szczęśliwi szaleńcy
każdy miewa sny, niektórzy koszmary
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W geście rozpaczy oglądnęła się za siebie z trwogą potykając się o porzucone śmieci i podarte gazety, których nie zauważyła pomimo światła ulicznych latarni. Choć ulica była wyludniona i pogrążona we śnie, z ciemnych kątów każdy cień rzucał się w jej stronę niczym prześladowca. Budynki odbijały echo tylko jej kroków, choć wydawało jej się, że słyszy inne kroki, ciężkie, szybkie… męskie. Skręciła w prawo, w wąską, ciemną uliczkę. Przez chwilę przebiegło jej przez myśl, że może to być ślepy zaułek, było jednak za późno by się wycofać. Zapanowała zupełna ciemność, nie dochodziło nawet mdłe światło latarni z głównej ulicy. Już nie biegła, nie miała sił, a złowroga ciemność spowiła wszystko dookoła. Szła po omacku mając nadzieję, że nie poczuje pod ręką niczego innego niż obskurne mury starej, zaniedbanej kamienicy. Bała się szczurów i myszy, może bardziej jak bezdomnych, którzy potrafili ni z tego ni z owego wyłonić się w środku nocy spod stosu brudnych szmat, czy kartonowych pudeł w najmniej odpowiednim momencie. Łapiąc łapczywie oddech spojrzała w stronę głównej ulicy. Ciszę nocy zagłuszył na chwilę tylko przypadkowo przejeżdżający samochód. Potem znowu nastała świdrująca w uszach cisza. Słyszała tylko swój głośny oddech i szybkie bicie serca. Dziwiła się, że jeszcze bije i nawet ją nie boli, przecież mama powtarzała jej zawsze, żeby unikała stresów i dbała o siebie, bo ma chore serce. A może już nie żyła? Uszczypnęła się z całej siły i mocno zacisnęła szczęki, żeby nie krzyknąć. A więc żyła. Stała przytulona do kruszącego się muru kamienicy. W ani jednym oknie nie paliło się światło. Zapach zgnilizny i moczu wywołał u niej mdłości. Musiała przesunąć się w inne miejsce żeby nie zwymiotować. Po kilku chwilach ciszy miała nadzieję, że jej prześladowca zrezygnował z polowania na nią. Serce powoli wracało do swojego rytmu, tylko nogi miała jak z waty. Wolno, bezszelestnie, krok za krokiem skradała się w stronę wyjścia z uliczki. Chciała wyrwać się z ciemności, znaleźć jakąś żywą duszę by poczuć się raźniej i wrócić do domu, poczuć się wreszcie bezpiecznie. Znalazła się tuż za kręgiem bursztynowego światła z latarni na głównej ulicy. Przy wyjściu z uliczki nie było nikogo. Na drodze panował spokój. Od północy do piątej nad ranem zawsze było najspokojniej. Wolno przejechał radiowóz, w którym siedziało dwóch policjantów objadających się hamburgerami z pobliskiego Mc`Donalda. Zanim uzmysłowiła sobie, że przejechała policja warkot silnika umilkł. Poczuła rozpacz. Chciała rzucić się na bruk i bić rękami w twardy kamień. W ostatnim geście rozpaczy chciała rzucić się w ślad za radiowozem w nadziei, że jeszcze nie odjechał zbyt daleko, że może któryś z policjantów zobaczy ją. Już miała wkroczyć w krąg światła, gdy na jego tle pojawił się cień masywnej sylwetki. Stał pod światło. Widziała tylko zarys jego masywnej sylwetki z metrową rurą, którą trzymał w ręce. Dobrze wiedziała, że to on. Nawet w ciemności widziała jego ostre rysy, zimne oczy w wąskich szparach i ten grymas na ustach, który w jego mniemaniu był uśmiechem. Gdy tylko zobaczyła jego oczyska wlepione w siebie w sklepie, zimny dreszcz przebiegł po jej plecach. Miała nadzieję uciec, gdy tylko wyjdzie ze sklepu, ale on wyszedł tuż za nią. Nie zdążyła się schować w ciemnej bramie. Zastanawiała się czy nie jest czarcim pomiotem z domieszką psa, miała wrażenie, że idzie jej tropem, jak pies, wąchając ślady jej butów, łapiąc jej zapach przerażenia i strachu, którym była przesiąknięta. Zrobił krok w stronę jej kryjówki. Echo stąpnięcia odbiło się od ścian śpiących kamienic. Skąd wiedział, że stoi właśnie w tym miejscu? Czyżby widział w ciemności? Jeśli tak, jej dalsza ucieczka nie miała sensu. Skazana była na porażkę. Co jednak oznaczała porażka? Jakie myśli kotłowały się w umyśle takiego człowieka? Mocno zaciśnięta dłoń na rurze zwiastowała ból, ogromny, bez granic, nie do wyobrażenia ból. Nie chciała go poczuć. Oczyma wyobraźni widziała krew, nawet czuła jej zapach. Zapach swojej krwi, wypływającej z jej ran. Serce podeszło jej do gardła. Z każdym uderzeniem tamowało oddech. Cała krew spłynęła jej do stóp, które stały się ciężkie. Przygwoździły ją do kamiennej uliczki nie pozwalając jej na dalszą ucieczkę. – Wiem, że tu jesteś – usłyszała jego ochrypły, złowróżbny głos, a następnie cichy, krótki chichot. – Uwielbiam polowania. Nie chciała słyszeć tego głosu. Każdy wyraz przyprawiał ją o drgawki, był jak wyrok. Wyrok śmierci. Nigdy nie pragnęła tak bardzo żyć, jak teraz, gdy w jednej chwili mogło się to zmienić. Miała jeszcze tak wiele do zrobienia… – Wyjdziesz z nory, czy mam po ciebie iść? Znowu miała wrażenie, że on widzi w ciemności, że patrzy na nią jak bez ruchu stoi przytulona do ściany, jak stara się wyrwać śmierci i że tylko on wie iż to nie możliwe. Napawa się widokiem jej trwogi, podnieca go ostry, coraz gęstszy zapach strachu. Zrobiła krok w głąb ślepej uliczki mocno przywierając do mrocznej kamienicy. Spod jej ręki posypało się kilka ziaren piasku ze ściany wywołując cichy szum. Z czarnej otchłani, ku której zmierzała, wydobyło się miauczenie. Tak niespodziewane, że aż dziwne. Jeśli już miała mieć tej nocy towarzystwo wolała koty niż szczury i myszy. Po chwili ponownie rozległo się miauczenie, tylko tym razem bliżej, tak jakby zwierzę szło w jej kierunku wyczuwszy człowieka, zdradzając jednocześnie jej kryjówkę. Czyżby też było w zmowie z jej prześladowcą? Może to wcale nie był kot, tylko stworzenie z piekła rodem w skórze niewinnego zwierzątka, które podstępnie zostało postawione na jej drodze. Teraz była w potrzasku. Kolejne miauczenie rozległo się tuż koło niej. Poczuła miękką, kocią sierść na swoich nogach. Zwierzę najwyraźniej czekało na pieszczotę. Natarczywie ocierało się o jej nogi zachęcając do zabawy. Nie widziała go, ale czuła aksamitną sierść kota, była pewna, że jest czarna jak smoła. – Kicikicikici – zawołał mężczyzna robiąc kolejny krok ku ciemnej, ślepej uliczce. Kot na chwilę zamarł nasłuchując nawoływania. Na powtórne wołanie zareagował, zaczął wolno skradać się w krąg bursztynowego światła z ulicznej latarni. Nie był czarny tylko bury, wygłodzony, prążkowane boki trzymały się na żebrach. Czubek ogona zmieniał położenie wyrażając swoje zadowolenie z zainteresowania. Gdy znalazł się w zasięgu metrowej rury, mężczyzna zamachnął się, jak golfista na polu celując w małą piłeczkę. Zamknęła oczy, wiedziała co nastąpi za chwilę. Nie chciała tego widzieć. Usłyszała tylko przeraźliwe, przepełnione bólem, miauknięcie kota i głuche uderzenie. Gdy spojrzała w stronę wyjścia z uliczki, zwierzątka nie było w zasięgu światła. Usiłowała wypatrzeć je w ciemności, ale to było nie możliwe. Musiała uciekać, jak najdalej od tego miejsca. Nie chciała by spotkał ją taki sam los jak kota. Mężczyzna robiąc krzywdę zwierzątku uświadomił jej jakie ma zamiary względem niej. Nie miała już żadnych złudzeń. Jeśli nie ucieknie, poczuje siłę mięśni mężczyzny, którą wyładuje przez rurę. Wolno posuwała się wzdłuż ściany. Już nie zwracała uwagi na sypiące się ściany kamienicy, na odór moczu i gnijących śmieci w kątach ulicy. Liczyła się tylko zwiększająca się odległość pomiędzy nią a prześladowcą. Mężczyzna jakby wyczuł, że ofiara umyka mu. Zaczął iść w głąb uliczki. Wychodząc zza bursztynowy krąg światła zniknął z jej oczu. Teraz nie wiedziała, gdzie jest. Równie dobrze mógł być tuż obok niej i złapać ją za rękę kończąc jej ucieczkę, która nie miała i tak szans powodzenia. Pod ręką poczuła malowane drewno. To były drzwi. Drzwi nadziei dla niej. Bez trudu znalazła klamkę. Serce rozbudzone szansą ocalenia biło się w piersi jak oszalałe. Nacisnęła mosiężną, olbrzymią klamkę.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil martaoleszczuk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…