Szpieg i co dalej
Ucieczka agenta GRU
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Opowiadanie 1 Nie wiecie, kim jestem. Ja sam już tez tego nie wiem. Jadę teraz samochodem wzdłuż jakiejś rzeki w Austrii. Jeszcze 12 godzin temu musiałbym i znałbym nazwę, dopływy i obiekty strategiczne na tej rzece. Teraz nie muszę już ich znać. Swoi mnie chcieli zlikwidować, o przepraszam chcieli mnie zabrać do mateczki Rosji. Gdzie teraz jadę? Tam gdzie się umówiłem z moimi nowymi przyjaciółmi z Anglii. Wysłałem do nich liścik. Taki krótki na wizytówce lokalu, do którego teraz jadę. Bez potrzeby angażowania poczty austriackiej. Lokali takich to miałem przygotowanych z 20. Ot tak na wszelki wypadek. W razie zagrożenia wszyscy mieliśmy takie lokale. Najpierw wizyta w domu ambasadora krótki liścik. Obcesowe gadanie i mój rozkaz. Tak chyba to brzmiało jak rozkaz. -Proszę przekazać wiadomość do Londynu – nie mówiłem tylko chyba krzyczałem. Ambasador musiał się mocno zdziwić. W języku dyplomacji nie ma takich zwrotów. Ludzie nawet jak się nienawidzą to są dla siebie grzeczni, sztucznie, ale grzeczni. Tu nagle w niedziele do jego rezydencji jakiś rusek przychodzi i krzyczy na mnie. Tak krzyczałem z rozpaczy z poczucia przegranej mojego życia, losu i przyszłości. Jestem tu i teraz. Mój los nie jest ciekawy. Ludzie, których znam od lat, ludzie, którzy otaczali mnie i byli całym światem, w którym się poruszam polują na mnie. Byłem wikingiem i hartem. Werbowałem i polowałem to ja byłem drapieżnikiem. Teraz ja jestem zwierzyną a inni na mnie polują. Jak znam Nawigatora i Pierwszego Zastępcę to za moja głowę wyznaczona jest już nagroda. Młodzieniaszkowie, którzy do tej pory tylko robili obstawę, to tu podłożyli jakąś teczkę, to tam komuś list podali maja teraz szanse otrzymać awans i kolejna gwiazdkę. Może nawet awansować w hierarchii a to przecież coś. To kiedyś był mój świat i moje zadania. Dużo rożnych rzeczy się robiło w eskorcie. Pamiętam jak bez większego sensu prowadziłem ogon po całych Niemczech. Zjeździłem kraj ten wzdłuż i w szerz tylko po to, aby inny kolega mógł w tym czasie robić swoje. Wszystko robiłem jak trzeba. Kręciłem się po lokalach szastałem dolarami tak jak mnie uczono. Rzucałem się w oczy. Tańczyłem i bawiłem się z różnymi kobietami. Codziennie inna w innym miejscu. Kilka razy „czułem”, ze ma ogon. Dobrze pieski moje, jedźcie za mną. Niech wasze siły idą na mnie. Jak najwięcej miejsc. Jak najwięcej lokali. Jak najgłośniej. Zasłona dymna działa. Jest przy tym wiele zabawy. Jak taki „gość” w mateczce Rosji tak by imprezował od razu by zniknął i chłopcy by nim porozmawiali a tu prawie mam wypisane szpieg na marynarce a traktują mnie jak „świętą krowę”. Mogę sobie jeździć tu i tam prawie pcham im się na oczy i nic. Uśmiechają się dobrotliwie i kłaniają. Moje zdanie wykonane. Jestem teraz najbardziej chronionym „turystą” z mojego kraju. Było minęło nie rozpamiętuj starych czasów tylko jedź. Już niedaleko, będziesz mógł się oddać swoim brytyjskim przyjaciołom w ręce i już będziesz bezpieczny. Nie pozwolą Cię skrzywdzić ci nowi znajomi. Jesteś dla nich zbyt cenny i za dużo wiesz. Jesteś cenną zdobyczą dla nich. Będą się tobą chełpić powiedzą: -Widzicie Towarzysze mamy waszego sam się oddał w nasze ręce. Myślicie, ze go do tego zmuszaliśmy? Nie sam nam liścik do raczki podał i sam do restauracji przyjechał. Dużo o Was wie i nam powie, a my to skrzętnie wykorzystamy. Już widzę nagłówki gazet w Londynie. Radziecki szpieg w rękach. Może jednak nic nie powiedzą tylko ciemnej celi zamkną. Przegłodzą strzykawkę dadzą i będziesz biedaku śpiewał jak skowronek w lato. Wszystko wyśpiewasz i jak się zorientują, ze wszystko wyciągnęli poczują. Wtedy tam w Londynie starzy koledzy o mnie się upomną i zabiorą, albo na miejscu srebrną kulkę z parasola w łydkę strzelą. Będziesz biedaku, cierpiał i straszna choroba cię złoży i umrzesz. Teraz najważniejsze jechać, w oczy się nie rzucać. Serce wyrywa do przodu chciałbym być już na miejscu. Jednak tylko idioci i imbecyle prosto by pojechali. Ja muszę koła toczyć i ewentualny pościg gubić. Tylko czy warto? Może jak mój samochód koledzy z firmy zobaczą to przejmować się nie będą. Na akcje zawsze zabiera się auta jednorazowe. Od stoi taki na ulicy to się go bierze. Najlepiej z pod biur do 17 nikt zaginięcia nie zgłosi. Czasami tez bierze się samochód kupuje normalnie. Tak jak bułki w sklepie tylko na jakiegoś praworządnego obywatela na odpowiednio „zrobione papiery zanim miejscowi dojdą, co, do czego i o co chodzi akcja już dawno zakończona a auto w jakiejś ulicy wyczyszczone już dawno stoi. Nikt z naszych już nigdy nawet na 100 metrów się do niego nie zbliży. W środku tak posprzątane ze nie tylko kurzu nie znajdziesz, ale i odcisków niema. Ato do akcji używa się tylko raz. Może ktoś zauważyć i zapamiętać. Wtedy za duże ryzyko. Jeśli wybrali auta to takie z ulicy wzięte. Krótka akcja złapią mnie i szybciutko do ambasady, a auto gdzieś daleko w opuszczonej uliczce zostawić trzeba i wyczyścić. Kryminalni czasem są nadgorliwi i odciski palców zbierają. Ponieważ rozszyfrowałem i Nawigator mnie nie ma. Jest wściekły pewnie zebrał wszystkie młode harty i tak im oznajmił; - Złapcie mi tego koleżkę. Wiecie ze on Związek Radziecki zdradził, on zwykłą świnią jest. Jak się da złapać i do mnie natychmiast przyprowadzić zucha. Jak nie, to na miejscu ubić gnidę. Kto mi go przywiezie ten awans ma w kieszeni i gwiazdki z kieliszka wyławiać będzie. Oficjalnie to nic się nie dzieje. Pojedynczo z ambasady wychodzić od tak jak w zwykły dzień. Bierzecie auta przygotowane tam gdzie podano i pędem po wszystkich miejscach gdzie zuch bywał. Szczęścia życzę. Tak ta odprawa tak wyglądać musiała.Jadę, więc na skróty już nic do stracenia. Bawić się ze mną nie będą. Jak trafie do lokalu to nowi koledzy z Londynu na pewno mnie poznają. Ambasador szczegółowo mnie opisał. Biedny dziadziuś myślał pewnie sobie o spokojnej emeryturce a tu taki bigos. Przychodzi jakiś rusek wizytówkę z trzema literkami wręcza i mówi o pilnej wiadomości do Londynu. Co ma zrobić/ Może to prowokacja? Warto zaryzykować? Am by na pewno nie zaryzykował, ale ma swoich zwierzchników. Nie chce, ale został zmuszony do przekazania informacji do centrali kontrwywiadu. Tam przyjęli to jak prezent od Świętego Mikołaja. Dostał ścisłe wytyczne i już nie on decydował tylko centrala. Dojeżdżam, niestety stare nawyki dają znać o sobie. Zamiast prosto na parking jadę dookoła i szukam ogona. Oj człowiek niemądry. Przecież wiem, ze nikt nie będzie się ze mną pieścił. Będzie wypadek a potem kark skręcony. Dla zdrajcy litości mnie ma. Niech mnie tylko zobaczą. Zawsze jakiś pomysł można znaleźć. Gdybym był na ich miejscu to napadłbym na lokal niby dla kasy. Zakładników wziął i tak przy okazji zastrzeliłbym mnie. Alb bym jakoś inaczej zginął. Dawaj stary wal prosto do lokalu jak w dym. Podjeżdżam na parking. Spokojnie, niby nic się nie dzieje. Obserwuje i analizuje. Jest kilka osób staruszków mogę odrzucić zupełnie nie są zainteresowani samochodem i mną. Ida w przeciwnym kierunku trzymając się za ręce jak dzieciaki na pierwszej randce. Weź się w garść, chyba już zaczynasz fiksować. Stary wariat z ciebie. Pomyśl, gdyby jedni koledzy z drugimi spotkali się tutaj już dawno jakaś dziewczyna, „policjant” lub ktoś inny skierowałby cię gdzie indziej. Tu jest bezpiecznie nie korzystałeś operacyjnie z tego lokalu. Tylko spokojnie. Wchodzę do jasnej Sali jadalnej. W restauracji prawie nikogo. Tylko małżeństwo z dwójka dzieci w kacie przy dużym stoliku, jakiś jegomość przeżuwa bułeczkę z dżemem i popija kawą drugim końcu. No nie, co za fuszerka na środku dwóch nowych przyjaciół przy stoliku. Nawet płaszczy nie zdjęli podejrzani od samego początku. Kogo oni do mnie przysłali? Jakiś młodziaków? Przecież szpieg w ostatniej osobie musi wyglądać na szpiega. Musi się wtopić zamaskować tak, aby nikt nawet nie pomyślał, że z nim jest cos nie tak. Tych dwóch to totalna porażka. Na zewnątrz pewnie stoi eskorta pilnują już mnie nic się nie stanie. Biedna rodzina jak rozpęta się tutaj małe piekiełko to biada im. Podchodzę do stolika. Uśmiechnięty i rozluźniony. Podchodzę tak jakbym tych przyjaciół znał od niepamiętnych czasów. Nie sprawia mi to problemów. Niech się młody narybek uczy. Teraz wiem zaskoczyłem ich swoja wiadomością. Nie spodziewali się takich rzeczy. Nie byli do tego przygotowani. - Jak się cieszę, ze was widzę, drodzy przyjaciele – palnąłem od początku po angielsku. Przemyślałem, ze tak będzie najlepiej. Nie będą się musieli witać oni ze mną. Może nie wiedzą jak zacząć, albo, w jakim języku. Po rosyjsku odpada. Trzech jegomości w restauracji małej miejscowości w Austrii rozmawia przy stoliku po Rosyjsku. Trzeba mieć amputowany kawałek mózgu, aby nie zrozumieć ze coś jest tu nie tak. Po niemiecku no może, ale czy na pewno. Może to ta część gdzie maja charakterystyczny akcent. Może znowu ktoś zwrócić uwagę. Na miejscowych to my raczej nie wyglądamy. Ja jestem wymięty jak stara gazeta, przecież nie byłem u siebie od wczoraj, nieogolony. Taki rozchełstany. Oni dwaj idealnie wystrojeni w płaszcze. Jeszcze im tylko kapeluszy brakuje i pepeszy i mogą robić za gangsterów z czasów prohibicji. Angielski jest neutralny. Po pierwsze to Anglicy, więc go znają. Mają tez ten okropny i denerwujący angielski akcent.Po drugie osoba postronna może pomyśleć, ze np. wujek urwipołeć z Anglii. Taki, co o nic nie dba i kasy ma dużo i podróżuje po Europie nie dbając o siebie a dbając o widoki spotyka swoich wykształconych siostrzeńców. Rozpoznałem różnice wieku na moja niekorzyść. Niestety ja jestem od nich starszy i to sporo. Żółtodzioby, tylko żeby przejęcia nie spartaczyli. Po takich to wszystkiego można by się spodziewać. Musze ich poprowadzić jak dzieci za rączkę do piaskownicy. - witam- odpowiedział ten trochę starszy – może się Pan do nas przysiadzie? -Jaki Pan wujka Thomasa nie pamiętasz? – Odpowiedziałem rezolutnie. Tak jak myślałem kompletne drewno. Nic dobrego się nie da o tym powiedzieć. Musze wszystko poprowadzić sam, bo te głąby jeszcze miejscowa policje na mnie ściągną. - oczywiście wujaszku, to ty przysłałeś list do wujka Jemsa? – Odpowiedział ten młodszy. - Oczywiście to była bardzo ważna wiadomość – nareszcie załapali, może nie są takimi idiotami, za jakich ich brałem. - Zabieramy dawno niewidzianego wujaszka do nas Ciocia Elma się zatęskniła. – odpowiedział ten trochę starszy. - Ok. Jedźmy, więc do Cioci. Ciocia nie może czekać. – Odparłem rezolutnie. Wyszliśmy z lokalu. Zorientowałem się, że maja podobne metody do naszych. Na parkingu pod restauracja nikogo nie było. Tak mi się tylko wczas niej wydawało. Teraz mogłem stwierdzić, że faktycznie się myliłem. W rogu jak na szachownicy stała obstawa. Nie byli tak idiotycznie ubrani jak świeżo zapewniona dwójka agentów. Mieli normalce codzienne stroje. Widziałem pana z pieskiem, który tym pieskiem niespecjalnie był zainteresowany. Znacznie bardziej interesował się nasza trójką. Nie chciał tego pokazywać, ale był chyba słabym agentem, bo nawet szeregowiec poznałby, ze jest tu coś nie tak. Na drugim końcu parkingu widziałem „zakochana parę”, której spojrzenia ciągle mnie śledziły. Może jestem przewrażliwiony i widzę to, czego inni nie widzą. Może jestem już tak wyszkolony, ze podobnie jak pamięć mięśniowa u sportowców tak u mnie pewne zachowania wychodzą z automatu. Przecież byłem szkolony przez najlepsza organizacje na świecie. U nas, o przepraszam w byłem mojej organizacji nie tolerowano pomyłek i błędów. Przypomniał mi się niemy czarno-biały film z agentem, który palony jest żywcem w krematorium. Jak doskonała to musiała być maszynka. Jak perfekcyjnie zorganizowana. Do dziś dnia nie znam wielu informatorów, którzy dzielnie mi służył. Niestety coś, co jest bezwzględne jest jednocześnie i zabójcze. W świecie, który został dla mnie wybrany nie ma emerytury. Jest tylko kilka wyjść ze struktury, ale żadne nie podobałoby wam się. W chwili obecnej moja sytuacja nie przedstawiała się znakomicie. Nie przedstawiała się nawet dobrze. Po prostu było to najlepsze wyjście, jakie mogłem w danym momencie wybrać. Gdybym liczył na rozwiązanie moich przyjaciół z organizacji mateczki Rosji to pewnie już dawno byłbym w Moskwie. Jakiś młodziak wytrzepywałby ze mnie wnętrzności i zadawał ciągle pytania, na które nie znam odpowiedzi. Pytałby nie po to, aby się czegoś dowiedzieć, ale by zmęczyć, upodlić i zdeptać. Wiem doskonale jak to się robi. Widziałem takich na szkoleniu. Nie są oni zbyt rozmowni. Bija i nie pytają czy boli. Po godzinie lub dwóch do pokoju wszedłby jakiś człowiek w średnim wieku. Grzecznie i uprzejmie przywitałby się i nie pytając jak się czuje przeszedłby od samego początku do rzeczy. W firmie często posuwamy się do różnych rzeczy. Nielegalne to one są z założenia. Trudno nawet nazwać je w wielu przypadkach ludzkimi. Przez pewien okres czasu tego typu „brudu” zbierze się trochę. Trzeba go oczywiście wyczyścić. Wyprać organizację z nieczystości. Jeśli zdarzy się taki ktoś jak ja. Pisze się protokół z przesłuchania. Nic nie wiesz, ale jesteś zmiękczony przez brutala. Trudno jest powiedzieć, co tam napiszą. Jegomość w garniturze grzecznie, a jak inaczej przeczyta ci wszystko, co stworzyli w protokole i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AdamenskyHobbit
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…