Szczeniak
Miłość-przyjaźń małego chłopca wychowującego się w rodzinie alkoholików zostaje przerwana tragiczną śmiercią czworonożnego przyjaciela.(opowiadanie 8 z cyklu "Kiedy miłóść odchodzi.")
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Krzysia obudziło światło i przekleństwa ojca. - Znowu ten mały skurwiel nasikał. – darł się ojciec i pewnie rozglądał za pasem. Krzyś mocno zaciskając powieki udawał, że śpi. Szczeniak, który już nie raz spotkał się z nogą ojca lub pasem wymierzającym mu razy po całym ciele, mocniej skulił się pod kołdrą i przywarł do chłopca. - Gdzie jesteś szczeniaku? Już ja ci pokażę, gdzie się załatwia swoje potrzeby. – grzmiał ojciec przewracając stołki i krzesła w kuchni. Krzyk ojca, jak i odgłos przewracanych mebli, musiały obudzić także matkę, bo już mocno wystraszony Krzyś usłyszał jej głos. - Cicho Staszek, łeb pęka jak się wydzierasz. Nie rób draki, mały jak wstanie to zetrze. - Nie jak wstanie, nie jak wstanie. – głos ojca stawał się coraz wyraźniejszy. – Tylko zetrze to zaraz. Kołdra pofrunęła do góry, a mocna ojcowska ręka chwyciła chłopca za ramię i wyciągnęła z łóżka. Szczeniak przestraszony nagłą utratą kryjówki zaskomlał żałośnie i próbował dać nura pod szafę. Ale ojciec był szybszy. Złapał szczeniaka za kark, uniósł go do góry i spojrzał w przerażone ślepia zwierzaka. - A bój się, bój ty darmozjadzie i szczochu. Już więcej nie będziesz paskudził. Nie z takimi jak ty dawałem sobie radę. – mówiąc te słowa podszedł do okna i otworzył je. Wystawił rękę z psem za okno, ale palce wciąż miał zaciśnięte na mięciutkim futerku. Szczeniak jakby rozumiał intencje ojca, zamarł w bezruchu na wysokości kilku metrów i tylko w ciemnych ślepiach widać było strach. Krzyś także przestraszony tym, co zamierza zrobić ojciec z jego jedynym przyjacielem, rzucił mu się na ratunek. Klęcząc na kolanach objął ojca mocno za nogi i prosił. - Nie rób mu krzywdy tatusiu. Przyrzekam, że on już nigdy nie nasika. Będzie pilnował domu i tak go wyszkolę, że będzie ci przynosił gazetę i kapcie jak wrócisz z pracy. Tylko proszę nie rób mu krzywdy. I chłopiec wzniósł do góry błagalne spojrzenie. – Proszę oddaj mi mojego psa. Szczeniak słysząc głos chłopca zaczął przebierać łapkami, tak jakby chciał do niego pobiec. Dopiero ruch psa wyrwał z marazmu ojca, który przez kilka minut chyba nie zdawał sobie sprawy, gdzie się znajduje i co robi. Odwrócił przekrwione oczy od okna i spojrzał na klęczącego na podłodze Krzysia. - Staszek. – odezwała się znowu matka. - Oddaj mu tego psa i wracaj do łóżka. Dziś niedziela, po co zrywałeś się tak rano. - Proszę. – powtórzył chłopiec i coraz mocniej wbijając palce w łydkę ojca. - I czego mi tu skomlisz. – zdenerwował się ojciec i zaczął potrząsać nogą, by uwolnić się z uścisku syna. – Bierz tego kundla, bo inaczej nie odpowiadam za siebie. Szczeniak poleciał na podłogę, a ojciec najspokojniej w świecie wrócił do łóżka. Krzyś podniósł trzęsące się ciałko z podłogi i usiadł na swoim rozlatującym się tapczanie. Tam obejrzał dokładnie pieska, obmacał, czy nic nie jest złamane. Ale najwyraźniej wszystko było w porządku, bo szczeniak z ufnością poddawał się dłoniom chłopca i nie pisnął ani razu. Szczęśliwy Krzyś przytulił psiaka, który zaczął lizać go po twarzy, co było dobrym znakiem. Ponieważ szczeniaczkowi nic nie było, Krzyś położył go na swojej poduszce, a sam poszedł sprzątnąć to, co narobił szczeniak. Kałuża nie była znowu taka duża, jak wcześniej myślał, ale po przepitej nocy zawsze ojcu wszystko przeszkadzało. Krzyś sprzątnął nie tylko podłogę, ale również naczynia ze stołu, schował puste butelki po winie i wódce do reklamówki, a resztki niedojedzonych śledzi i ogórków do lodówki. Kiedy mył naczynia poczuł, na swoich łydkach miękkie futerko. To szczeniak przyszedł do kuchni i obcierał się o nogi swojego pana. - Pewnie jesteś głodny. – powiedział do psiaka, któremu na te słowa oczy rozbłysły, a ogonek zaczął wachlować powietrze. – Zaraz zobaczymy, co jest dobrego w lodówce. Krzyś otworzył lodówkę i wyjął z niej garnuszek z mlekiem. Płynu było już niewiele, ocenił, że starczy tylko dla szczeniaka. Sam będzie musiał zjeść chleb, choć pani w szkole mówiła, że dzieci w jego wieku muszą pić mleko i jeść dużo serów, aby ich kości, które stale rosną, były mocne i zdrowe. Ale trudno szczeniak nie zje chleba z marmoladą, a on tak. Kubek z mlekiem odstawił na parapet, by choć trochę się ogrzało w sierpniowym słońcu, a sam ukroił sobie tępym nożem dwie pajdy chleba i posmarował wieloowocową marmoladą. Piesek nie odstępował go na krok, cały czas zerkając w stronę kubka z mlekiem. Kiedy Krzyś skończył jeść jedną z kromek, uznał, że może już dać mleko szczeniakowi. Spod zlewu wyjął starannie zawiniętą w ściereczkę miskę szczeniaka i wlał w nią mleko. Miska zawsze była myta i chowana, tak aby nie przeszkadzała żadnemu z rodziców. A przede wszystkim chyba dlatego, że Krzyś obawiał się jej zniknięcia i wtedy nie miałby w czym dawać szczeniaczkowi jeść. Szczeniak z zapałem dopadł do miski pełnej mleka i swym różowiutkim jęzorkiem zaczął pośpiesznie chłeptać biały płyn. Krzyś zajadając drugą kromkę z marmoladą z przyjemnością obserwował poczynania szczeniaka. Kochał swojego pieska jak nikogo na świecie i wiedział, że i on go kocha. Że potrzebuje jego troski i opieki, przyjaźni i zainteresowania. A Krzyś mógł mu to wszystko dać, w zamian otrzymując jeszcze więcej. Miłość psa, jego wierność i przywiązanie wynagradzały mu wszystkie dni, miesiące i lata, gdy czuł się niekochany i niepotrzebny. Rodzice nigdy się nim za wiele nie interesowali, ich główną i chyba jedyną rozrywką był alkohol. Kiedy mieli alkohol i kompanów od kieliszka syn był im niepotrzebny. No może tylko po to, by donieś nowe butelki, postarać się o zakąski, żeby było kogo szturchnąć i na kim wyładować swoje złe humory. Krzyś nigdy się nikomu nie skarżył, ale było mu źle. Tym bardziej, że od czasu jak poszedł do szkoły, widział jak inni rodzice kochają swoje dzieci, jak im dogadzają i dbają o nie. On musiał zadbać sam o siebie. Bardzo chciał kogoś kochać, a rodziców nie bardzo potrafił. I kiedy sąsiad z podwórka obok zaproponował mu szczeniaka od swojej suki Krzyś nie wahał się ani chwili. Jedynym problemem były pieniądze. Krzyś po prostu ich nie miał, aby zapłacić za pieska. Ale sąsiad na szczęście ich nie żądał. Powiedział, że za takiego kundelka, nie należy się nawet złotówka, ale jeżeli Krzyś tak bardzo się upiera, a przy zapłacie się upierał, to może mu umyć i nawoskować samochód. Krzyś bardzo się starał, by samochód sąsiada lśnił, za co dostał w domu ogromną burę. Ojciec krzyczał, że nikt się nie będzie wysługiwał jego dzieckiem, jak upaprał samochód, to niech go sam sobie umyje, a jeżeli Krzyś chce sprzątać, to niech najpierw posprząta we własnym domu. Pod czas całej tej przemowy już dobrze wstawionego ojca, Krzyś ściskał w ramionach ciepłą i miękką kuleczkę, która zaczynała się niespokojnie kręcić. Kiedy ojciec machnął ręką, dając tym samym do zrozumienia, że nie warto gadać i wychylił kolejny kieliszek wódki, Krzyś wykorzystał sytuację i umknął do swojego kąta. Tam włożył szczeniaka do wcześniej przygotowanego pudła wyścielonego starym kocem. Aby szczeniak czuł się tam dobrze, chłopiec włożył mu jaśka, który należał do matki. Noc minęła bez większych niespodzianek, oprócz tego, że szczeniak zrobił siusiu. Ale rano powstał problem, co zrobić z pieskiem, bo Krzyś musiał iść do szkoły. Chłopiec niewiele myśląc, włożył szczeniaka do plecaka i poszedł z nim do szkoły. W szkole szczeniak wzbudził ogromne zainteresowanie wśród dzieci, każde chciało go pogłaskać, przytulić, jedno przez drugie podtykało mu jakieś smakołyki wyjęte ze swoich kanapek. W czasie lekcji szczeniak miał siedzieć cicho w plecaku Krzysia pod ławką. I nawet to ciche siedzenie mu się udawało, ale mały pęcherzyk pieska nie wytrzymał. W czasie drugiej a może już trzeciej lekcji przy plecaku Krzysia pojawiła się mokra plama. Nauczycielka chodząca po klasie i doglądająca pracy uczniów, zaraz zwróciła na nią uwagę. - Krzysiu, chyba napój ci się rozlał. – powiedział do ucznia. Ale kiedy tylko czerwony Krzyś otworzył plecak radośnie na środek sali wyskoczył szczeniak, rad że nie musi już siedzieć w ukryciu. Nauczycielka przestraszona futrzastym zwierzakiem krzyknęła, ale zorientowawszy się, że to tylko mały piesek, uspokoiła się. Kiedy sprawa się wyjaśniła, a dziewczynki prały plecak Krzysia, on sam siedział w sali razem z nauczycielką, która tłumaczyła mu, że choćby nie wiadomo co się działo, nie wolno mu przychodzić do szkoły z psem. Krzyś słuchał ze spuszczoną głową przemowy nauczycielki i w myślał przyznawał jej rację. Ale był tym wszystkim zdruzgotany, do końca roku pozostał jeszcze ponad tydzień i co on w tym czasie ma zrobić z pieskiem? W domu, gdzie są rodzice, zostawić go nie może. Na koniec rozmowy Krzyś obiecał, że to już się więcej nie powtórzy, a Pani, że nie poinformuje o niczym jego rodziców. I tak skończyła się sprawa psa w szkole. Po lekcjach czas minął Krzysiowi cudownie. Całe popołudnie przebawił się ze szczeniakiem, a na noc znów go ukrył w pudle przy łóżku. Rodzice nadal nie zauważali obecności psa, co było Krzysiowi na rękę. Problem pojawił się jednak następnego dnia, już Krzyś miał zostawić szczeniaka w domu, ale nie mógł znieść jego pełnego smutku spojrzenia i zabrał go ze sobą. Ponieważ szczeniak nie miał smyczy, a Krzyś bał się, że biegnąc luzem wpadanie pod samochód, chłopiec niósł go cały czas na rękach. Szczeniak przyglądał się wszystkiemu z wysokości stu dwudziestu paru centymetrów, machał ogonkiem, gdy na horyzoncie pojawił się inny pies. Choć Krzyś szedł pewnie w kierunku szkoły, nadal nie wiedział, co ma począć ze szczeniakiem. Przecież obiecał Pani, że już nigdy nie wniesie pieska na lekcję. Na szczęście z opresji wybawiła go woźna. Miła, starsza pani, która mogłaby być babcią Krzysia, wysłuchała cierpliwie opowieści Krzysia i powiedziała, że przechowa mu pieska do końca lekcji. Krzyś spóźnił się na pierwszą lekcję, ale Pani przyzwyczajona do tego, bo dobrze znała sytuację Krzysia w domu, dalej prowadziła lekcję. Kiedy skończyła omawiać temat, a każde z dzieci miało pracować indywidualnie, podeszła do Krzysia i zapytała o szczeniaka. - Jest w dobrych rękach. – odpowiedział Krzyś i zabrał się do zadanej pracy. Na przerwach Krzyś biegał do szczeniaka, a on zawsze go radośnie witał. I choć nie było mu źle u Pani woźnej, miał własne posłanko i miseczkę z wodą, to ilekroć Krzyś odchodził na lekcję piesek markotniał. Po lekcjach, kiedy Krzyś odbierał szczeniaka i bardzo dziękował za opiekę nad nim Pani woźna wsunęła mu do kieszonki fartucha pieniążek i powiedziała: - Kupcie sobie coś dobrego, a jutro znowu go przyprowadź. Jest mi raźniej siedzieć z tym szczeniakiem. Krzyś podziękował, porwał szczeniaka na ręce i ile sił w nogach pobiegł do najbliższego sklepu kupić coś dla siebie i dla szczeniaka. Sam był ogromnie głodny, a szczeniak pewnie też. Dla siebie kupił dwie duże bułki i pętko kiełbasy, dla szczeniaka trochę gulaszowego mięska. Starczyło mu jeszcze pieniędzy na oranżadę. Kiedy wszystko zostało już zjedzone, a z butelki została wysączona ostatnia kropla oranżady, nagle zza rogu wyłoniło się trzech wyrostków. Krzyś dobrze znał ich z widzenia, ponieważ ciągle kręcili się blisko szkoły. Zaczepiali młodszych uczniów, podobno ich bili, żądali pieniędzy. Byli to naprawdę wyrośnięci chłopcy, w poszarpanych dżinsach i czapeczkach bejsbolowych na głowach. Krzyś bał się, że zrobią mu albo szczeniakowi jakąś krzywdę. Tak jak Krzyś przewidział chcieli pieniędzy, a kiedy powiedział, że nie ma, jeden z nich złapał go za koszulkę i przyciągnął do siebie. Krzyś nawet nie chciał myśleć, co stałoby się dalej, gdyby nie szczeniak. Ten mały psiak, co ledwo odrósł od ziemi, rzucił się na ratunek swojemu panu. Groźnie warcząc złapał wyrostka za nogawkę spodni i zapierając się łapkami o ziemię mocno ją ciągnął. Zaskoczony tym nagłym atakiem chłopak puścił Krzysia i zaczął skakać na jednej nodze chcąc uwolnić się od zębów szczeniaka. Jego dziwny taniec wywołał atak śmiechu u jego kolegów, co Krzysiowi dodało otuchy. Podszedł do walczącego chłopaka i wziął szczeniaka na ręce. – On ci nic nie zrobi, jest jeszcze zbyt mały. I Krzyś przytulił szczeniaka, gotowy teraz dla odmiany bronić jego. Ale nie było to konieczne, gdyż cała ta sytuacja wprowadziła wyrostków w dobry nastrój i zamiast gróźb pojawiły się pytania o szczeniaka. Każdy chciał go pogłaskać, wziąć na ręce, zaczęli go nawet uczyć reagowania na komendy „siad”, „podaj łapę”. Krzyś dzięki szczeniakowi nie tylko, że wyszedł z opresji cało, ale również zyskał nowych „kolegów”. Dni dzielących uczniów od wakacji, było już naprawdę niewiele. Krzysiowi czas dłużył się tylko na lekcjach. W czasie przerw i po szkole bawił się ze szczeniakiem, karmił go i czesał. Pani woźna, która nadal opiekowała się szczeniakiem w czasie przerw, przyniosła dla niego zieloną obróżkę i plecioną, zieloną smycz. Krzyś w przeciwieństwie do szczeniaka bardzo ucieszył się z prezentu. I zaczęła się trudna nauka chodzenia psa na smyczy. Rodzice nadal nie zauważali obecności szczeniaka, gdyż Krzyś starał się, aby pies jak najmniej czasu spędzał w domu. Ale jednak taka konfrontacja była nieunikniona. Trzeciego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil cavelady
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…