Szmaciarz
Historia kontaktu niewielkiej społeczności z tajemniczym, choć na pozór zwyczajnym mężczyzną.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Na jednej z dwóch głównych ulic niewielkiej podwarszawskiej miejscowości siedem wielorasowych psów pani Grażyny, które pewien wioskowy pijak i filozof porównał kiedyś do siedmiu krasnoludków, ujadało coraz donośniej i żałośniej. Był środek pięknego, pierwszomajowego dnia. Wiosenne słońce skutecznie ogrzewało roślinność niedawno co pobudzoną do życia po zimowym, mroźnym letargu.
Ulica Brzozowa — to ona miała się stać niemym świadkiem i uczestnikiem, dla wielu zwykłych, wydarzeń. Czterysta metrów długości, szesnaście szerokości, jedno piaszczyste skrzyżowanie z ulicą pewnej dziewiętnastowiecznej poetki. Na jednym końcu niewielki plac zabaw, gdzie niezniszczone jeszcze huśtawki sąsiadowały z małym boiskiem do kometki i pokrzywionym koszem wiszącym na próchniejącej tablicy, pamiętającej niedawne jeszcze, koszykarskie zawody. Na drugim końcu Brzozowej znajdowała się posesja, będąca kiedyś niewielkim, gustownym, szlacheckim dworkiem, przerobiona kilka lat przed opisywanymi zdarzeniami na wzór rezydencji nowobogackich Rosjan.
Z dali słychać było coraz bardziej donośny, tak oczekiwany przez mieszkańców ulicy dźwięk. Prosta monotonna melodyjka, która wielu kojarzyła się z obwoźnym sprzedawcą lodów. Nie był to lodziarz. Jego oczekiwałaby głównie dziatwa i nastoletnie dziewczęta. Coraz donośniejsza fałszująca melodyjka spowodowała poruszenie na ulicy. Z domostw wyszli lub wybiegli wszyscy mieszkańcy, wliczając siedem psów, które to zakończyły już koncert, i kilkanaście zaciekawionych kotów. Kury, kaczki i gęsi nie wykazywały żadnego zainteresowania. Stary, wyliniały Azor próbował po raz kolejny złapać bzyczącą nad uchem zielonkawą muchę, po czym usnął, zmęczony ciężką i syzyfową pracą.
W momencie, gdy zamilkł udający sprzedawcę lodów sygnał, ukazał się na końcu ulicy stary, zdezelowany żuk, niespiesznie jadąc w kierunku, znajdującego się obok piaszczystego skrzyżowania, nieczynnego przystanku. Z chwilą, gdy auto zatrzymało się, do przystanku doszło kilkoro pierwszych, co sprawniejszych i młodszych mieszkańców Brzozowej. Każdy niósł jedną lub dwie wypchane starymi ubraniami torby. Kierowca dostawczego samochodu wysiadł, trzaskając drzwiami. Jego oliwkowy, pognieciony, przybrudzony nieco, tani garnitur doskonale pasował do kraciastej, flanelowej, brudnawej koszuli, która rozpięta pod szyją pokazywała zarost złożony z kilkudziesięciu rudych włosów. Kolor owłosienia pod koszulą doskonale współgrał z rudawą, łysiejącą czupryną przybysza. Jego piękne, niebieskie, marzycielskie oczy powodowały lekkie drżenie w górnych partiach nóg wielu kobiet i co niektórych mężczyzn. Lekko brudne, silne dłonie świadczyły o ciężkiej pracy, krzywe krótkie nogi mogły świadczyć o piłkarskim talencie przyjezdnego. Duże, lekko szpiczaste uszy, na których górnych końcach były niewielkie, choć widoczne, kropko podobne narośle nie pozbawiały mężczyzny swoistego uroku.
Coraz więcej ludzi pojawiało się na przystanku. Szli w milczeniu, układali po lewej stronie naczepy żuka paczki z zniszczonymi, zbędnymi ubraniami, a z prawej cmokając cicho brali czarne, wyprodukowane w dalekich Chinach patelnie. Młode kobiety i dziewczęta szybko znikały z patelniami w kuchniach swoich domów, za nimi szybko, zadowolonym krokiem, udawał się przybysz. Podczas gdy mężczyźni, dzieci i stare baby, ośmieleni nieobecnością kierowcy żuka żartowali, okupując przystanek i najbliższą jego okolicę, to nieopodal, w każdym z domów, gdzie mieszkała jakaś młoda kobieta, odbywał się ten sam rytuał.
Krótki, szybki seks od tyłu, lekko krzyczące z rozkoszy lub bólu, a może bezsilności kobiety, i zadowolony rudy mężczyzna, wędrujący od domu do domu.
Gdyby wsłuchać się w słowa tych, co zostali na przystanku, to padło tam tylko jedno zdanie warte zapamiętania, powiedziane przez rezolutnego malca do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil borsukoff
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…