Szmal i spryt - opowiadanie I
Nie ma tu żadnych cycków ani smoków. To jedynie chwyt marketingowy. Tutaj znajdziecie ból, zdradę, zachłanność i zero smoków.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
By mnie zrozumieć, musicie wiedzieć, że żyję w zupełnie innym świecie niż wasz. Nasza cywilizacja już dawno temu przeszła uczuciową rewolucję i jedyna rzecz, która zaczęła się liczyć, to pieniądze. Zaczęliśmy liczyć wszystko co posiadamy. Wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, sprawiało, że sami czuliśmy się więcej warci. Być może powiesz, że wiesz o co mi chodzi. Uwierz! nie masz jeszcze najmniejszego pojęcia. Nauczyliśmy się wszystko przeliczać na pieniądze. Niestety - wy moglibyście powiedzieć: na szczęście - nie potrafiliśmy wszystkiego sprzedać. To sprawiało, że nasz system obliczania wartości był niekompletny.
Wreszcie nadszedł początek nowej ery - ery inteligencji. Przyszła wraz z ukończeniem projektu zwanego Mapą Ludzkiego Mózgu, zupełnie niespodziewanie, jak to mają do siebie przełomowe momenty w dziejach. Niewątpliwie najważniejszymi osiągnięciami ery inteligencji są umiejętności: przenoszenia świadomości z ciała do ciała oraz wszczepiania wiedzy. To umożliwiło nam handel dosłownie wszystkim. Wreszcie nauczyliśmy się sprzedawać nasze ciała, wiedzę, pomysły, uczucia czy bliskość. Mamy specjalny ranking, który szereguje ludzi w zależności od tego ile posiadają. Ci, którzy są wyżej w rankingu, patrzą resztę z pogardą. Ludzie z dołu patrzą lepszych od siebie, jak na bogów. Chyba nie trzeba mówić, że naszą największą ambicją jest wspiąć się na sam szczyt.
Pokażę wam teraz jak bardzo nasz świat różni się od waszego; opowiem kilka historii, w tym część o tym, co nazywamy drogą na szczyt.
Potwór z Mechanii <--- Tu! o tu zaczyna się opowiadanie.
Początek ery inteligencji oznaczał zmierzch najpotężniejszego miasta starej ery - Mechani. W tym czasie jeszcze nikt nie wiedział jaka przyszłość czeka tę wspaniałą kolebkę ludzkiej władzy nad maszynami. To, co zapoczątkowało upadek, początkowo było nazywane kryzysem. Większość wierzyła, że to jedynie chwilowy przestój w interesach.
Mechania produkowała zaawansowane urządzenia mechaniczne i mechatroniczne. Przyrządy te cechowała wysoka jakość wykonania i legendarna wręcz niezawodność. Z tego właśnie względu były najlepszą walutą przez całą erę mechaniczną. Można powiedzieć, że ludzie w erze mechanicznej traktowali towary z Mechani jak pieniądze*.
Oliwia była jedną z ofiar upadku. Co dzień poniżana, niemal równie często bita; bywało, że po wszystkim pluła krwia. Ale nie... niczego nie było widać. Już jej mąż o to zadbał. Bił tak, żeby nie było śladów; zmuszał do okropnych rzeczy i nieraz dusił poduszką. Tak wyglądało piekło Oliwii.
Gdy męża nie było w domu, upijała się chwilą wolności; czasem prawie czuła, że żyje i marzyła o końcu wszystkich okropności. Za to mąż w tym czasie upijał się do nieprzytomności i nieraz, po powrocie do domu, brakowało mu siły by podnieść rękę na swoją żonę.
Nie będzie żadnym zaskoczeniem, jeśli powiem, że nie życzyła dobrze Jackowi. Nie była religijna, ale od czasu do czasu modliła się o to, żeby porwało go licho. Bywały dni, gdy nie wracał długo do domu. Wtedy wyobraźnia podsuwała piękne obrazy, jak to Jacek mógł wdać się w bójkę i skończyć w rowie; równie często przechodziła jej przez głowę odświeżająca myśl, jak to dobrze dla takiego drania byłoby paść ofiarą jednego z morderców, którzy w ostatnich miesiącach zaczęli siać postrach w okolicy. Wcale nie oznacza to, że nie kochała swojego męża. Co to, to nie.
Mogliście się już tego domyślić, a być może będzie to dla was zaskoczeniem, ale nie zawsze tak było. Jeszcze kilka miesięcy temu Oliwia była szczęśliwą, świeżo upieczoną żoną; Mechania była najwspanialszym imperium naszego świata** i mało kto wiedział co oznacza takie pojęcie jak ,,współczynnik przestępczości''. Niestety, te czasy odeszły bezpowrotnie.
Jeszcze kilka miesięcy temu Oliwia nie uwierzyłaby, że Jacek może ją skrzywdzić. A już na pewno nie uwierzyłaby nikomu, kto by powiedział, że Jacek niebawem będzie nikim. W końcu nie tak dawno temu był pracownikiem w Meblomechu - jednym z lepszych przedsiębiorstw zajmujących się produkcją luksusowych mechanicznych mebli. Taka praca dawała poczucie, że coś się znaczy na tym świecie; jest się kimś. Oliwia mogła się chwalić, że jej mąż jest człowiekiem sukcesu; nawet jeśli był tylko szarym robotnikiem w firmie. A teraz?... Teraz był nędznym pijaczyną, który trwonił coś, co kiedyś było fortuną. Pomału tracił cały dorobek ich wspólnych pięciu lat.
Wystarczyło spojrzeć na Mechanię, by wiedzieć, że nie tylko Oliwia miała problemy. Bieda i inne nieszczęścia była jak zaraza, całe miasto chorowało. Gdzie by nie spojrzeć, tam malował się obraz nędzy i rozpaczy; każdy w jakiś sposób odczuwał skutki braku popytu na mechanikę... nawet menele chodzili brudniejsi niż zwykle.
Oliwia w tym wszystkim jest niezwykła jedynie z powodu sposobu, w jaki postanowiła poradzić sobie ze swoimi problemami.
*Musicie wiedzieć, że od dawna nie posiadamy czegoś podobnego waszym pieniądzom, kolekcjonujemy jedynie to, co przedstawia sobą jakąkolwiek wartość.
**Musicie wiedzieć, że od dawna nie posiadamy czegoś podobnego waszym pieniądzom, kolekcjonujemy jedynie to, co przedstawia sobą jakąkolwiek wartość.
***
To był jeden z tych koszmarnych dni, w których pluła krwią - znowu dostała za mocno. Gorsze były tylko dni, kiedy się do niej zbliżał i dusił poduszką. Wyjątkowo długo się po tym zbierała - Jacka już dawno nie było w domu, gdy wreszcie przestało boleć na tyle, żeby móc w miarę normalnie funkcjonować. Nie bardzo wiedząc po co, wyszła tego wieczora na spacer. Może liczyła na to, że już nigdy nie wróci do tego znienawidzonego domu; los się do niej uśmiechnie i znajdzie swoje miejsce gdzie indziej. Parę razy przeszła jej myśl o samobójstwie i była tak kusząco atrakcyjna; proste rozwiązanie wszelkich problemów. Błądziła bez celu, mijając kolejne ulice. Zawędrowała w takie dzielnice, o których nigdy nie słyszała.
Wtem usłyszała znajomy głos
- Oliwia, co ty tutaj robisz?
Głos miał właścicielkę i po chwili wytężonego namysłu Oliwia ją rozpoznała.
- Natalia! - wrzasnęła zdziwiona.
Nigdy nie były serdecznymi koleżankami*, bo Oliwia była dziesięć lat młodsza, ale znały się dość dobrze, bo wychowywały się w sąsiedztwie i rozpoznały prawie natychmiast, mimo że chyba z dziesięć lat się nie widziały.
- Na spacer wyszłam - próbowała wyłgać się Oliwia.
Chyba nikt z nas by nie chciał opowiadać staremu znajomemu o swoich problemach.
- Zwariowałaś!? o tej porze na spacer? Jeszcze ci się coś stanie. Niebezpiecznie się zrobiło ostatnimi czasy. Chodź do mnie, tam sobie porozmawiamy.
Oliwia nie miała nic do stracenia. Nie bardzo podobała jej się myśl o powrocie do domu, za to każdy sposób na odwleczenie powrotu był na wagę złota.
Wiecie jak to czasem jest, gdy zupełnie niespodziewanie, ciągnięci za język, mówimy o rzeczach, którymi wcale nie chcemy się dzielić? Tak było też w tym przypadku. Natalia była dobrą słuchaczką i mig poznała źródło problemów swojej koleżanki.
- Mogłabym ci pomóc - zagadnęła nieśmiało.
- Tak, na pewno - odparła nieco ironicznie Oliwia.
- Widzisz, jest ktoś, kogo znam. Ten ktoś mógłby za drobną opłatą, jak za przysługę tego typu przysługę, pozbyć się źródła twoich problemów.
- Jak? - Oliwia nie chciała w to uwierzyć.
Natalia szybkim ruchem ręki przejechała po szyi. Nieraz prosty gest wystarczy, by kogoś zrozumieć.
*Serdeczny kolega to ktoś, komu nie okazuje się otwarcie wrogości; cóż, takie czasy.
***
Jak to mają do siebie tajne zebrania, najważniejszą rzeczą jest trzymanie wszystkiego w tajemnicy. Tak było też tutaj. Panie, które tu przychodziły, nie afiszowały się ze swoją tożsamością. W razie wpadki którejkolwiek z nich, inne będą czuły się nieco bardziej bezpiecznie ze świadomością, że nikt ich nie wyda. Niestety, miało to również swoje złe strony; na przykład te pieprzone kaptury, których materiał co rusz wpadał do ust.
- Drogie koleżanki, czy któraś ma jakieś... - brzeg kaptura przywódczyni znalazł się za blisko jej twarzy - tfu... zlecenia?
Z grupy dwudziestoosobowej aż trzynaście przygotowało kartki z nazwiskami i podało przewodniczącej.
- Czy któraś chciałaby coś dodać?
- Po co udostępniamy innym grupom nasze numery? Nic z tego... tfu... nie mamy, a jak wpadniemy, to będziemy mieć... pfff... większe kłopoty - zapytała jedna z zebranych.
- Ach, to ty jesteś ta nowa - odparła przywódczyni. Po czym dodała - w ten sposób trudniej zrozumieć nasze motywy. Możemy ograniczyć naszą działalność prawie wyłącznie do pomagania kobietom, które chcą się pozbyć mężów.
- Chciałabym ciało mojej klientki - powiedziała nagle inna kobieta.
- Wiesz, że tego nie pochwalam.
- Ta jest inna. Jest młoda i inteligentna. Ciało w sam raz dla mnie.
- Ja się zajmę tym zleceniem. Zobaczymy co z tego będzie. Jeśli ją polubię, to guzik dostaniesz. - ucięła przywódczyni.
W pomieszczeniu zapanowała cisza. Każdy wiedział co ma robić i sekretne spotkanie dobiegło końca.
***
Czy powinna tak wierzyć osobie, którą ledwo co znała? To nie był odpowiedni moment na myślenie; czas poganiał. Zegarek - chyba jedyny pożyteczny prezent od Jacka, którego nie znienawidziła - nieubłaganie odliczał pozostały do dwudziestej pierwszej czas. 'Jeszcze tylko pięć minut! Teraz trzeba spieszyć na cmentarz, bo zostało tak niewiele do umówionego spotkania.' z tymi myślami w głowie, zaczęła biec co sił w nogach. Po drodze omal nie przewróciła matki z dzieckiem. Chwilę później prawie wpadła pod samochód. No nic, przeprosiła prostymi gestami kierowcę i biegła dalej. Powoli mijała przechodniów, aż wreszcie zauważyła cmentarz. Pomimo że już się zdyszała, oddech stawał się płytki i coraz bardziej nieregularny, przyspieszyła kroku. Wtem - najgorsze, co mogło ją teraz spotkać - drogę zagrodziła jej żebraczka z wózkiem złomu. Pomyśl, czy macie kogoś zajmującego niepotrzebnie wasz czas. To teraz dodaj do tego wróżenie z ręki, odrobinę stęchlizny i dużo śliny... Aha, jeszcze jedno: przed żebraczkami nie ma ucieczki, chyba, że lubisz ryzyko lub jesteś zaprawiony w bieganiu z połamanymi nogami. Nieraz się słyszało o podkładaniu laski* pod nogi.
- Nie mam czasu! - wyrzuciła z siebie Oliwia.
- Drogie dziecko, powróżyć ci? - zapytała żebraczka słodkim jak miód głosem.
- Przecież mówię, że nie mam czasu!
- W takim razie masz tutaj ciastko z wróżbą - żebraczka pogrzebała w kieszeni, wcale się nie spiesząc, i podała ciastko Oliwii. - Za ciastko będzie pięć dżuli**.
Oliwia pogrzebała w kieszeni, wyciągnęła baterię w kształcie kulki i zapłaciła za wróżbę. Normalnie nie dałaby złamanego centa, ale wtedy liczył się czas.
Żebraczka przyjrzała się baterii, po czym oznajmiła:
- Przykro mi, nie mam wydać.
- Nic nie szkodzi; czy mogę już iść? - niecierpliwiła się Oliwia
- Przecież cię nie trzymam. Ale nie musisz się już tak spieszyć, bo spóźnisz się na spotkanie a tej drugiej osoby i tak będzie. Pamiętaj! wróżka prawdę ci powie.
Wróżba wylądowała w kieszeni a Oliwia pognała co sił w nogach. Nie miała czasu się zastanawiać nad słowami żebraczki. Musiała zdążyć. To była sprawa życia i śmierci - całe szczęście nie jej śmierci.
Niestety, gdy przybiegła na cmentarz, nikogo tam nie było a zegarek bezdusznie wskazywał pięć po dwudziestej pierwszej. 'Może mój rozmówca się spóźni' - miała nadzieję Oliwia. Trzymając się tej myśli, czekała cierpliwie przez następne pół godziny. Od czasu do czasu słyszała jakiś szmer i już miała nadzieję kogoś zobaczyć, po czym okazywało się, że to wiatr płata jej figle.
Nagle wymacała coś w kieszeni i przypomniała sobie o ciasteczku od żebraczki. Z braku lepszych zajęć, wyjęła je z kieszeni i rozkruszyła. W środku znalazła zwiniętą karteczkę i tajemniczą kuleczkę. Rozwinęła wróżbę, na której było napisane:
,,Wtorek wieczorem. Podrzuć swojemu mężowi nadajnik - to ta mała kuleczka - i znajdź wiarygodne alibi. Cena 10000 dżuli''.
*Odpowiednio zaprogramowana laska mechatroniczna służy nie tylko jako kij do podpory, ale chociażby jako przewodnik dla ślepych, urządzenie do samoobrony bądź broń.
**Jak już wcześniej wspomniałem, nie posiadamy pieniędzy. Naszą walutą jest wszystko, co ma jakąkolwiek wartość i często przeliczamy to na dżule. Mówiąc dżul, mamy na myśli rzecz wartą pewna ilość energii, a dokładnie 10^10 J.
***
W nocy z poniedziałku na wtorek Oliwia nie mogła zmrużyć oka. Ta cała sprawa nie dawała jej spokoju i od wczesnych godzin porannych czuła się paskudnie. Niby chciała się uwolnić od tego koszmaru, ale szczęśliwe wspomnienia z Jackiem były zbyt świeże, by móc je zignorować. 'Być może powinnam to wszystko odkręcić... Ale jak?! Nikt mi nie powiedział jak się wycofać. Poza tym jest dla mnie okropny - to wszystko jego wina.' biła się z myślami.
Nawet nie zauważyła, kiedy Jacek się obudził. Tym większym zaskoczeniem było dla niej, gdy niespodziewanie wszedł do kuchni. W pierwszym odruchu tak bardzo chciała go przytulić, poczuć odrobinę bliskości i na zawsze zatrzymać przy sobie. Całkowicie zmieniła zdanie, gdy dostała lanie za brak śniadania. Cios wymierzony w brzuch i kilka przykrych słów wystarczyło. To chyba ta chwila przesądziła o wszystkim. Już miała całkowitą pewność, że pragnie śmierci Jacka.
Tego wieczora udała się na zajęcia fitness. Myśl o tym, co miło nadejść, głęboko ją uszczęśliwiała. Dawno nie czuła się tak ożywiona.
***
Jacek wyszedł z ulubionej knajpy. Przychodził tam razem ze swoimi kolegami z pracy. Poprawka, żaden z nich nie miał już pracy, teraz byli wyłącznie kolegami z baru. To smutne, ale upijanie się do nieprzytomności to był ich jedyny sposób na walkę z kryzysem.
Ciemne niebo upstrzone gwiazdami, chłodny powiew jesiennego wiatru i do tego kolega z tej samej okolicy do towarzystwa. Droga do domu nie zapowiadała się nieprzyjemnie. Wręcz przeciwnie, Jacek lubił takie wieczory. Znowu był wolny, nawet jeśli tylko przez chwilę.
Dla potwora z Mechani to, że Jacek miał towarzystwo nie było żadnym problemem, a jedynie kolejnym numerem do kolekcji. W ciągu dwóch lat od założenia klubu, Potwór miał na koncie ponad tysiąc morderstw, z czego może sto było jego dziełem - to naśladowcy i współspiskowcy zwiększali tę liczbę, ale o tym mało kto wiedział a samym ofiarom nie robiło różnicy. Schematy zbrodni różniły się między sobą. Jedyną cechą wspólną wszystkich przestępstw był numer pozostawiony przy martwym ciele.
Tego samego wieczora Potwór wygodnie zasiadł w fotelu i założył sięgającą ramienia rękawicę na własną rękę. Bardzo lubił tę zabawkę, mechatroniczna ręka zawsze poprawiała mu humor; to był chyba jego ulubiony sposób na pijane ofiary. Mechatroniczna ręka, dzięki umieszczonym na niej kamerom, dawała pełen podgląd na otoczenie, a czujniki umieszczone w rękawicy, pozwalały na zdalną kontrolę. Za sprawą zastosowania takich rozwiązań, sterowanie było zupełnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil misiekowa
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…