję. Jest duszno, a w ogóle - zły, machnął ręką kończąc tym rozmowę. Sekretarz nie odważył się już jej kontynuować.

Do garderoby bez pukania wszedł dyrektor. - No, drodzy panowie! Proszę się pospieszyć, wszyscy czekają! Pan Susłow jest już gotowy Mistrz zmierzył dyrektora wrogim spojrzeniem, lecz nic się nie odezwał. Ciężko podniósł się z fotela. Znikła gdzieś jego niedawna werwa. Poczuł się znowu zmęczony jazdą, bieganiem po schodach i tym całym zamieszaniem. Długo nie mógł odnaleźć drogi wśród różnego rodzaju sprzętów i gratów znajdujących się w kulisie. Zawsze pomocny sekretarz gdzieś się zawieruszył. W końcu dotarł do kurtyny, lecz nie był to koniec jego kłopotów. Za nic w świecie nie mógł znaleźć przejścia. Długo macał rękoma szukając szpary. W końcu sędzia, który zauważył, że ktoś próbuje bezowocnie się przedostać, odchylił poły materiału i wprowadził mistrza na scenę. Zalał go oślepiający snop światłą. Zmrużył oczy. Rozległy się oklaski. Ręką pozdrowił publiczność i przywitał się z sędziami. Następnie podszedł do stolika na, którym leżała przygotowana szachownica. Uścisnął rękę Susłowa i po czym ciężko siadł na krześle. Uruchomił stojący obok szachownicy turniejowy zegar. Partia się rozpoczęła.

Zawodnicy tej rangi nie analizują praktycznie pierwszych ruchów. Nie inaczej było i tym razem. Oboje szybko wykonali ruchy debiutów, których dziesiątki mieli w głowie, a następnie przeszli do gry właściwej. W miarę wykonywania posunięć dało się zauważyć rożny styl gry. Susłow grał ofensywnie próbując coraz to nowych sposobów na zdobycie przewagi. Natomiast Mistrz starał się zachować zdobyte pozycje i ugruntować to co już zdobył. Gra była wyrównana tak pod względem zdobytych figur jak i pozycji. Zanosiło się, że jak i w poprzednich partiach, na długą żmudną dłubaninę, która jak zwykle zakończy się remisem. Na wygraną to tu się raczej nie zanosiło. Sala była wypełniona po brzegi. Ludzie śledzili partię na dużej tradycyjnej planszy, na której figury przestawiał pracownik za pomocą długiego uchwytu. Czas mijał. Mijały kolejne minuty. W sali robiło się coraz bardziej gorąco. Mistrz wyciągnął chustkę i wytarł nią spocone czoło. Po zmęczonej, czerwonej twarzy spływały obficie krople potu. Nie uszło to uwagi Susłowa. W jego sercu pojawiła się nadzieja. Uśmiechnął się do Mistrza, lecz w jego uśmiechu pojawiło się jedynie współczucie. Może wody - zaproponował i skinął na obsługę. Usłużny kelner, specjalnie wynajęty na dzisiejszy turniej, wprawnym ruchem postawił szklankę. Susłow nie zrobił tego bez powodu. Mistrz stracił na moment wątek, lecz mimo to wykonał ruch pionem. Nie tak – ktoś syknął za jego plecami. Nie zareagował. Nigdy nie zdarzyło się, aby na zawodach ktoś mógł cokolwiek podpowiadać. W takiej sytuacji oburzenie mistrza nie mało by granic, a delikwenta wyrzucono by po prostu z sali. Tym razem było jednak inaczej. W chwili gdy padły te słowa, cała sala w oczach mistrza zawirowała. Zrobiło mu się słabo. Złapał się kurczowo stołu, aby nie upaść. Straszny ból szarpnął jego sercem. Światło w jego oczach powoli przygasało. Nie trwało to jednak długo. Wnet wszystko zaczęło powracać do normy. Tylko ręce wydawały mu się jakieś wiotkie, jak z waty. Oparł się ciężko o oparcie fotela. - Myślałem, że już pomnie. Wydawało mi się, że umieram - pomyślał. - I tak było - rozległ się ochrypły głos zza jego pleców. Zdrętwiały, bał się obrócić. Postać zbliżyła się i stanęła obok. Przez jego ciało przebiegł dreszcz. Poczuł przenikliwy chłód. Na jego ramieniu spoczęła ręka. Bał się jej przyjrzeć, lecz w końcu zwyciężyła ciekawość. Zobaczył dłoń starą, siną, chudą zakończoną szponiastymi paznokciami. Przez przeźroczystą jak pergamin skórę przebijały się kości i stawy . Nabrzmiałe, czarne żyły wiły się tuż pod nią jak strumienie, diabli wiedzą czego, bo chyba nie krwi. - Nie bój się – rzekła. Mistrz przełknął z przejęcia ślinę i podniósł wzrok do góry. Nad nim pochylała się ubrana w kaptur twarz staruchy. Poorana zmarszczkami, zmęczona twarz wędrowca, który dotarł do celu, a teraz na chwilę przystanął, aby odpocząć. Oblicze kościste tak jak ręce, sine z głębokimi oczodołami w których zapadły się oczy. Były dziwnie zmęczone, bezbarwne. Tkwiła w nich jakaś ogromna pustka i melancholia. Nie można było jednak się im zbyt długo przyglądać. Mistrz poczuł jakąś emanująca moc, która przenikał mu do serca i obudziła w nim nieopisany, wprost zwierzęcy lęk. Szybko, ze wstrętem odwrócił wzrok. - Wykonałeś zły ruch – koścista ręka czubkiem palca wskazała na pionka, który przed chwilą przesunął – i osłabiłeś strukturę pionów. - Mistrz już trochę spokojniejszy przyjrzał się sytuacji. Rzeczywiście pomyślał. Spostrzegł jak jego pionek,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych