Wróć do katalogu

"Tak smakuje życie" - część pierwsza

Shyller jest nędzarzem, który opuszcza swą chałupę w poszukiwaniu swojego przeznaczenia. Co spotka go podczas wędrówki?

Shyller, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Shyller z trudem podniósł się z podłogi, błagalnym wzrokiem spoglądając na ojca. Kolejne uderzenie wywołało falę gorącego bólu w kręgosłupie. Młodzieniec zwijał się na posadzce, a ojciec z obojętną miną nadal kopał go prosto w żebra. Był on starszym mężczyzną, z jedynie paroma kosmykami siwych włosów na czole i przekrwionymi oczami, pałającymi gniewem spod gęstych, ostro zarysowanych brwi. Stanowił obraz nędzy i życia na marginesie społeczeństwa – wychudzony, o bladej połyskliwej cerze, ubrany w brudną, zwisającą do ud koszulę i powycierane spodnie. Młodzieniec, teraz cicho pojękujący u jego nagich stóp, był jednak jeszcze bardziej przerażający w swym trupim wyglądzie. Twarz miał poranioną, w sińcach i zadrapaniach. Z rozciętej lewej skroni spływała krew, plamiąc kamienną posadzkę szkarłatnymi kropelkami. Bujne, ciemnobrązowe włosy były brudne i posklejane. Zapadnięte policzki i podkrążone oczy upodabniały twarz chłopaka do nagiej czaszki. Jego ubranie przypominało to, które nosił ojciec, jednak sprawiało wrażenie starszego i bardziej zniszczonego. Wyjątkowym czyniły go – chłopca zdanego na łaskę wyrodnego ojca, którego dzieciństwo było pasmem nieszczęść i cierpienia, jego duże błękitne oczy. Przepełniał je głęboki smutek, bo choć miał zaledwie czternaście lat, to doświadczył w swym życiu więcej, niż wielu dojrzałych ludzi. Ale pośród ciemnego morza żalu i rozpaczy, tliła się iskierka nadziei, niczym latarnia pośród fal. Ojciec przestał zadawać bolesne ciosy i pozwolił Shyllerowi wstać, jednak on nie miał sił nawet na uniesienie głowy z chłodnej podłogi. Bolały go żebra. Te, które doznały złamań, boleśnie kuły przy każdym oddechu. W głowie pulsowała krew, nie pozwalając mu się skupić. Próbował zebrać siły, aby się podnieść, ale wydawało się, że jakaś ogromna siła ciągnie go w dół za każdym razem, gdy choć trochę uniósł głowę. Leżał więc, pobity i ledwie żywy, czując nad sobą oddech ojca. Czekał aż odejdzie, bo jego obecność wywoływała u Shyllera strach i niepewność. Wszystko co robił, mogło nie spodobać się ojcu, a drugi raz nie przeżyłby tak wielu uderzeń. Wiedział jednak, że w końcu sobie pójdzie, bo przestanie bawić go obserwowania kwiczącego podrostka. Faktycznie, po kilkunastu minutach odszedł, zamykając za sobą drzwi. Gdy jego kroki ucichły, młodzieniec zamknął oczy i skupił się, nie zważając na ból, który dudnił wewnątrz czaszki. Poderwał głowę i podparł się z przodu dłońmi. Obolałe ciało zaprotestowało, zalała go nowa fala bólu. Połamane żebra wbiły się boleśnie w płuca, kiedy podciągał pod siebie nogi. Nie mógł złapać tchu, na jego twarz wystąpiły czerwone plamy, a pot zalewał czoło. Zrobiło mu się duszno. Odrzucił od siebie wszystkie myśli i jednym nagłym zrywem przerzucił nogi do przodu, rękami zaś podpierał się za plecami. Nie zważał na ból, choć teraz stał się jeszcze gorszy. Paliło go w gardle, żołądek skręcał się z głodu – nie jadł nic od czterech dni, a teraz zmęczył się na tyle, by to odczuć. Ostatkiem sił podczołgał się do kąta izby i oparł o drewnianą ścianę. Krzywił się i sapał, lecz ból powoli ustawał. Przez kilka godzin dręczyły go wizje i myśli – jak zawsze po takiej awanturze. Udało mu się choć trochę rozluźnić napięte mięśnie i uspokoić oddech. W końcu zasnął, jego głowa opadła bezwładnie na ramię. Dręczyły go koszmary, bo drgał, a jego twarz co jakiś czas wykrzywiała się w grymasie przerażenia. Śnił o śmierci – nie bohaterskiej i godnej rycerza, lecz tej znanej mu najlepiej. Widział różnych ludzi pokroju własnego ojca, zmarłych z głodu lub zagryzionych przez szczury podczas pijackiego snu. Widział zgniłe

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych