Wróć do katalogu

Tajemnica zegara Seidlerów. Część 2. Sopot.

Jaką tajemnicę kryje stary zegar?

KataMacha, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dopiero po chwili spostrzegam, że od jakiegoś czasu dzwoni dzwonek do drzwi. No nie, czyżby jakaś nowa duchowa niespodzianka? Kto to może być, normalnie przecież ludzie dzwonią do domofonu. Idę sprawdzić, już nic gorszego chyba nie może mi się ukazać. A może to było przywidzenie, słońce mi mocniej przygrzało albo nawdychałam się czegoś na Łysej Górze? - Dzień dobry – pan Emil stoi w drzwiach – po południu nie będzie wody, zgłosić chciałem. To jak coś to niech sobie pani nałapie. - Dobrze, dziękuję panie Emilu – mam nadzieję, że przeżycia ostatnich chwil nie odmalowały się jakoś silnie na mojej twarzy, choć dozorca spogląda na mnie tak jakoś dziwnie. – A w jakich godzinach? - No mówili, że tak między czwarta a piątą – odpowiada. Jak go zapytać o ten zegar, przebiega mi przez myśl. I to jeszcze żeby nie nabrał podejrzeń, że coś jest nie tak. - Panie Emilu – w końcu decyduję się – a tego zegara co dostaliśmy od pana, no tego po Seidlerach, to oni nie chcieli ze sobą wziąć? Przecież to antyk. Emil drapie się nieśpiesznie po zaroście, dostrzegam siwe obwódki za paznokciami, ale skądinąd palce to gość ma ładne i smukłe, jak wiolonczelista. - Ja tam nie wiem, bo ja ich osobiście nie znałem – odpowiada w końcu – mój ojciec przy przeprowadzce był i mówił potem, że dziecko się zegara bało. Bo Seidlerowie, wie pani, wnuczkę mieli, jak się stąd wyprowadzali to ona jakieś sześć, siedem lat miała, chyba do szkoły jeszcze nie chodziła. Sami z tym dzieckiem byli, bo ich syn, wie pani, to na wojnie zginął, jakaś mina czy coś. Oj tragedia to była straszna. - Emil ponownie podrapał się po zaroście, oprócz golibrody przydałby mu się jeszcze fryzjer, myślę złośliwie. Ciemnoszare strąki mężczyzny zawijają się za uchem nadając mu wygląd trolla.- No i ta dziewczynka to nawet do tego pokoju, co w nim zegar wisiał, wchodzić nie chciała, a jak kto chciał ją do tego zmusić to płakała. To i Seidlerownie zostawili zegar. I tak sporo rzeczy mieli, przed wojną, wie pani, tu to sami lepsi ludzie mieszkali – podnoszę w zdziwieniu brew na słowo „lepsi”, że niby jacy? - No wie pani, lekarze, dyrektorzy. - Emil odpowiada na moje nieme pytanie. Jasne, kiwam ze zrozumieniem głową, tylko teraz to chyba ani jedni ani drudzy nie są nazywani przez społeczeństwo jako lepsi, za to funkcjonuje wiele innych określeń. - No tak tak, pewnie całymi dniami gadali po francusku i grali na fortepianie? - próbuję jakoś naprowadzić rozmowę na interesujący mnie temat. - Ja tam nie wiem pani Madziu, bo jak się wyprowadzali to ojciec świeży tu był, na zmianę przyszedł ledwo co, po starym Blochu, co zmarło mu się nagle. Na schodach, wie pani, między pierwszym a drugim piętrem, no nikomu tak nie życzę. Ale fortepian to mieli, z pieroństwem nieźle się tatko namanewrował przy przeprowadzce. No idę już, bo jeszcze studentom o wodzie nie mówiłem, oni to dopiero teraz z uczelni wracają. Do widzenia – odwraca się i podtrzymując się drewnianej poręczy zaczyna schodzić po wyślizganych schodach. - No do widzenia panie Emilu, do widzenia – powtarzam w zamyśleniu. Zamykam drzwi i przez chwilę przetrawiam zasłyszane informacje. Boję się wejść do pokoju z zegarem. I to nawet nie chodzi o widziadło na szybie drzwiczek tylko o ten okropny, posępny nastrój, który mu towarzyszył. Przecież nie będę całą wieczność stać w przedpokoju i kontemplować, stwierdzam po dłuższej chwili i wchodzę do salonu. Zegar wygląda najzwyczajniej na świecie, metalowe wahadło porusza się rytmicznie, słychać delikatne tykanie. Podchodzę bliżej na palcach. Nic. Na szybce, poza moim niewyraźnym odbiciem, nic nie widać. Pozwalam sobie na swobodniejszy oddech. A może mi się zdawało, może zaczynam wariować? Zegar jak zegar, wisi, chodzi i bije. Bije? No właśnie, nie nakręcałam go przecież na bicie. Myślę, że Maciek też nie, on w ogóle nie tykał się tego eksponatu. Zobaczymy jak to będzie z późniejszymi godzinami, a nuż coś po prostu się w nim popsuło i mimo, że nie chcemy to wydaje dźwięki.

Kolejne dni mijają na przyspieszonych obrotach. Zaplanowaliśmy kupić parę mebli i innych potrzebnych gratów do naszego nowego mieszkania. Jeździmy po sklepach, marketach i komisach – co najbardziej preferuję. Wybieramy. Maciek zauważa, że chciałabym by wszystko u nas było „stylizowane” lub „antyczne” i żartuje ze mnie, że najchętniej to wybierałabym meble pod kolor i styl zegara Seidlerów. On myśli, że to żarty, a ja hmm łapię się na tym, że faktycznie sugeruję się wyglądem antyku. Czasem, wieczorami podchodzę do niego i wsłuchuję się w cichutkie tykanie. Jest w zegarze coś pociągającego, coś przyzywającego, natrętnego i ulotnego. Poza tymi chwilami zamyślenia, w ciągu dnia nikt nie zwraca uwagi na zegar, który również nie absorbuje naszej uwagi swoimi wybrykami. Działa sprawnie, ot i tyle. Zauważam tylko, że nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych