Wróć do katalogu

Tajemnicza Nieznajoma (3) - Wyjaśnienie tajemnic

Czy wszystko stanie się jasne?...

skifan, opublikowano , 14 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tajemnicza nieznajoma 3

Wyjaśnienie tajemnic

I

- Petersem zaginął, ale tą sprawę musimy wyjaśnić. Naszym obowiązkiem jest powstrzymanie dalszych zbrodni. Jeśli będą miały miejsce. Za wszelką cenę trzeba rozwikłać ten problem. – zakończył swoje przemówienie burmistrz. Po chwili zreflektował się, że o czymś zapomniał i dodał: - Podnoszę nagrodę za rozwiązanie tej sprawy do miliona złotych. Jego doradca wytrzeszczył oczy ze zdumienia i pomyślał: „Temu staremu sknerze naprawdę zależy na wyjaśnieniu tych morderstw...”

***

Zastanawiałem się i rozważałem moją przyszłą decyzję bardzo powoli, ale i dogłębnie. Musiałem do niej w pewien sposób dojrzeć. Aż pewnego dnia stało się coś, czego byłem świadom, że nastąpi. Po spacerze uliczkami tego pozornie sennego i spokojnego miasteczka udałem się po schodach do hotelowego pokoju, usiadłem przy biurku i napisałem. Napisałem to, co wiedziałem, a muszę szczerze przyznać, że wiedziałem dużo. Wcześniejsze opory były spowodowane obawą przed bezlitosną zemstą.

***

Wczoraj z przerażeniem stwierdziłem, że moje początkowe obawy potwierdzają się. Po spisaniu tego, co wiem, na temat wszystkich zbrodni i innych niezrozumiałych wydarzeń w miasteczku musiałem ochłonąć i przejść się i pomyśleć co dalej. Po powrocie do hotelowego pokoju zastałem tam spory nieład i bałagan. Było to dowodem na to, że ktoś tu czegoś szukał i najwyraźniej – znalazł . Nie mogłem bowiem odnaleźć moich zapisków. Byłem przerażony. Myślałem, że to koniec, że zostanę zamordowany jeszcze tej nocy. Roztrzęsiony położyłem się jednak do łóżka. Do północy nie zmrużyłem oka, wyłapując wszystkie zaistniałe, ale i pewnie wyimaginowane odgłosy i odczytując je, jako atak na mnie... Później widocznie zmęczony emocjami – zasnąłem. Dręczyły mnie koszmary, których po przebudzeniu dokładnie nie pamiętałem. Przypominam sobie jednak, że na moich rękach widniała krew. Czyja? Nie wiem. Wstałem wcześnie, równie ze wschodem słońca. Jakież było moje przerażenie, gdy okazało się, że moje dłonie były rzeczywiście całe we krwi! Zbliżyłem je jednak do twarzy, powąchałem i skosztowałem ciemnoczerwoną substancję. Okazało się, że był to tylko ketchup. Mimo tego mój strach nic, a nic nie zmalał. „Byli tu..” – pomyślałem. Natychmiast wstałem i umyłem dłonie. Sprawdziłem drzwi – były zamknięte, ale nie na klucz. Mniejsza z tym – ich nie powstrzyma zamek w drzwiach... Bałem się o tym pomyśleć, ale uparcie cisnęło mi się na myśl, że ich nie powstrzyma nic... Wróciłem do pokoju i zauważyłem coś, co wcześniej umknęło mojej uwadze. Na stoliku leżała koperta, której wcześniej tam nie było. Otworzyłem ją i moim oczom ukazała się odręcznie zapisana kartka. Pismo było staranne, wyraźne, można by nawet powiedzieć eleganckie. Tak może pisać osoba inteligentna, dbająca o szczegóły – jakaś perfekcjonistka. Nie wiem, Czemu zakładałem, że jest to kobieta. Takie po prostu miałem przeczucie. Oto co było napisane:

„Czasami człowiek zajmuje się sprawami, o których wie bardzo dużo. Nie neguję tego, że to wie, i nie polemizuję z tym, czy powinien o tym wiedzieć. Jednak w pewnych sytuacjach są to sprawy tak kontrowersyjne i problematyczne, że nie powinien ich ujawniać. Mimo, iż wyrażam się dość ogólnikowo, to wiesz o czym mówię. I radzę jeszcze w tym tygodniu opuścić miasteczko – na zawsze. Ewentualnych konsekwencji sprzeciwu chyba też nie muszę unaoczniać. Następnej szansy, jak tej sprzed lat – nie będzie.”

Byłem przerażony jak jeszcze nigdy. Ręce trzęsły mi się tak, że koperta wraz z listem poleciały na podłogę. Słyszałem przyspieszone bicie mojego serca. Teraz już, nie byłem pewny żadnej następnej sekundy mojego życia. Nie miałem pojęcia jak ale już wiedziałem, że to oni i że rozpoznali wszystko: moje zamiary i mnie.

II

Był piątek, więc do końca tygodnia zostały mi trzy dni. Początkowo nie wiedziałem czy spełnić ultimatum i czy w ogóle traktować je poważnie. Sam jednak skarciłem w myślach. Znałem ich możliwości. Wiedziałem, że są zdolni do wszystkiego. Po tym jak zamordowali Marcina S., Józefa K. i Annę J. sam nie mogłem czuć się tutaj bezpieczny. Pozostawało pytanie, czy jeśli wyjadę, rzeczywiście zostawią mnie w spokoju? Obawiałem się, że nie. Gdzieś we mnie tkwiła nawet pewność, że nie. Albo oni, albo ja. Wiedziałem wszystko. To im było wybitnie nie na rękę. Było już dobrze po północy. Nie mogłem zasnąć, więc spacerując po mrocznych uliczkach tego tajemniczego miasteczka, zastanawiałem się co zrobić. Czy zaryzykować i ujawnić prawdę, co wiązałoby się niejako z wyrokiem śmierci, czy dać sobie spokój, wyjechać i trzymać tajemnicę w sobie? Było ciemno, tylko słabo świecące latarnie oświetlały gdzieniegdzie niedawno położony asfalt. Dokoła panowała kompletna, wszechobecna cisza. Czułem jak mnie przenika. Ale nie zwiastowała nic dobrego. Czułem to. Cisza przed burzą. Coś się wydarzy. Byłem tego pewien. Spojrzałem w niebo. Na chwilę przez wędrujące burzowe chmury wyglądnął księżyc. Wtedy podjąłem decyzję. Idę na całość. Niech się dzieje co chce. Nawet gdy okaże się, że trafię na zonka. Tyle, że byłby to wtedy czerwono-czarny kot zwiastujący śmierć. Wracałem pustymi ulicami do hotelu w całkowitej ciemności. Była już pora gdy nawet latarnie zgasły. Szedłem powoli. Wiedziałem, że i tak nie zasnę. Wtem w tej wszechogarniającej ciszy usłyszałem gdzieś za sobą odgłos pustej puszki upadającej na chodnik. Wydawało się to bardzo głośne. Przez chwilę stałem w bezruchu, lecz szybko z przerażeniem odwróciłem się. Nie zobaczyłem nikogo. Rozejrzałem się, w każdej chwili gotów do ucieczki. - Daliście mi czas do końca tygodnia… - powiedziałem, starając się zachować w głosie spokój. Nikt nie odpowiedział. Wtedy poczułem, że coś dotyka moich nóg. Instynktownie odskoczyłem i spojrzałem w dół. Okazało się, że był to tylko czarny kot, któremu błyszczały w ciemności zielone oczy. Stał kilka metrów ode mnie. Spojrzał na mnie i zdawało mi się, że się do mnie szyderczo uśmiechnął… Nie. To musiało być złudzenie. Zwierzęta nie uśmiechają się do ludzi. W ogóle się nie uśmiechają. Ale… Czy to był zwiastun? Gdy wyrwałem się z nerwowych przemyśleń, kota już nie było. Przyspieszając kroku udałem się do hotelowego pokoju.

III

Usnąłem dopiero nad ranem. Przespałem niemal całą sobotę, więc nie mogłem udać się na komisariat policji aby złożyć zeznania we wiadomej sprawie. Zadecydowałem, że pójdę w niedzielę. Prawda musi wyjść na jaw. Tymczasem był sobotni wieczór. Postanowiłem udać się do baru, znajdującego się na drugim końcu ulicy i podumać nad paroma szklaneczkami whisky. Wszedłem tam. Było siwo od dymu. Też postanowiłem zapalić. W barze było tylko kilka osób. Barman ze spokojem i wprawą czyścił szklanki. Usiadłem przy ladzie na wysokim taborecie i poprosiłem o alkohol. Rzuciłem grubszy banknot i powiedziałem: - Trochę tu posiedzę, pomyślę i wypiję… - Proszę bardzo. – odparł barman. – To dobre miejsce. Czas leciał. Minuta za

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych