Wróć do katalogu

Talizman

opowiadanko niesamowite o najpotężniejszym artefakcie znanym ludzkości

nyhariel, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wysiadłem z windy na najwyższym piętrze drapacza chmur. Minąłem wejście do kawiarenki i skierowałem się na taras, o tej porze dnia jeszcze pusty. Pomimo letnich – wszak lato się dopiero kończyło – promieni słońca, na tarasie panował niemiłosierny ziąb. Wiatr nie pozwalał mi zapomnieć, że jestem oto wśród chmur, w najlepszym punkcie widokowym całego miasta, skąd widać nie tylko przedmieścia, ale i całą zatokę. Tak, jak umówiliśmy się przez telefon. Dokładnie! Czekał na mnie przy olbrzymiej lornecie widokowej na monety. - Spóźniłeś się. – zauważył opierając się o statyw przyrządu. Spojrzałem wymownie na zegarek. - Mój chodzi dobrze, to ty byłeś wcześniej. – rzuciłem obnażając zęby w uśmiechu. – Trzeba było korzystać z uroków widoku dookoła. Jego czarny płaszcz przez chwilę powiewał na wietrze. Kiedy podmuch ustał, przygładził siwiejące już włosy i pieszczotliwie poklepał korpus lornety. - Korzystałem. – odparł. – Moja śliczna, aczkolwiek odrobinę odrapana przyjaciółka zeżarła mi wszystkie kwodry. Pokiwałem z politowaniem głową. - Masz klucz do największego skarbca we wszechświecie i skąpisz kilku ćwiartek? - Kto wie, co potrafi ta fujarka? – zażartował mój rozmówca obnażając żółtawe od tytoniowego dymu zęby. Podszedł do mnie i bez słowa wyciągnął rękę po przedmiot. Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni mojej skórzanej kurtki i wyciągnąłem podłużne zawiniątko wielkości sporego pióra na atrament. Delikatnie, niemalże z namaszczeniem, ułożył to coś na dłoni i rozbroił z miniaturowego całunu. Wewnątrz jedwabnej chusteczki był przedmiot przypominający fujarkę, zabarwiony na ciemny orzech patyk o długości około ośmiu cali, cały pokryty dziwacznymi nacięciami układającymi się w tajemnicze symbole. Dopiero po dokładniejszych oględzinach można buło zauważyć, że przedmiot był w środku wydrążony. Wewnątrz skrywał ciasno skręcone, brązowe włókna. - Czy udało ci się cokolwiek na jego temat dowiedzieć? – zapytał zafascynowany widokiem. - Tak. – przytaknąłem. - Choć to zapewne niewiele… Wykonany z drewna. Wewnątrz jest tkanina nasączona krwią. Woń tytoniu stał się silniejsza. Człowiek z talizmanem w ręku zbliżył się do mnie na tyle, że mogłem się przejrzeć w szkłach jego okularów. - Wiesz, co miałeś w rękach? - Talizman. – odparłem postanawiając nie ujawniać całej odkrytej prawdy. Człowiek w okularach uśmiechnął się chytrze. - Całe młode pokolenie! – skonstatował. – Chłoniecie wiedzę po łebkach, dlatego jeszcze długo świat będzie należał do pokolenia starych wyjadaczy…! To mityczny Kaduceusz! Udałem zaskoczonego, choć tak wcale nie było. Wiedziałem, że przedmiot, choć wykonany z gałęzi jabłoni, już w czasach, kiedy to greccy bogowie gonili się wokół Olimpu ciskając piorunami, mógł uchodzić za antyczny. - Dość pochopna interpretacja… Kilka szczegółów się nie zgadza. – zauważyłem. - Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się zgadza! – człowiek w płaszczu pochwycił przedmiot prawą ręką i zatoczył nim koło. - Hej, ostrożnie! Machasz tym jak siekierą! Chcesz zgubić nas obu? – puknąłem się wymownie w czoło. – Wiesz, co będzie, jak niebo runie nam na głowy? Wtedy świat będzie należał do osesków! Okularnik opanował się trochę. - Żartowałem. – przyznałem z uśmiechem. – Machanie nim jest o tyle bezpieczne, co bezcelowe. Tylko nie wypowiadaj teraz żadnych życzeń! - Dżentelmen ujawnia swoją chciwość w samotności. – syknął spode łba mój rozmówca i ponownie położył tajemniczy przedmiot na jedwabiu. – To, że nie ma on skrzydełek i nie oplatają go węże, nie umniejsza jego mocy. Zresztą spójrz: pod światło, symbole wyryte na nim wiją się jak dwa walczące ze sobą węże. - Poza tym fruwa z rąk do rąk, jakby miał skrzydła. – przyznałem rozbawiony interpretacją. Niestety, moja riposta go nie rozbawiła. Z wiekiem traci się chyba poczucie humoru. - To ostatnia na świecie czarnoksięska różdżka, przedłużenie ręki czarnoksiężnika i symbol spełnienia jego woli. W mitologii utożsamiana z kaduceuszem, laską Hermesa, posłańca bogów… - I tu trafiłeś prawie w samo sedno. – przyznałem. – Pierwszy raz, kiedy udało mi się ten cudowny kijaszek umiejscowić w historii, to pasmo podbojów Aleksandra Wielkiego. - Godna podziwu spostrzegawczość! – zauważył. – Ale Aleksandroz Megaloz w końcu przegrał…! Wzruszyłem ramionami i oparłem się o barierkę.. - Głupia sprawa, ale mając coraz więcej, przestał zwracać uwagę na szczegóły. Widzisz, kiedy chce się za dużo, moc talizmanu obraca się przeciwko użytkownikowi. To tak jak z kontem w banku – możesz z niego czerpać, ale kiedy osiągniesz pułap swoich możliwości, bank cię zacznie ścigać. Podbił pół świata, lecz Indie, to już było za dużo. Tym razem mój dowcip został doceniony. - Co dalej? Włożyłem ręce w kieszenie mojej kurtki. - Trafia w ręce Kaniszki, władcy Kuszanów. Seria zwycięstw, bogactwo i takie tam różne sprawy związane. Jednak w krótkim czasie talizman powrócił do Europy. - Ciekawe… - Juliusz Cezar też się nim nie nacieszył. Zwycięstwa, zaszczyty, władza… Chciwy, jak na Rzymianina, prawda? Później przejął go Calpurnius Thalna, wysoki rangą, rzymski urzędnik skarbowy. Twój święty patyk wylądował w skarbcu cesarskim i tylko nieliczni korzystali z jego mocy. Może dlatego, że nielicznym udało się zgłębić jego sekret. Stojący obok przysiadł na marmurowym schodku i sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza. - Chcesz mi powiedzieć, że nikt nie miał pojęcia, co leży w skarbcu? - A kogo obchodziła szczapka drewna, kiedy obok walało się po posadzce kilka ton złota i rubinów? – zapytałem bez specjalnego zdziwienia. – Ale raz na jakiś czas talizman „przemawiał” do niczego nieświadomego właściciela. Kiedyś jednemu z cesarzy przyśniła się tarcza z charakterystycznym emblematem unosząca się w niebo. Tajemniczy głos oznajmił mu, że pod tym znakiem zwycięży. Uwierzył i zwyciężył, a ożywiony talizman był zawsze z nim. Osiągnął wiele i był chyba jednym z nielicznych, któremu udało się nie przekroczyć „limitu”. - Flavius Valerius Constantinus. – zauważył przewracając strony w niebieskiej książeczce o wybitnie długich kartkach. – Ale jego synowie wyrżnęli się nawzajem. - Tego mi się nie udało ustalić, czy Konstantyn numer dwa i Konstans sami ulegli Konstancjuszowi, czy też może we wszystkim był umoczony ten cudowny patyk. Dość, że było, jak powiedziałeś. Jeszcze jedno zero, proszę! – rzuciłem. Człowiek w okularach uśmiechnął się i dopisał zero na końcu. - Nic nie umknie twojej uwadze! – mruknął. – Pasjonująca historia, gdybym był pisarzem napisałbym na ten temat powieść. Wzruszyłem ramionami i wyciągnąłem rękę po wyrwany z książeczki czek. - Lubię takie chwile. – dodałem. – Dla takich momentów człowiek żyje. Niebieska kartka pełna cyferek zmieniła właściciela. Z lekkim niedowierzaniem wpatrywałem się w mój wybitnie efektowny fundusz emerytalny. - Okrąglutki milion, przyjacielu. – przyznał człowiek w płaszczu ubawiony sytuacją. Mnie jednak nie dziwiło nic – dla niego, posiadacza ogromnego majątku, były to tylko zera z jedynką, dla mnie fortuna. Takiej kasy w życiu nie widziałem. - Powiedz, skorzystałeś choć z tego klucza do skarbca? Jego pytanie wydało mi się co najmniej nie na miejscu, ale postanowiłem odpowiedzieć prawie szczerze. Teraz miałem milion dolarów. - Raz. – skłamałem. - Czego chciałeś? – dociekał. - Niby drobnostka, ale cieszy. Car Mikołaj kazał wybić dla swoich pociech specjalną monetę o nominale siedem i pół imperiała, po jednej na głowę. Nigdy ich nie dał. Nastała rewolucja, rodzina zginęła, monety zniknęły. Mężczyzna wstał i popatrzył na strzelające w niebo drapacze chmur, tuż obok naszego. Wszystkie dookoła były niższe. Patrzył na nie, niczym władca na poddanych. Nie musiał wiedzieć, że moim drugim i ostatnim życzeniem było znalezienie chciwego kupca na ten niezwykły artefakt. - No i pewnie przypadkiem je odnalazłeś… te monety. Można wiedzieć, jak? - Wypowiedziałem życzenie trzymając talizman w prawej ręce. Nagle drgnął, jakby był żywy, zrobił się gorący i wypadł mi z ręki. Upadając stłukł kafelkę w posadzce. Kląłem jak szewc na moją łatwowierność w cuda, dopóki nie postanowiłem wymienić uszkodzonego elementu… Mój rozmówca sięgnął po papierosa. Błysnął płomień zapalniczki. - Niech zgadnę: były pod podłogą. - Zgadłeś. – przyznałem rozkładając ręce. Zaciągnął się głęboko dymem. Opierając się barierkę, wskazał na dół. - To miasto mnie dobija. Nawet rankiem sprawia wrażenie sztucznego tworu wciśniętego na siłę w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych