Wróć do katalogu

Tamten Piątek

Emocje towarzyszące pewnym zdarzeniom w moim życiu... a może tylko w mojej głowie...?

vivien, opublikowano , 12 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tak to ze mną nie było jeszcze NIGDY. Pewnie dlatego właśnie, że nigdy wcześniej nie zdecydowałam się na krok aż taki... Myślałam nawet, ze nigdy nie byłabym w stanie tego zrobić. Pomyłka. Wtedy, tzn. w środę wszystko było prostsze. Wczoraj już pojawiły się TE myśli, a dzisiaj dołączył do nich ten okropny strach przed jutrem. Aktorka plus On zagrają przedstawienie. Ukryta, nieistniejąca kamera uwieczni Jego nieświadomą grę. Czuję jak moje ciało wypełnia się powoli łomotem serca. Puk... Puk... Puk... Zgubiony gdzieś, kiedyś rytm życia odbija się od pustki, bezsilności, zamyślenia, od wnętrza duszy, powraca ostrym walnięciem do mózgu i znów pamiętam. Nie da się zapomnieć o czymś TAKIM. Przynajmniej ja nie wiem jak. Nie wiem nawet czy ZAPOMNIEĆ jest tym czego potrzebuje moja „schizofrenia niedawno nabyta”, moje zdezorientowane, zagubione w rzeczywistości ego. Słodkawy, śmietankowy aromat kawy kołysze delikatnie rozszalałe zmysły. Muzyka w eterze... Niedaleko poza mną umarł dzień... Jestem. Zła. Krzywdzę ludzi. Najgorsze, że to nie tacy ZWYCZAJNI ludzie, którzy codziennie stąpają po brudnych chodnikowych płytach zimnego betonu pod moimi oknami, zupełnie nie ruszających mnie sprzed szklanego ekranu i klik, klik pod opuszkami palców. Oni, Ci inni, Ci NIEZWYCZAJNI powodują uśmiech. TEN uśmiech jest tak bardzo różny od TAMTEGO. A jednak jest. I choć jest tak nowy i nieznany w swych konsekwencjach, daje mi ciepło i jest przyjemny. TAMTEN uśmiech trwa. Nie znudził się. Nie jest gorszy. Jest inny. Daje ciepło i jest przyjemny... Może nie ma co tak się dręczyć. Może moje myśli da się jakoś uspokoić. Chociaż na chwilę. Żeby tyle nie mówiły... Chociaż na chwilę... Na chwilę... Chwilę... Są takie dni, gdy zazdroszczę tym, których Umysły do nich nie mówią. Nie krzyczą im do uszu, że tak bardzo im się nie udało. Znowu... Moje Ego umie mówić. Sama je uczyłam. Wtedy, gdy padał deszcz, a ja tak bałam się, że to Aniołom dzieje się krzywda i płakałam razem z nimi. Z taką dumą patrzyłam jak Ego uczy się nowych słów, jak nieśmiało składa je w zdania. Z czasem okazało się, że wie więcej niż ja. Skąd?... Wtedy też ktoś postawił diagnozę. Wydał wyrok... Pomylił się. Ego mówiło, że się pomylili i nie ma się czym przejmować. Śmiałam się z nich wszystkich „miłych” pań i panów, którzy wierzyli że są tacy mądrzy i ciągle mówili o jakimś pomaganiu mi. A ja i Ego śmialiśmy się z nich wszystkich do łez. Ego opowiadało o ludziach, których ego są nieme, pasywne i biernie schowane gdzieś pośród chorych organów. Czasem nawet nieme ego podobno próbowały się uczyć, ale szybko były deptane, tłumione i obelżywie nazywane „przeczuciem”. Ja i Ego rozumieliśmy się zawsze dobrze, czego nie akceptowali ZWYCZAJNI, pewnie z zazdrości. Ego zawsze znało moje marzenia. Z czasem nauczyło się gniewać. Nie lubiło, gdy marzyłam. Zaczęło mi tego zabraniać. Miało nade mną przewagę. Było czymś lepszym niż ziemska egzystencja. Coraz częściej krzyczało... Dużo wtedy płakaliśmy. Kiedyś Ego postanowiło się pogodzić. Znało moje marzenia i postanowiło je spełnić. Przyprowadziło mi Mojego Anioła Stróża. Płakałam ze szczęścia. NANO. Tak miało na imię spełnienie moich marzeń. Kochałam Ego do szaleństwa. Zawsze było ze mną i we mnie. Było jedyne i najlepsze. Było miłością mego życia. Nano pojawił się tak nagle, niespodziewanie. Fascynował mnie. Nigdy nie znałam żadnego Anioła. Nie miałam pojęcia jak bardzo polubię jego dobroć, jego ciepło i tą cudowną Jasność, która była dookoła, kiedy przychodził. Uwielbiałam miękkość bieli jego skrzydeł. Często do mnie przychodził. Najczęściej kiedy Ego spało. Było nam razem tak cicho, tak ciepło, tak dobrze... Dotykał mnie coraz śmielej. Ego nic nie wiedziało. Kochało mnie bardzo, chociaż czasem nie umiało tego okazać. Ja też je kochałam. Zanim poznałam Nano, nigdy nikt nie mógł nawet w minimalnym stopniu równać się z Ego. Musiałam tak bardzo uważać, żeby nie pomyśleć nawet przez chwilę o Nano, gdy Ego nie spało. Do tej pory jakoś mi się udawało. Ciii... Ego nie może się teraz zbudzić. Muszę dokończyć pisać, wydrukować, otworzyć okno, podarować swe wyznanie komuś, kto mnie nie zna. Kto podniesie kartkę, przeczyta i może pomyśli chwilę nad tym wszystkim... Może nawet nie zrozumie nic z tego, co przypadkiem podarował mu wiatr. Może te parę zdań na zawsze odmienią czyjeś spojrzenie na świat... Może... Rozmawiałam niedawno z Nano. Może dzisiaj mnie odwiedzi. Wyczuł, że coś jest nie tak. Niech przyjdzie, przytuli i o nic nie pyta... Kiedy tak bardzo zaczęło mi zależeć na Nano, na jego obecności gdzieś w pobliżu mnie, powiedziałam że Ego jest dla mnie niedobre, że to chyba koniec mnie i Ego. Nano wysłuchał. Zrozumiał co czuję. Mówił, że nie oczekuje ode mnie więcej niż na ten moment mogę mu dać. A chciałam dać mu tak dużo... Ale to wszystko nie było takie proste. Nadal istniało Ego, bez którego nie chciałam, a może już nie umiałam żyć. Nano wiedział, że Ego wciąż tkwi w mojej głowie. Będąc z Nano, nie musiałam dużo mówić. On patrzył mi w oczy i wiedział... chyba wszystko. Anioł... Uwielbiałam to spojrzenie, a jednak bardzo się go bałam. Ciepłe, mieniące się tysiącem iskier... i tak „piekielnie” głębokie, o wszystkich możliwych odcieniach... CZERNI. Często uciekałam wzrokiem z obawy przed tą głębią. Nie wiedziałam co jest na końcu tego spojrzenia, na dnie tej cudownej CZERNI. W środę ja i Nano znów się spotkaliśmy. Poczekałam aż Ego zaśnie i wyszłam na spotkanie z przeznaczeniem. Zapłonął ogień... Ogień w nas i obok nas... Ogień nad nami, pod nami,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych