Szatańska robota (część 3)
Piekło zatrudni śmiertelników, wynagrodzenie i godziny pracy do ustalenia. Proszę dołączyć CV i list motywacyjny.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Diablica zniknęła na chwilę pod biurkiem, by wynurzyć się z jakąś jadowicie czerwoną koszulką i białą czapeczką z czerwonymi różkami. Zarówno na czapeczce jak i podkoszulku widniał frywolny napis „Piekiełko”. Oświecenie i zgroza zarazem rąbnęły we mnie i spojrzałam w szoku na Barta. - Ja mam TO założyć?! - Nie, wyprać. – Popisał się bies sarkazmem. – Jasne, że założyć! Z oporem wzięłam wystrzałowy strój do rąk. - Ale jak ja będę wyglądać w czymś takim?! – jęknęłam z rozżaleniem. – Jak idiotka! - No to zupełnie prawidłowo przecież…? Posłałam diabłu spojrzenie, któremu daleko było do życzliwości, po czym westchnęłam rozdzierająco. - Dobra, to jeszcze potrzebne będą ulotki… - Bies zerknął na zegarek. – Idziemy! Godzinę później przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze z powątpiewaniem. Wyglądałam… cóż, powiem wprost – wyglądałam głupio. Pozostało mi jedynie cieszyć się, że w zestawie nie znalazłam doczepianego ogona, ale marna była to pociecha. Czapeczka i koszulka w zupełności wystarczały do bezpowrotnego zrujnowania mojej reputacji oraz poczucia estetyki. Rzuciłam swemu odbiciu jeszcze jedno pełne dezaprobaty spojrzenie i wyszłam wreszcie z toalety. - No, w końcu! – wykrzyknął zniecierpliwiony Bart. – Co ty tam robiłaś, do cholery, tyle czasu?! Masz tu ulotki i zasuwaj na powierzchnię zarabiać szmal! Chwyciłam z głuchym jękiem w ramiona potężny stos makulatury. - Częstochowo jasna! – wydyszałam z trudem. – Nie mogłabym na początek wziąć połowy tego badziewia? Ruptury dostanę i odszkodowanie będziecie musieli mi płacić! Jeszcze za straty moralne zażądam dodatkowej forsy, bo mnie ten gruby kiep z Komisji zdenerwował! Decyduj się zatem! – zezłościłam się nagle. Bies zdecydował się w momencie. - Bierz połowę – zarządził i rzucił mi plecaczek. – Tutaj włożysz sobie ulotki, a poza tym masz tam jeszcze kilka niezbędnych rzeczy, jak na przykład telefon komórkowy – możesz dzwonić w razie potrzeby. Wepchnęłam z niejakim wysiłkiem te dwie tony papieru do plecaka, poprawiłam czapeczkę i byłam gotowa do drogi. - Dobra, mogę iść – zakomunikowałam. – To gdzie ta winda? - Winda? Kondycję powinnaś sobie wyrobić, nogami popracować! Po schodach zasuwaj! - PO CZYM?! Do reszty ci odbiło, mam z TYM na plecach zasuwać schodami pod górę?! Święci pańscy…! - Tylko bez wulgaryzmów! – zgorszył się bies. – Niech ci już będzie, jedź tą windą! Ale żebyś potem mi nie narzekała, jak ci się tłuszcz w biodrach odłoży! Hamując wielki gejzer satysfakcji, który znienacka buchnął mi w duszy, oraz nieco mniejszą fontannę niepokoju wywołaną wizją własnych bioder, wlazłam do jednej z dziesięciu szaf, która z przeciągłym zgrzytem wywiozła mnie na powierzchnię.
*** Minęła godzina, potem druga, a ja wciąż stałam na chodniku ściskając w jednej ręce garść ulotek, w drugiej coś w rodzaju prowizorycznej mapy z nabazgranym nań mini planem działania, oraz miałam nader głupią minę na obliczu. Pierwsze, co zrobiłam po wydostaniu się z czeluści piekielnych, było dokładne przestudiowanie treści ulotek, które miałam zamiar rozsiewać po blokach mieszkalnych. Dowiedziałam się w osłupieniu, iż będę wciskać ludziom śmiecie reklamujące nie tyleż samo Piekło, co knajpę o wdzięcznej nazwie „Piekiełko”. Cóż, widać diabli też musieli jakoś zarabiać… Następnie, ochłonąwszy nieco, wygrzebałam z plecaka mapkę i tutaj mnie zastopowało. No bo, kurczę pieczone, to była mapa, a ja do obsługi map nadawałam się tak, jak, nie przykładając, słoń do opery. Komórka od diabła paliła mnie w plecy nalegając, bym skorzystała, ale w tym momencie do głosu doszła duma, w sensie ja nie potrafię?! Ja nie potrafię, tak?! A kij ci w oko, bezzębny karakanie! Otóż właśnie, że sobie poradzę, sama do bloków trafię i ulicę Kościuszki w zupełnie nieznanym mi mieście też znajdę, nikogo o drogę nie pytając! Jak krzyknęła do mnie duma gromko, tak postąpiłam i rezultat był tego taki, że po dwóch godzinach nadętego marszu przed siebie wróciłam do punktu wyjścia. Duma oklapła nieco i machnęła ręką z rezygnacją. Spojrzałam ze wstrętem na podły kawał papieru perfidnie symulujący chęć pomocy zagubionym, to jest mapę, i wydęłam wargi z niezadowoleniem. - Ulica Szkolna, ulica Kościuszki… Boże, miej litość nade mną, gdzież to może być?! Ulica Kościuszki… Przepraszam! Starszawy osobnik z jamnikiem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Carriole Ina
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…