Szalona Nadzieja
Poprostu opowiadanko o szalonej nadziei, którą warto mieć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jest późny. letni wieczór. Andrzej siedzi przy biurku i kończy tekst do swojej piosenki, której nada specjalną dedykację: „Tej. której kochać nie przestane”. Piosenka jest historią jego szalonej miłości do Anki. Poznali się siedem lat temu na warsztatach literackich, w których uczestniczyli. Z początku nic nie wskazywało na to, ze Anka odegra szczególną piękną, ale i bolesną role w jego życiu. Rok po swojej, typowo koleżeńskiej znajomości wybrali się wraz z przyjaciółmi w góry. Tamten sobotni wieczór w górach pozostanie na zawsze w pamięci Andrzeja. Często rozmawiał z Anką,ceni³ jej inteligencje, podziwiał figurę. Tamtego jednak wieczoru spojrzał na nią inaczej. W jego sercu zrodziło się nieznane dotąd uczucie. Kiedy powrócili rzeczywistość stała się dla niego inna, bardziej koloryzowana. Czuł ze mógłby zwojować świat. Z drugiej jednak strony był strach, jak wyznać swoje uczucie. Po dwóch tygodniach zdobył się na odwagę. Odpowiedz bolała, kilka słów zdało się być wiecznością. Pomimo kosza nie tracił nadziei, przecież ludzie się zmieniają. W przeciągu roku próbował jeszcze parę razy. Postawa Anki nie zmieniała się chciała pozostać na stopie koleżeństwa, może przyjaźni. Pewnego listopadowego dnia Andrzej był u swego przyjaciela, tam się dowiedział, że Anka ma chłopaka. Jakiś czas później spotkał ich na spacerze. Tego dnia jakby stracił nadzieję, sens przyszłości. Dziś, kiedy Andrzej kończy tekst swej piosenki, mija trzeci rok odkąd Anka z Jurkiem wyjechała do Warszawy. Maja dzieciaka. Podobno są szczęśliwi. A on, wciąż ma szalona nadzieję. Andrzej miał się kłaść spać, kiedy dźwięk komórki oznajmił nadejście smsa. Treść zwaliła go z nóg: „Andrzej, tak mi źle. Przyjedź tu choćby zaraz, coś ze mną zrób, nie zostawiaj mnie samej. Anka". Nie mógł myśleć, był jakby oszołomiony. Ubrał się, spakował kilka rzeczy, wsiadł na motor i ruszył w stronę Warszawy. Była juz noc. W drodze zaczął myśleć, niepokój rósł Po otrzymaniu smsa dzwonił do Anki, Komorka była wyłączona, chyba celowo. W okolicach Radomia zabrakło benzyny. Zatrzymał kierowcę fiata, udało mu się załatwić parę litrów, później jeszcze parę. Dochodziła czwarta, kiedy stanął przed drzwiami Anki. Zadzwonił otwarła Anka, wpadli sobie w ramiona. Anka zrobiła kawę. Siedzieli w milczeniu. Andrzej spoglądał na Ankę. Niebieskie oczy, kasztanowe włosy, wciąż ta sama piękność. Tyko brak dawnego uśmiechu. Przypomniał sobie pewien majowy wieczór z przed szesciu lat. Wracali wtedy ze spotkanie autorskiego swojego kolegi. Po raz pierwszy i ostatni zresztą, powiedział jej kocham. Padał wtedy deszcz. Teraz miał ochotę powiedzieć jej to samo. Choć minęło tyle czasu, los posłał ich w inne strony, to on wciąż ją kochał Milczenie przerwała Anka: - Jurek jest na delegacji, juz od pół roku. Wiem, ze ma kogoś. Juz nawet nie pisze, rzadko dzwoni. Zostałam sama z Olką. Czuję, zę popadam w depresję, gdyby nie dziecko, to... - Kochasz go jeszcze? - To juz wygasło. Wiem, ze nic juz do niego nie czuję prócz cholernego żalu. Dochodziła piąta nad ranem. Słuchali Starego Dobrego Małżeństwa. Anka zaczęła odczuwacz spokój, uczucie którego dawno nie zaznała. Za ścianą spala Olka, jej trudne dzieciństwo i Bóg, który prostuje sny. Andrzej przytulił Ankę i tak trwali. Potrzebowali siebie, tak bardzo. 0 siódmej obudziła się Olka. Andrzej wyszedł Kupił parę piw i poszedł nad Wisłę. Siedział rzucając łabędziom okruchy i popijając tyskie. Jego głowa była kłębowiskiem myśli, nie wiedział, co ma robić, jednego był pewien, los daje mu szansę. Później aż do wieczora włóczył się ulicami Warszawy. Dochodziła dziesiąta wieczorem . zadzwonił do znajomych drzwi, otwarła Anka, Olka już spała. W radiu grali muzykę z lat sześćdziesiątych. Anka z Andrzejem siedzieli, pili wino, czerwone wino. - Wczoraj nic nie mówiłeś o sobie. Jak ci się uklada? - spytała Anka. - Dalej mieszkam z rodzicami. Od ubiegłego roku studiuję. Trochę sobie dorabiam, tworząc strony internetowe. Sporo czasu poświęcam warsztatom literackim. Ogólnie chyba nie jest źle. -A co u ludzi na warsztatach? - Kaśka chajtała się. Marek jest w Anglii. W tym roku jesienią wydajemy zbiorowy tomik esejów. Spełni się więc nasze marzenie, jeszcze z twoich czasów. Nastało milczenie. Ich myśli powędrowały do tamtych lat, ludzi, przeżyć. Kaczmarski śpiewał naszą klasę. Pierwsza z zadumania wyszła Anka: - Andrzeju, muszę ci coś wyznać. Wtedy, siedem lat temu nie byłam z Tobą szczera. Myślę, że tez cię kochałam. Chciałam jednak pozostać na stopie przyjaźni, bo ... bałam się. Nie wiedziałam jak rodzina zareaguje, no i odpowiedzialność. Wiem. ze to było brutalne, wybacz. - A dziś, ... czy wciąż cos do mnie czujesz. czy na przekor wszystkiemu i wszystkim. chciałabyś...? - Jestem przekonana o tym. bardziej niż kiedykolwiek. Płakała. Objął ją, pocałował Za oknem padał deszcz, jak tamtego, majowego wieczora z przed szesciu lat. Andrzej poczuł się szczęśliwy. szalona nadzieja. która nie zawodzi. Anka zrobiła kawę. mocna kawę. Dziecko spało twardym snem. Wodecki śpiewał Izoldę. - Jutro przyjeżdżają rodzice. - zaczęła Anka - Biorą Olkę do siebie na dwa tygodnie. Mała tak bardzo się cieszy. Kocha dziadków , tak bardzo. Ja boje~ się trochę, nigdy nie rozstawałyśmy się na tak długo. - Może to dobrze. ze Olka pojedzie do twoich rodziców. Wyjedziemy gdzieś. Tyle przeżyłaś, potrzebujesz trochę wytchnienia. - Masz rację wyjedzmy gdzieś. Potrzebuję spokoju i ... ciebie. W pokoju świeciła mała lampka i świeca. Niemen śpiewał o dziwnym świecie. Byli bardzo blisko siebie. Namiętny pocałunek, smak czerwonego wina. Usunęli się na wersalkę. Zachwyceni sobą delikatność pieszczot. Czuli, ze teraz należą do siebie, było im dobrze. Wczesnym rankiem Anka zrobiła śniadanie. Olka jeszcze spala. - Popołudniu przyjeżdżają~ rodzice, wracają jutro wieczorem, co robimy? - spytała Anka. - Będę miał czas, by zwiedzić Warszawę. Noc spędzę nad Wisłą, dasz mi koc. Jutro późnym wieczorem wrócę do ciebie, jeśli mogę? - Moj kochany szaleńcze. Po śniadaniu wypili kawę. Za ścianą zapłakała Olka. Andrzej pocałował Ankę i wyszedł Czyste niebo zapowiadało pogodny dzien. Warszawskie popołudnie zastało Andrzeja nad Wisłą. Siedział pogrążony w lekturze „Spóźnionych kochanków” Wiliama Whartona. Jest to historia dwojga ludzi, on malarz w średnim wieku, ona - niewidoma staruszka. Oboje wrażliwi na piękno. Doświadczenie piękna tak wiele daje. Kiedy człowiek przeżywa trudne okresy, jest mu ciężko, a spotka się z pięknem i poczuje je, wówczas jest łatwiej, choć na chwilę. Andrzej nieraz tego doświadczył. Nadeszła pora obiadu, oznajmił o tym dający o sobie znać żołądek. Poszedł więc, aczkolwiek niechętnie do pobliskiej restauracji. W środku było gwarno, zamówił bigos z bułką. Później wziął jeszcze piwo. Gdy tak siedział, wszedł człowiek, długie włosy, broda, zniszczone ubranie, sprawiał wrażenie kloszarda. Zamówił piwo i podszedł do stolika Andrzeja. - Pozwól młody człowieku, że przysiądę się. Poobcuję trochę z młodością, którą utraciłem bezpowrotnie, którą przegrałem. Kiedy człowiek przegrał młodość to tak jakby przegrał całe życie. - Myślę, że człowiek przegrywa wówczas, gdy przestaje kochać. - Dwadzieścia lat przesiedziałem w pace za zabicie człowieka. To był koszmar. Nie chodzi o więzienie, świadomość co zrobiłem. Jak z tym żyć? - Dlaczego pan zabił? - Za bardzo kochałem. - Nie rozumie. - Ja też nie. Człowiek zaczął płakać. Zostawił resztę piwa i wyszedł. Po paru chwilach wyszedł i Andrzej. Resztę dnia spędził zwiedzając Warszawę. Myślał o Ance i najbliższej przyszłości z nią związanej, było mu dobrze. Gdzieś w myślach był także poznany w restauracji człowiek, no i trochę żalu. Nocował nad Wisłą, pod gwieździstym niebem. Obudził się bardzo wcześniej. Leżał, cieszył się perspektywą nowego dnia, zwłaszcza wieczornego spotkania z Anką. Świeciło słońce. Wstał, pozbierał swoje rzeczy i ruszył przed siebie. Kiedy przechodził obok parku zobaczył tłum ludzi,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sebmisiek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…