Szatańska robota (część 2)
Piekło zatrudni śmiertelników, wynagrodzenie i godziny pracy do ustalenia. Proszę dołączyć CV i list motywacyjny.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Drzwi były wykonane z brązu, z wyrytymi nań rozmaitymi maziajami, być może będącymi pismem piekielnym, kto wie. Nie zdołałam bliżej im się przyjrzeć, towarzyszący mi bowiem diabeł chwycił za kołatkę, zastukał mocno trzy razy i wrota stanęły przed nami otworem. - A domofonu to nie ma? – strzeliłam z głupia frant wiedząc, że to go zirytuje. - Co?! Czego…?! – Krztuszący się oburzeniem diabeł potwierdził, że istotnie miałam rację . Zatarłam ręce z uciechy i zachichotałam stosownie do sytuacji, to jest - szatańsko. Coraz bardziej podobało mi się to wszystko. Tymczasem naburmuszony diabeł wprowadził mnie do długiego, wyłożonego czerwonym i puszystym dywanem hallu, jasno oświetlonego przez licznie rozmieszczone na ścianach pochodnie. Zanim zdążyło do mnie dotrzeć, że moje zainteresowanie dostarczy satysfakcji diabłu, już stałam przy ścianie i z otwartymi usty wytrzeszczałam oczy na pochodnię. Nie miałam pojęcia, z czego mogła zostać zrobiona, ale kształtem przypominała facjatę jakiegoś demona, z pyska którego buchał płomień. - Też… pomysł – prychnęłam w końcu z wysiłkiem, ponieważ bies przyglądał mi się pilnie spod oka i już mu w tym oku zaczynało coś błyskać. – Żeby mordą jakiegoś potępieńca hall oświetlać? No wiecie państwo… Diabeł zgorzał na obliczu. - No wiesz! To sztuka jest, nędzna kobieto! Przypatrz się dobrze, jełopo bez gustu, na tę wirtuozerię wykonania! Spojrzałam posłusznie na czarną mordę z płomieniem w gębie. - Patrzę i patrzę, i co? – powiedziałam, wzruszając ramionami. – Piękna tu nie dostrzegam, jeno facjatę, która może się w nocy przyśnić i porządnego obywatela o zawał przyprawić! Gdzież tu sztuka?! - Perły przed wieprze! - Tere fere! Już mieliśmy skoczyć sobie do gardeł, kiedy jedne z wielu drzwi w hallu uchyliły się i wyjrzała z nich bardzo niezadowolona rogata głowa. - Bart? Szelmo, gdzie się pałętasz, do kaduka? Komisja czeka! Bies zamamrotał przekleństwa pod nosem i popchnął mnie w stronę uchylonych drzwi. - Co mnie pchasz, sama pójdę! – Wyrwałam mu się i z godnością wkroczyłam do obszernej sali, w której znajdowało się jedno krzesło, jeden bardzo długi stół oraz wcześniej wspomniana Komisja za tym stołem. Zajęłam siedzisko i spojrzałam wyczekująco na piątkę diabłów siedzących przede mną. Mój towarzysz stanął obok mojego krzesła. - Imię i nazwisko – zapytał sucho najstarszy i najgrubszy bies. – Adres, wiek, płeć… - Płeć?! – Śmiertelna obraza wystrzeliła ze mnie i rąbnęła piorunem w Komisję. - Czy to diabły na wzór koni w kopalniach od przebywania w podziemiach oślepły zupełnie, czy tylko ty, przysadzista dzika świnio z rogami, płci odróżnić nie potrafisz?! Już się brałam do rękoczynów, kiedy towarzyszący mi bies przytrzymał mnie za kołnierz i przemocą usadził z powrotem na siedzeniu. Dysząc żądzą krwi, wpatrywałam się dzikim wzrokiem w nieco zmieszanego członka Komisji, któremu widać moja uwaga odnośnie tuszy dogodziła nieźle. Odchrząknął z zakłopotaniem i nie zadając mi więcej głupich pytań, sam uzupełnił papier, który, jak podejrzewam, wcześniej miałam wypełnić sama. Bardzo dobrze - pomyślałam sobie mściwie. – Przynajmniej robota z makulaturą mnie ominie… Po upływie kwadransa skonfundowany przewodniczący (jak mniemałam) Komisji ponownie chrząknął, oczyszczając sobie gardło, i kontynuował. - Tak… No więc, otrzymaliśmy zgłoszenie wczoraj wieczorem… - Jakież znowu zgłoszenie? – przerwałam mu nietaktownie. - Od śmiertelnika, to jest, od ciebie, a zatem… - Co? Ja nic nie zgłaszałam! Czyście do reszty powariowali? Kiedy ja coś niby zgłaszałam? Wieczorem? Odpada! Wisiałam na telefonie, matka mi nad głową truła, a potem poszłam spać! Kiedyż więc miałam zgłaszać to zgłoszenie? – dopytywałam się natrętnie, nie zważając zupełnie na ilość powtórzeń w swojej wypowiedzi. – Teraz to ewentualnie mogłabym zgłosić wrodzony debilizm szanownej instytucji piekielnej… - zauważyłam jadowicie. Komisja jęknęła. - Ale jednak zgłoszenie otrzymaliśmy, więc doprowadźmy sprawę do końca – twardo trzymał się tematu przewodniczący, omijając dyplomatycznie kwestię debilizmu. – Otóż, dnia – tu wymienił datę – otrzymaliśmy wiadomość, iż śmiertelnik znajdujący się w województwie małopolskim, zamieszkały – wymienił mój adres – zgłosił chęć podjęcia się jakiejkolwiek pracy, cytuję: „Ech, już mi wszystko jedno, co będę robić, byleby się ta hetera ode mnie odczepiła wreszcie! Diabli nadali z tą pracą!”… Siedziałam zmartwiała, słuchając tej relacji. Widać, diabli poczuli się w obowiązku zareagować na moje pretensje wygłaszane w przestrzeń… -… Komisja do Spraw Zatrudnienia Istot Śmiertelnych zweryfikowawszy wyżej wymienione zgłoszenie, wyznaczyła rozmowę kwalifikacyjną na drugiego sierpnia bieżącego roku, to jest, na dzień dzisiejszy… - kontynuował gruby bies tonem
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Carriole Ina
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…